Ksiega Pamięci

[Str. 260]

Partyzancka walka z
okrutnym niemieckim okupantem

 

Działalność podziemia w Żelechowie
w czasie niemieckiej okupacji

Israel NAJSZTETER (Australia)

Z jidysz na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego na polski przełożył Andrzej Ciesla

W miesiącu lipcu w roku 1940 przyjechał do nas do Żelechowa przedstawiciel z Warszawy.Zebrał kilku towarzyszy i ogłosił,że wszyscy byli członkowie partii komunistycznej lub Związku Komunistycznego, z wyjątkiem byłych więźniów Berezy Kartuskiej,mają się organizować.Osoby,które siedziały w Berezie Kartuskiem złożyły przysięgę,że już nigdy nie wstąpią do partii komunistycznej i pod takim warunkiem zostały zwalnione z więzienia.Przy zakładaniu nowej organizacji nie wolno było ich przyjmować.

Zebrało się nas około 12 osób.Naszym zadaniem było przygotowywać „politycznie dojrzałe” osoby dla nowego polskiego państwa.Działania miały obejmować także polską inteligencję we wszystkie miasteczkach w rejonie Żelechowa.

Organizowaliśmy się w miasteczkach:Stoczek,Sobolew,Parysów,Ryki i Dęblin.W Żelechowie wciągnęliśmy do współpracy byłego polskiego aspiranta Rybaka, który przed wojną był w Żelechowie specjalistą od zagadnień politycznych.W czasie okupacji hitlerowskiej wrócił do polityki i swoją nielegalną działalność przepłacił życiem.Zorganizowaliśmy także grupę młodzieżową.Na jej czele stanęła Czesia ,córka Mojszego Majchla.Dostawaliśmy polskie i żydowskie czasopisma.Z polskich Czerwony Sztandar a z żydowskich Das Noje Leben i Der Iberboi.(Przebudowa).Prowadziliśmy agitację polityczną.Na zebraniach poznawaliśmy Manifest Komunistyczny,ekonomię marksistowską itp.

Kiedy wybuchła wojna ze Związkiem Radzieckim w 1941 roku,kontynuowaliśmy tą działalność.Niemiecka armia szła do przodu i brała do niewoli tysiące rosyjskich jeńców.Niedaleko od nas w miasteczku Dęblin, codziennie rozstrzeliwano ich tysiącami.Wielu z nich udało się uciec do okolicznych wsi i miasteczek.Szukaliśmy kontaktu z tymi uciekinierami.Pewnego razu do towarzysza Mojszego Majchla przyszedł wieśniak mówiąc,że ma w domu dwóch uciekinierów,jeńców wojennych.Od razu się z nimi skontaktowaliśmy .Zaczęliśmy dla czerwonoarmistów organizować pomoc.We wszystkich miasteczkach organizowaliśmy komitety pomocy rosyjskim jeńcom. Zbieraliśmy rzeczy i pieniądze.

Ktoś doniósł i złapali tego wieśniaka, który nas powiadomił o uciekinierach.Niemcy przeprowadzili u niego rewizję i ich znaleźli.Wieśniaka zamknęli i bardzo bili ,aby wydał osoby,które pomagały uciekinierom.

Umęczony wydał Mojszego Majchla,że przynosił rzeczy i pieniądze dla uciekinierów.Mojszego zamknęli.Zaparł się wszystkiego i twierdził,że nikogo nie zna.Po kilkunastu dniach go wypuścili.

Naszą aktywność powstrzymaliśmy.Kilka miesięcy później miały miejsce wielkie aresztowania.Zamknęli Zyszego Akermana,Mojszego Majchla,a w Stoczku jakąś Helę.Odwieźli ich na Pawiak do Warszawy.Posyłaliśmy im paczki z jedzeniem i bieliznę.

W Warszawie przywódcą młodzieży był Szymon Lemberger.Mieszkał na Gęsiej 51.Pracował na Pawiaku jako krawiec ,a na noc chodził do domu.Często przynosił różne wiadomości od aresztowanych,którzy siedzieli na Pawiaku.Chaim Ankerman był w kontakcie z Lembergerem i przez niego podawał paczki z jedzeniem dla Z.Pewnego razu kiedy Chaim przyszedł z paczką,Lemberger powiedział,że nie weźmie żadnego jedzenia dlatego,że partia skończyła z tym kontaktem.Chaim Akerman dowiedział się,że kiedy wieźli Mojszego Majchla na przesłuchanie na Aleje Szucha to w drodze powrotnej na Pawiak rzucił gryps,że Z. wydał wielu towarzyszy i Cześkę,córkę Majchla.Ta wiadomość dotarła do Żelechowa i Cześka od razu wyjechała do Warszawy.Po paru tygodniach posłała wiadomość do Chajele Gurfinkel,że historia z Z. jest prawdziwa i trzeba na niego uważać,gdyż już wydał wielu towarzyszy.O tym opowiadała mi Chajele.

I rzeczywiście zaraz przyjechało do Żelechowa Gestapo.Zastrzelili Rybaka i szukali Etele Drumlewicz.Mojszele Majchel był zastrzelony w Warszawie.Zdrajca myślał,że uratuje własną głowę, ale i tak go potem znaleźli zastrzelonego w bramie na ul.Zamenhofa.Cześka przez pewien czas przebywała na aryjskiej stronie.Pewnego razu kiedy przyjechała do Żelechowa złapali ją poza gettem i zastrzelili na żydowskim cmentarzu.Zrozumiałe,że w czasie aresztowań nasza działalność była wstrzymana.Na Hoszana Raba[1] w 1942 roku wszystkich Żydów wyprowadzono z Żelechowa i ze wszystkich partyjnych towarzyszy zostałem tylko ja.

Nasza podziemna działalność pochłonęła wiele ofiar.Wszyscy nasi najlepsi towarzysze byli rozesłani do różnych obozów.Panujący pod niemieckim reżimem terror i getta, które oddzielały Żydów od miast,uniemożliwiały zorganizowanie powstania.Jacak z wioski Wylezin i jeszcze dwóch lewicowych wieśniaków zamordowano w bestialski sposób.Na początku nie było partyzantki,dopiero potem pokazały się grupy partyzanckie stworzone przez jeńców rosyjskich,których coraz więcej uciekało z obozów.Naszą grupą dowodził kapitan armii rosyjskiej Aleksiej Serafin.Był on wielkim postrachem okolic Garwolina,Łukowa i Puław.Za jego głowę Niemcy dawali nagrodę pół miliona marek.Z naszej grupy niewielu ludzi poległo z rąk niemieckich .Więcej zginęło z rąk AK.Dlatego też wiele wiosek spalono.

Z przyjściem Armii Czerwonej zorganizowaliśmy się w partię PPR.Partia składała się z byłych komunistów.Pierwszym zadaniem była likwidacja wszystkich wrogich elementów.Powiat rozdzieliliśmy na rejony.B. dowodził jednym rejonem.Przeprowadzano rewizje u faszystowskich,huligańskich elementów,którzy współpracowali z Niemcami i pomagali w mordowaniu Żydów.Akcja oczyszczania z band faszystowskich trwała dwa miesiące i wielu osądzono za różne przestępstwa włącznie morderstwami i okradaniem Żydów.

Utworzyliśmy Komitet Żydowski.Składał się z czterech członków PPR i jednego niepartyjnego.Komitet między innymi zajmował się odzyskiwaniem części zrabowanego żydowskiego majątku.Na podstawie zyskanych dowodów byli odszukani chłopi,którzy w lesie najpierw „ukrywali” Żydów,a potem ich okradali i mordowali.Mojsze Boruchowicz,podczas tego sądu trzymał na stole Pięcioksiąg, z którego cytował prawo.Był taki przypadek.Przyprowadzili jednego chłopa nazwiskiem Kobus,który zamordował Jankla Goldcwajga jego żonę i dzieci.Przesłuchiwał go Mojsze Boruchowicz.Morderca nie chciał się przyznać do winy i odesłano go do sądu,który jednak nie posłał go do więzienia ,bo nie znalazł dowodów,że był bezpośrednim mordercą.

