« Poprzednia strona Spis treści

[Strona 206]

Szabat w naszym mieście

Moshe Belinsky

Przetłumaczone przez Marshall Grant i Roberta Paula Books

© Prawa autorskie Roberta Paula Books

Dedykowane pamięci:
Błogosławionej pamięci mojego ojca Mendel Wolf Belinskego;
Błogosławionej pamięci mojej matki, Hannah Sarah;
Błogosławionej pamięci mojej siostry Breyny;
Błogosławionej pamięci mojej siostry Baltzi;
Błogosławionej pamięci mojego brata Leibeal,

którzy zginęli w Holokauście, niech Bóg pomści ich dusze.

Generalnie Przedecz był miastem robotniczym, pełnym robotników i drobnych kupców, którzy każdego dnia w tygodniu ciężko pracowali, aby się utrzymać.

Kiedy nadeszło piątkowe popołudnie, dało się odczuć zmianę atmosfery. Zbliżała się królowa Sabatu.

Każda rodzina przygotowała własny chalot (chleb szabasowy) i przynosiła go do wypieczenia w piekarniach. Nawet rodziny, którym trudno było związać koniec z końcem i które jadły oszczędnie w ciągu tygodnia, starały się uszanować szabat i przygotowywać pokrzepiające potrawy, aby domownik był bardziej uduchowiony. Oczywiście były rodziny, które były zamożne i mogły sobie pozwolić na drogie duże ryby, i były rodziny, których ledwo było stać na tanie sardynki, ale ludzie mogli jeść ryby w szabat.

W piątek po południu kobieta prowadząca dom, z pomocą najstarszych córek, są nadal zajęci ostatnimi przygotowaniami. Mężczyźni idą do mykwy (rytualnej kąpieli) i zanurzają się.

Zbliżają się ostatnie godziny przed nadejściem szabatu. W większości żydowskich domów piecze się hamin (czulent). Nagle pojawia się pan Itche Kovalsky, miejski szamasz (strażnik) z drewnianym młotkiem w dłoni. Puka do drzwi, żeby pospieszyć gospodarzy do zakończenia przygotowań do szabatu.

Każdy, kto jeszcze nie skończył, drżał. Szybko! Nie daj Boże bezcześcić szabatu.

Szamasz woła w jidysz, Z-A-P-A-C-I-E Ś-W-I-E-C-E!!! Jego krzyki były tak głośne, że z pewnością były słyszalne w niebiosach i pokazały, jak społeczność przyjmuje szabat. Był to również znak, że wszystkie przygotowania dobiegły końca.

Zmieniło się oblicze miasta, wszędzie panowały spokój i cisza.

Kobieta z gospodarstwa domowego ubrana jest w szabasową sukienkę, z głową zakrytą chustką, podczas zapalania szabasowych świec i z oddaniem je błogosławiąc. Mężczyźni i dzieci wychodzą teraz, ubrani w szaty szabatowe, niektórzy do synagogi, beit midraszu lub do grupy modlitewnej na powitanie szabatu. Ulice znów ożyły, w ciszy i spokoju; a kiedy zapadła ciemność, w oknach widać było szabasowe świece. Och, te szabatowe świece, ile magii

[Strona 207]

i duszy one mają. Nasze zmarłe matki, zapalając te świece, wylały ocean łez. Modliły się o spokojny dom, godne życie i zdrowie dla całych rodzin.

Pewnego razu jeden z gości na nabożeństwach witających szabat wezwał jednego z uczestników, aby udał się do beit midraszu i szepnął komuś, że sąsiadujący fryzjer nadal pali światło w swoim salonie. Oznaczało to zbezczeszczenie sabatu i kilku obecnych natychmiast udało się do salonu, aby ukarać miejsce, w którym szabat nie był przestrzegany. Kiedy jednak przybyli, zobaczyli, że światła zostały zgaszone i wrócili, aby otrzymać szabat.

