Ksiega Pamięci

[Str. 197]

Żelechów w walce.
Cierpienie i zagłada

Pierwsze trzy miesiące okupacji hitlerowskiej

Godel NACHTAJLER (Buenos Aires)

Z jidysz na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego na polski przełożył Andrzej Ciesla

Początek niemieckiego rabowania i morderstwa

1 września 1939 roku - piątek rano.Jak zawsze przed szabasem rynek jest pełen ryb i mięsa.Nie brakuje także warzyw.Kobiety śpieszą do domu,aby rozczyniać ciasto na szabasową chałę.,Handlarze zboża ,jak w każdy piątek ,kręcą się po rynku żując słomkę i czekają,aż chłopi przyjadą sprzedawać swoje plony. Mężczyźni biegną z wiązkami drewna przygotowywując podpałkę na cały tydzień. I myślą sobie, że w przyszły piątek będą znowu kupować.Krawiec Mojsze Jojne jak zwykle z przekręconą na bok czapką szuka między

 

zel197.jpg
Godel Nachtajler

 

przychodzącymi chłopami swoich dłużników ,aby odebrać od nich pieniądze za marynarkę lub spodnie ,za które mu nie zapłacili .Wszystko wygląda zupełnie normalnie - jak zawsze.Policjant wypisuje piekarce Fajdze Hendel mandat za brud.

Nagle żydowskie twarze pochmurniały.Kobiety załamują ręce, bo właśnie dowiedziano się,że polski prezydent informował przez radio,że niemieckie oddziały o szóstej rano wtargnęły na terytorium Polski i jest wojna! Wszyscy zrozumieli,że nadchodzi trudny czas dla Żydów.Nikt jednak nie przypuszczał,że już o szóstej wieczorem nad Żelechowem będą latać niemieckie samoloty bombowe.Kiedy się pojawiły, wszyscy myśleli,że to jednak polskie.

Dopiero nazajutrz, w sobotę rano, dowiedziano się,że nieszczęście dotarło już i tutaj.Przyjechały dęblińskie dorożki z żydowskimi rodzinami,które ledwie co zdążyły ocalić własny majątek uciekając przed bombardowaniem.Wtedy to wreszcie zrozumiano,że to były niemieckie samoloty,niszczące miasta i mieszkańców.

Na trzeci i czwarty dzień przyjechali uciekinierzy z miasteczka Ryki oraz z innych bombardowanych miasteczek z okolic Żelechowa.Wszyscy liczyli na to,że Żelechów leżący 21 kilometrów od linii kolejowej ,nie ma znaczenia strategicznego i może tutaj unikną bombardowania.I tak było naprawdę.

Żelechów stał się punktem zbornym wszystkich Żydów, którzy uciekali na wschodnie tereny.Z dalekiego Poznania, z Łodzi, z Warszawy ,z Krakowa wszyscy przechodzili przez Żelechów.Faktem jest że wielu ocalałych Żydów ,którzy przeżyli, a nigdy wcześniej nie słyszeli o miasteczku, dzisiaj znają Żelechów.

Należy przypomnieć,że ciężko pracujący Żelechów został wierny swojej tradycji.Każdy Żyd,który tędy przechodził, dzisiaj wspomina z wielkim szacunkiem nasze małe miasto.Tysiące ludzi przeszło i wszyscy tutaj znaleźli nocleg i to nawet w takich domach,gdzie jedyne pomieszczenie służyło zarówno za sypialnię,jadalnię,warsztat i dziecięcy pokoik.Zawsze znalazło się miejsce na spanie dla wędrowca.A także nie puszczano z domu nikogo głodnym.Wszyscy spoglądali na kominy u Hanci-piekarki, albo Motla –piekarza, kiedy poleci dym i od razu ustawiali się w kolejkę po chleb.Nie było żadnej różnicy czy był to żelechowiak, czy nie.

W następny wtorek po wybuchu wojny,o czwartej po południu ,miasto było ostrzelane z niemieckiego karabinu maszynowego.

Zauważono to dopiero wtedy, kiedy Niemiecy byli już w mieście i kiedy oddziały szturmowe z trupimi czaszkami na hełmach zaczęły wszystkich Żydów wyganiać z domów na plac na przeciwko remizy strażackiej.Wszyscy szli pod wielkim strachem.Niemcy wtedy tylko ogłosili, aby nie przechowywać żadnej broni i nie wychodzić z domu po ósmej wieczorem.

Mieszkańcy się uspokoili uznając,że Niemcy napewno tak się zawsze zachowują, kiedy wejdą po raz pierwszy do miasta.Uspokojono się jeszcze bardziej, kiedy armia niemiecka maszerowała przez miasto ze zwycięskim i spokojnym uśmiechem na twarzach.Żydzi przystępowali do żołnierzy, aby z nimi porozmawiać. Dzieci dostawały czekoladę i zaczęło się mówić,że gazety na pewno przesadzały opisując jacy to są Niemcy źli.

W nocy z powodu nakazu zaciemniania całe miasteczko pogrążało się w ciemnościach.Kiedyś ni stąd ni zowąd całe niebo rozbłysło jasnym ogniem.Przez szparę w ostrożnie otwieranych drzwiach było widać,że dom Dawida Fala, handlarza,stał cały w płomieniach.Żydowska młodzież ,pomimo zakazu wychodzenia na ulicę, nie straciła głowy i pobiegła gasić pożar.Zaprzęgli się zamiast koni do strażackich beczkowozów.Ciągnęli strażackie pompy i próbowali zapobiec rozprzestrzenianiu płomieni.