Po tym jak Armia Czerwona poszła dalej na przód,polscy faszyści wyszli z ukrycia i podnieśli głowy,napadając na ocalałych żelechowskich Żydów.Nowo powstała polska władza (była wtedy jeszcze w Lublinie) robiła wszystko ,aby ochronić Żydów, ale była jeszcze za słaba.Dlatego Żydzi odeszli wtedy z Żelechowa.Opuściłem Polskę i wyjechałem do niemieckich DP obozów.

 

Grupa młodzieży

 


Przypisy:

  1. Hoszana Raba #160; Wielka Hosanna – siódmy dzień żydowskiego święta Sukkot (21 dzień miesiąca tiszri, podczas którego procesja chodzi siedem razy wokół synagogi, po czym uderza gałązkami o ziemię. Return

 


[Str. 263]

Przeżycia żelechowskiego partyzanta

Josel ŁUKOWIECKI (Kostaryka)

Z jidysz na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego na polski przełożył Andrzej Ciesla

 

 

Na Hoszana Raba roku 1942 miało miejsce tak zwane „wysiedlenie” żelechowskich Żydów.Wywieźli 7000 ludzi.Niemcy wybrali 50 ludzi –25 strażaków i 25 policjantów.Ze mnie zrobili strażaka.Rozkazali nam nosić jedzenie i wodę dla tych nieszczęsnych,którzy czekali na odwiezienie.Musieliśmy także zakopywać zastrzelonych Żydów.Byli to ci,których niemieccy mordercy wyciągnęli z różnych kryjówek.Ponad 300 takich ofiar zakopaliśmy w ciągu jednego dnia.Kiedy odprowadzili wszystkich do pociągu,który jechał do Treblinki,zostaliśmy na skraju placu tylko my – tych wybranych pięćdziesięciu.Pilnowali nas Niemcy z bronią automatyczną.

Pozostało także 25 niemowląt w wieku 1 roku z którymi matki musiały się rozstać.Zastrzelono ich później przy wschodniej ścianie synagogi w naszej obecności.Wiele dzieci zranionych strzałami jeszcze ciągle płakało.Niemcy te które jeszcze żyły,trzymając za nóżki zabijali uderzeniem główkami o ścianę.

Kiedy przyszła noc odprowadzili nas do remizy strażackiej.Herszla,zięć Izraela Chanana wyprowadzili z szeregu i zastrzelili go na naszych oczach i przy tym nam grozili,że tak się stanie z każdym kto nie będzie wykonywał wszystkich rozkazów.Nazajutrz ,w dzień targowy,Niemcy powiesili jednego Polaka i pozostawili go wiszącego przez cały dzień.W nocy znów wyprowadzili dwóch naszych.Byliśmy pewni,że ich zastrzelą.Okazało się jednak,że tylko musieli tego Polaka zdjąć z szubienicy i zakopać na miejscu egzekucji.

Dwa tygodnie po wysiedleniu miasteczko otoczyli Niemcy i polscy policjanci.Wzięli nas do wysprzątania pożydowskich domów ze wszystkiego co po nich pozostało.W bejt–midraszu były urządzone składy gdzie się wszystko sortowało.Prócz tego cały czas grzebaliśmy Żydów których Niemcy znajdowali w kryjówkach i ich zaraz mordowali.

W ciągu czterech tygodni pochowaliśmy około1500 Żydów.Pomimo wszystko cały czas udawało się dużej liczbie Żydów stale ukrywać.Między nimi był i schowany na strychu żelechowski rebe reb Szolem ze swoimi chasydami jak też i i kocki rebe, który miał kryjówkę w oberży i któremu często nosiliśmy jedzenie i wodę.

Pewnego razu zawołali nas aby pochować 18 zastrzelonych Żydów.Ja ,Mojsze Łukowiecki i Szmul Goldfil byliśmy wyznaczeni do zakopania tych 18–tu.Kiedy nakładaliśmy trupy na furmanki uniósł się zakrwawiony Mojsze Perkal i wyszeptał: „Żydzi.Ja jeszcze żyję”.Odwróciliśmy uwagę żandarma i Perkala odprowadziliśmy do domu.Tych pozostałych odwieźliśmy na cmentarz.Kiedy układaliśmy ich do grobu,żandarm doliczył się 17–tu zamiast 18–tu zastrzelonych.Zbił nas abyśmy mu powiedzieli gdzie jest ten 18–ty.Udało się nam wyjść z tej sytuacji jedynie pobiciem.

Po odejściu pilnujących stróżów,wtargnęli do pożydowskich domów polskie bandy,miejscowi i obcy,aby rabować.Część ukrywających się Żydów była przez nich odkryta i wydana Niemcom którzy tych nieszczęśników zastrzelili.Tak to zginął żelechowski rebe z rodziną i chasydami którzy się z nim ukrywali.Kiedy nasze praca wysprzątania żydowskich mieszkań skończyła,Niemcy zapytali nas o zawody.Ja podałem się za krawca .Nasza grupa 25–ciu jako specjaliści,pozostała na miejscu a reszta była wysłana do obozu a następnie do Sobolewa.Po 8 dniach pobytu w Sobolewie odtransportowali ich do Treblinki.Części z nich ,razem z komendantem policji getta Melechem Szarfharcem,Niemcy jeszcze w Sobolewie nakazali wykopać doły i ich u tych dołów zastrzelili.

Z naszej grupy 25–ciu Niemcy zorganizowali warsztaty krawieckie,szewskie,kuśnierskie,garbarskie i kamasznickie.Między tymi 25 byli:Semech Szyber,Lejbel Mydlarski,Mojsze Łukowiecki,Mejlech Worcelman,Rouwen Iglicki,Abramcze Aszlak,Awrum Fastman,Szmuel Goldfil,Jechiel Boruch Wajsleder,Mojsze Goldszmit,Monisz Rojzenkind,Hone Rojzenkind,Monisz Gedanken,Herszel Bar,Jankel Winograd,Finkelsztajn,a także i niektórzy z innych miasteczek oraz ja.

Pracowaliśmy około sześciu miesięcy.W czasie tego czasu burmistrz Domański razem z Niemcami sprzedał 500 żydowskich domów na rozbiórkę.Żelechów po tym wyglądał jak plac cmentarny.

Kiedy raz żandarmeria kontrolowała dokumenty jeden polski robotnik z żelechowskiej elektrowni przyprowadził dwoje małe żydowskie dzieci :syna Icchoka Łukowieckiego i syna Oszera Kowala.Przyprowadził je na sznurku i za to dostał dwa kilogramy cukru.Jedno z dzieci było moim kuzynem i wykrzyknęło:”Josele ratuj mnie!”.Komendant się mnie zapytał kto to jest a ja musiałem powiedzieć,że nie wiem.Dzieci odprowadzili za dom Kasprowicza i tam zastrzelili.Nazwisko tego Polaka to Wójtowicz .

28 lutego 1943 około 10 godziny rano niespodziewanie pojawili się z Garwolina gestapowcy z bronią automatyczną.Obstawili całą fabrykę która była w bejt–midraszu.Dowódca gestapo nam wytłumaczył,że bierze nas do Garwolina do pracy.Poczułem,że przygotowywują nas na ostatnią podróż.Zebrałem się na odwagę.Wybiłem okno na dziedziniec synagogi i wyskoczyłem.Za mną skoczył Awrum Fastman.Niemcy otworzyli ogień,ale nam obu udało się uciec.Wybuchła wielka panika.Z drugiej strony uciekli Josel Sztajnhendler i Chone Rojzenkind.