Po zakończeniu nabożeństw, Itche, Szamasz walił w podium i ogłaszał, na przykład, że eruv (rytualna klauzura stworzona w celu umożliwienia czynności, które są normalnie zabronione w szabat) została uznana za wadliwą i nie można było przenosić przedmiotów z jednej osoby na drugą (co jest zabronioną pracą) lub że w mieście byli goście, których należało przyjąć. Kiedy eruw został uznany za nieważny, dzieci były dość zajęte, ponieważ musiały przynieść tałes (szal modlitewny) lub modlitewnik do miejsca, w którym odbywały się modlitwy, wraz z chamin (czulentem - wolno gotowanym daniem szabasowym). Żaden gość nie został bez mieszkania na szabat. Po nabożeństwach ludzie wracali do domów. Po błogosławieństwie powitalnym na szabat odśpiewano modlitwę Szalom Alejchem (Pokój wam, Aniołowie Pokoju). Ci sami aniołowie towarzyszyli Żydom w drodze z synagogi do domu. Słychać było także modlitwy pochwalające żony. Na żonie i matce spoczywała duża odpowiedzialność za utrzymanie domu oraz wychowanie i edukację dzieci; „Kto może znaleźć wspaniałą żonę? Jej wartość znacznie przewyższa wartość klejnotów”.

Można poczuć atmosferę, która przesłaniała każdy żydowski dom. Stół nakryty jest białym obrusem pod palącymi się szabatowymi świecami. Pod specjalnym przykryciem znajdują się również dwa chaloty (chleb szabatowy), butelka wina i kubek kiduszowy, pamiątka po moim ojcu lub dziadku. Nastrój był uroczysty. Po kiduszu, przygotowanym przez głowę rodziny, wokół stołu panowała ciepła rodzinna atmosfera. Dla wielu mieszkańców miasta to pierwszy posiłek, jaki jedli z rodzinami przez cały tydzień. Wszyscy siedzą razem nucić tradycyjne piątkowe melodie.

Po posiłku i po birkat hamazon (błogosławieństwo po posiłku) spotyka się młodzież z różnych organizacji. Niektórzy udają się do Młodej Mizrachi, która była bardzo aktywna w tej grupie wiekowej, do Beitar, biblioteki żydowskiej oraz na wycieczki grupowe po mieście.

Budzimy się w szabatowy poranek, a nasz ojciec, tak jak robił to od lat, czyta oryginalną i przetłumaczoną część pism świętych, a następnie odpoczywa przy filiżance gorącej herbaty. Potem znowu głos Szamasza w jidysz „C-H-O-D-Ź-C-I-E- D-O S-Y-N-A-G-OG-I”. Mniejsze dzieci nie chciały niczego więcej, jak tylko trochę spać. Ale eruv został uznany za nieważny. Było to częste zdarzenie i musieli nieść swoje tałesy do beit midraszu. Byli też tacy, którzy wcześniej wstawali i studiowali: niektórzy studiowali Talmud, podczas gdy inni czytali rozdziały Ein Yaakov (zbiór pism świętych). W każdym razie dźwięk Tory można było usłyszeć przez większość godzin w ciągu dnia.

Aż do 1925 roku Gur Chasydzi odbywali modlitwy w wynajętym mieszkaniu znajdującym się za domem pana Yeshiahu Zilalinskiego, ale z powodu materialistycznych okoliczności musieli go zamknąć. Było wiele problemów w Bechukotai (według moich dekretów) i Ki Tavo (Powtórzonego Prawa 26: 1 - 29: 8), a czytający zawarte w nich napomnienia, honorowali jednego z ubogich wspólnoty, zapraszając go do wspięcia się do Tory, za co oferowana była opłata pieniężna. Jednak nikt się nie zgodził, więc osoba, która czytała, pobłogosławiła fragment i czytała po cichu. W 1928 roku czytającym Torę był pan Heskel Mordchai Lantzitzki. Kiedy ludzie gromadzili się na sesjach modlitewnych, a czytającego Torę Tory nigdzie nie było, i tak rozpoczynali poranne modlitwy. Mógł się spóźnić, ale zawsze przyjeżdżał przed przeczytaniem Tory. Pewnego razu nie było go nigdzie widać. Zaczęły się szerzyć pogłoski, że jest przetrzymywany przez synów