Nieoczekiwanie na miejscu pożaru, pojawiło się kilkunastu Niemców .Zabrali dziesięciu chłopców i zaprowadzili na szosę warszawską, na cmentarz . Wydali rozkaz: ”Wszyscy położyć się twarzą do ziemi”.Żydowscy chłopcy leżeli z bijącymi sercami wyciągnięci na ziemi około godziny.Nie ruszali się i tylko czekali na chwilę,kiedy ich zastrzelą.Wreszcie usłyszeli gromki śmiech Niemców: ”Wstać! Loss zuhause!'

Nazajutrz rano Żydzi znów się nawzajem uspakajali,że musi chyba tak być i nie ma na to rady.Uznali ,że Niemcy podpalili dlatego,bo widzieli tam światło ,a z chłopców sobie tylko zażartowali.

Pierwszego dnia Rosz ha-Szana synagoga i bejt-midrasz jak zawsze były przepełnione modlącymi. Modlitwa przebiegała całkiem spokojnie.Ale świąteczna wieczerza była zakłócona,kiedy dowiedziano się,że Niemcy razem z polskimi chuliganami włamali się do sklepu ze zbożem na rynku i rabowali majątek żydowski.Rabowali na oczach wszystkich.Brali ile tylko mogli ,a resztę ładowali na samochody ciężarowe.

W drugi dzień Rosz ha-Szana, kiedy Żydzi tylko co zdążyli przyjść do synagogi ,Niemcy zaczęli wyganiać wszystkich ze świątyni, pozostawiając tylko jednego starego Żyda,aby go potem spalić razem z synagogą.Po tym to strasznym akcie pozostali Żydzi musieli stanąć w szeregu .Następnie z żydowskich domów zabrano mężczyzn ,którzy musieli dołączyć do tego szeregu.Odprowadzono wszystkich na szosę łukowską.Tam na polu stał karabin maszynowy. Wszyscy siedzieli w kucki.Gdy się ktoś poruszył, miał być zaraz zastrzelony - taki był rozkaz.Przyjechały samochody ciężarowe.Szykowało się coś strasznego.Ale również i tym razem skończyło się na strachu.Komendantura rozkazała Żydom aby przynieśli. I przyszło ostrzeżenie, że jeżeli coś złego stanie się żołnierzowi niemieckiemu, to całe miasto będzie wymordowane.Kiedy wracali do domu ,było już widać unoszący się dym.Synagoga stała w płomieniach i nagle usłyszeli wystrzał. Niemcy złapali przechodzącego obok Chaima Mojszego, syna Pinchasa „garbatego” .A ponieważ przy synagodze mieli przygotowany dół ,tak go tam wrzucili i zastrzelili przy palącej się synagodze.

Na Jom Kippur tworzono minjany i modlono się cicho.Po cichu wypłakiwano przed Panem Świata z powodu wielkiego nieszczęścia ,które ich spotkało.

Pierwsze wypędzenie z Żelechowa i nadzieja na Armię Czerwoną

Straszne dni nie dały na siebie długo czekać ,bo zaraz po Jom Kippur strach ogarnął Żydów, kiedy zobaczyli hordę Niemców wyjeżdżających z Komendantury i z mostu na ulicy Długiej ,który rozdzielał ją na dwie części.Wyganiano żydowskich mężczyźni z domów i ustawiano w szeregu.Akcja trwała wiele godzin,tak długo aż wszystkich zebrano.Odprowadzono ich na miejsce obok „pałacu” i powiedziano, że będą maszerować ponad 200 kilometrów ,a jeżeli ktoś nie będzie mógł iść i zatrzyma się po drodze, będzie natychmiast zastrzelony.

Nazistowscy bandyci jadąc na motocyklach pędzili Żydów przez Stoczek,Siedlce do Ostrowi Mazowieckiej .Dotrzymywali słowa i kto nie miał siły iść dalej ,to został zastrzelony.I tak po drodze zginął Chaim Mejer Foker.Arele Sosnes (mełamed), maciejowicki Żyd o nazwisku Korngold i inni których nazwiska nie pamiętam.Tej samej nocy zniknęli z Żelechowa wszyscy Niemcy.Początkowo nikt nie rozumiał przyczyny tego nagłego ich zniknięcia.

Przez pierwsze dwa dni,po tym jak Niemcy odeszli z miasta, Żydzi odetchnęli.Jednak ten spokój nie trwał długo.

Polscy chuligani zaczęli wykorzystywać okazję ,że nie było żadnej władzy i wybuchła całkowita anarchia.Wdarli się do Monisza Kiszmesza i rabowali kożuchy,u Welwela Szpryngera buty z cholewami.Na drugi dzień Sukot weszło do miasta kilku polskich żołnierzy,którzy przedtem chowali się po lasach i dzięki miejscowym chuliganom o 11-tej rano zatrzymali rabina.Przywieźli go na Rynek do domu Jojsefa Mędrzyckiego,kazali mu stanąć twarzą do ściany. Dali ultimatum,że jeżeli nie dostaną 500 papierosów i jakąś sumę pieniędzy ,to Rabina zastrzelą.Zrozumiałe,że warunek był zaraz spełniony i Rabina puścili.

Ze wględu na stan wojny,nie mając żadnej łączności i znikąd żadnej wiadomości wszyscy mieli na ustach tylko jedno pytanie:” Dlaczego Niemcy odeszli z miasta? ”.

Za kilka dni z Ostrowi Mazowieckiej powrócili Żydzi,których Niemcy wcześniej tam wyprowadzili.Od nich dowiedzieliśmy się,że Związek Sowiecki już zajął zachodnią Ukrainę i zachodnią Białoruś i chce dojść aż do Wisły.Z tej to przyczyny Niemcy wypuścili ich z Ostrowi.Było jasne,że trzeba się przygotować na przyjęcie Armii Czerwonej.