 

Szmuel Goldfil

 

Załadowano na samochód 21 ludzi i odwieziono ich do bramy nowego cmentarza.Tam wybuchła bójka: z jednej strony gołe ręce a z drugiej uzbrojone gestapo.Szmuel Goldfil skoczył na komendanta żandarmerii i zagryzł się mu do gardła.Zrozumiałe,że ta nierówna bitwa skończyła się śmiercią Żydów.

Ja z Awrumem Fastmanem pobiegliśmy do żelechowskiego lasu.Kiedy Niemcy skończyli z bójką tak otoczyli las i strzelali,ale nas nie trafili.Stamtąd szliśmy na kolonię Wola Żelechowska.Za pieniądze przenocowaliśmy u Polaka Więckowskiego.Awrum Fastman mający więcej pieniędzy odłączył się ode mnie i odszedł do innej kryjówki.Mnie Więckowski wygonił.

Zacząłem wędrować po lasach Stryja,Gęsiej Wólki i po lasach koło Sokoli.Żywiłem się kradzionymi kartoflami.Po czterotygodniowej,samotnej wędrówce,pewnego wczesnego rana zauważyłem dym który się wydobywał gdzieś z lasu.Ostrożnie się przybliżyłem i ku mojej wielkiej niespodziance spotkałem siedzącą grupę żelechowiaków:Mendela Gerecht (w Izraelu) Josel Aszlaka,Gedalie Aszlaka (obaj w Australii).moich kuzynów Mordcze Łukowieckiego i Izraelke Goldszita,Calke Berencwajga,Dawida Korcarza i jeszcze jednego.Bardzo się ucieszyli na mój widok a ja także,że ich spotkałem.Zapytałem się skąd się tu wzięli.Wytłumaczyli ,że wyskoczyli z pociągu w drodze do Treblinki.Na moje pytanie czym się żywią powiedzieli,że niedaleko stąd ,w wiosce Gózd koło Jagodnego jest kilku ewangelickich księży [1] którzy ich żywią i że po jedzenie chodzą tam w nocy a przez dzień przebywają w lasach.Po pobycie z nimi dwóch tygodni na skutek donosu Polaków miała miejsce obława Niemców z polskimi pomocnikami którzy im wskazali gdzie przebywamy.Otworzyli do nas ogień.Zostali zabici moi dwaj kuzyni Mordka Łukowiecki i Izrael Goldszmit,Calek Berencwajg,Dawid Korcarz i Luzer Guterman.Mnie i bratom Aszlak udało się uciec.Mendele Gerecht uciekł w innym kierunku.

Odeszliśmy do lasów koło Dąbrowy.Tam spotkaliśmy różne grupy partyzanckie.Również jedną żelechowską, której dowódcą był Szmilke Aszlak.Między nimi byli:Szuje Fajnzylber (przezywany Konspiratorem),Sztejnhendler (dzisiaj w Warszawie),Jankel i Mojsze Sznapstejler,synowie Fajgi Tobe.Były także rosyjskie i inne grupy partyzanckie.Bardzo się ucieszyli na nasz widok a mnie potraktowali specjalnie dlatego,że tylko co uciekłem przed śmiercią i dlatego od razu dali mi broń. Powiedziałem,że u szewca Baranowskiego przebywają niemieccy lotnicy.Nasza żydowska i rosyjska grupa poszły do Żelechowa pod dowództwem kapitana Iwana ostrzelać Niemców w domu Baranowskiego.Jeden Niemiec został zabity a pozostali uciekli.Nie mieliśmy wielkiego powodu do satysfakcji.

Osiem dni później,kiedy nasza grupa kwaterowała na Kolonii Zadybskiej,doszli do nas żelechowiacy:Jidel Iglicki,Pejsech Gelburt i Dawid Wajsleder.Przekonaliśmy komendanta Iwana,aby pozwolił przyjąć żelechowiaków do naszej grupy.Nazajutrz odeszliśmy na kwaterę w Hucie Żelechowskiej.Ktoś na nas doniósł i żandarmi z Żelechowa,Garwolina i Dęblina nas otoczyli.Doszło do wielkiej bitwy z Niemcami w której zginęli:Dawid Wajsleder,Pejsach Gelburt,Jdel Iglicki i jeszcze kilku.

 

Partyzant Josel Łukowiecki

 

Ajzyk Boijmeil był cieżko ranny.Stracił rękę.Ponieważ już nie mógł więcej obsługiwać broni automatycznej jedna z jego znajomych dziewcząt,która była obok niego,wzięła za broń i nadal strzelała.Dwie i pół godziny trwała ta walka i musieliśmy się wycofać,bo zabrakło nam broni.Z niemieckiej strony zginęło trzech Niemców i dwóch policjantów.

Poszliśmy dalej.Po jakimś czasie przyszła do naszego obozu grupa ubrana po cywilnemu .Na warcie stał wyżej wspomniany Szyja–Konspirator.Myślał ,że to swoi i puścił ich bliżej.A oni jego i jeszcze dwóch partyzantów zastrzelili ,a my musieliśmy się stamtąd wycofać.Dalej działaliśmy.Kiedy dowiedzieliśmy się,że Niemcy poprowadzą pociąg z ofiarami do Oświęcimia to koło stacji Leopoldów ostrzelaliśmy lokomotywę.Pociąg się zatrzymał i wielka część wywożonych do Oświęcimia (Polacy) się rozbiegła.Wielu z uciekających przyłączyło do naszej grupy.

Wysłaliśmy żydowską dziewczynę z Ryk Edkę Frondenchajm i Polkę na rozpoznanie terenu. Niemcy obie złapali i prowadzili na powieszenie.Zdecydowaliśmy odbić dziewczęta.Poczekaliśmy przy drodze którą je mieli przewozić.Napadliśmy nazistów i oswobodziliśmy dziewczęta.

Dlatego,że ciechomińska policja wyłapała i wystrzelała dużo Żydów zdecydowaliśmy zrobić na nich uderzyć.21 partyzantów zaatakowało policyjny posterunek i ostrzeliwali go tak długo aż tamci się musieli poddać.Rozebraliśmy 7–miu policjantów do spodenek i zabraliśmy im broń.Ta akcja była przeprowadzona pod dowództwem rosyjskiego partyzanckiego komendanta Serafina.

Po tej akcji odeszliśmy do gułowskich lasów,gdzie była większa liczba partyzantów.Pewnego dnia niemiecki samolot rozpoznawczy przelatywał nad nami i jeden partyzant z broni automatycznej go zestrzelił.Wynikiem tego były niemieckie obławy w lasach.Niemcy w liczbie 4000 otoczyli 20 mil lasu i ostrzeliwali cały ten teren.Kościoły w wioskach Hordzieżka i Gułowie [2] były obstawione karabinami maszynowymi,które cały czas na nas strzelały.Walka trwała dwa dni nami dowodził nasz dowóca Szmilke Aszlak.Niemcy przybliżali się do nas coraz bardziej.W tej krytycznej sytuacji zdecydowaliśmy przerwać okrążenie.W naszej grupie walczyli:Icze Cackiewicz (w Australii),mendel Gerecht (w Izraelu),Mejlech Rozenberg(W Wenezueli) Izrael Najszteter (w Australi),Szolem Sztejnhendler (w Wraszawie),Jdel Ajzenhand,Abe Bajtel i inni.Udało się nam wydostać.Podczas tej próby zginęli:Josel Sztajnhandler, żona Icze Cackiewicza i jeszcze dwie osoby.Szmilke Oszlak został ranny i aby się nie dostać w ręce Niemców sam się zastrzelił.

Raz wieczorem,kiedy szliśmy na akcję Niemcy nas mocno ostrzelali i w walce został ciężko ranny *Wacek”(Szolem Sztajnhendler).Brzytwą do golenia mu ucięli postrzeloną rekę i tak uniknięto zakażenia krwi.