[Strona 208]

w jego domu, aby uniemożliwić mu udział w czynnościach, które uważali za zakazane. Po pewnym opóźnieniu w czytaniu Tory, znaleziono kogoś, kto był gotów podejść do Tory za uczciwą zapłatę. Poza tym gabaj synagogi, mój ojciec, Mendel Wolf Belinsky i Itche Weidan obiecali tej osobie wóz z drewnem do zimowego ogrzewania. Od tamtej pory Tora była z szacunkiem czytana przez Aarona Davida Yachimovtisha.

Czytanie Tory było często opóźniane z powodu rabina. Powszechnie wiadomo, że opóźnianie czytania Tory było ważnym i wyjątkowym sposobem rozwiązywania palących problemów społeczności. Kiedy rabin przybył do miejsca, w którym odbywały się nabożeństwa, czyli zwykle do synagogi, wiedzieliśmy, że będzie poruszona jakaś ważna sprawa. Po porannych nabożeństwach rabin stawał przed tłumem i poprosił obecnych o przebaczenie za zwłokę w czytaniu Tory. Tłumaczył, że brakuje pieniędzy w budżecie na edukację lub poruszał inną kwestię, np. potrzeb panny młodej, i prosił uczestników o pomoc w pokryciu tych kosztów.

A potem wstawał Netta Wasserzog, jak to często robił w takich sytuacjach i obiecał darowiznę, która pokryłaby deficyt budżetowy, a potem inni wierni przyłączali się i zobowiązywali się do pomocy, jak tylko potrafią. Następnie czytano Torę i kontynuowano nabożeństwo.

Zimą niewidomy dozorca miejskiego cmentarza Orbainsky, goj, któremu pozwolono pracować w szabat, chodził od domu do domu, aby zapalać grzejniki i ogrzewać domy. Na plecach miał worek na kromki chałki (chleba szabatowego), który otrzymał od Żydów za swoje wysiłki. Następnego dnia otrzyma gotówkę.

Popołudniami znowu zbierała się młodzież z różnych organizacji syjonistycznych. Starsi ludzie wykorzystali ten czas na szybką drzemkę i relaks. Drzemka sabatowa to radość szabatu.

Duża grupa przybyła na popołudniowe modlitwy. Osobą, która prowadziła nabożeństwa, był zwykle Michael Hersch Neimark, który miał wyjątkowy ton, kiedy intonował te modlitwy. Byli rzemieślnicy, którzy recytowali psalmy przed minchą, popołudniową modlitwą.

Trzeci szabasowy posiłek z rabinem stał się tradycją i uczestniczyli w nim wszyscy intelektualiści religijni miasta. Tam rabin recytował interpretacje Tory. Śpiew prowadzili koszerny rzeźnik i inspektor, Shmuel Yamnik i Eliahu Walter. Były wieczorne modlitwy i Hawdalah (zakończenie szabatu) i szabat się skończył. Życie znów stało się żywe, gdy społeczność wkroczyła w kolejny tydzień nowych zmartwień.

Po powrocie do domu z Beit Midraszu po wieczornych modlitwach, zastawaliśmy naszą matkę na progu, szepczącą modlitwę odmawianą w trakcie szabatu i przed odmawianymi modlitwami Havdalah (w jidysz).

Boże Abrahama, Izaaka i Jakuba, chroń swój umiłowany lud Izraela przed wszelką krzywdą, chroń go swoimi nagrodami, aby siedem dni przyszło do nas ze zdrowiem i szczęściem dla wszystkich dobrych rzeczy, dla bojących się Tory i Boga ludzi, dla dobrych uczynków, dla zbawienia i pocieszenia. Gdy nasz ukochany święty szabat odchodzi, niech nadejdzie tydzień z powodzeniem, błogosławieństwami i wszystkimi dobrymi zwyczajami. Amen.