Ta wiadomość rozeszła się szybko po całym mieście.Atmosfera się naraz zmieniła.Antysemici zaczęli się podlizywać Żydom bojąc się za swoje czyny ,które wcześniej popełnili.Na ostanie dni Sukkot Armia Czerwona była już w Łukowie.

Tego samego tygodnia, w niedzielę,przyszedł Szmaja Maruwke z Łukowa z wiadomością,że nazajutrz w poniedziałek o drugiej godzinie po południu, Armia Czerwona zajmie Żelechów.Natychmiast koło domu Gecela Chimisza zbierają się następujące osoby: Jankiel Gorfinkel,Gecel Chimisz,Szmaja Maruwke,Zysze Ankerman i z Polaków - Różański,Stefan Kocielnik,Stachala i autor tych slów oraz reprezentant młodzieży.Zawiązuje się komitet powitania Armii Czerwonej i nawet rozdziela się już różne funkcje.

Tego samego wieczoru były burmistrz Pudło zwołał w sali kina zebranie,które miało na celu zrehabilitowanie jego osoby.W swoim przemówieniu wskazał to ,co zrobił dobrego dla miasta.Przede wszystkich chciał udowodnić,że nie był żadnym antysemitą.O głos poprosił wtedy Sender Wajsleder,który krótko opowiedział o wszystkich „wyczynach” burmistrza,o jego faszystowskich metodach przy załatwianiu spraw obywateli żydowskich.Pudło w ogóle się nie przestraszył.Ten,który jeszcze niedawno nie przypuścił do siebie żadnego Żyda ,teraz w tej wielkiej kinowej sali,na oczach wszystkich obecnych rozpłakał się jak małe dziecko prosząc Sendera ,aby mu wybaczył dawne grzechy.

 

zel199.jpg
Sender Wajsleder

 

Przez oczekiwanie nikomu nie chciało się iść spać.Wszyscy myśleli tylko o jednym - aby już był poniedziałek i druga godzina po południu.Ale niestety, Gesel,Sender a także wszyscy Żydzi Żelechowa nie dożyli możliwości pomszczenia swoich nieszczęść.

W poniedziałek o drugiej po południu dowiedzieliśmy się,że Armia Czerwona wycofuje się w kierunku do Bugu.Od razu we wtorek przyjeżdża bryczką niemiecki oficer i oznajmia,że w środę wrócą niemieccy żołnierze.

Tego samego dnia wieczorem pojawił się do tej pory ukrywający się po lasach oddział polskich żołnierzy z automatami i działkami. Zatrzymali się na ulicy Koziej obok Berisza Fajnzylbera jakby przygotowani do walki.Całe miasto wiedziało, co to znaczy.Gdyby wtedy Niemcy wkroczyli,to całe miasto poszłoby z dymem.Po interwencji księdza i pisarza z magistratu udaje się ich przekonać ,aby wyszli z miasta.W środę rano Niemcy powracają do miasta.

Dni grozy i bólu

Zaczęły straszne dni.Wyglądało jakby to było według dokładnie przygotowanego planu.Niemcy starali się przez cały czas uprzykrzać życie Żydom.

Takim samym sposobem jak rakarz łapie bezpańskie psy,tak samo łapano ludzi do prac ,przy których dochodziło się różnych podłości jak:bicie,zmuszanie do czyszczenia gołymi rękami brudu w ubikacji, czołgania się pod samochodami, aby umyć je od spodu wodą i się przy tym nie zmoczyć.Wybrali wysokiego Sone i kazali mu posprzątać miejscowy kościół z różnych nieczystości po ich koniach.Przy tym obcięli mu połowę brody i wyfotografowali.

Kiedyś nawet delegacji żydowskiej udało się uzyskać zgodę ,aby nie wyłapywano Żydów do pracy.Nawet ustalono miejsce na którym musiała stawić się pewna liczba Żydów wyznaczona według listy.Miało to być u piekarza (Krzywejgłowy) w domu o siódmej rano i stamtąd Niemcy mieli ich zabierać do pracy.Kierował tym wszystkim Srolke Fajzylber.

Ten porządek trwał dzień czy dwa ,ale później to Niemcom nie pasowało .Niemieccy bandyci zaczęli znów łapać ludzi z ulicy do pracy i trzeba było się przekradać,aby być nie zauważonym.

Zaraz na początku naziści zauważyli,że mają wśród Polaków faszyzujące elementy- dobrych pomocników do męczenia Żydów.Niemcy wybierali specjalnie na swoje „przedstawienia” z Żydami dni targowe i chuliganie sobie wtedy używali na całego.

Przy łapaniu Żydów do pracy w pierwszym okresie pomagali polscy chuligani,którzy jeszcze nie znali słowa Jude.Niemcy jeszcze wtedy nie potrafili rozróżnić Żyda od nie -żyda dlatego,że nie wszyscy mieli brody.Do strzyżenia żydowskich bród wybrali sobie wtorek.Miasto było pełne wieśniaków i każdy przechodzący Żyd z długą brodą był przez Niemców wyłapywany.Dla większego śmiechu wystrzygano mu połowę brody, tylko z jednej strony.Były wielkie emocje,radość i naśmiewanie przez ciemny tłum,który przyglądał się tym okropnym scenom.

Pewnego razu, w niedzielę,kiedy rynek był pełen Polaków, idących do kościoła, Niemcy poszli po rebego. Kiedy go nie znaleźli ,bo się cały czas ukrywał, wzięli jego brata,który był rebem w miasteczku Ryki . Razem z jego dziećmi przyprowadzili ich na rynek i ustawili w szeregu.Słychać było rżenie i śmiechy tłumu!Rebemu i dzieciom rozkazano tańczyć i śpiewać i po każdym razie dostawali kopniaka niemieckim butem,lub cios do głowy.Jeszcze przy tym ostrzygli rebemu brodę.

