« Previous Page Table of Contents Next Page »


Od Wojny Do Wojny

I wojna światowa spowodowała ogromne zniszczenia Łopuszna. W okolicy przechodziła linia frontu austriacko-niemiecko rosyjskiego. Od grudnia 1914 roku do maja 1915 trwały walki o zdobycie pozycji wokół Łopuszna, a sama wieś stała się linią frontu. W grudniu 1914 roku Łopuszno zajęli Niemcy i aż do lutego trwały tu walki z Rosjanami. W lutym 1914 roku Łopuszno spłonęło niemal doszczętnie od ognia artylerii. Spaliła się wówczas żydowska synagoga i kościół.

W czasie działań wojennych zniszczeniu uległy akta stanu cywilnego ludności żydowskiej z lat 1913- 1919. Z pożaru uratowała się jedynie „Księga śmierci” w której felczerzy i „oglądacze zwłok” Mordka Krajskopf i Szaja Jakubowicz zapisywali przyczyny zmarłych łopuszańskich Żydów. Ponieważ odnotowywał również przyczyny śmierci wiemy, że działania wojenne nie spowodowały strat ludności żydowskiej a wszystkie odnotowane przypadki zgonów miały przyczyny naturalne.

W 1916 roku w Łopusznie zmarli: Chaim Gancaerski na „anewryzm serca” ( tętniak), piekarz Izrael Lewkowicz – „na suchoty” (gruźlicę), Sura Frajman - „na starość” i Toba Grynbaum - „na skrofuły” ( gruźlicę węzłów chłonnych)

W 1917 roku. zmarło 12 osób . Wśród nich byli: 100-letnia Łaja Borensztajn, 93 –letni Jojne Oblęgorski, ale także 18-letni Icio Szkło i 2- letni Herszla Brajbrot, którzy zmarli na gruźlicę i 17-letniMoszek Blumenson, który zmarł z powodu tyfusu. Tyfus była także przyczyną śmierci 43 letniego Chaskiela Wikińskiego.

W 1918 roku w Łopusznie zmarło trzech Żydów: 32-letni Jankiel Lewkowicz, 66-letni Chil Linker i 45 – letni Moszek Strawczyński. – wszyscy z powodu zapalenia płuc.

Tyfus, gruźlica i zapalenie płuc to najczęstsze przyczyny śmierci w roku 1919. Zmarło wówczas 15 osób, w tym dwoje maleńkich dzieci.

Z zachowanych zaświadczeń wydawanych przez urząd gminy możemy dowiedzieć się, że w latach wojny zawierano też śluby. W 1917 roku Szaja Proszowski ożenił się z Rojzą Podlińską. W 1918 roku ślub zawarli Haskiel Weltman i Idesa Podlińska oraz Judka Żelazo i Estera Cukier.

W 1919 roku, po odzyskaniu przez Polskę niepodległości życie w Łopusznie zaczęło wracać do normy. Zawarto już 5 ślubów. W związki małżeńskie weszli: Szlama Kenigsztajn i Sara Sosnowska, Moszek Podliński i Ruchla Borensztajn, Nuta Ścisłowski i Rajza Żarnowska, Syma Cukier i Krusa Aleksandrowicz oraz Calel Laskowski i Rachela Czerchowska.

13 marca 1920 roku miało miejsce wydarzenie, które wstrząsnęło żydowskimi mieszkańcami Łopuszna. W należącej do żydowskiej gminy wyznaniowej wsi Piotrowiec zostało zamordowanych 9 Żydów i 1 Polak. Mord miał charakter rabunkowy. Śledztwo poprowadził osobiście kierownik ekspozytury śledczej w Kielcach Zygmunt Krężel. Szybko ustalono przebieg napadu i sprawców mordu, których rozpoznała 9-letnbia Cywia Piasta. Okazało się , ze mordu w Piotrowcu dokonało trzech bandytów wspólnie z Cyganami, a prowodyrem był sierżant baonu zapasowego, skazany .potem przez wojskowy sąd śledczy. Pozostali sprawcy zostali skazani przez sąd cywilny. W Piotrowcu zostali zamordowani: Chaja Gromnicka, Fajgla, Chana i Jankiel Rozencwajgowie, Motel i Majer Zilbering, Moszek i Alter Szejer, Fajgla Pięta oraz Ludwik Smolarczyk.

W biedzie i znoju

Wojna doprowadziła do niemal całkowitego zubożenia mieszkańców. Jej skutki odczuwane były jeszcze przez długie lata. W całej gminie znacznie zmniejszyła się liczba ludności - z 10038 mieszkańców w roku 1913 do 6290 w roku 1921. Z powodu znacznego ograniczenia rynku lokalnego źródła utrzymania stracili zwłaszcza rzemieślnicy i handlarze żydowscy, którzy musieli szukać możliwości pracy w innych miejscowościach. Liczba ludności żydowskiej w gminie zmniejszyła się ponad dwukrotnie – z 1375 osób w 193 do 574 w 1921 roku. Przez cały okres XX lecia międzywojennego nigdy nie osiągnęła już stanu z roku 1913. Proces ten doskonale widoczny jest w tabeli ruchu naturalnego ludności żydowskiej Łopuszna zwłaszcza przy analizie liczby urodzeń z lat 1911-1912 i 1920-1921. Wiele rodzin w poszukiwaniu pracy wyjechało z Łopuszna do Kielc, Sosnowca czy Łodzi. Spis ludności z roku 1921 wykazał, że w całej gminie Łopuszno mieszkało 5004 katolików, 574 Żydów i 716 ewangelików. (Przypomnijmy że w 1913 roku w samym tylko Łopusznie mieszkało 1115 Żydów).

Do żydowskiej gminy wyznaniowej w Łopusznie należeli też Żydzi mieszkający w pobliskiej gminie Snochowice. Było 597. Ci, którzy zostali w Łopusznie zajęli się przede wszystkim odbudową własnych domów. Nie bez trudu, prowizorycznie w miejscu spalonej postawiono kosztem całej żydowskiej społeczności drewnianą synagogę.

Niemal całkowicie zamarło życie religijne i społeczne. Obowiązki rabina pełnił nadal Majer Chil Kopel. Życie gminy wyznaniowej przez okres wojny organizował zarząd w składzie: Berek Feldsztajn, Zajnwel Wajnsztok, Ardorf Borensztajn, Godel Cukier, Moszek Aleksander i Emanuel Weltman, zatwierdzony przez władze austriackie 12 lipca 1918 roku. Ponieważ po odzyskaniu przez Polskę niepodległości Berek Feldsztajn wyjechał do Łodzi, a Ardorf Borensztajn zmarł, zarząd pracował w ograniczonym składzie i nie przejawiał większej aktywności. W czerwcu 1920 roku w Kielcach odbyła się narada w sprawie organizowania gmin żydowskich w wolnej Polsce. Z Łopuszna na naradę nie przyjechał ani rabin, ani nikt z zarządu.

Taka sytuacja utrzymała się aż do następnych wyborów do zarządu gminy wyznaniowej, które odbyły się 19 maja 1924 roku. Zgłoszono początkowo dwie listy kandydatów, z których jedna została unieważniona z przyczyn formalnych. 26 IX września 1924 roku nowy zarząd, któremu przewodniczył czapnik Lejzor Rusinek przejął obowiązki i majątek gminy. Cały majtek stanowiły: drewniana bóżnica, w której nie skończono remontu i drewniany dom dla rabina, stempel i pieczęć gminy, siedem rodałów i zasłona na rodał, z aksamitu. Zarząd gminy stanowiło 11 osób. W jego skład obok przewodniczącego Rusinka weszli: Herszel Rajzman, Dawid Borensztajn, Godel Cukier, Jakub Lewkowicz, Herszel Kenigsztajn, Szlama Zajączkowski, Moszek Aleksander, Chaim Weltman, Mnyl Waldsztajn i Chaim Lejbuś Żarnowski.

Budżet gminy na rok 1924 był wyjątkowo skromny. Na liście składek na utrzymanie gminy znalazło się 103 osoby, mające zapłacić 755 złotych. Pozostały dochód stanowić miały o płaty za rzeź koszerną – 876 złotych, z cmentarza- 20 zł i z łaźni – 40 zł. Najważniejsze pozycje wydatków to: pensja rabina Majera Kopela – 720 złotych, pensja rzezaka Abrama Luftmana – 480 złotych, pensja sekretarza Romana Przeniosło – 200 złotych. Na remont bóżnicy przeznaczono tylko 30 złotych, zaś na światło i opał w bóżnicy – 50 złotych.

O ubóstwie mieszkańców świadczy fakt, że zdecydowana większość płaciła składki roczne w wysokości od 2 do 5 złotych rocznie, a i tak dla wielu były to kwoty znaczące. Największymi składkami – po 50 złotych obciążono właściciela tartaku w Rudzie Lejzora Rozenberga oraz rolników i handlarzy ze Snochowic i Wólki. Największą składkę roczną wśród mieszkańców Łopuszna miał zapłacić Lejzor Rapoport – 15 złotych.