[Strona 222]

Powstanie Tzeirey Mizrachi
(Młodych Mizrachi)

Przetłumaczone przez Marshalla Granta

© Prawa autorskie Roberta Paula Books

W tamtych czasach, w 1929 roku, zaczęły docierać do nas wieści o krwawych zamieszkach, które miały miejsce w Palestynie, głównie o masakrze w Hebronie, i czuliśmy, że całym sercem jesteśmy z tymi, którzy walczyli z Arabami. Nie mogliśmy publicznie wyrazić tych uczuć, ponieważ ujawniłoby to wyrwę w ścianie naszych studiów żydowskich. Studia nad Torą były kontynuowane z jednej strony, ale z drugiej strony gazety Haynt znajdowały się między stronami Gemary. To nasz przyjaciel Ze'ev Rusk przynosił nam gazetę, którą udało mu się wyrwać od swojego wuja Netty Wasertzoga. Mimo, że docierała z dziennym opóźnieniem, nadal mogliśmy śledzić wydarzenia rozgrywające się w Izraelu.

Wtedy wpadliśmy na pomysł, że razem z naszymi studiami poświęcimy się pracy dla mieszkańców Palestyny. Jednak instytucje Agudat Yisrael, organizacji, z którą dorastaliśmy, nie zapewniły nam, młodszemu pokoleniu, tego, czego chcieliśmy w wystarczającym stopniu. Musieliśmy zapuścić się w „nieznane”, czyli Ruch Religijno-Syjonistyczny.

Następnie odwiedził nasze miasto rabin Katriel Fischel Tkorsh z Włocławka. Obecnie mieszkał w Izraelu i służył w rabinacie w Tel Awiwie. Jego przemówienie w domu pana Leibisha, wieloletniego biznesmena z Mizrachi, podekscytowało nas i poczuliśmy, że jest to droga, którą musimy podążać. Powstał Ruch Tzerei Mizrachi (Młody Mizrachi). Później Shomer Hadati (Straż Religijna), składająca się z młodszych chłopców i dziewcząt. Chociaż rabin Zemelman był rozgniewany naszą decyzją, pocieszył go fakt, że pozostaliśmy w ruchu religijno-syjonistycznym.

Naszymi pierwszymi krokami była dystrybucja broszur ruchu syjonistycznego i zbieranie pieniędzy dla JNF (Żydowski Fundusz Narodowy). Pamiętajmy, że w tamtym czasie istniało porozumienie między ruchem Mizrachi a kierownictwem JNF, że wszystkie pieniądze zebrane przez organizacje Mizrachi zostaną przeznaczone wyłącznie na wykup ziemi pod osady religijne.

JNF polecił nam zebrać 400 zł, które trzeba było zebrać w tym roku, z dumą stwierdzam, że przekroczyliśmy tę kwotę od pierwszego roku naszej działalności. Niebieskie pudełko znajdowało się w prawie każdym żydowskim domu w naszym mieście i prawie każdy wezwany do Tory wiedział, że musi przekazać datek na JNF. Duża część wpływów pochodziła ze sprzedaży kalendarza JNF i dostaw na Purim. W przeddzień Jom Kippur, podczas popołudniowych modlitw, kiedy prawie każdy dom żydowski przygotowywał się do Dnia Sądu Ostatecznego, wraz ze wszystkimi innymi skarbonkami ustawiliśmy w sali modlitewnej skarbonkę z napisem „Odkup Izraela”. W końcu została wypełniona dziesiątkami złotych i pochodziła od wszystkich, z wszystkich środowisk żydowskich.