Żydzi wtedy czuli,że nie tylko obcięto brodę rebemu, ale i wszystkie żydowskie serca.Potem ich odprowadzili na dziedziniec synagogi i kazali podpalić słomę i śmiecie,które tam leżały.Musieli również własnymi rękami wrzucić swoje jarmułki do ognia i po tym puścili ich wolno.

W piątek,w miesiącu październiku, o dziewiątej rano w całym mieście zaczęła się łapanka.Każdy uciekał i chował się do piwnicy,na strych, gdzie tylko mógł. Przyjechały dwa niemieckie samochody ciężarowe.Połapanych Żydów odprowadzili na Rynek i załadowali na samochody ciężarowe. Kiedy dwa samochody ciężarowe były już upchane, Niemcy powiedzieli,że żądają 30 tysięcy złotych za wypuszczenie Żydów.Wystąpiła żona Chaima Mitelmana i zwróciła się do Niemca, aby z nią poszedł do bagatych mieszkańców miasta:Jojsefa Brochesa,Chaima Zadybera,Bejsze Fajnzylbera i K Szarfharców.Każdy z nich dał pewną sumę,ale i tak nie łatwo było zebrać 3o tysięcy.Trwało to dość długo ,zanim zebrano potrzebne pieniądze. Wiele godzin Żydzi czekali nie wiedząc jaki będzie ich los. Wiedzieli,że ich życie zależy teraz od pieniędzy, które zbierano.Ich życie było wykupione i zostali wypuszczeni na wolność.

Każda zła wiadomość z okolicznych miast siała lęk w Żelechowie.Dowiedziano się,że w Łaskarzewie Niemcy ostatnich 39 Żydów,którzy jeszcze tam pozostali,zaprowadzili do lasu , kazali wykopać dół i 30 osób zastrzelili,a jednego pozostawili żywego, aby zasypał trupy.

Powstaje pytanie dlaczego to miało miejsce ? Ta straszna zbrodnia dokonana była dlatego,że kiedy Niemcy opanowali miasto Polacy zabarykadowali się na placu kościelnym i prowadzili silną obronę ,w czasie której zginęło dużo Niemców.Kiedy Niemcy byli już jakiś czas, antysemici fałszywie oskarżyli Żydów,że to oni strzelali z kościoła i dlatego Niemcy się teraz zemścili.

W grudniu,we wtorek,w dzień targowy był tak wielki jarmark,jakiego już dawno nie było.Rynek był pełny chłopskich furmanek.Trudno było przejść po rynku, a nawet i okolicznymi ulicami.W ten to dzień targowy przybyło dużo ludzi z dużych odległości dlatego,że wszystkie okoliczne miasteczka były zniszczone i dni targowych już w nich nie było. Kupcy i handlarze przybyli do Żelechowa .Nagle o drugiej godzinie po południu, kiedy najwięcej się handluje, usłyszeli wystrzał a potem jeszcze jeden.

Momentalnie wybuchła panika.W mgnieniu oka zaprzęgnięto wszystkie furmanki.Chłopi poganiali batami konie, aby co najszybciej biegły.Konie aż stawały dęba i z otwartymi pyskami kłusowały za miasto.Wkrótce słyszało się z polskich ust że: ”Żydzi zamordowali niemieckiego żołnierza”.Chłopskie furmanki znikły z ulic.Zrozumiałe,że i żaden Żyd nie pojawił się na ulicy.Przybyły niemieckie patrole,piechota,motocykliści i samochody.Patrole zamyknęły ulice i czekały na dalsze rozkazy.

Wszystkie żydowskie rodziny siedziały w domach bez słowa,struchlałe ze strachu Porozumiewali się tylko spojrzeniami,że trzeba się przygotowywać na śmierć.Tylko trudno było sobie wyobrazić ,jaka śmierć ich spotka.

Niemcy mieli wiele sposobów uśmiercania.Dokładnie jak w modlitwie na Sądny Dzieńo - albo nas spalą z domami ,albo nas odprowadzą i rozstrzelają ,albo tak jak to zrobili w Kałuszynie.Napadną na każdy dom i zadźgają nas bagnetem?Już zaczęli wyprowadzać z domów mężczyzn,kobiety z dziećmi na rękach i starsze dzieci.Wszystkich odprowadzono przed ścianę domu Zajnwela Kamaszenmachera.Stali tam i czekali na następnych.

A jednak nie był to jeszcze koniec.Żelechowscy Żydzi jeszcze musieli cierpieć pod nazistowską okupacją , do czasu kiedy zginęli w krematoriach.Tym razem również skończyło się tylko na strachu.Ksiądz i jeszcze jeden znany Polak,wytłumaczyli niemieckiemu komendantowi miasta,że Niemca zastrzelił zwykły bandyta,który uciekł a nie żaden Żyd.Ten bandyta już wcześniej zamordował rodzinę wieśniaków.Tak,że Żydzi wrócili znów do domów i dziękowali Bogu za uratowanie i czekali na nowe utrapienia.

Bolesne były tamte dni, ale nie mniej straszne były noce.

Żydowskie dziewczęta ukrywały się w dzień, ale w nocy nie było już się gdzie schować dlatego,że w nocy niemieccy mordercy chodzili po domach i szukali dziewcząt.Każda żydowska mama, która miała córkę, nie mogła w nocy spać.A kiedy żołnierze w późnych godzinach nocnych chodzili w ciężkich butach z cholewami i stukali podkutymi obcasami ,wtedy każdy taki gwódż tak jakby trafiał w serce żydowskich matek.