Dla zobrazowania poziomu życia warto przytoczyć ceny podstawowych artykułów żywnościowych w sierpniu 1924 roku w powiecie kieleckim:

 

Nazwa artykułu Cena jednostka
Śledź20 grsztuka
Jajko5 grsztuka
Kasza jęczmienna50 grkg
Ryż75 grkg
Pszenica24 zł100 kg
Chleb pszenny60 grkg
Chleb razowy20 grkg
Masło2 złkg
Ser1 złkg
Kura3 złsztuka
Kurczę2 złsztuka
Indyk10 złsztuka
Kaczka2 złsztuka
Żywiec wołowy40 grKg
Mydło1,10 złKg
Sól20 grKg
Cukier1,10Kg
Kawa5 złKg
Kakao2, 50 złKg
Cebula40 grKg
Ziemniaki4 zł100 kg
Zeszyt5 grsztuka
Gazeta10 grsztuka
Nafta30 grlitr
Buty19 złpara

 

W Łopusznie 6 lat po wojnie funkcjonowało tylko 14 zarejestrowanych zakładów rzemieślniczych. Nie było w nich maszyn, a praca odbywała się ręcznie. Tylko krawiec Calel Gruszka i szewc Icek Cukier zatrudniali po 3 osoby. Po dwie osoby pracowały u szewców Jankiela Kenigsztajna , Lejzora Szczerby, Herszla Fruchta i Isera Trawy. Pozostali pracowali w swoich warsztatach sami. Z pewnością część rzemieślników nie rejestrowała swojej działalności. Dopiero w 1925 roku gdy nasiliły się kontrole zalegalizowali swoje warsztaty. W I póùroczu tego roku w Ùopusznie byùo juý ponad 40 zarejestrowanych warsztatów, z czego ¾ naleýaùo do Ýydów.

Swoje warsztaty prowadzili m.in.

  1. Mordka Karjskopf – fryzjer ( a właściwie felczer gminy)
  2. Szaja Jakubowicz - fryzjer
  3. Samuel Rot – masarz
  4. Izrael Kapitulnik – piekarz
  5. Abram Luftman – rzeźnik ( a właściwie rzezak rytualny)
  6. Abram Ryng – szklarz
  7. Manela Aleksander- szklarz
  8. Szmul Szczerba – kamasznik
  9. Aba Goldberg – powroźnik
  10. Lejbuś Promnicki – szewc
  11. Herszlik Frucht – szewc
  12. Szmul Cukier- szewc
  13. Iser Trawa – szewc
  14. Icek Aleksandrowicz – szewc
  15. Nuchym Zylberberg- szewc
  16. Lejbuś Borensztajn- szewc
  17. Berek Żarnowski – szewc
  18. Majloch Sosnowski – szewc
  19. Jankiel Kenigsztajn- szewc
  20. Aron Promnicki – szewc
  21. Aron Laskorczyński – szewc
  22. Mordka Grinbaum- szewc
  23. Chawa Aleksander- krawcowa
  24. Szlama Zajączkowski- farbiarz
  25. Calel Gruszka – krawiec
  26. Szmul Frajmna – krawiec
  27. Lejzor Rusinek – czapnik
  28. Izrael Weltman – kamasznik
  29. Sima Cukier – krawiec
  30. Mendel Żarnowski – krawiec
  31. Chaskiel Weltman – blacharz
  32. Majer Sosnowski - krawiec
Żydzi gminy wyznaniowej w Łopusznie po śmierci rabina Majera Kopela 17 sierpnia 1925 roku przez przeszło rok nie mieli rabina, a gmina nie uzyskała jeszcze pozwolenia na przeprowadzenie wyborów. Zarząd gminy w składzie: Lejzor Rusinek, Godel Cukier, Herszla Rajzman i Dawid Borenstein, prowadził gospodarkę bardzo nieudolnie. Przewodniczący Rusinek bardzo często długo przebywał poza Łopusznem. Zebrania odbywały się nieregularnie w domu przewodniczącego Rusinka, ponieważ gmina nie miała własnego lokalu. Dokumentację prowadził za niewielkim wynagrodzeniem sekretarz urzędu gminy w Łopusznie Polak Józef Przeniosło. Jedyne dochody zarządu pochodziły z opłat za rzeź koszerną i niewielkiej składki członków, a ponieważ nie stać było łopuszańskich Żydów na zapłacenie pensji inkasenta kasjera, funkcje te pełnił po kolei przez trzy miesiące każdy z członków zarządu. Członkowie gminy płacili składki bardzo niechętnie, głównie z powodu ubóstwa. Z 1550 złotych składek, jakie miały wpłynąć za rok 1925 udało się zebrać tylko 336 złotych. Składek nie wpłacili nawet sami członkowie zarządu. Z rzezi koszernej z założonych 3000 złotych wpłynęło 2705 zł 25 gr. W Łopusznie nie stwierdzono, by rzezak prowadził tajny ubój koszernego mięsa poza zezwoleniami z zarządu, zaś małe wpływy z rzezi spowodowane były konfliktem między zarządem gminy a rzeźnikami, którzy przez kilka miesięcy sprzedawali mięso koszerne sprowadzane z Kielc, protestując w ten sposób przeciw zbyt wysokim opłatom za rzeź koszerną w Łopusznie.

Za ubój wołu i krowy rzeźnicy w Łopusznie płacili na konto gminy 6 zł, podatku , za cielę i owcę – 2,50. Ubój koszerny gęsi kosztował mieszkanców 40 groszy, zaś kury – 20 groszy.

Pieniądze z rzezi koszernej i składki były właściwie jedynymi dochodami gminy. Opłaty z łaźni rytualnej i z opłat za cmentarz nie wpływały do zarządu gminy, lecz zachowywali je dla siebie grabarz oraz posługacz religijny i zarządca mykwy Berek Żarnowski. Pieniądze za śluby (40 zł w roku 1925), za obrzezanie ( 20 złotych) i za koszerowanie pieców ( 20 złotych) stanowiły dochód rabina.

Nic więc dziwnego, że należące do gminy budynki mykwy i domu modlitwy były w opłakanym stanie i wymagały natychmiastowego remontu.

Funkcję rabina gminy pełnił nieformalnie posługacz religijny Majloch Ejbuszyc. Gmina wypłacała mu za to pensję 150 zł miesięcznie. Pochodzący z miasteczka Szczercowa w powiecie Łask w województwie łódzkim Majloch Ejbuszyc odbywał naukę u rabina Chmielnika, który zaświadczył, że posiada on wszelkie kwalifikacje rabinackie wymagane według religii mojżeszowej i może zajmować wszędzie stanowisko rabina. Takie zaświadczenie uznanego rabina w zupełności Żydom z Łopuszna wystarczyło. Mimo oficjalnego stanowiska Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego nakazującego dokonanie wyborów rabina w gminie Łopuszno , z wyborami zwlekano, gdyż rabin musiałby dostać wyższą pensję – rabin Majer Kopel miał pensję 3 tysiące zł - a w kasie gminy nie było pieniędzy.

W lutym 1926 roku starosta kielecki zarządził lustrację gospodarki gminy żydowskiej w Łopusznie. Ze sprawozdania jakie sporządził wówczas referent starostwa Edward Trznadel wynika, że gmina funkcjonowała bardzo nieporadnie, a żydowska społeczność Łopuszna bardzo mocno odczuwała jeszcze skutki I wojny światowej.

We wnioskach z lustracji oprócz nakazu uporządkowania gospodarki finansowej znalazł się nakaz przeprowadzenia wyborów rabina. Dłużej z wyborami nie można więc było zwlekać.

Wybory nowego rabina

8 sierpnia 1926 roku starostwo kieleckie nakazało przeprowadzenie wyborów rabina w łopuszańskiej gminie wyznaniowej. Przygotowanie do wyborów trwały przeszło pół roku. Ustanowiono komisję wyborczą , składającą się z 7 członków i 3 zastępców. W jej skład weszli najbardziej aktywni i szanowani żydowscy obywatele Łopuszna. Przewodniczącym komisji został Mnyl Weltman, syn Herszli i wnuk krawca Izraela. Prawo wyboru rabina mieli wszyscy Żydzi płci męskiej , mający powyżej 25 roku życia, mieszkający w obrębie gminy łopuszańskiej przynajmniej 1 rok.. Listy wyborców sporządzone na podstawie imiennych deklaracji wywieszone zostały w siedzibie gminy i synagodze na okres 8 dni. Z kolei kandydaci na stanowisko rabina musieli okazać się nie tylko świadectwem rabinackim, uprawniającym do nauczania zasad religii mojżeszowej, ale także świadectwem znajomości języka polskiego.

10 lutego 1927 roku wywieszono listę kandydatów na rabina w Łopusznie. Znalazło się na niej tylko jedno nazwisko – młodego, bo 23 –letniego posługacza religijnego Majlocha Ejbuszyca. Dlaczego nie było więcej chętnych ? Dlatego, że gmina żydowska była tutaj biedna i rabin nie mógł liczyć na dobry zarobek. Świadectwo znajomości języka polskiego wystawił Ejbuszycowi kierownik szkoły w Łopusznie Czesław Kalita, u którego Ejbuszyc pobierał prywatne lekcje i jak napisał w oświadczeniu „ poczynił w krótkim stosunkowo czasie znaczne postępy..