W czasie naszej działalności nawiązaliśmy kontakt z Żydami z obozu w Dęblinie a także i z żydowską obozową policją,która dowodził niejaki Lejbl Waldman.Przyjęliśmy ich.Dołączyli do nas z bronią automatyczną i granatami.Nasza grupa się powiększyła.Przeorganizowaliśmy ją i wybraliśmy na dowódcę zmienionego Lejbla.Niezadowoleni z dowódcy Waldmana – ja,Jankel Sztajnhendler dwóch adamowskich i jedna dziewczyna odłaczyliśmy się od grupy.Pół godziny po naszym odejściu została ona otoczona przez Niemców i wszyscy ,w liczbie 17 ludzi, zginęli od ręcznych granatów.

Wędrowałem dalej po lasach aż do wyzwolenia. Niemcy cały czas się cofali.We trzech poszliśmy szukać jedzenia.wycofujący się Niemcy nas zauważyli i otworzyli ogień.Ktoś z nas rzucił granat i Niemcy się rozbiegli.Dano o tym znać Serafinowi,który ich otoczył i wziął do niewoli.

Nazajutrz wyzwoliła nas Armia Czerwona.

Rosjanie sformowali z byłych partyzantów milicję.Mnie jako milicjanta posłali do Lubartowa a z Lubartowa do Lublina.Kiedy dowiedziałem się o ocalałych żelechowskich Żydach ,odszedłem do Żelechowa.

 


Przypisy:

  1. Prawdopodobnie chodzi o kapłanów Kościóła Starokatolickiego Mariawitów w Gożdzie Return
  2. Mozliwe,że autor miał na myśli niedaleki kościół w Adamowie. Return

 


[Str. 267]

W partyzanckich oddziałach

Mendel Gerecht (Izrael)

 

 

Z jidysz na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego na polski przełożył Andrzej Ciesla

Po niemieckich okropnych ,bestialskich i morderczych wyczynach,które zaczęły się od spaleniem synagogi i bejt–midraszu,życie w Żelechowie toczyło się w miarę „normalnie”.Żydzi zaczęli handlować, aby zdobyć pieniądze na życie.W początkowym okresie w Żelechowie nie było getta,ani ogrodzenia i można się było swobodnie poruszać.

Handlowałem zbożem.Chodziłem do znajomych gospodarzy w pobliskich wioskach i kupowałem od nich zboże oraz ziemniaki.Zboże sprzedawałem handlarzom i piekarzom.W tym czasie kilka razy mnie zatrzymano i pobito.Ale kiedy mnie wypuścili, to znów wróciłem do handlu.

Raz mnie złapali i wywieźli do obozu pracy w Wildze.Kiedyś przyjechał tam na wizytację prezes żelechowskiego Judenratu Szolem Finkelsztajn.

Podszedłem do niego i poprosiłem ,aby mi załatwił zwolnienie.Cynicznie się uśmiechnął ,a niemiecki oficer ,który przy tym był ,uderzył mnie pejczem w twarz.Po tym zajściu w nocy przeciąłem druty i z dwoma ryckimi Żydami uciekłem z obozu.Tych dwóch chłopców po drodze zastrzelono.Nazywali się Rafał Wajnbud i Icchok Bojmel.Ja dostałem się do Stoczka.Byłem tam krótko, bo z powrotem wróciłem do żelechowskiego getta.Poszedłem do Judenratu i powiedziałem Finkelsztajnowi,że go zabiję, jeżeli mnie znów pośle do pracy.Wtedy on zawołał niemieckiego policjanta.W tym momencie rzuciłem w niego kałamarzem i wyskoczyłem przez okno.Ukrywałem się parę dni u znajomego Polaka.Raz spotkałem Finkelsztajna na ulicy spacerującego w towarzystwie dowódcy SS.Esesman wyciągnął pistolet i już nic nie mogłem zrobić.Musiałem się poddać.Wsadzili mnie na samochód i razem z innymi już schwytanymi Żydami wieźli do Garwolina.Po drodze przeciąłem plandekę i uciekłem.Niemcy za mną strzelali, ale udało mi się uciec.

Po kilku dniach znów dotarłem do mojego miasteczka.Dziewiędziesiąt procent Żydów pracowało, a pozostałe dziesięć procent nie musiało,bo byli bogaci i mogli się wykupić.

W roku 1942 zaczęto mówić w mieście,że wywożą Żydów z różnych miast do Treblinki.Nazywało się to „wysiedlaniem”.Judenrat oszukiwał cały czas obywateli żydowskich i przekonywał,że żelechowskim Żydom nic się nie stanie,że mogą spać spokojnie, bo Żelechów pozostanie miastem żydowskim.

W półświęto Sukot [1],w nocy z poniedziałku na wtorek,dzielnica żydowska została otoczona przez granatowych policjantów.którzy zaczęli strzelaninę.Tamtej nocy zatrzymano około 20 Żydów.Rano Niemcy zagonili ich na stary cmentarz.Tych co próbowali uciec,zastrzelili.Razem z Niemcami przyjechało ponad 500 furmanek z polskich wsi.Na furmanki posadzono wszystkich starych Żydów.

W tej „akcji” pomagała żydowska policja.Niemcy kazali oddać biżuterię i kosztowności.Ustawiono wszystkich na rynku z Judenratem na czele i pomaszerowaliśmy do Sobolewa.Tych co pozostawali w tyle ,zabijano.Na moich oczach zastrzelono Heńka Luksemburga,Jankiela Angielczyka i jeszcze wielu innych Żydów.

O pierwszej po południu doszliśmy do stacji.Tam na rozkaz wszyscy siedliśmy na ziemi.Przy pociągu spotkaliśmy już sobolewskich,łaskarzewskich i maciejowickich Żydów.

Najstarszy stopniem Niemiec do nas przemówił i tłumaczył,że jedziemy do pracy.Załadowali nas do wagonów po 150 ludzie w jednym wagonie.Przy tym nas strasznie bili.Na koniec zabili wagony deskami.

Wieczorem pociąg ruszył.Wagony były wysypane wapnem tak,że nie można było oddychać.Udusiło się 30 procent ludzi.Drogę oświetlano rakietami.Na dachach wagonu siedzieli Niemcy z karabinami maszynowymi.Razem z dwoma kolegami z Otwocka zdecydowaliśmy się uciec.Nożem i kwałkiem żelaza przez dwie godziny przecinaliśmy deskę. Blisko stacji Kosów,3 kilometry od Treblinki udało nam się wyskoczyć z pociągu.

Moi dwaj towarzysze zginęli podczas ucieczki, a mnie się powiodło.Prawie nagi dobiegłem do lasu.W oddali zauważyłem światła.Podszedłem do leśniczówki i zapukałem do okna.Wyszła kobieta,która śmiertelnie przestraszona moim wyglądem , uciekła, Ale wyszedł jej mąż,który wpuścił mnie do środka.Poznał, że jestem Żydem i przyjął mnie bardzo przyjaźnie.

Rano od nich odszedłem na szosę siedlecką.Zaszedłem do chłopa i za dobrą zapłatę kupiłem ubranie.Następnie wyruszyłem w okolice Żelechowa.Przez dzień leżałem w lasach, a w nocy szedłem dalej.

Błądziłem dwa dni żywiony przez znajomych gospodarzy.Idąc przez las spotkałem parę żydowską,ojca Nuske Rozensztoka z żoną.Byli bardzo wyczerpani z głodu i powiedzieli że pójdą z powrotem do Niemców.Zatrzymałem ich w lesie jeden dzień.Dałem im jeść i rano odszedłem.Oni wrócili do Niemców.

W międzyczasie miały miejsce obławy na Żydów,którzy uciekli w czasie „wysiedlenia”.Okoliczni mieszkańcy ostrzegali kręcących się Żydów, aby stąd odeszli ,bo inaczej będą musieli donieść Niemcom,że się tu ukrywają.