Dokładnie tak jak całe żydowstwo pod nazistowską władzą, tak i żelechowscy Żydzi już od początku musieli prowadzić walkę o utrzymanie.Chciało się żyć,przeżyć i dotrwć do końca nazistowskiej okupacji.Jakoś każdy wierzył,że Niemcy nie będą długo panować i dlatego utrapienia,nieszczęścia i męczarnie, brało się jako naturalne,tymczasowe fakty. Sami przekonywali się jak tylko mogli. I handlowali ,aby móc wyżywić siebie i całą rodzinę.Wielkie powodzenie miał handel z „papirosn”.

Chromy Mechel,który zawsze sprzedawał papierosy,zaczął ze swoimi po domowemu wyrobionymi papierosami zastępować wielkie polskie wytwórnie tytoniu.Poczuł się wielkim przedsiębiorcą.Nie musiał stać jak wcześniej na ulicy i prosić ,aby ktoś od niego kupił.Teraz sprzedawał prosto u siebie w domu,hurtowo.Mali chłopcy,którzy musieli zostać żywicialami rodzin ,kupowali od Mechla „cygareten” na handel.

Większość żydowskich sklepików założonych we wcześniejszych latach była zamknięta.A zamiast nich,prawie,że w co drugim domu otworzono sklepiki, gdzie się dało coś tam kupić.Z narażeniem życia jeżdziło się do Warszawy po towar.Jechało się dzień i noc na furmankach przykrytych płachtami.Przywożono do domu trochę pończoch,skóry,nici, i innych rzeczy na sprzedaż.I tak się żyło i ufało,że będzie lepiej.

Każdy dzień przynosił nowe nieszczęścia a także i nową nadzieję.Było to już prawie dwa miesiące jak Armia Czerwona cofnęła się do Bugu.Jednak każdy Żyd miał ciągle nadzieję na powrót „czerwonej siły”.Za każdym razem szerzyła się tajemniczo plotka,że ktoś potajemnie słyszał z radia(słuchanie radia było zabronione i musiało się oddać wszystkie odbiorniki),że Rosjanie pertraktowali z Niemcami ,aby Armia Czerwona zajęła tereny aż do Wisły.Kto to słyszał i kto o tym rozpowiedział nie wiedziano.Czasem się mówiło,że to był Mojche Majchel (komunistyczny działacz),który o tym powiadał, bo słuchał radia lub ,że jakiś Polak opowiadał Lipiszowi Goldsztajnowi.Ale nikt dokładnie nie wiedział i nie potrafił udowodnić prawdziwości tych wiadomości.

Takie plotki niosły nadzieję, ale także i wielkie nieszczęścia.Wielu ludzi albo chociaż dużo młodzieży mogłoby się uratować ucieczką do Związku Radzieckiego.Każdy jednak myślał,że po co ryzykować trudną drogę i nielegalne przejście granic -„ponieważ czym dalej, tym trudniejsza była ta droga”.Większość ludzi ,wliczając i mnie, myślała,że sowiecka władza na pewno przyjdzie do nas.

29 listopada 1939 roku byłem złapany na prace, aby wyładowywać z samochodu węgiel dla żołnierzy niemieckich zakwaterowanych w pańskim pałacu.

Po ukończonej pracy nazistowski kierowca gonił nas przed samochodem z pałacu aż na Rynek.Tam nam dał spokój.Wtedy zdecydowałem się,że już więcej nie będę czekał.Opuściła mnie wszelka nadzieja i postanowiłem uciekać co najprędzej od tych bestii.

Zebraliśmy grupę 8 ludzi i 1 grudnia pożegnaliśmy się z naszymi ojcami,matkami,siostrami i braćmi.To był ostatni raz ,kiedy widzieliśmy swoje rodziny i nasze rodzinne miasteczko Żelechów.


 

[Str. 202]

Niemiecki „rabunek”

Perl Wajnberg (Kostaryka)

Z jidysz na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego na polski przełożył Andrzej Ciesla

 

zel202.jpg

 

Kiedy wybuchła wojna byłam wraz z mężem w Żelechowie.Przed wojną mieliśmy sklep spożywczy i całkiem dobrze się nam powodziło.Niemcy weszli do naszego miasta 11 września 1939.”Rabunek” zaczął się 12 września.Zamknięte sklepy Niemcy otwierali.Oczywiście mój sklep także nie był wyjątkiem.Niemcy podstawili samochody.Zabrali , ile im się weszło na samochód, a resztę kazali wziąć Polakom.

Polacy :mężczyźni,kobiety a nawet i dzieci opróżniali żydowskie sklepy.Między cywilami byli :Janek Osiński ze swoimi dwoma synami,Rybitwina,Janek Kucharski,Andzia,Majek,Bolek Pieroński.Żydzi stali i przyglądali się ,jak rabują ich sklepy.Siostry stały przy moim sklepie.Niemcy biorąc żywność powiedzieli do sióstr: ”My wam za wszystko zapłacimy”. Na to moje siostry odpowiedziały: „Jeżeli zapłacicie, to my pieniądze weźmiemy”. „No tak.Zapłacimy wam –kulkami”.Szabrownicy skończyli rozmowę i naprawdę zaraz zaczęli strzelać.Wszyscy się rozbiegli.

Pod wieczór,kiedy przyszliśmy do naszego sklepu, to już był pusty.Wyglądało to jak po pogromie.To czego rabusie nie chcieli wziąć ,to rozsypali po podłodze. Sąsiedzi,którzy widzieli ,kto rabował ,doradzali,abyśmy poszli za tymi Polakami odebrać zrabowany towar.Tak też zrobiłam.Tylko niektórzy zwrócili ,i to tylko drobiazgi.Teresa Kieliszkowa tłumaczyła,że wzięła tylko po to,aby potem oddać.No i naprawdę oddała.Muszę tutaj przypomnieć jeszcze kilku Polaków ,którzy zachowali się po ludzku. Aptekarz Zwoliński,doktor Kasprowicz,rzeżnik Dziubak,jego szwagier wiceburmistrz Domański wzięli w czasie rabowania towar z żydowskich sklepów i potem go oddali właścicielom.