Później w tej samej szkole powszechnej Mejloch Ejbuszyc, już jako nauczyciel zatrudniony przez władze szkolne uczył będzie żydowskie dzieci religii mojżeszowej.

Wybory rabina odbyły się 20 maja 1927 roku. Głosowanie w lokalu gminy trwało od 10 rano do 8 wieczorem. Głosowało 83 osoby z których za wyborem Ejbuszyca opowiedziało się 78 osób, przeciw było 4, 1 głos był nieważny. Reszta uprawnionych do głosowania nie wzięła w nim udziału.

W związku z wyborem Ejbuszyca na rabina żydowscy rzeźnicy : Zysman Gołębiowski, Jankiel Podliński i Moszek Podliński zwrócili się do gminy o ustanowienie nowego nadzorcy religijnego, prowadzącego nadzór nad mięsem koszernym, bo ludność żydowska zaczęła kupować mięso w okolicznych miastach, nie będąc pewna czy rzeź odbywa się według obrządku koszernego. Prośba rzeźników pozostała jednak bez echa. W budżecie gminy nie było pieniędzy na etat dla nadzorcy.

Czas stagnacji

W 1927 roku zarząd wynajął lokal na kancelarię gminy żydowskiej. Przewodniczący gminy Lejzor Rusinek wyjechał na dłuższy czas z Łopuszna i jego obowiązki przejął Godel Cukier.

Aczkolwiek nie wszyscy członkowie zarządu interesowali się sprawami gminy, zarząd wyciągnął wnioski z poprzedniej lustracji i zaczął porządkować gospodarkę finansową.

Po pierwsze porozumiano się z rzeźnikami i za rok 1926 z opłat za rzeź koszerną wpłynęło już do gminnej kasy 6176 zł z zakładanych 6500. W dalszym ciągu nie udało się jednak ściągnąć zaległych składek od członków gminy.

Pracę zarządu oceniano nader krytycznie, wskazując, że ogranicza się tylko do inkasowania pieniędzy, a nie wykazuje zrozumienia dla potrzeb religijnych społeczności. Zwracano uwagę na brak troski o utrzymanie we właściwym stanie łaźni i domu modlitwy. Dopiero pod groźba zamknięcia łaźni z przyczyn sanitarnych zarząd gminy zdecydował się przeznaczyć w budżecie na jej remont 1000 złotych.

Pieniądze miały pochodzić z podniesienia opłaty za ubój koszerny: do 8 zł za krowę i wołu, 3,50 za owcę i cielę i 70 groszy za gęś. Ustalono także opłaty za pogrzeb , w zależności od zamożności wynoszące od 5 do 20 złotych oraz za śluby – od 5 do 10 złotych. Biedni nie płacili nic. W tym czasie pensja wdowy po Majerze Kopelu wynosiła 1740 złotych rocznie ( wypadało więc 145 zł miesięcznie, a miała ona na utrzymaniu 7 dzieci ), rzezak Abram Luftman otrzymywał pensję 2580 złotych, inkasent opłat Moszek Aleksander – 150 złotych, a grabarz Berek Żarnowski 50 złotych. Ze składek gminnych za rok 1926 zamiast planowanego 1 tysiąca złotych wpłynęło 433 zł 29 groszy. Nic więc dziwnego, że w kasie gminy żydowskiej w Łopusznie ciągle brakowało pieniędzy, a gminni funkcjonariusze otrzymywali pensje bardzo nieregularnie. Kolejna lustracja z kwietnia 1927 roku wykazała, że w kasie gminy było tylko 1 zł 41 groszy.

Sytuacja nie zmieniła się przez następny rok. Zarząd gminy., by nie zrażać do siebie członków społeczności nie podnosił wymiaru składek bóżniczych, obciążając nimi równocześnie kupców zamiejscowych, przyjeżdżających na targ do Łopuszna. Powodowało to wiele konfliktów, ponieważ kupcy płacić musieli składki wyższe niż Żydzi gminy w Łopusznie. Średnia roczna składka wynosiła około 10 złotych. Więcej pieniędzy udało się uzyskać z rzezi koszernej. W całym 1927 roku rzezak Luftman w Łopusznie zabił 150 krów, 1000 cieląt i owiec, 700 cielaków w wieku do 7 dni, 414 gęsi, 2000 kur i kaczek i 301 kurcząt. Mięso w znaczącej większości zostało zużyte na potrzeby łopuszańskich Żydów. Niekoszerne tylnie części wołowiny, tańsze od części koszernej , chętnie kupowali Polacy.

Po kolejnej lustracji w sprawozdaniu do wojewody starosta kielecki pisał „Ludność bardzo niechętnie odnosi się do płacenia składek bóżniczych, które trzeba ściągać w drodze przymusu. Niemożność płacenia składek tłumaczy się tym, że w czasie wojny światowej wskutek działań wojennych wieś została doszczętnie spalona przez co ludność miejscowa doszczętnie zubożała. Dochody z rzezi są tak niskie, że ledwie starczą na opłacenie rzezaka.....”

Zaległości ze składek za lata 1925-1927 wyniosły aż 3115 zł 21 groszy, natomiast wydatki rosły. Starostwo kieleckie nie zgodziło się m.in. na podwyższenie pensji rzezaka Luftmana argumentując, że ma on dodatkowy roczny dochód z piór i różnych dodatków w wysokości około 450 złotych rocznie.

W sierpniu 1928 roku starosta nakazał gminie przystąpić do remontu znajdującej się już w bardzo złym stanie synagogi: miała być wstawiona podłoga do sieni oraz drzwi zewnętrzne, wewnątrz nakazano ściany otynkować i wymalować oraz nareperować piec.

Majątek gminy oprócz prowizorycznie wybudowanej po wojnie drewnianej bóżnicy stanowił jeszcze drewniany dom w złym stanie, w którym mieszkała wdowa po rabinie Dwojra Kopel oraz 0,5 morgi ziemi, użytkowanej przez wdowę i posługacza religijnego Berka Żarnowskiego.

Równocześnie rygorystycznie nakazano doprowadzić do porządku łaźnię. Warunkowo zgodzono się, by ubój rytualny dalej był prowadzony w wynajętej szopie, która nie odpowiadała temu celowi.

W roku 1929 do żydowskiej gminy w Łopusznie należało około 750 osób, jednak liczba członków gminy systematycznie malała. Mieszkańcy Łopuszna i okolicznych wsi musieli nadal szukać zarobku w większych ośrodkach gdyż drobny handel i targi nie dawały utrzymania większej liczbie osób.

W tym czasie nasiliły się działania organizacji syjonistycznych. Największe wpływy wśród syjonistów miał rabin Majloch Ejbuszyc i on też był założycielem oddziału stronnictwa w Łopusznie. Grupa syjonistów liczyła około 30 osób, głównie młodych . Ich aktywność polegała głównie na zbieraniu funduszy na zakup ziemi w Palestynie i pomoc imigrantom.

Drugą organizacją społeczną, która powstała w Łopusznie był oddział Centralnego Związku Rzemieślników Żydowskich w Polsce. Stworzyli go: krawic Zyndel Goldlust, piekarz Chaim Lejbuś Zwierz, piekarz Izrael Kapitulnik , garbarz Szlama Zajączkowski, blacharz Chaskiel Weltman , piekarz Szmul Berek Zajączkowski, krawiec Szymon Cukier i szewc Mordka Fiszel Grynbaum. Łopuszno było osadą typowo rzemieślniczą . Pracowało tu aż 21 żydowskich szewców, z których część wytwarzała towar na zlecenie większych nakładców, 13 krawców, 5 rzeźników, 3 piekarzy, 3 kamaszników, ( szyjących cholewy na zlecenie) 1 2 szklarzy. Byli też przedstawiciele takich zawodów jak garbarz, blacharz, rymarz, czapnik i golarz. Wydawało się, że związek rzemieślników będzie tu mógł wykazać się aktywnością. Organizacja nie przejawiała jednak większej aktywności, a od 1933 roku zaprzestała działalności zupełnie, wskutek czego decyzją starosty została rozwiązana w 1937 roku.

Wraz ze stałym ubożeniem ludności całkowicie podupadła też gmina wyznaniowa. Zarząd w dalszym ciągu nie interesował się rozwojem życia społecznego gminy, wychowaniem młodzieży i życiem religijnym. Na przykład na dobroczynność nie przeznaczono ani złotówki. Społeczność tkwiła w stagnacji.

Spośród członków zarządu tylko Godel Cukier i Herszla Rajzman robili cokolwiek by utrzymać gminę żydowską w Łopusznie. Inni, zajęci zdobywaniem pieniędzy na utrzymanie, życiem społecznym zupełnie się nie interesowali. Życiem społecznym ogółu żydowskiego nie interesował się nawet rabin Mejloch Ejbuszyc, którego aktywność przejawiała się w dbałości o regularne otrzymywanie poborów i pisał ciągłe petycje do władz o podwyżkę pensji. Starostowo znając sytuację ludności żydowskiej próśb tych nie uwzględniało. Pieniędzy brakowało nawet na stałe zobowiązania gminy. Pozostająca na utrzymaniu gminy wdowa po rabinie, która pensję otrzymywała bardzo nieregularnie, założyła nawet niewielki krami galanteryjny by utrzymać siebie i rodzinę.