Kiedy dowiedziałem się,że w obozie w Wildze są jeszcze okoliczni Żydzi, to tam poszedłem.

Po paru dniach komendant obozu, Polak,powiedział mi,że przed kilku dniami zastrzelono kilku Żydów z Żelechowa i z Sobolewa ,bo nie byli zameldowani.Powiedziałem mu,że przyszedłem z lasu i że mam kontakt z partyzantami .oraz że chcę, aby mnie zameldował.Polak mnie zameldował i dał mi na to świstek papieru.

Wieczorem przyjechali żandarmi i zażądali złota.Dowiedziałem się,że mają rozstrzeliwać Żydów.Przeciąłem w nocy druty i wraz z innymi 30–toma Żydami uciekłem.Między nimi byli Lejbel Wajsleder,jego szwagier Godele,Jeszaja Grynberg,Szolem Sztejnhendler i inni.Poszliśmy w kierunku lasów gułowskie.Po drodze część się odłączyła, a inni trzymali się razem.Kupiłem od wieśniaków jedzenie i przyniosłem do lasu.

Niemcy puścili plotkę,że wszyscy Żydzi,którzy powrócą do Sobolewa, będą mogli tam wolno przebywać.Poszliśmy wszyscy do Sobolewa,do getta.

Getto jeszcze istniało od grudnia 1942 do 10 stycznia 1943.Dzięsiątki ludzi umierało codziennie z głodu i epidemii .W jednym ciasnym pomieszczeniu na ziemi spało około 40 osób.Każdej nocy przychodzili do getta żandarmi i zabijali dziesiątki Żydów.Zachorowałem na tyfus.Podobnie jak inni Żydzi leżałem w okropnych boleściach.Tylko jakimś cudem przeżyłem i stanąłem na nogi.

Kiedy pewnego zimowego ranka się przebudziliśmy, zobaczyliśmy,że getto jest obstawione.Znów nas zapędzili do wagonów i wieźli do Treblinki.

Na peronie leżał zastrzelony komendant żydowskiej policji Melech Szarfharc i mój kuzyn Eri Gerecht.

Po drodze przekonałem kilku ludzi do ucieczki.Pomagałem im wyskakiwać z pociągu, a na koniec wyskoczyłem sam.Poszedłem w stronę Żelechowa.Po drodze spotkałem dwóch żelechowiaków:Mojszego Patriwesa i Lejbczego Altmana,policjanta z getta.Poradziłem ,abyśmy poszli do lasu i zorganizowali grupę bojową przeciwko Niemcom.Nie chcieli i poszli swoją droga, z której już nigdy nie wrócili.

Poszedłem do lasu i błądziłem dwa miesiące.

Gospodarze ostrzegli mnie, abym stamtąd odszedł,że między nimi są tacy,którzy mnie wydadzą Niemcom.Zdecydowałem się wykopać sobie ziemiankę.W międzyczasie dołączył do mnie żydowski chłopiec Mojsze Puterman i tak zacząłem nowe,„wolne” życie w lesie.

Żyłem tym, co ukradłem w nocy chłopom.Raz wychodząc w nocy z kolonii, natrafiłem na Całke,syna Tojby Frajdy.Oniemiał ze zdziwienia ,rzucił się mi na szyję i całował.Wziąłem go do siebie do bunkra. Pewnego dnia ,kiedy poszedłem do wioski do znajomych chłopów, moich dwóch chłopców zamordowali akowcy.Kiedy wróciłem znalazłem ich nieżywych.Opuściłem to miejsce i poszedłem zbudować nową ziemiankę.

Wędrując ,zauważyłem z daleka dwóch uzbrojonych ludzi.Zbliżyłem się po cichu i poznałem swoich znajomych:Szolema Sztajnhendlera z Żelechowa i chłopa z Krzywdy.Powiedzieli,że są partyzantami ,że zgubili swój oddział po obławie niemieckiej i teraz go szukają.Poszedłem z nimi do oddziału.Dostałem granat ręczny i tak zaczął się dla mnie czas walki i zemsty.


Przypisy:

  1. Półświęta – Święto Sukot trwa siedem dni.Pierwszy dzień jest „całkowitym świętem” (nie wolno wykonywać pracy a pozostałe dni są „półświętami” Return


[Str. 271]

U sowieckich partyzantów

Mendel KORCARZ

Z jidysz na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego na polski przełożył Andrzej Ciesla

 

Mendel KORCARZ

 

To było w roku 1939 na Rosz ha-Szana.[1] Wcześnie rano Niemcy przyjechali do Żelechowa.Na drugi dzień Rosz ha-Szana podpalili naszą wielką i piękną synagogę.Czarny dym z palących się zwojów Tory,wił się prosto do nieba.W miasteczku Żelechów pociemniało.

Miałem wtedy 18 lat.Rozumiejąc sytuację zdecydowałem się uciec do Armii Czerwonej,która stała w Łukowie,40 kilometrów od naszego miasteczka.Moi rodzice,a szczególnie matka,była przeciwko mojej decyzji.Upadła przede mną na kolana i błagała abym z nią pozostał bo jeżeli nie to popełni samobójstwo.Zamknęła mi wszystkie rzeczy ale ja i tak jak jaki złodziej uciekłem bosy i nagi od swojej matki ,ojca i braci.Po wielu różnych przygodach dostałem się do radzieckiego Donbasu.

Byłem zmęczony,nagi i oberwany.Nazywano nas„uciekinierami”.Poszedłem szukać pracy.Dowiedziałem się,że jestem w środku okręgu górniczego.Czułem się jeszcze dość zdrowy i silny.Byłem przecież młody.Rozpytywałem się o pracę i wreszcie poszedłem pracować do kopalni węgla.

Ciężko i gorzko odpracowałem trzy miesiące i poczułem,że ubywa mi sił.Byłem chyba jednak za słaby do takiej pracy.

Odjechałem na Ukrainę do miasta Równe i tam spotkałem kilku żelechowiaków.którzy tutaj wszyscy żyli normalnie.Wkrótce zżyłem się z miejscowymi ukraińcami i z pomocą kolegów zacząłem ze swoim starym zawodem kożusznika.Moja praca podobała się miejscowym mieszkańcom i w taki sposób zdobywałem utrzymanie.Stąd również nawiązałem kontakt z moim domem w Żelechowie.Posyłałem rodzicom listy i paczki.Matka była bardzo szczęśliwa kiedy dowiedziała się że żyję.Napisała mi jak bardzo się cieszy,że uciekłem z Żelechowa bo tam życie było już nie do zniesienia.Codziennie mordowano Żydów.W Równem spotkałem się także z Senderem Wajslederem i jego synem Boruchem.Z nimi pracowałem do 1941 roku,do napaści Niemiec na Związek Radziecki.

Kiedy wybuchła ta wojna to kilkunastu moich kolegów,także z Żelechowa zdążyło uciec.Ja wraz z Senderem zostaliśmy na miejscu.Nie trwało długo jak niemiecka armia zajęła miasta i zaczęła swoje krwawe dzieło.

Działali tutaj szybciej bo mieli do czynienia z komunistami,jak nazywali wszystkich rosyjskich obywateli.Mieli już większą praktykę z Polski a także otrzymali wielką pomoc od Ukraińców,którzy traktowali Żydów o wiele gorzej niż sami Niemcy.Sender uciekł do Kostopolu i zginął a ja poszedłem do lasu,do partyzantów.