 

[Str. 250]

Męczeńska śmierć cadyków z Żelechowa i Ryk

Mojsze Szyfman (Bogota)

Z jidysz na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego przełożył Andrzej Ciesla

 

zel250.jpg

 

Kiedy w czerwcu 1942 roku kiedy Niemcy przygotowywali zbrojny napad na Związek Radziecki, autor tych słów leżał schowany wraz z żelechowskim rebe reb Awrumem-Szolemem Goldbergiem, na strychu u Synaja Szojcheta. Mężczyźni nie mogli pokazywać się na ulicy. Pewnego razu młodsza córka rebego przyniosła jedzenie dla ojca i wiadomość od Izraela Welwela meszamesza[1] (Ledermana), że nasz naród jest zgubiony. Powiedziała, że w mieście jest pełno wojska i że łapie się dużo Żydów do załadowywania bagaży. Żydzi to przyjęli jako dobry znak świadczący o tym, że Niemcy już się wycofują z frontu. Na poparcie tego dodała jeszcze, że minionej nocy u Herszla Milwego spał oficer z dwunastoma żołnierzami i że w środku nocy zniknęli. Zrozumiano to w ten sposób, że Niemcy już uciekają.

Trzeba dodać, że wtedy było w mieście naprawdę dużo wojska i musiano rekwirować na nocleg nie tylko domy polskie ale także żydowskie. To wszystko dodawało nam pewności i wiary, że wyzwolenie jest blisko. Wtedy autorowi tych wspomnień rebe powiedział smutną rzecz, że do grobu nas będą odprowadzać słowa:„Już są tutaj Rosjanie!”.

22 czerwca Niemcy rozpoczęli agresję na Związek Radziecki. Rozeszła się między Żydami wiadomość, że Rosjanie już przekroczyli Bug, który wtedy był granicą między Niemcami i Związkiem Radzieckim. Ta wiadomość dotarła w końcu do żandarmerii, co spowodowało aresztowanie kilkunastu Żydów. Musiało się zapłacić za nich wykupne. Jak zawsze zadziałała solidarność żydowska i od razu powstała komitet z Nojechem Szalitem, Jechielem Ryfmanem, Nachumem Wajnsztokiem i innymi, którzy potajemnie zaczęli zbierać potrzebną sumę na wielką micwę[2] wykupienia aresztowanych. Nawet ci najwięksi biedacy, aby wziąć udział w tej wielkiej micwie dołożyli według własnych możliwości,

W lecie 1942 roku, w samo południe przyszła do mojego domu mała córeczka rebego Itele. Wtedy mężczyznom i dorosłym kobietom nie wolno było pokazywać się na ulicy. Córeczka rebego przekazała mi wiadomość, że rebe musi jak najszybciej ze mną rozmawiać. Przejść ode mnie tzn. od Welwela Wiśni[3] z ulicy Zadybskiej do rebego było śmiertelnym ryzykiem. Ale biorąc pod uwagę ważność sprawy przeszedłem przez płoty Pini Smolarza i przez gminne place, i dostałem się na podwórko rebego.

Zaraz mnie zaprowadzili do jego kryjówki, gdzie był także i brat rebego reb. Elimelech, rycki rebe. Zaczęliśmy analizować aktualną sytuację i naszą przyszłość. Rebe poprosił mnie do siebie aby pokazać mi listy, które wcześniej dostał potajemnie z Kosowa (wioski najbliżej położonej koło Treblinki), gdzie zamordowano wszystkich naszych najbliższych. W listach zaszyfrowanym językiem opisane piekielne cierpienie jakiego doznali warszawscy Żydzi, którzy wtedy byli w tym okropnym miejscu zbrodni. Rebe mnie prosił, abym zachował to w tajemnicy nawet przed rodziną. Powiedział, że jestem pierwszym, który ten list zobaczył. Zaczęliśmy rozmawiać o tym co mamy robić, czy jest sens dalej się ukrywać, żyjąc fałszywymi złudzeniami, czy spojrzeć prawdzie w oczy i iść razem ze wszystkimi Żydami do Treblinki. Wywiązała się między nami dyskusja. Rozmawialiśmy po cichu, ze łzami w oczach. Baliśmy się, że może ktoś nas podsłuchiwać.

Ja i żelechowski rebe - Niech pamięć jego będzie błogosławiona -byliśmy zdania, że mimo cierpień musimy wykorzystać wszystkie możliwości aby przeżyć. Może Pan Bóg się nad nami zmiłuje. Szukaliśmy nadziei w różnych starych żydowskich przypowieściach. Przecież w najgorszych sytuacjach nie powinno się tracić nadziei i szukać różnych sposobów aby żyć, chociażby krótko. Rycki rebe reb. Elimelech -Niech pamięć jego będzie błogosławiona - był tego zdania, że powinno się podzielić los wszystkich Żydów i zginąć razem z nimi. Rebe nie wierzył, że Żyd ma jakieś możliwości przeżycia, bo cały świat jest przeciwko nam. Polacy z wielką ochotą pomagają nas mordować - co niestety było prawdą. Jak już teraz wiadomo to 40 procent Żydów, którym udało się ukryć przed Niemcami, między innymi i cała moja rodzina, zginęło w okolicznych wioskach z rąk polskich morderców.

Rycki rebe reb. Elimelech powiedział również, że nie będzie próbował siebie ratować ani nikogo ze swojej rodziny ponieważ nie ma absolutnie żadnych szans na przeżycie.