W 1930 roku życie gminy wyznaniowej ledwie się tliło . Zarząd przez cały rok odbył tylko dwa posiedzenia . Sytuację mogło zmienić powołanie do kierowanie życiem gminy nowych ludzi. Taką szanse dawały wybory zarządu w maju 1931 roku. Walka wyborcza, jaka wówczas rozgorzała i unieważnienie wyborów przez starostę i wojewodę sprawiły, że Łopuszno stało się sławne nie tylko w powiecie.

Zatargi w gminie

Stary zarząd gminy, choć nie wykazywał zbyt dużego zainteresowania sprawami organizowania życia żydowskiej społeczności Łopuszna nie zamierzał oddać władzy innym, bardziej aktywnym członkom gminy. Zaczęły się także tarcia miedzy bogatszymi i biedniejszymi członkami gminy. Po raz pierwszy w historii gminy łopuszańskiej rozpoczęła się prawdziwa walka wyborcza . Najpierw trwały tarcia o ustalenie składu komisji wyborczej, w skład której weszli ostatecznie przedstawiciele obu opcji. 1 maja 1931 roku zarejestrowano dwie listy kandydatów do zarządu. Wkrótce jednak komisja wyborcza zdominowana przez zarząd gminy unieważniła listę nr 1 rzekomo z powodu tego iż znaleźli się na niej bliscy krewni : Jankiel Gancarski i jego wujek Aba Płuciennik Drugim powodem miało być to, że byli na niej podpisani niepiśmienni Żydzi: Mendel Żarnowski., Jankiel Poliński, Dawid Zylberberg Izrael Strawczyński i Eliasz Frajman. Komisja wyborcza wystąpiła o zgodę na zatwierdzenie wyboru bez głosowania z powodu zgłoszenia tylko jednej listy kandydatów, jednak starosta kielecki decyzji takiej nie podjął, gdyż po tym jak mąż zaufani Berek Całczyński oświadczył, że podpisy zbierał osobiście, stało się jasne, ze dochodzi do manipulacji wyborczych. Na liście nr 2 – biedniejszych rzemieślników znaleźli się: Chaim Lejbuś Żarnowski, Izrael Kapitulnik, Herszla Rajzman, Icek Aleksander, Moszka Grinbaum, Lejzor Rusinek, Jakub Josek Lewkowicz i Zajnwel Wajnsztok.

12 maja starosta nakazał przeprowadzenie wyborów na dwie listy. Wybory odbyły się 20 maja. Uprawnionych do głosowania było 125 Żydów, głosowało 94 osoby. Na listę nr 1 oddano 73 głosy, na listę nr2 – 21 głosów. W skład nowego zarządu listy nr 1 weszli: Jankiel Gancarski, Aba Płuciennik, Icek Finkler, Jankiel Oblęgorski, Mnyl Aleksander i Szmul Berek Żarnowski, zaś z listy nr 2 Chaim Lejbuś Żarnowski i Herszla Rajzman..

Mowy zarząd przejął obowiązki 21 czerwca 1931 roku. W skład przekazywanego majątku gminnego wchodziły: plac o powierzchni 144 pręty ( ok. 0,25 ha ), drewniana bóżnica, mieszkanie sługi bóżniczego składający się z 3 pomieszczeń, mieszkanie rabina również składające się z trzech pomieszczeń, łaźnia, plac cmentarny, 8 rodałów ( w tym 5 w bóżnicy i 3 dzierżawione bez opłat) 18 ławek i 5 stołów w bóżnicy, samowar w łaźni, kociołek, szafka i kasetka drewniana na pieniądze.

Wybory zostały jednak oprotestowane i starosta podjął oficjalne śledztwo w celu wyjaśnienia ich przebiegu. Najwięcej zarzutów wystosowano wobec Jankiela Gancarskiego. Śledztwo trwało blisko rok

Majer Sosnowski zeznał, że protestu wyborczego do starosty osobiście nie wnosił i nie wie kto go pisał, ale na piśmie podpis jest jego własnoręczny. Oświadczył, że wprawdzie w lokalu wyborczym agitacji nie było, ale Gancarski i Gawryl Kopel namawiali go do głosowania na listę nr 1 poza lokalem. Widział też, że gdy oddawano koperty, Jankiel Gancarski jako członek komisji oglądał je pod światło przy oknie, a wcześniej w mieszkaniu rabina odgrażał się, że zapamięta jak kto głosował.

Chaim Szmul Sosnowski zeznał, ze o sprawie nic nie wie, ale zażalenie do starosty podpisał bo mu inni Żydzi powiedzieli, że jak podpisze, będą drugie wybory. On sam jako krawiec- robotnik wolałby, że do zarządu weszło więcej kandydatów z listy nr 2, gdyż lista 1 to lista bogatych kupców.

Berek Izrael Borensztajn również zeznał, że nie jest zadowolony, że w skład zarządu weszli Gancerski i Płuciennik. Widział też jak Gancarski oglądał koperty z głosami pod światło.

14 maja 1932 roku starosta unieważnił wynik wyborów z 20 maja 1931. Od tej decyzji odwołali się Jankiel Oblęgorski i Szmul Berek Żarnowski, jednak wojewoda podtrzymał decyzję starosty i wybory trzeba było powtórzyć.

Przez blisko rok sprawowania rządów zarząd gminy pod przewodnictwem Gancarskiego skłócił współwyznawców i nie potrafił zorganizować życia gminy. Jak pisali lustratorzy ze starostwa, ludność nadal znajdowała się w nędzy, spowodowanej zniszczeniem w czasie działań wojennych domów, za które nie otrzymali żadnego odszkodowania. Dochody gminy w dalszym ciągu pochodziły głównie z rzezi koszernej i bardzo małych składek ludności. Budynki bóżnicy i łaźni znajdowały się wciąż w fatalnym stanie, choć zaczęto gromadzić materiały na ich remont. Gmina nadal zalegała z wypłatą pensji rabinowi i wdowie Dwojrze Kopel,. którą traktowano po macoszemu i zalegano jej z wypłatą aż 2330 złotych. Zarząd złożył wniosek o podwyższenie opłat od rzezi koszernej. Podwyżka, zdaniem zarządu nie powinna była wpłynąć na ceny mięsa, ale pomogłaby uregulować długi wniosek natychmiast ostro oprotestowali rzeźnicy. W pobliskich Radoszycach, gdzie opłata za koszerny ubój krowy była wyższa niż w Łopusznie, a rzeźnicy kupowali mięso najczęściej nie od chłopów, ale od pośredników ceny mięsa były niższe. W Łopusznie trzech rzeźników należących do jednej rodziny ustalało ceny mięsa wspólnie i były one wyższe niż w okolicy. Podwyżka opłat nie wpłynęłaby na ceny mićsa niekoszernego, poniewaý w Ùopusznie, zamieszkaùym w ¾ przez Ýydów na mićso niekoszerne byùo bardzo maùo nabywców. Rzeęnicy przeciwni podwyýce za ubój argumentowali, ýe z powodu dajàcego sić we znaki kryzysu zapotrzebowanie na mićso jest mniejsze, a ceny bydła są minimalne, opłaty zaś wygórowane w stosunku do cen. W Łopusznie – pisano- ubijane są przeważnie małe sztuki, a to z braku konsumentów na większe ilości mięsa. Z powodu wysokich opłat rzeźnicy musieliby ograniczać ubój.

Niektórzy Żydzi zaczęli nawet dokonywać rzezi kur i gęsi u rzezaka w odległym o 7 kilometrów Mninie, więc dochód z rzezi zamiast wzrosnąć znacząco zmalał. Także rzeźnicy z powodu niższych opłat wozili bydło na ubój do rzezaka w Mninie, co odbijało się na dochodach gminy..W okresie od 1 do 18 stycznia 1932 roku w Łopusznie dokonano uboju 18 wołów, 13 cieląt, 16 gęsi, 56 kur i 14 kurcząt. Przez cały 1932 rok w Łopusznie ubito 238 wołów, 538 cieląt i owiec, 456 gęsi, 2533 kury i kaczki oraz 1480 kurcząt. Sytuacja polepszyła się dopiero po pertraktacjach rzeźników w zarządem gminy.

W sporze o dochody gminy doszło nawet do bójki przewodniczącego Gancarskiego z rzezakiem Abramem Luftmanem o wynagrodzenie za rzeź, a sprawa zakończyła się przed Sądem Grodzkim w Niewachlowie.

Ponadto Gancarskiego oskarżano o łapówkarstwo, o to że każe funkcjonariuszom gminy dzielić się z nim pensją, a szalę goryczy przepełniło żądanie od właściciela tartaku w Rudzie Lejzora Rozenberga bezpłatnych usług w tartaku w zamian za obniżenie składki gminnej., wynoszącej dla niego aż 800 złotych.