Miałem 20 lat i krew gotowała się we mnie rządzą zemsty.Doszedłem do pierwszego lasu koło Briańska na Ukrainie.Błądziłem sam po głębokim lesie.W dzień i w nocy pod gołym niebem.Nie spotkałem żadnego człowieka.Dopiero po czterech dniach pojawili się w lesie ludzie,którzy uciekli przed mordercami.Zacząłem wokół siebie organizować grupę.Udało się zebrać około 40 osób.Wtedy - rok 1941-nie było jeszcze tam żadnych partyzantów.Trzymaliśmy się wszyscy razem i pomagaliśmy sobie w walce przeciwko Niemcom,przeciwko nędzy,mrozu i brudu.Wędrowaliśmy przez głębokie bagna.Codziennie nasi ludzie ginęli z rąk Ukraińców i Niemców.W ciągu miesiąca z 40 ludzi zostało tylko dziesięciu.

Dowiedzieliśmy się o istnieniu wielkiej grupy partyzanckiej,którą dowodził generał Kowpak.Było to w briańskim lesie w 1942 roku.Z wielkim trudem i kłopotami udało się nam wreszcie dołączyć do grup partyzanckich.Nie było to łatwe bo nam nieufano.

W końcu ,na szczęście, ich przekonaliśmy.Zacząłe żyć innym życiem które wymagało aktywnej działalności i całkowitego poświęcenia.Śmierć czekała na każdym kroku.Z kamiennym sercem wziąłem broń do ręki,przeciwko naszemu wspólnemu nieprzyjacielowi.Uczyłem się od naszych wielkich bojowników – uciekinierów z niemieckiej niewoli.Zaraz odznaczyli mnie z Moskwy orderem Czerwonej Gwiazdy.Potem dostałem pod swoją komendę trzydziestu ludzi.

Trudno mi teraz opisać zmianę jaką przeszedłem.W ciągu trzech lat byłem jak zwierze,które tylko szuka ofiary.Nie bałem się ani ognia ani wody ani błota.W lecie czy w zimie pod gołym niebem,wśród gęstych lasów.Gwizd kul,świst wybuchających granatów nie ustawał.Słyszałem bliskie dzikie krzyki Niemców ale nie bałem się tego bo serce pragnęło zemsty,likwidacji niemieckich morderców.Moim zadaniem było wieszać Niemców i do nich strzelać.

Szybko przyzwyczaiłem się do życia w lesie.Trzy lata spania w ubraniu to było normalne.Naszych partyzantów nazwano „drugą Armią Czerwoną”.Byliśmy silni,bohaterscy i dobrze uzbrojeni.Zapomnieliśmy o naszych domach,żonach i dzieciach,rodzicach i siostrach i szliśmy do najcięższych bojów.Ubierałem się przeważnie w mundur niemieckiego majora.Chodziłem do miasta w biały dzień na zadania otrzymywane z partyzanckiego dowództwa.Najbardziej zapamiętałem walkę w Solinie (na Białorusi).

Dowiedzieliśmy się,że odwożą z miasta chłopów na prace przymusowe do Niemiec.Otoczyliśmy miasto i po długiej i ciężkiej walce wkroczyliśmy do Solina zabierając do niewoli 800 essmanów.Dla naszych partyzantów to było święto.Każdy chciał wziąć osobisty udział w egzekucji.

Pamiętam zdarzenie z Baranowicz (zachodnia Białoruś) kiedy to zdobyliśmy 8 samolotów i jednego niemieckiego kapitana.Nasi zwycięzcy odrazu polecieli do Moskwy.

Nigdy w życiu nie zapomnę Karpat, gdzie były największe pola naftowe.To było w roku 1943.Otrzymaliśmy rozkaz z Moskwy aby zlikwidować te pola.Poszliśmy do ciężkiego boju.Codziennie padały na nas bomby z niemieckich samolotów ale nam się poszczęściło i chociaż z wielkimi stratami to udało się nam zniszczyć pola naftowe.W końcowej fazie okrążyło nas 8 dywizji i znaleźliśmy się w kleszczach.Podczas toczącej się przez cały czas walki udało się nam grupami wydostać z otoczenia.Zostałem ranny.Wróciliśmy na Białoruś i pozostaliśmy tam do 1944 roku.Wtedy otrzymaliśmy rozkaz pójścia na Warszawę wysadzając po drodze tory kolejowe.Wysadziłem w powietrze cztery eszelony.

W drodze powrotnej dostałem się do miejscowości Kamień ,8 kilometrów od Żelechowa dokąd mnie bardzo ciągnęło.Moim pierwszym pytaniem skierowanym do ludzi było czy żyją moi rodzice czy są tam jacyś ocaleni Żydzi.Patrzyli na mnie jak na dziwaka i odpowiadali,że w Polsce już nie ma żadnych Żydów.

Zdruzgotany,straciłem odwagę i pozostałem u partyzantów aż do przyjścia Armii Czerwonej.Powołali nas do wojska i posłali do szkoły podoficerskiej.Potem wysłali mnie na front.Walki w Polsce były bardzo ciężkie.Ginęło tysiące ludzi.Po raz drugi zostałem ranny.Przez 6 tygodni ani nie mówiłem ani nie słyszałem.Po wyjściu ze szpitala byłem bardzo osłabiony.I dlatego dostałem miesiąc urlopu.

Moją pierwszą podróż odbyłem do swojego rodzinnego miasteczka Żelechowa.Dojechałem tam bez kłopotu ale nie wiedziałem czy przyjechałem na właściwe miejsce,gdyż miasteczka w ogóle nie poznałem.Nie znalazłem już domu w którym się urodziłem i wychowałem.Stojąc wyglądałem w żelechowskich uliczkach kogoś znajomego.Nikogo nie spotkałem.

Po jakimś czasie spotkałem kilku znajomych i od nich dowiedziałem się o wielkiej zagładzie którą przygotowali Niemcy razem z antysemickimi Polakami.Rozpocząłem pracę w rosyjskiej komendanturze.Aresztowaliśmy wielu polskich faszystów.Chodząc od domu do domu przeprowadzaliśmy kontrole.U wielu znajdowaliśmy pełno worków z żydowskimi rzeczami.A to nam mówiło dużo.Dowiedziałem się wtedy kto zastrzelił moją matkę.Cały rok przebywała w kryjówce u jednego Polaka.Trzymał ją i mojego małego braciszka tak długo dokąd starczyło im pieniędzy.Kiedy pieniądze się skończyły ten łobuz przyprowadził Niemców,którzy zastrzelili moja matkę i braciszka.Poszedłem prosto do tego mordercy.Pokazał mi gdzie za domem jest zakopana mama.Nie wypytywałem się o szczegóły tylko kilkoma wystrzałami zastrzeliłem go obok grobu swojej niewinnej matki.

Dowiedziałem się również,że mój kuzyn Dawidek zginął 6 miesięcy przed wyzwoleniem.Było to tak:Dawid ukrywał się w lesie.Pewnego razu szedł szukać kawałka chleba i spotkał jakiegoś łobuza który go zamordował.Odszukałem tego mordercę i go aresztowałem.Jednak trudno było mu udowodnić winę i dlatego dostał karę więzienia.Potem wysłali go na Syberię.

Front posuwał się dalej i Armia Czerwona opuściła Żelechów.Polscy faszyści znów zaczęli prześladować Żydów.Znaleziono wielu pomordowanych.My Żydzi znów musieliśmy uciekać z miasteczka Żelechów.Wyjechałem do Łodzi a stamtąd zagranicę.

 

Jerachmiel Felfeber walczył jako partyzant, później w polskiej armii wyzwoleńczej armii otrzymał wiele odznaczeń.Teraz mieszka w Polsce

 


Przypisy:

  1. Rosz ha-Szana – Nowy Rok przypada na 1 tiszri (wrzesień/pażdziernik) Return


[Str. 274]

Żelechowiacy w powstaniu w getcie warszawskim

Jakub SZERMAN-SOLNICA (Nowy Jork)

Z jidysz na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego na polski przełożył Andrzej Ciesla

Pod koniec stycznia roku 1940 w warszawskim gettcie powstała pierwsza konspiracyjna grupa do której i ja należałem.Nasza działalność polegała na tym,że zainstalowaliśmy dwa radioodbiorniki: jeden na Nowolipie 17 a drugi na Nowolipkach 36 w przejściu do Dzielnej 31.Wydawaliśmy także regularnie biuletyny z wiadomościami „ ze świata“ a także i tygodniową powielaczową ulotkę.Moimi redakcyjnymi kolegami byli:Chaim Ankerman i Mojsze Goldberg .Chaim pracował jeszcze dodatkowo jako kolporter.Tak działaliśmy do marca 1942,dokąd się nie zepsuł radioodbiornik na ulicy Nowolipie 17.