Żelechowski rebe i ja zaczęliśmy wymyślać różne sposoby na uratowanie się. Jedynym wyjściem było spróbować dostać się do obozu w Wildze nad Wisłą koło Osiecka, gdzie męczeni żelechowscy Żydzi sypali wały na rzece Wildze, która wpada do Wisły. Obozem kierowali Polacy pod nadzorem władz niemieckich. Polacy próbowali dorównać Niemcom w dręczeniu Żydów.

Wszyscy robotnicy byli posyłani do tego obozu przez żelechowski Judenrat.

Rebe mi powiedział, że musi posłać tam swoich dwóch synów :Szlojme i Joszuę – Niech pamięć ich będzie błogosławiona - licząc na to, że ludzie pomogą się im uratować. Szczególnie liczył na swojego naśladowcą Iczego Godla Kacewa. , który w tym czasie był członkiem Judenratu i we wszystkim pomagał żelechowskiemu rebemu. Rebe ze swoja rodziną będzie się w dalszym ciągu ukrywać. Może Pan Bóg mu pomoże i uda się mu przeżyć te ciężkie dla żydostwa czasy.

Obaj żegnalismy się z gorącymi łzami w oczach, życząc sobie, abyśmy się jeszcze kiedyś spotkali.

Kiedy już odchodziłem znów mi przypomniał, aby ten list i nasza rozmowa pozostały w tajemnicy. Wkrótce ataki Niemców i ich pomocników Polaków na Żydów wzmogły się i już więcej nie miałem możliwości spotkać się z rebem nawet do ostatniego Strasznego Dnia[4] w tamtym roku, kiedy już wiedzieliśmy z doświadczeń innych żydowskich miasteczek, co to znaczy „wysiedlenie”- to jest wysłanie do obozu śmierci. Wtedy dojrzała we mnie myśl, aby pojechać do obozu w Wildze. Wysłanie do tego obozu było traktowane przez Judenrat jako przywilej, za który musiało się zapłacić nie tylko Juderatu ale i komendantowi policji -sławnemu Melechowi Szarfharcowi. Kiedyś płaciło się za to, żeby tam nie wysłali.

Podszedłem do samochodu ciężarowego, który przyjeżdżał rano w każdy poniedziałek. Ciężarówka stała koło Judenratu i była pilnowana przez policje żydowską oraz żandarmerię. Pilnowali, aby Nie daj Boże robotnicy nie uciekli. Tam spotkałem dwóch chłopców rebego, których wzięli bez pieniędzy dzięki interwencji wspomnianego wyżej Icze Godla. Niestety i im nie było sądzone, aby się dostali do obozu. Kiedy dojechaliśmy do budynku polskiej gminy, naprzeciw wyszli niemieccy żandarmii na czele ze znanym mordercą Żydów Trunkierem. Zatrzymali ciężarówkę, odebrali nam wszystkie tobołki i musieliśmy biec spowrotem do Żelechowa. Odprowadzani biciem kolbami pobiegliśmy do miasta a wraz z nami także obaj chłopcy rebego. Zaczęliśmy prosić Melecha Szarfharca, aby nas znowu wysłał do obozu. Załadował nas do drugiego transportu, zrozumiałe, że nie za darmo. Tym razem szczęśliwie dojechaliśmy do obozu w Wildze.

Po pewnym czasie przyjechały tam również dzieci rebego a także wyżej wspomniany Icze Godel z rodziną, gdyż do Judenratu dotarła informacja, że wkrótce wszyscy Żydzi będą wywiezieni z Żelechowa. Icze Godel bardzo pomógł dzieciom rebego finansowo , zapewnił im jedzenie i załatwił lżejszą pracę. Wkrótce do obozu dotarła wiadomość o likwidacji żelechowskich Żydów. Ci co przyjechali do obozu jako ostatni byli członkami żelechowskiej żydowskiej policji. Opowiadali, że rycki rebe, reb Elimelech- Niech pamięć jego będzie błogosławiona- kiedy Niemcy nakazali wszystkim Żydom zgromadzić się na dziedzińcu synagogi, odmówił wykonania tego rozkazu i został zastrzelony na podwórku rebego, ubrany w tałes i tifilim. Za jego przykładem poszli Synaj Szojchet, Jekiel Unger i Nachum Wajnsztok.

Żelechowski rebe –Niech Pamięć jego Będzie Błogosławiona- ukrywał się jeszcze pięć dni. Znalazła go polska policja i wyciągnęłą z kryjówki. Niemcy spełnili jego ostatnią prośbę. Odprowadzili go na cmentarz żydowski i tam zastrzelili.

Jak mi opowiadali z nim ukrywał się także mój długoletni kolega Jekiel Chaim z żoną, syn Josefa (Zilbersztajna).

W obozie w Wildze, jeszcze po Sukot[5] chodziliśmy boso i nago chociaż był wielki mróz i śnieg. Strasznie się znęcali nad nami polscy kolaboranci. Na przekór wszystkim cierpieniom, potajemnie organizowaliśmy minjan[6], aby każdy mógł odmówić kadysz za swoich bliskich. Minjan zbierał się w pomieszczeniu, gdzie mieszkał Jechiel Popowski z rodziną. Również tam odmawiali kadysz za swoich rodziców obaj chłopcy rebego.

Należy podkreślić, że pomimo wszystkich cierpień, większość Żydów próbowała nie jeść niekoszernego jedzenia. Wystarczał im kawałek chleba. Próbowano także załatwić koszerne jedzenie dla robotników u polskiego inżyniera, który był komendantem obozu.