Kiedy przyszedł Simchat Tora, panowała szczególna atmosfera i każdy mężczyzna od trzynastego roku życia był przywoływany do Tory. Przesłanie było takie, że darowizny na tę ważną sprawę nie powinny być tymi kilkoma groszami, jakie daje się z kieszeni na jakąś wspólną sprawę, ale znacznie więcej. Był to wkład w odkupienie Ziemi Świętej w celu dalszego ugruntowania tam żydowskiej obecności. A jeśli Bóg pozwoli, może on lub któryś z członków jego rodziny będzie jednym z tych, którzy skorzystają na tych wysiłkach.

Przesłanie dotarło do wszystkich żydowskich domostw w naszym mieście i prawie każdy, kto został przywołany do Tory w święto Simhat Tora, ofiarował środki JNF i wysiłki na rzecz odkupienia ziemi w Palestynie. Uznano to za ogromne osiągnięcie dla całkiem nowego ruchu Young Mizrachi. Ogromny wkład wielu dorosłych, sympatyków ruchu, należy pozytywnie ocenić,

[Strona 223]

oprócz szerokiej pomocy synagogi i ośrodka studiów.

Chodząc po mieście, aby zbierać datki dla JNF, nie pominęliśmy domu rabina, który uczył nas w przeszłości (i powiedział kiedyś, że „wyjechaliśmy do złej kultury”). Rabin przywitał nas serdecznie, ale wyjaśnił, że z oczywistych powodów nie może osobiście przekazać darowizny na ten cel. Skierował nas jednak do swojej żony, która przekazała hojną darowiznę.

Wśród nas byli przedstawiciele JNF - Itzhak Leibish Ofenbach, Ze'ev Rusk i sekretarz Moshe Tshanskavesky. Zimą 1932 roku Moshe Tshanskavesky i jego współpracownicy zostali wyróżnieni przez centralę JNF za osiągnięcia na rzecz JNF. Odnotowuję pomoc niektórych dorosłych, którzy byli członkami innych ruchów syjonistycznych i byli po naszej stronie, aby osiągnąć ten szczytny cel.

Latem 1931 r. odbyło się publiczne spotkanie poparcia dla JNF, na którym zabrał głos przedstawiciel JNF p. Bernstein z Warszawy. Opisał sytuację w Palestynie po zamieszkach i potrzebę wzmożenia wysiłków w celu odkupienia ziem tego kraju. Dla podkreślenia dodał: „Rachela nie dała się pocieszyć i opłakiwała swoje dzieci, które odeszły”; a potem: „Rachela, nasza matka, opłakiwała na grobie swoje dzieci z diaspory”. Aby umożliwić większej liczbie Żydów powrót do Ziemi Izraela, pierwsze potrzebne było odkupienie tamtejszej ziemi i odkupienie jej za pieniądze od ludzi dla ludzi. Zwiększyły się składki na JNF.

Chciałbym szczególnie zwrócić uwagę na lekcje hebrajskiego, których udzielał nam I. L. Ofenbach w naszej auli. Lekcje odbywały się trzy razy w tygodniu, w których uczestniczyli prawie wszyscy młodzi chłopcy i dziewczęta.

W szabatowe popołudnie zbieraliśmy się, aby pogłębiać naszą znajomość hebrajskiego, podczas której szczegółowo analizowaliśmy wydarzenia, które miały miejsce w Palestynie w poprzednim tygodniu.

Niemal natychmiast po założeniu ruchu stwierdziliśmy, że czeka nas jeszcze duża ilość pracy organizacyjnej, a stosunkowo wysokie koszty przerosły nasze możliwości. Nie mieliśmy innego wyjścia, jak szukać alternatywnych źródeł dochodu. Zaczęliśmy od kolportażu w mieście gazet: Yidishe Tagblat, Haynt, Letste Nayes i innych gazet pisanych w języku polskim. Dochody zostały przeznaczone na finansowanie szerokiej działalności oddziału. Kolejną zaletą takiego postępowania było to, że wiele rodzin, które od lat nie miały w domu gazety i były odłączone od bieżących wydarzeń na świecie, zostało ponownie połączonych. Wiedzieli, że mogą dziś kupić gazetę, nie zobowiązując się do zakupu jutro. Kupili gazetę, dzięki czemu w dziesiątkach gospodarstw domowych odbywały się spotkania, na których członkowie rodziny czytali razem. Wielu członków społeczności zbierało się na modlitwach popołudniowych i porannych i przedstawiało własną analizę wydarzeń na całym świecie.