Przyprowadzili zdolnego radiotechnika do piwnicy,który miał to radio zreperować.Ale okazało się,że ten „typ“ był agentem gestapo i zaraz nas wydał.Nazywał się Anders i był żydowskim bokserem w Makabi.[1] Gestapo wtedy zaaresztowało właściciela lokalu K.Kolera i jego całą rodzinę a także kilkaudziesięciu niewinnych Żydów.Zamęczono ich na śmierć.Całemu dowództwu udało się uratować ale nie na długo.Niemcy zaczęli przeszukiwać i węszyć aż 19 kwietnia 1942 znależli drugi radioodbiornik wraz z redakcją na Nowolipki 36.Wtedy 52 ludzi wyciągnęli na dwór w bieliźnie i rozstrzelali na ulicy,tam gdzie mieszkali.Zginęło wtedy wielu kolegów.Między innymi Mojsze Goldberg i „finansista“ Blajman-piekarz.Do kogo mieli strzelać agenci gestapo-wskazywali chłopaki z łódzkiego półświatka: Kohn i Heller.Tym razem tą pierwszą jatkę mnie i Chaimowi udało się przeżyć aż do dnia wysyłki do Treblinki.Przeklęty dzień 22 lipca 1942,kiedy wyszło zarządzenie morderców, o „wysiedleniu“ Warszawy.

Chaim prawdopodobnie został wywieziony do Treblinki w końcu sierpnia, bo jeszcze 20-tego czy 21-go sierpnia z nim rozmawiałem,a był w złym humorze.Więcej już go nie widziałem.Myślę,że w czasie jakiejś akcji mordercy złapali jego żonę i Chaim jak tysiące innych Żydów w takich przypadkach,nie chcąc się z nią rozłączyć poszedł dobrowolnie.

 

Warszawskie powstanie w gettcie i udział żelechowiaków

Nas Żydów było około 20 tysięcy .Koszarowaliśmy w niemieckiej fabryce Schultza na Nowolipie, między Karmelicką i Smoczą.[2] Pracowałem tam jako szewc z dwoma innymi żelechowskimi szewcami ,Bekerem i Mojsze Goldmanem.Zorganizowaliśmy oddział konspiracyjnej bojówki.Dowódcą oddziału został Jankiel Beker.Na czele bojowej organizacji ŻOB (Żydowska Organizacja Bojowa) stał Mote Anielewicz..

W chwili wybuchu powstania nasz oddział u Schultza miał około 250 rewolwerów, kilkadziesiąt granatów i min.

5 kwietnia 1943,cztery dni przed powstaniem,już wiedzieliśmy ,że niemieccy mordercy przygotowywują akcję.Zajęliśmy pozycje ze swoimi oddziałami.W każdym około 30 ludzi.Ja miałem następujące domy: Nowolipie 34,cały róg Karmelickiej 26.28 i 30.Mieliśmy przejścia z jednego podwórka do drugiego.

19-tego rano mordercy otoczyli wszystkie fabryki i grożnymi,pewnymi siebie głosami krzyczeli: „Wszyscy wychodzić!Wszyscy wychodzić na Dór!“.W odpowiedzi dowódcy oddziałów dali rozkaz: „Ognia! Pomścijcie się na barbarzyńcach!“.

I teraz kiedy piszę te słowa trudno opanować słodkie uczucie,które wtedy poczułem mierząc rewolwerem w morderców,którzy byli tak zaszokowani i zaskoczeni naszą strzelaniną ,że nie uciekali ,a tylko ze strachu rzucili broń i stanęli jak kamień ze zdziwieniem  na wylękniętych,morderczych twarzach.Byliśmy dobrze zabarykadowani i wszystko dobrze widzieliśmy.Celowaliśmy w nich z zimną krwią,jak przystało na powstańców tego zamęczonego,twardego narodu,jakimi były dzieci warszawskiego getta.Wykorzystywaliśmy dość dobrze sytuację i odpłaciliśmy im tak, jak się im to należało.

Kiedy bandyci się opamiętali, wycofali się,zostawiając za sobą na moim odcinku kilkudziesięciu zabitych Niemców.Mogliśmy przez chwilę odpocząć.Ale sytuacja w bunkrach była nieznośna.Nie było czym oddychać.Bunkry były robione w ten sposób,że to była piwnica w piwnicy.W tych głębokich, podziemnych jamach było miejsce dla 20-30-tu ludzi a musiało się w nich zmieścić 100 lub 130 osób.Nie można było zapalić zapałki,gdyż było tam tak dużo azotu.Ludzie oddychali z trudnością.Dzieci nie płakały.Znosiły wszystko jak dorośli.Czuły,że śmiertelne niebezpieczeństwo grozi im i nam wszystkim.

Rozkazałem swoim towarzyszom walki,aby trzymali wentylatory bunkru co najdłużej otwarte i aby nikt z członków organizacji nie opuszczał swojego miejsca dlatego,że w każdej chwili może nadejść atak.Byliśmy bardzo napięci bo wiedzieliśmy ,że to nic innego jak tylko mała przerwa na odpoczynek i że ci mordercy wymyślą nam coś diabelskiego.Ale i tak nikt nie myślał ruszać się z miejsca.Waleczny nastrój moich towarzyszy był pewny i wzniosły.

Byliśmy przygotowani na przyjęcie nierównej walki i zdecydowani jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej pomścić się i bić do ostatniego naboju.W tym to nastroju i oczekiwaniu usłyszeliśmy wielki hałas czołgu który wjeżdżał prosto na Nowolipie.Wydałem rozkaz: „Wszyscy na miejsca!Oddział miotaczy min do drugiego piętra!Grupa z granatami na pierwsze piętro a towarzysze z rewolwerami na parter,do otworów!“

Widzimy jak czołgi celują lufami w nasze domy.Rozumiem,że po tej “łaźni“ co im zrobiliśmy,nie pójdą z nami do otwartej walki.Dałem rozkaz aby wszyscy zajęli miejsca na parterze.Zanim wykonano mój rozkaz nasze domy były ostrzelane ciężką artylerią.Twardo milczeliśmy.Domy płonęły.W bunkrach dusiło się dymem ale nikt nie myślał aby się poddać.Grupa bojowa pod gradem nieprzyjacielskiego ognia artyleryjskiego i palącymi językami płomieni,dusząc się dymem,od czasu do czasu zmieniała pozycje.Wszyscy stali jak jeden mąż czekając na chwilę,kiedy będą mogli puścić serię w gardła morderców.Po trzygodzinnym ostrzeliwaniu naszych pozycji wszystko ucichło.Nieprzyjaciel był pewien,że już nie mamy amunicji i tak czołg przybliżył się do bramy.Otworzył się właz i ukazała się mordercza gęba z szerokimi ramionami.Wystraszenie patrzył na bramę i wykrzyknął skrzeczącym głosem:“Ale komt raus “- „Będziecie żyć !Przysięgam przed Bogiem,będziecie żyć“.

Po naszej stronie panowała cisza.Słyszeć było tylko strzelanie języków ognia.Nikt nie odpowiadał.Oficer z czołgu pokazał ręką w stronę Karmelickiej i zauważyliśmy,że stamtąd maszerował oddział esesmanów.Dałem rozkaz:“Uwaga!Celujcie na grupę!Podpuście ich bliżej!Jeszcze krok i jeszcze krok!.Ognia!“. I znów to samo.Osiągnęliśmy swoje i leżą krwawe psy z przestrzelonymi głowami i sercami.