Na czele grupy interwencyjnej stali:Icze Godel, Jechiel Popowski, Jechiel Ryfman i Mojsze Boruchowicz. Potem dotarła do nas wiadomość, że obóz ma być zlikwidowany. Wiedzieliśmy co to znaczy i zaczęliśmy przemyślać jak się uratować. Jedynym wyjściem było uciec z obozu, co nie było łatwo, wiedząc, że polscy obywatele są przeciwko nam. Icze Godel mi się zwierzył, że on również myśli o ucieczce. Martwił się, że nie może wziąć ze sobą dzieci rebego, chociaż obiecał, że jeśli znajdzie jakieś bezpieczne miejsce, to po nich przyśle. Niestety, jego plan się nie udał, ponieważ kiedy znalazł kryjówkę było już za późno aby posłać po dzieci rebego. Obóz już był zlikwidowany i wszyscy robotnicy żydowscy byli wywiezieni do Sobolewa, gdzie utworzono nowe żydowskie getto. Niemcy zapewniali, że tam Żydzi będą mieć możliwość przeżycia. W taki sposób ogłupiali Żydów i zwabiali ich z innych miast do tego getta. Później wszystkich Żydów wraz z żelechowskimi wywieziono do obozu śmierci w Treblince.

Piszącemu te słowa i jego rodzinie:Mojszemu Boruchowiczowi z dziećmi, Chaimowi-Meierowi Wajnbergowi z rodziną, Jechielowi Popowskiemu z rodziną i Nojechowi- Herszelowi Winogradowi, udało się ukryć w dwóch kryjówkach, które przygotował dla nas jeden z niewielu porządnych Polaków. Pan Edward Turek, który naprawdę ryzykował własnym życiem ratując Żydów, namówił swojego szwagra pana Sokoła, aby zrobił w swoim mieszkaniu kryjówkę dla Żydów za co on później zapłacił własnym życiem. Żandarmeria znalazła tam całą rodzinę Popowskich. Razem ze swoim wybawcą zostali zastrzeleni.

Cześć ich pamięci!

Siedząc w ukryciu dowiedzieliśmy się, że Icze Godel z rodziną, który ukrywał się w tej samej okolicy, został wydany przez Polaków ciechomińskiej policji. Najpierw żądali od nich pieniędzy za darowanie życia. I kiedy już mieli przekazać pieniądze, zostali wydani żandarmerii i po okropnych męczarniach zamordowani. Między nimi był także Dawid Lichtensztajn z rodziną (zięć Eliezera Bekera).


Przypisy:

  1. nie udało się ustalić czy chodzi o nazwisko Return
  2. micwa – hebr. Tutaj:„dobry uczynek” Return
  3. w orginale - Wisnies Return
  4. Straszne Dni hebr. Jamim Noraim . Pierwsze 10 dni nowego roku, poswięcone modlitwie i wyrażaniu żalu za popełnione grzechy Return
  5. Sukot Święto Namiotów Return
  6. minjanhebr. ”liczba” zgromadzenie złożone z dziesięciu Żydów płci męskiej niezbędne do odprawiania modłów w synagodze oraz niektórych ceremonii religijnych Return

 

[Str. 259]

Strażacy z getta i ich koniec

Cwija Rozental-Worcelman (Barranquilla)

Z jidysz na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego na polski przełożył Andrzej Ciesla

 

zel259.jpg

 

Na rozkaz władz niemieckich powstała w gettcie organizacja strażacka.Żydowscy strażacy wraz z polskimi tworzyli jedną drużynę pod komendą polskiego strażaka Włodarczyka.Co piątek rano odbywały się ćwiczenia.Od czasu do czasy przyjeżdżał z Garwolina komnedant i przeprowadzał generalne ćwiczenia.W remizie pelniły służbę dwie osoby:Żyd i Polak.Żydowscy strażacy w gettcie byli uprzywilejowani – nie brali ich do pracy.

W czasie likwidacji getta,kiedy pędzono Żydów do Sobolewa a stamtąd wywieziono do Treblinki,żydowscy strażacy dostali specjalne zadanie wyprowadzenia z domów w gettcie starszych i chorych oraz dzieci do specjalnie przygotowanych wozów.Po likwidacji getta pozostało w Żelechowie tych 50-ciu strażaków,którzy wykonywali swój zawód dla Niemców.Wkrótce 25-ciu strażaków odesłano do obozu Wildze a reszta pracowała jeszcze w Żelechowie do 21 marca 1943 roku.Tego dnia przyjechał niemiecki komendant,zwołał wszystkich strażaków,rozkazał im się umyć,spakować rzeczy i przygotować się do wyjazdu do Warszawy.Tam mieli pracowac w warsztatach.Strażacy wykonali rozkaz komendanta.Przyjechała ciężarówka przed magistrat.Wszyscy na nią wsiedli i wyjechali na warszawską szosę.Za mostem samochód skręcił na drogę do Kębłowa a stamtąd na żydowski cmentarz.

Byli żydowscy strażacy zorientowali się,że wiodą ich na śmierć zaczęli uciekać.Niemcy strzelali.Kilku upadło na miejscu.Pozostałych odprowadzono na cmentarz i tam rozstrzelano.Ocalało tylko kilku.


This material is made available by JewishGen, Inc. and the Yizkor Book Project for the purpose of
fulfilling our mission of disseminating information about the Holocaust and destroyed Jewish communities.
This material may not be copied, sold or bartered without JewishGen, Inc.'s permission. Rights may be reserved by the copyright holder.


JewishGen, Inc. makes no representations regarding the accuracy of the translation. The reader may wish to refer to the original material for verification.
JewishGen is not responsible for inaccuracies or omissions in the original work and cannot rewrite or edit the text to correct inaccuracies and/or omissions.
Our mission is to produce a translation of the original work and we cannot verify the accuracy of statements or alter facts cited.

  Zelechow, Poland     Yizkor Book Project     JewishGen Home Page


Yizkor Book Project Manager, Lance Ackerfeld
This web page created by Max G. Heffler

Copyright © 1999-2019 by JewishGen, Inc.
Updated 03 Aug 2016 by JH