 

Wizyta rabina Litmana z Kola

Wizytę rabina Litmana w lutym 1933 r. uznano za wielki sukces. Próby wygłoszenia jego wykładu w synagodze przez naszych zwolenników zakończyły się niepowodzeniem z powodu sprzeciwu rabina. Wykład rabina Litmana w naszej sali przyciągnął tłumy; dziesiątki stanęły przed salą, by słuchać jego wezwań do wzmożenia wysiłków ruchów Mizrachi, Młodych Mizrachi i Shomer Hadati. Był gościem Ofenbachów i podczas trzydniowej wizyty dom był pełen ludzi, którzy przychodzili, by wyrazić poparcie dla ruchu. W wyborach do Kongresu Syjonistycznego w tym roku

[Strona 224]

nasz ruch zdobył 70% głosów w naszym mieście i zawdzięczamy to wizycie rabina Litmana. Była to druga wizyta rabina Litmana w naszym mieście; pierwszy raz miało to miejsce latem 1932 roku, co również przyciągnęło tłumy, które przyjechały wysłuchać jego wykładu.

W 1932 r. opuściłem miasto i pojechałem do kibucu szkoleniowego w Bliżynie. Moi rodzice przeciwni byli temu pomysłowi i chociaż mój ojciec był członkiem Mizrachi i jednym z najbardziej płodnych zwolenników naszej organizacji, nie poparł mojej decyzji. Uważał to za rodzaj przygody ze względu na nikłe szanse na zrobienie Aliyi. Powszechnie wiadomo było, że rząd w Mandacie Palestyny wydał bardzo niewielką liczbę zezwoleń na imigrację. Kiedy jednak przybyłem do kibucu, przysłali mi list z błogosławieństwem. Moi przyjaciele kontynuowali swoje wysiłki, a kilku innych zarejestrowało się w podobnych grupach szkoleniowych.

Następnie część członków przybyła do kibucu z Myszyńca. Jedną z nich była urocza dziewczyna Liba Friedman i po krótkiej znajomości postanowiliśmy się pobrać. Po zaakceptowaniu nas do Aliyi w imieniu Centrum, pobraliśmy się w lutym 1933 roku.

W sierpniu 1933 roku zrobiłem Aliję do Ziemi Izraela, a teraz opiszę mój ostatni szabat w moim mieście. Mój wujek Pinchas Aharon i Lipman Bilevsky oraz kilku innych krewnych ze strony mojej matki przybyło z Sompolna specjalnie na ten Szabat. Oczywiście w synagodze, w której przez lata modliłem się z przyjaciółmi, wszyscy mnie tam pobłogosławili. Z jednej strony obiad był wesoły - wszyscy cieszyli się ze mnie, a ja, z Bożą pomocą, byłem wdzięczny, że mogłem otrzymać taką możliwość. Z drugiej strony rodzice byli zmartwieni, że ich najstarszy syn ich zostawia. Zawsze będę pamiętać melancholię i szczęście w oczach mojej mamy, mieszankę radości i smutku. Jednak myśl, że podróżuję do Ziemi Izraela, ziemi moich marzeń, przeważała i nasz dom był szczęśliwy.

Po południu wyszedłem z przyjaciółmi I. L. Ofenbachem i Ze'evem Ruskiem, aby pożegnać się z mieszkańcami miasta. Chodziłem do prawie każdego domu, a kiedy dotarliśmy do domu Shmuela Yamnika, miejskiego szocheta, przeprosił moich przyjaciół i zaprosił mnie do drugiego pokoju. Tam ujawnił swój sekret: jego syn Jehoszua, który był studentem warszawskiej jesziwy, wyszedł i teraz przebywał w kibucu szkoleniowym. Poprosił mnie, żebym nikomu nie mówił, bo mogłoby to zaszkodzić jemu i jego środkom utrzymania.