W przygotowanej na 1932 rok liście składek na 565 Żydów mieszkających w gminie pociągnięto do płacenia 232 osoby. Na liście tej znalazło się tylko 56 mieszkańców Łopuszna, ale także 68 kupców przyjeżdżających na targ z Włoszczowy, 36 - z Radoszyc, byli też kupcy z Małogoszczy, Przedborza, Krasocina i innych miejscowości, a nawet mieszkańcy Kielc. Wywołało to nowe konflikty i skargi na wysokość składki, zwłaszcza, że kupcy byli opodatkowani znacznie wyżej niż mieszkańcy Łopuszna i płacili przeważnie po 5 złotych składki. Byli zresztą oni faktycznie biedni, a przejawem ubóstwa był m.in. fakt, że w do kasy gminy nie wpływały żadne pieniądze za stawianie pomników na cmentarzu, bo pomników po prostu nie stawiano. W tym czasie gęś kosztowała 6 złotych, kura – 2 zł, indyk 9 złotych, mięso wołowe – 1,25 za kilogram. Jajko kosztowało 7 groszy, kasza jęczmienna 55 groszy, a ryż 80 groszy za kilogram. Kilogram chleba kosztował 40 groszy, a kilogram cukru 1,70. Herbata kosztowała 20 złotych, a kawa 8 złotych za kilogram. Na sytuację Żydów w Łopusznie mocno wpływał kryzys gospodarczy w świecie i Polsce. Przede wszystkim kurczyły się rynki zbytu na towary rzemieślników gdyż wieś miała coraz mniej pieniędzy.

Jedyną próba porządkowania gospodarki gminnej zarządu pod przewodnictwem Jankiela Gancarskiego były starania o pożyczkę w starostwie na budowę bóżnicy oraz przeznaczenie 400 złotych na pokrycie nauki dzieci z najuboższych rodzin w chederach.

Tylko jedna lista

Po unieważnieniu przez wojewodę decyzji o wyborach w żydowskiej gminie wyznaniowej w Łopusznie kolejne wybory odbyły się 26 maja 1932 roku. Zgłoszono bowiem tym razem tylko jedną wspólną listę kandydatów do zarządu. Znaleźli się na niej: Jakub Josek Lewkowicz, Herszla Rajzman Chaim Lejbuś Żarnowski, Chaskiel Weltman, Herszel Kenigsztajn, Herszel Frucht, Mnyl Waldsztajn, Moszek Aleksander, Moszek Zylbnerberg, Eljasz Frajman, Zajnwel Wajnsztok, Icek Rozencwajg, Lejzor Rapoport i Szmul Szczerba. Nie umieszczono na niej Jankiela Gancarskiego, o którym pisano w skargach „ Jest to taki człowiek, że cały ogół boi się jego, a także boją się wydać co za jeden on jest. Gancarski mówił ludziom ,że jeśli nie będą głosować na niego, to zrobi im różne przykrości, ile tylko będzie mógł. Namawiał też ponoć w poprzednich wyborach członków Stowarzyszenia Biblioteki im. Pereca, aby na niego głosowali, za co obiecał wspomóc stowarzyszenie subsydium 200 złotych na rozwój biblioteki. W zastaw , ze wypełni zobowiązanie zdeponował, nawet u Chaim Lejbusia Żarnowskiego złoty łańcuch, kolczyki i zegarek i faktycznie członkowie Biblioteki im. Pereca agitowali za nim i na niego głosowali.. Podobnie subwencję 100 złotych miało otrzymać za agitowanie Stowarzyszenie „Kultura”. Przyczyna nieumieszczenia Gancarskiego na liście było jednak przede wszystkim to, że w 1931 roku wyrokiem Sądu Okręgowego w Kielcach został skazany na rok więzienia za fałszowanie weksli oraz za handel bez zezwolenia przyborami myśliwskimi i zaopatrywanie w amunicję kłusowników.

Z powodu zgłoszenia tylko jednej listy głosowanie nie odbyło się , a nowy zarząd utworzyli: krawiec Jakub Josek Lewkowicz - przewodniczący oraz Herszel Rajzman, Chaim Lejbuś Żarnowski, Szlama Zajączkowski. Chaskiel Weltman, Herszel Kenigsztajn, Mnyl Waldsztajn i Moszek Aleksander – jako członkowie. Był to zarząd stworzony głównie przez ludzi młodych (tylko szanowany w Łopusznie Herszel Rajzman, rolnik, właściciel 17 hektarów ziemi był wśród nich starszy, miał 60 lat). Wszyscy byli lojalni wobec państwa polskiego, jedynie 32-letni szewc Chaim Lejb Żarnowski określony został jako wrogo usposobiony do państwa komunista.

Na progu bankructwa

Najważniejszym zadaniem nowego zarządu stało się uporządkowanie gospodarki gminnej oraz znalezienie kantora. Gmina uwikłana była w administracyjne procesy o wymiar składek z kupcami z Włoszczowy i Radoszyc.

Zadłużenie opłat ze składek rosło lawinowo, ludność nie miała z czego płacić. Ze składki za rok 1931 w wysokości 1917 złotych do kasy gminnej wpłynęło tylko 24 złote. Prawie nie wpływały pieniądze z opłat za pochówki, nikt też nie stawiał pomników na cmentarzu. Budżet gminy praktycznie ograniczał się do wpływów z rzezi koszernej, a wpływy te systematycznie malały. Starosta kilkakrotnie nakazywał posterunkowemu policji państwowej dochodzenia czy nie odbywa się w Łopusznie ubój potajemny, ale nigdy nie stwierdzono by rzezak Abram Luftman dokonywał uboju bez kwitu dokonanej w gminie opłaty.

Na pociągnięte do płacenia w 1933 roku składek 244 osoby, z Łopuszna było tylko 63 Żydów. Spośród płatników najniższą składkę – 5 złotych rocznie płaciło aż 108 osób. Po 10 złotych rocznie miało zapłacić 110 osób. Widać więc, że tylko nieliczni i byli w stanie płacić więcej. Składka najbogatszego Żyda z Łopuszna Lejzora Rapoporta wyniosła 50 złotych, a najbogatszego spośród członków całej gminy wyznaniowej właściciela dużego tartaku w Rudzie Lejzora Rozenberga – 400 złotych. Każdego roku z powodu ubóstwa zwalniano z płacenia jakiejkolwiek składki 25-30 osób. Wymiar składki – łącznie 2550 złotych wystarczał zaledwie na pokrycie pensji rabina. Inne wydatki pokrywane były z wpływów za rzeź koszerną. Przy ustalaniu budżetu na rok 1933 zarząd musiał uwzględnić ubożenie ludności i przyjąć mniejsze wpływy z rzezi. Zmniejszono je w budżecie z 6500 do 5000 złotych. W tym czasie za zabicie wołu opłata wynosiła 8 złotych, cielęcia i owcy - 3 złote, indyka 1,40 złotego, kaczki – 50 groszy, kury – 40 groszy, kurczęcia -20 groszy i gołębia – 10 groszy. Z powodu opłaty za ubój koszerny cena drobiu i mięsa koszernego była wyższa dla ludności żydowskiej niż dla Polaków.

Zaległości w wypłacie pensji dla rabina wyniosły w 1934 roku 2400 złotych, Rzezak Luftman z pensji 2360 złotych otrzymał 1456 złotych. W 1935 roku napisał on w skardze do starostwa:” Jestem rzezakiem od 28 lat, a jeszcze nie doznałem takiej nędzy jak obecnie. Wypłacają mi 100-110 złotych miesięcznie a z tego nie wyżyje rodzina składająca się z 10 osób. Na suchy chleb nie wystarcza. Żyję w nędzy i jestem niemożliwie zadłużony”. Również wdowa po rabinie Dwojra Kopel, mająca na utrzymaniu siedmioro dzieci i teściową, wdowę po rabinie Gabrielu Kopelu zwróciła się do starosty o spowodowanie wypłacania jej pensji, bo nie ma za co żyć. Pismo bezpłatnie wystosował właściciel biura pisania podań Leonid Górski. Starosta podczas wizyty w Łopusznie osobiście obiecał, że zadba o regularną wypłatę

W tym czasie zaległości gminy urosły już do ponad 10 tysięcy złotych! Najwięcej wynosiły zobowiązania dla Dwojry Kopel. Tymczasem zaległości ze składem wyniosły niewiele ponad 2 tysiące złotych, przy czym kwota ta była niemożliwa do ściągnięcia Ani władze gminy, ani władze zwierzchnie nie widziały możliwości wyjścia z sytuacji.

Nie było żadnej możliwości wykonania budżetu. Gmina wyznaniowa stanęła na skraju bankructwa.