Z rozerwanymi wnętrznościami.Padli z rąk żydowskich wojowników od granatów i min,które zrobił w gettcie żydowski bohater,student Klepfisz.[3] Tutaj oficer z czołgu chwycił się konwulsyjnie za gardło.Chyba przestrzelone mściwą kulą z żydowskiej ręki…

Znów wycofali się ze stratami.A my strat nie mieliśmy.Ale mimo tego nasza sytuacja była katastrofalna.Domy się paliły.Musieliśmy w okropny sposób wyrzucać Żydów z bunkru na miejsca gdzie domy były mniej zagrożone.Nie było to takie łatwe, ale po prostu nie było miejsca aby stać w bunkrach.Nasz los i tak był przesądzony.Musimy wszyscy spokojnie umrzeć.Tak myśleli wszyscy: młody i stary,mały i duży.Zemściliśmy się.

Przyszła noc.Jak zwykle otworzyliśmy otwory bunkrów i oddychaliśmy świeżym powietrzem.Po tym to gorącym i ciężkim dniu to powietrze było odświeżające i po tym zwycięstwie które osiągnęliśmy wszyscy byli w dobrym nastroju.Bez strachu,spokojnie ,spoglądaliśmy śmierci w oczy.Ci mordercy zostawili nas w spokoju na kilka dni,do maja 1943.To znaczy,że na 14 dzień walki zaczęli stosować trzecią metodę.Podpalali i burzyli samolotami dom po domu.Ustawili aparaty podsłuchowe,aby znależć miejsca,gdzie przebywają ludzie.Podkopywali się do bunkru i wrzucali nam bomby gazowe.Ponieważ nie mogliśmy wytrzymać duszącego gazu wychodziliśmy z bunkru i się poddawaliśmy,będąc pewni,że mordercy nas zastrzelą i umrzemy lekką śmiercią.Wielu z naszych się zastrzeliło.Pewien bojownik,towarzysz Radziejewski, zastrzelił żonę,15 letniego syna a na koniec siebie.

Ale nasze ostatnie życzenie się nie spełniło.Zamiast nas zastrzelić odprowadzili nas do pociągu i tam pod gradem ciosów i znieważeń wrzucili nas jak prosięta po 120,150,180 ludzi do wagonu towarowego i zaplombowali.I tak nas trzymali dwa dni i dwie noce bez wody i jedzenia.Zmęczonych walką,rannych, odwieźli nas na Majdanek,dwa kilometry od Lublina. Walki w Warszawie trwały nadal aż do 15 czerwca 1943.

Na Majdanku byłem 3 miesiące.Doświadczyłem cierpień,obrażeń i ciężkiej pracy .To wszystko wytrzymałem fizycznie i dlatego mnie nie posłali do gazu.Razem z takimi innymi „silnymi“, przewieziono nas w sierpniu 1943 do obozu w Skarżysku-Kamiennej.Pracowałem tam w fabryce amunicji.W czerwcu 1944 kiedy Armia Czerwona przybliżyła się do Wisły,Niemcy nas przewieźli do Częstochowy do obozu.Tam 16 stycznia 1945 zostałem wyzwolony przez Armię Czerwoną.

Zaraz odjechałem do Warszawy,gdzie mieszkałem przez wiele lat.Przejrzałem ruiny i opłakałem wszystkich moich bliskich.Spotkałem także rodaków z Żelechowa,którzy musieli po wyzwoleniu ratować się ucieczką z rodzinnego miasta.Tych kilku Żydów,którzy pojawili się w Żelechowa było drzazgą w oku polskich faszystowskich ugrupowań AK.

Po paru tygodniach pobytu w Warszawie opuściłem Polskę.

 


Przypisy:

  1. Stanisław ANDERS Przedwojenny żydowski bokser Makabi.Mistrz Polski wagi piórkowej (1931-1932).Syn tragarza .Agent Gestapo na terenie getta Wydawał Żydów ukrywających się poza gettem .Zastrzelony na ulicy przez działaczy żydowskiego podziemia. Return
  2. Fritz Schultz z Gdańska zajmował się w getcie produkcją futer, wyrobów ze skóry i obuwia dla niemieckiego wojska. Return
  3. Klepfisz Michał(miał fałszywe papiery na nazwisko Metzer, Tadeusz) Młody inżynier, przez wiele lat pracujący dla Bundu, działacz sportowej organizacji żydowskiej Morgenstern(Jutrznia). Przeprowadził Władkę -kurierkę na aryjską stronę. Mieszkał u czteroosobowej polskiej rodziny Machajów przy Górnośląskiej 3. Po aresztowaniu Jurka Wilnera przejął jego zadania po aryjskiej stronie - zdobywania broni dla getta. Wielokrotnie jako kurier przenosił do getta broń, meldunki, listy, prasę podziemną.Opracował przepis na mieszankę zapalającą- pierwszą zapalającą bombę -butelkę. Aresztowany po aryjskiej stronie przed powstaniem i skierowany do getta, uciekł z transportu do Treblinki. Zginął podczas powstania, zasłaniając własnym ciałem karabin maszynowy, by inni mogli przejść. W marcu 1944 r. został odznaczony przez rząd polski w Londynie krzyżem Virtuti Militari.(Władka MEED,Po obu stronach muru,Wydawnictwo Jaworski.Warszawa 2003 Return


[Str. 276]

Jak zastrzelono Cesie Majchel

Cwija Rozental-Waldman (Baranquilla)

Z jidysz na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego na polski przełożył Andrzej Ciesla

Przed Rosz ha-Szana[1] zaczęto mówić w gettcie o tym,że wszyscy Żydzi będą wywiezieni.Mieszkańcy getta zaczęli myśleć o ucieczce.Cesia Majchel wraz ze swoim narzeczonym Lewinem uciekła do Warszawy i tam wyrobili sobie aryjskie papiery.

Wieczorem w przeddzień likwidacji getta wróciła Cesia wraz ze swoim narzeczonym do Żelechowa i ukryła sie poza gettem u jednych ze swoich szkolnych koleżanek.Jakiś antysemita zrobił donos Niemcom i dom okrążyło gestapo.Cesię Majchel i Lewina odprowadzono na komendanturę.W szabes,w sobotę o drugiej po południu odprowadzono ich na żydowski cmentarz na rozstrzelanie.

Niemieccy kaci wzięli ze sobą czyterech Żydów z łopatami do kopanie grobu.Opowiadało się o ostatnich minutach życia zamordowanych.Żandarm Wicki nakazał aby się objęli i ostatni raz się pocałowali.Kiedy to zrobili rozległ sie wystrzał i oboje zginęli.


Przypisy:

  1. Święto Nowego Roku (Święto Trąbek) Return
Ksiega Pamięci


This material is made available by JewishGen, Inc. and the Yizkor Book Project for the purpose of
fulfilling our mission of disseminating information about the Holocaust and destroyed Jewish communities.
This material may not be copied, sold or bartered without JewishGen, Inc.'s permission. Rights may be reserved by the copyright holder.


JewishGen, Inc. makes no representations regarding the accuracy of the translation. The reader may wish to refer to the original material for verification.
JewishGen is not responsible for inaccuracies or omissions in the original work and cannot rewrite or edit the text to correct inaccuracies and/or omissions.
Our mission is to produce a translation of the original work and we cannot verify the accuracy of statements or alter facts cited.

  Zelechow, Poland     Yizkor Book Project     JewishGen Home Page


Yizkor Book Project Manager, Lance Ackerfeld
This web page created by Max Heffler

Copyright © 1999-2019 by JewishGen, Inc.
Updated 29 Apr 2017 by MGH