W sobotę wieczorem moi przyjaciele mnie zaskoczyli i urządzili przyjęcie w dużej sali miejscowej straży pożarnej. Byli tam prawie wszyscy Żydzi z miasta, co po raz kolejny udowodniło, że wszyscy wspierają naszą organizację i jej ostateczny cel, jakim jest alija.

Byliśmy pewni, że nasze miasto jest na skraju masowej emigracji do Ziemi Izraela. Jednak z różnych powodów tylko nieliczni przybyli z Przedcza (po hebrajsku Pshedets). Mój przyjaciel I.L. Ofenbach spędził pięć lat w kibucu szkoleniowym, ale nigdy nie pozwolono mu zrobić Aliji; a pod koniec 1934 roku przyjechał mój przyjaciel Ze'ev Rusk. Podczas drugiej wojny światowej został powołany na rozkaz Najwyższej Rady Żydowskiego Jeszuwa do Żydowskiej Brygady Bojowej Armii Brytyjskiej. Walczył z nazistami na froncie włoskim i poległ w bitwie. Przybył również Eliezer Pearlmutter; urodził się i wykształcił w naszym mieście. W wojnie o niepodległość walczył i poległ w bitwie w obronie Jerozolimy. W 1935 roku przybył mój przyjaciel Yehoshua Yamnik, a potem ich liczba zmalała. Wydaje się, że w pewnym stopniu jest to spowodowane zamieszkami, które wybuchły w Palestynie w 1936 r. I trwały do początku 1939 r., kiedy to wybuchła wojna. Te zamieszki i ograniczenia Aliji wprowadzone przez rząd w Mandacie Palestyny położyły kres moim wieloletnim staraniom o sprowadzenie mojej rodziny do Palestyny.

I to była ostatnia szansa dla przedeckich Żydów.

Ci prości i uczciwi Żydzi byli znani w całym kraju; byli zwolennikami budowy Ziemi Izraela, w swojej podświadomości byli zagorzałymi syjonistami i odczuwali cały ból, jaki odczuwali nasi bracia w Palestynie.

Niestety, nie byli w stanie zobaczyć wielkiego cudu zmartwychwstania Izraela, kiedy powstało państwo żydowskie. Po wojnie pozostali tylko nieliczni i wyjechali do Izraela.

Gdzie jesteście, moi drodzy rodzice, moje siostry Brayna i Baltzia, mój bracie Leibel, mój nauczycielu i rabinie, Rabinie Zemelman, moi koledzy studenci i działacze syjonistyczni, wszyscy mieszkańcy Przedcza: mężczyźni, kobiety i dzieci.

Okrutna burza przeszła przez Europę i zabrała ze sobą sześć milionów naszych żydowskich braci, a Wy jesteście wśród nich najdrożsi.

W Przedeczu nie ma już społeczności żydowskiej (hebr. Pshedets).

Niech ich dusze będą związane więzią życia.

 

« Poprzednia strona Spis treści


This material is made available by JewishGen, Inc. and the Yizkor Book Project for the purpose of
fulfilling our mission of disseminating information about the Holocaust and destroyed Jewish communities.
This material may not be copied, sold or bartered without JewishGen, Inc.'s permission. Rights may be reserved by the copyright holder.


JewishGen, Inc. makes no representations regarding the accuracy of the translation. The reader may wish to refer to the original material for verification.
JewishGen is not responsible for inaccuracies or omissions in the original work and cannot rewrite or edit the text to correct inaccuracies and/or omissions.
Our mission is to produce a translation of the original work and we cannot verify the accuracy of statements or alter facts cited.

  Przedecz, Polska     Yizkor Book Project     JewishGen Home Page


Yizkor Book Director, Lance Ackerfeld
This web page created by Jason Hallgarten

Copyright © 1999-2022 by JewishGen, Inc.
Updated 17 Sep 2021 by JH