Sytuację pogarszał fakt, że starostwo uwzględniało odwołania kupców z okolicznych miasteczek i zmniejszało im wymiar składki bądź całkowicie uwalniało ich od płacenia na rzecz gminy w Łopusznie. Kupcy z Włoszczowy i Radoszyc mieli nawet przygotowane wzory odwołań, pisane w jednym biurze pisania podań według jednego wzoru. To jeszcze tylko pogarszało sytuację łopuszańskiej, której plan składek w 75 procentach dotyczył ludności bardzo luźno związanej z Łopusznem. Np. kupcy przyjeżdżali tu tylko raz na tydzień na targi, a Lejzor Rozenberg- właściciel tartaku w Rudzie był mieszkańcem Kielc. Podobnie podatek nałożono na pracowników tartaku. Konkurencję dla mieszkańców Łopuszna stanowili nie tylko handlarze bydłem czy mąką, ale także kupcy prowadzący skup jaj, sprzedający kosy czy nawet ... mydło. Na każdym targu było także 5-6 piekarzy z Włoszczowy i Radoszyc, krawcy, a także szewcy

Konflikt z rabinem

W gminie łopuszańskiej nie dość, że ciągle brakowało pieniędzy, to trwał cichy konflikt z rabinem, którego sprawy gminy niewiele interesowały, a w dodatku sprzyjał on Jankielowi Gancarskiemu, który teraz we władzach gminy się nie znalazł. Istniał też konflikt między rabibemn a rzezakiem Luftmanem. Skończyło się na tym, że Abram Luftman, który od lat pełnił w łopuszańskiej synagodze funkcję kantora i nie pobierał za to pieniędzy, zrzekł się funkcji a gmina została bez kantora. Ponieważ wynagrodzenie nie było uwzględnione w budżecie gminy nie można też było przyjąć nikogo innego, kto by umiał prowadzić modlitwy. 9 stycznia 1933 zarząd gminy argumentując wydatek pieniędzy dla kantora pisał.” Kantor potrzebny jest do odmawiania specjalnych modlitw w bóżnicy, których rabin nie jest obowiązany odmawiać. Z powodu braku kantora w ubiegłym roku wynikły w bóżnicy zaburzenia, gdyż nikt za darmo modlitw tych nie chciał odmawiać”.

Rabin Mejloch Ejbuszyc, mimo iż doskonale znany w środowisku nie zdobył wśród Żydów łopuszańskich żadnego autorytetu. Nie interesował się organizowaniem życia gminy, niekorzystnie oceniano jego działalność także w kieleckim starostwie. Ludność żydowska odnosiła się do niego wręcz nieprzychylnie, czyniąc mu zarzuty, ze często wyjeżdża z Łopuszna na długi czas nie ustanawia swego zastępcy. Zarząd gminy z kolei zarzucał mu, że toleruje przywożenie mięsa koszernego z innych gmin, przez co obniża dochody własnej.

Rabin Ejbuszyc z klei interesował się tylko regularnym otrzymywaniem wynagrodzenia, czego dowodem są sążniste pisma, które regularnie wysyłał do starostwa ze skargami na zarząd gminy. Pisał, że pensja jest mu nie wypłacana celowo, bo dochody z rzezi wpływają regularnie. Deklarował nawet, że zostanie honorowym inkasentem opłat rzezi by mieć kontrolę nad wpływami. Zachował się bardzo interesujący i unikalny dokument obrazujący stosunki w gminie łopuszańskiej i będący świadectwem tego jak rabin Ejbuszyc pojmował swoje obowiązki. W grudniu 1934 roku, gdy starostwo nie zgodziło się na podwyższenie mu pensji Ejbuszyc pisał:

„Wyjaśniam każdemu kto zna prawo żydowskie, że rabin wobec Gminy Żydowskiej jest obowiązany wypełnić niżej wymienione 5 punktów:
  1. odpowiedzieć na różne pytania zadawane przez ludność żydowską w sprawach rytualnych, które zadaje się bardzo często, a nawet kilka razy dziennie ( małes paskiene),
  2. nadzór nad rzezią rytualna, badanie noży rytualnych codziennie,
  3. załatwianie prawie codziennie sądów polubownych między ludnością żydowską ( dyn-tojre)
  4. koszerowanie pieców na święto Pesach oraz nadzór nad wypiekiem mac,
  5. załatwianie ceremonii ślubnych oraz prowadzenie ksiąg przedmetrykalnych stanu cywilnego
W/w pięciu punktów zmuszony jesetem przestrzegac na podstawie zawartej przeze mnie umowy ( ksaw rabonu) z zarządem Gmniny Wyznaniowej w Łopusznie i to właśnie każdego w Rzeczypospolitej Polskiej obowiązuje, a ja otwarcie powiem z całą sumiennością czynność tę wykonuję bez zarzutu.

Ponadto jest tylko jeden rzezak, nie mogę polegać by wszystkiego dopilnował wobec tego 5 razy w tygodniu jestem zmuszony przy każdym uboju bydła rytualnego być obecnym, tak iż ja przy tym uboju tracę więcej niż godzinę czasu.

Otwarcie mówiąc członkowie zarządu GWŻ gnębnią mnie w różny sposób nie dopuszczając do różnych nielegalnych rzeczy. Zwracam się o 50 proc. Miesięcznego wpływu z rzezi, gdyż w przeciwnym razie mnie i mojej rodzinie grozi głów.

Informuję, że bardzo często nie przychodzę na posiedzenia zarządu z tego względu iż iż zarząd jest do mnie wrogo usposobiony, a ja jako duchowny zboleć tego nie mogę.”

Starostwo jednak dobrze znało stosunki panujące w gminie oraz stan gminnej kasy i stanowiska rabina nie uwzględniło. Więcej – kazało mu się wytłumaczyć z częstej nieobecności w Łopusznie bez formalnych próśb o urlop w zarządzie gminy. Zwrócono też rabinowi uwagę, że ma stały, choć niewielki dochód za prowadzenie nauki religii dla dzieci żydowskich w szkole podstawowej we Łopusznie.

Bez szans na poprawę

W 1936 roku w Polsce odbyły się nowe wybory zarządów gmin wyznaniowych żydowskich. W Łopusznie powołano komisję wyborcza pod przewodnictwem Herszli Rajzmana. Zgłoszono dwie listy kandydatów, z których pierwszą przygotował zarząd gminy, a drugą zgłosił rabin Mejloch Ejbuszyc. 27 sierpnia komisja wyborcza postanowiła unieważnić druga listę, ponieważ podpisały się na niej osoby popierające także pierwszą listę. Po ich odrzuceniu okazało się, że listę popiera tylko 11 zamiast wymaganych 15 osób. Rabinowi nie udało się znaleźć więcej zwolenników. Ponieważ zatwierdzona została tylko jedna lista nie odbyło się głosowanie, a listę przyjęto przez aklamację. 30 listopada 1936 władzę w gminie przejął nowy zarząd w składzie: Jankiel Gancarski – przewodniczącyy, Izrael Kapitulnik, Chaskiel Weltman, Zajnwel Weltman, Mnyl Aleksander i Chaim-Lejb Żarnowski. Zarząd przejął niewielki majątek gminy i stanął przed karkołomnym zadaniem uchronienia gminy wyznaniowej przed likwidacją. Żydów w Łopusznie wciąż ubywało. W dodatku narastała bieda i zmniejszała się także liczba osób zdolnych płacić składki bóżnicze. Na listach płatników składki coraz więcej było natomiast osób spoza gminy. W starostwie zaczęto się bowiem zastanawiać czy nie zlikwidować samodzielnej łopuszańskiej gminy wyznaniowej ,a mieszkańców przyłączyć do większej gminy w Chęcinach.

Nowy zarząd chciał podwyższyć stawki składek bóżniczych i opłat od rzezi , ale napotkał na zdecydowany opór rzeźników, którzy pisali podania o obniżenie opłat: „ bijemy tylko małe sztuki wagi 60-70 kilogramów i jesteśmy w krytycznym położeniu, gdyż nie możemy płacić nawet 5 złotych od tak małej sztuki”. W dodatku Jankiel Gancarski zaczął wykorzystywać stanowisko przewodniczącego do załatwiania własnych interesów. W lutym grupa mieszkańców Łopuszna skierowała donos na przewodniczącego Gancarskiego pisząc: „ Jankiel Gancarski na kogo ma złość stawia stawkę bóżniczą trzy razy tyle ile stała każdego roku. Mówi, ze nikogo się nie obawia i chwali się, że o ile prowadzi zarząd musi mieć z tego korzyści.Za przybory żelazne liczy ile chce, bo ma ich do sprzedania”. Pismo podpisali prosząc starostwo o przeprowadzenie tajnego śledztwa : Lejzor Rapoport, Icek Finkler, Chaim Szmul Sosnowski, , Estera Gruszka, Ela Frajman, jakub Oblęgorski oraz członkowie zarządu gminy Izrael Kapitulnik i Jankiel Josek Lewkowicz.

W czerwcu 1937 roku zarząd postanowił obniżyć stawki za ubój koszerny na wniosek Izraela Kapitulnika, który argumentował : „Ludność tutaj jest tak biedna, iż udaje się do bicia drobiu do okolicznych miasteczek, gdyż tam opłaty są mniejsze jak w Łopusznie”.

Dodatkową przeszkodą w prowadzeniu gminy stało się wprowadzenie w 1937 roku limitu na ubój koszerny mięsa, jako skutek działania ustawy ograniczającej ubój rytualny. Jankiel Gancarski złożył dymisję, argumentując, że ograniczenie według przyznanego kontyngentu pozwoli na wpływy z rzezi koszernej jedynie 840 złotych, co absolutnie nie pozwala na sporządzenie budżetu. Ze składek mogło wpłynąć jedynie 2000 złotych, a sama pensja rabina wynosiła 2400 złotych rocznie, pensja rzezaka Abrama Luftmana - 2350 złotych, pensja wdowy Dwojry Kopel – 500 złotych rocznie. Dochodziły jeszcze wydatki na sekretarza gminy, inkasenta opłat za rzeź, opłaty za opał i światło do bóżnicy.

Dymisja przewodniczącego nie została przyjęta. Władze wkrótce ograniczyły działanie ustawy o uboju rytualnym, przekładając dyskusję na lata następne, niemniej pytanie o sens istnienia gminy wyznaniowej w Łopusznie stawało się coraz bardziej sensowne.

W tym czasie podstawą utrzymania ludności stał się już tylko drobny handel i rzemiosło. Dochód przynosił zwłaszcza cotygodniowy targ, jednak konkurencja drobnych kupców z okolicy stawała się coraz większa. Nie było magazynów hurtowych, ani większych składów handlowych. Jeden z większych „zakładów rzemieślniczych” – piekarnia Izraela Kapitulnika, wyposażony był w piec chlebowy z cegły o powierzchni 1,5 m. kw., dwa drewniane mieszadła, a produkcja piekarni wynosiła 320 kilogramów chleba żytniego i 160 kg chleba pszennego tygodniowo.

Przed wojną Żydzi byli właścicielami kilkudziesięciu posesji. Przy Rynku mieszkali: Izrael Kapitulnik, Mnyl Aleksander i Josek Proszowski. Przy ulicy Kieleckiej: Chaskiel Blumenson, Aba Płuciennik, Izrael Rozencwajg, Herszel Wikiński, Zysman Gołębiowski. Najwięcej nieruchomości żydowskich znajdowało się przy ulicy Przedborskiej, na posesjach, które wyznaczył na osadnictwo żydowskie dziedzic Dobiecki. Przy ul. Przedborskiej stała bóżnica. Swoje domy mieli tutaj: Lejzor Rapoport, Ruchla Łaja Rapoport, Abram Waldsztajn, Jankiel Gancarski, Szaja Jakubowicz, Jankiel Podliński, Moszek Aleksander, Chana Cukier, Zajnwel Wajnsztok, Godel Cukier, Hersz Kenigsztajn, Majer Kenigsztajn, Josek Wrocławski, Majer Sosnowski, Majloch Sosnowski, Aron Promnicki, Berek Promnicki, Mendel Żarnowski, Abram Żarnowski, Abram Ryng, Moszek Podliński, Moszek Sosnowski, Wolf Sosnowski, Całel Gruszka, Szmul Frajman, Moszek Zylberberg, Eljasz Frajman, Jankiel Oblęgorski, Lejzor Rusienek, Moszek Goldlust, Eljasz Frajman. Rabin Majloch Ejbuszyc mieszkał w domu rabina na posesji bóżniczej.

Nawet jednak właściciele domów nie byli ludźmi zamożnymi. Sytuacja ludności żydowskiej była coraz trudniejsza. Coraz więcej osób szukało źródeł utrzymania poza rodzinnym Łopusznem. Gospodarka gminy wyznaniowej legła w gruzach. Taka sytuacja miała miejsce aż do wybuchu II wojny światowej.

 

Droga Do Zagłady

Wrzesień 1939 roku to data tragiczna. Hitlerowskie Niemcy zaatakowały Polskę. Już piątego września niemieccy żołnierze zajęli Łopuszno. Rozpoczęła się okupacja. Wieś znalazła się w dystrykcie radomskim. Od początku wojny w Łopusznie zlokalizowano posterunek żandarmerii. Wkrótce dotkliwe represje dotknęły ludność polską i żydowską. Dla łopuszańskich Żydów, tak jak dla Żydów w całej okupowanej Polsce, nastał czas gehenny. Hitlerowski plan eksterminacji ludności żydowskiej zaczął być konsekwentnie realizowany.

Tragiczny los łopuszańskich Żydów znamy dziś tylko z nielicznych i rozproszonych wspomnień. Nikt nie spisywał tragedii czasów wojny, a pamięć po latach okazywała się ulotna.

W 1939 roku część Żydów opuściła Łopuszno, przenosząc się do rodzin w Kielcach, Chęcinach, Włoszczowie . We wsi zostało około 150- 200 osób. Pozwolono im zostać w swoich domach i wykonywać swoją pracę. Nauka szkolna rozpoczęła się dopiero w październiku. Żydowskie dzieci nie poszły już do szkoły. Jedna z pierwszych restrykcji, jakie dotknęły ludoność był zakaz tajnego uboju i pokątnego handlu. Jak wspomina współpracujący z polskim ruchem oporu żandarm Adolf Karl Landl : „Nie potrzebowano żadnych dowodów, wystarczyły nawet anonimowe denuncjacje by skazać Polaka czy Żyda bez postępowania sądowego. Pod określeniem „tajny ubój” rozumiało się ostatecznie każde zaszlachtowanie świni czy innego zwierzęcia przeznaczonego do spożycia przez ludzi, ponieważ ludność polska nie miała w ogóle prawa bicia czegokolwiek dla siebie. Nie chcę się tu wdawać w straszny los Żydów...”. Zakaz uboju oznaczał, że religijna ludność żydowska została pozbawiona także mięsa koszernego, a zakaz handlu – także pozbawienie podstaw egzystencji.

Żydom nie wolno było opuszczać Łopuszna. Ich domy oznaczono gwiazdami Dawida. Jedno z tragicznych wspomnień wiąże się z wyprawą po żywność Janklowej, której nikt już nie pamięta z nazwiska. Wracała już z sąsiedniej wsi do domu gdy zauważyli ją żandarmi. Zbili ją najpierw okrutnie, a potem wrzucili do kojca, gdzie trzymali tresowanego wilczura, który gryzł ludzi. Wilczur dosłownie rozerwał Janklową. Jej krzyk było słychać w całym Łopusznie. Została ona pochowana na cmentarzu żydowskim. O psie żandarmów, który był postrachem całej okolicy mieszkańcy Łopuszna opowiadali jeszcze długo po wojnie.

Młodszych Żydów Niemcy wykorzystywali do przymusowej pracy przy drogach, kopaniu rowów melioracyjnych i przy zbieraniu kłosów po żniwach na dworskim polu. Pracujących pilnowali żandarmi. Gdy Żydzi szli do pracy musieli śpiewać po polsku. Słowa piosenki zapamiętali Polacy:

„Śmigły Rydz, nie noucył nos nic,

przysed Hitler złoty, noucył nos roboty

W 1940 roku do Łopuszna przesiedlono żydów z okolicznych wsi : Piotrowca, Olszówki, Gnieździsk Trafiła tu m.in. 7 osobowa rodzina Rachmila Rajzmana, 4 osobowa rodzina Welwy Szkło i 5 rodzin z Piotrowca. Zamieszkali w domach żydowskich rodzin. Warunki życia przybyłej ludności były tragiczne. W tym roku żandarmi zabili 10 Żydów ukrywających się w bunkrze niedaleko wsi Korczyn.

W tym też roku zniszczony został cmentarz żydowski. Kamienne tablice nagrobne zostały połamane i wykorzystane do budowy chodnika przed posterunkiem żandarmerii w rynku. W 1940 roku aresztowani zostali i wywiezieni trzej Żydzi, wśród nich Jakub Oblęgorski.

Koszmar zaczął się w 1941 roku. Represje uległy nasileniu. Żydzi byli bezwzględnie wykorzystywani i prześladowani za najmniejsze przewinienia. Takim przewinieniem było zbieranie w polu kłosów i mielenie zboża w żarnach. Aresztowana została m.in. fryzjerka Aniela Gołębiowska. Zaczęły się także, najpierw rzadkie, a potem coraz częstsze rozstrzeliwania ludności polskiej i żydowskiej. Często wystarczyło niewielkie przewinienie.

Jeden z mieszkańców Łopuszna jako dziecko był przypadkowo świadkiem rozstrzelania kilku starszych Żydów przy cmentarzu żydowskim Mówi, że tak koszmarna scena śniła mi się jeszcze przez kilka lat. Prawdopodobnie był świadkiem rozstrzelania 13 osób narodowości żydoiwskiej, nieznanych z nazwiska, pochowanych potem w zbiorowej mogile .

Miejscami kaźni były najczęściej okolice cmentarza żydowskiego i katolickiego. Przy cmentarzu żydowskim było przynajmniej kilka egzekucji. Odnotowano też przypadek aresztowania i zastrzelenia jednego Żyda z Łopuszna przez volksdeutscha Otto Sufina

Za cmentarzem katolickim, w miejscu gdzie Niemcy dokonywali rozstrzeliwań, stoi ufundowany przez społeczeństwo Łopuszna pomnik upamiętniający śmierć Polaków i obywateli pochodzenia żydowskiego.

Oficjalnie kontakt między Polakami i Żydami był zakazany. Ale znajomi utrzymywali kontakty, dalej odbywał się handel. Polacy przywozili żywność, Żydzi zajmowali się nielegalnie rzemiosłem.

Między mieszkańcami nie było dystansu. Obie nacje cierpiały i mocno odczuwały represje okupanta.

17 marca 1942 roku gestapo i policja z Kielc oraz żandarmi z Łopuszna w celu zastraszenia ludności dokonali masowego aresztowania ważniejszych mieszkańców Łopuszna. Do kieleckiego więzienia zostali zabrani wtedy między innymi wójt gminy Władysław Kaczmarczyk, sekretarz gminy Roman Przeniosło, proboszcz parafii ksiądz Aleksander Jankowski, kierownik szkoły Jan Rubik, a także członkowie zarządu gminy wyznaniowej Jankiel Gancarski i Izrael Kapitulnik. Z Kielc wszyscy trafili do obozu zagłady.

W sierpniu 1942 rozpoczęto w całej Generalnej Guberni akcje przesiedlania ludności żydowskiej do 65 wyznaczonych miejscowości. Tragedia Żydów z Łopuszna zaczęła się od akcji kieleckiego gestapo. Wszystkim Żydom nakazano opuścić domy spędzono na łopuszański rynek Wierzyli, że czasowo idą do getta, wierzyli, że wrócą.

Stało się inaczej. 30 osób, starych i niedołężnych zostało rozstrzelanych pod murem koło posterunku żandarmerii. Kilka dni później, już we wrześniu 1942 wszystkich popędzonona stacje kolejową w Małogoszczy. Starsi i dzieci jechali na podstawionych furach. Stamtąd trafili do obozu w Treblince.

Jeden z Polaków, będący w okupację dzieckiem, wspomina:

Przyszedł do rodziców sąsiad, garbarz Garlicki. To było przed wywózką. Powiedział tylko – zostańcie z Bogiem. Nigdy już nie wrócił.

Pozostały po żydowskich rodzinach majątek otrzymały rodziny kolonistów niemieckich z pobliskich wsi Eustachowa , Marianowa, Ludwikowa i Antonielowa.

Po wojnie do Łopuszna nie powrócił żaden z jego żydowskich mieszkańców.

Tak skończyło się świat żydowskiego Łopuszna – świat trudnej, biednej, pracowitej , wspólnej egzystencji.

Pozostały w polskiej pamięci postacie błąkające się gdzieś w niebie po błotnistych ulicach.

Janklowa roznosząca wśród ludzi śledzie na kredyt. Dasz jak będziesz miał mówiła i nigdy się na swoich biednych klientach nie zawiodła.

Fiszel, kupujący gdzieś fasolę, trochę sprzedał, coś z tego miał.

Izrael, który piekł chleb dobry taki, że u niego chętnie kupowali Polacy.

Manela, ze sklepu koło przystanku w rynku co dla dzieci zawsze miał cukierek.

Josek, handlujący z dziedzicem owsem.

Płuciennik , który w sklepie miał tekstylia prosto z Łodzi.

Gancarski – miał nici, materiały

Szmul garbaty . Kupował cielęta i owce. Chodził po wsiach i pytał:

„ Mosz barana dla pogana”. I tylko to jego powiedzenie po nim zostało.

Zajwel– robił lody, uwielbiały je dzieci.

Fryzjerka Gołębiowska, przystojna, zadbana. Byli z mężem mało religijni, nie mieli dzieci.

Przed okrutną wojną między Polakami , Żydami i Niemcami mieszkającym w okolicy nie było dystansu i sporów. Handlowali razem, sprzedawali, kupowali puch, pierze, żboże i ryby. U żydowskich krawców po cztery razy przerabiali stare ubrania.

Ludzie mówią, że czasem letnią cichą nocą słychać w Łopusznie brzęk kluczy.

To ulicami błąka się duch dziwnej Chaji, która przed laty chodziła po Łopusznie , pobrzękiwała kluczami i mówiła swój dziwny wiersz:
Kupić, kupić zielony frak,

Warszawski frak,

To będzie tak:

Kupić kupić warszawski frak,

Zielony frak.............

Nie ma już żydowskiego Łopuszna.

 

Przetrwa&322;a Pamięć

Żydowskie Łopuszno nie przetrwało zagłady. Po wojnie do Łopuszna nigdy nie przyjechał nikt z dawnych jego mieszkańców. Ci, którzy żyli tu w czasie wojny wszyscy zginęli.

Ale pamięć o rodzinnym sztetł przetrwała. Pielęgnowali ją synowie i wnuki żydowskich mieszkańców Łopuszna – ci którzy szukali chleba i pracy w Polsce i świecie. Nie tylko w Kielcach, ale i w dalekiej Argentynie pamiętano o swoich dziadkach i babciach wiodących swój biedny i pracowity żywot w spokojnej świętokrzyskiej wsi.

Jeden z synów Abrachama Kotlickiego - Mosze, z zawodu blacharz wraz z żoną Chają z Garfinklów osiadł w Kielcach. W roku 1920 umiera z powodu tyfusu. Ma 38 lat. Żona przejmuje po nim warsztat blacharski.

- W Kielcach prawie wszyscy ją znali. Miała przezwisko Chaja Blacharka. Ludzie byli biedni i ciągle naprawiali dziurawe garnki. A ona była w swoim fachu bardzo dobra – wspomina w roku 2004 90-letni Sinai Laichter – honorowy profesor Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, mieszkający w Kielcach na ulicy Małej, niedaleko warsztatu Chai.
Rodzina Kotlickich żyje biednie. Syn Chai Herszel, którego pasją były rowery i nie chciał za bardzo się uczyć zaczyna praktykę u Josefa Goldszajdera – mistrza, cenionego w Kielcach mistrza malarskiego, znanego działacza związku rzemieślników. Poznaje tajniki fachu, który później okaże się bardzo przydatny w życiu.

26 sierpnia 1938 roku Herszel Kotlicki bierze w Kielcach ślub z Surą Goldszajd ( urodzona w Łopusznie w 1916 roku), córką znanego w Kielcach przedsiębiorcy samochodowego Jakuba, syna ... znanego już z kart tej historii Berka Goldszajda – mełameda i członka zarządu łopuszańskiej gminy wyznaniowej

Niedługo po Herszel Kotlicki ślubie jedzie do Boliwii szukać pracy. Wraca pod koniec sierpnia 1939. Wybucha wojna. Rodzina Goldszajdów jedzie na wschód, ale decyduje się wracać. Herszel chce zostać. Jakub i Rywka mówią córce – musisz jechać gdzie mąz. Zostają. Rodzina, która wróciła do Kielc nie przeżyła wojny. Wszyscy zginęli w Treblince.

Z Herszlem i Surą jest brat Sury – Aba Goldszajd. Trafiają na zsyłkę: Syberia, pracują w kopalni w Czelabińsku. Tam docierają do nich jeszcze kartki od rodziny z Kielc, wysyłane z getta, m,in. Z ulicy Nowy Świat. Potem kontakt się urywa.

W Leninabadzie w 1945 roku urodził się Mosze Kotlicki. Po wojnie szczęsliwie wracają do Polski, do Gliwic. Herszel Kotlicki i Aba Goldszajd przyjeżdżają do Kielc. Jest 6 lipca 1946 rok. W mieście trwa straszliwy pogrom Żydów przy Plantach. Uciekają...

Przy budynku sądu na Dużej stary woźny sądowy poznaje Abę Goldszajda.

- Poznaję cię, ty jesteś wnuk Berka mówi i chowa ich w piwnicy.

W ten sposób ocala im życie. W piwnicy siedzą trzy dni.

W ten sposób Berek Goldszajd jeszcze raz wraca na karty naszej opowieści. Nazwiska starego woźnego nie znał nikt.

W 1948 roku Aba Goldszajd wyjeżdża do Izraela. Choć z zawodu jest krawcem, zakłada tu piekarnię, potem ciastkarnię. Z żoną Sonią mają dwoje dzieci.

W Polsce , w Gliwicach, w 1948 roku rodzi się drugi syn Herszla i Sury - Yaacov. W 1950 roku Kotliccy wyjeżdżają do Izraela. Tu Herszel utrzymuje rodzinę z malowania domów. Jego synowie studiują elektornike. W 1972 roku zakładają niewielką firmę Visonic, która po latach stanie się światowym liderem w produkcji nowoczesnych elektronicznych urządzeń ochrony technicznej i systemów alarmowych.

Moshe Kotlicki umiera w 1996 roku. W Izraelu żyją jego synowie.

Brat Moshego - Yaacov jest prezesem zarządu i właścicielem firmy. W jego biurze na ścianach wisi drzewo genealogiczne rodziny sporządzone przez jego ojca Herszla i piękne obrazy przez niego malowane, choć nigdy nie kończył akademii sztuk pięknych. Sura Kotlicka z domu Goldszajd pracowała w biurze firmy synów niemal do swojej śmierci w 2000 roku.

W Izraelu mieszka trzech synów i wnuczka Yaacova.

* * *

Z fotografii wklejonej do legitymacji Towarzystwa Cyklistów w Kielcach nr 61, wydanej w roku 1935 patrzy na nas przystojny 24-letni mężczyzna. Pewne siebie spojrzenie, falujący włos, zaczesany do góry. Podpis - Herszek Kotlicki, urodzony w Kielcach w marcu 1911. Kolarz- amator, zawodnik, który w amarantowo-zielonej koszulce często przemierza świętokrzyskie szlaki. Koledzy mówią na niego Henryk i takie imię zapisuje w legitymacji Polskiego Związku Towarzystwa Kolarskich, upoważniającej do startu w najpoważniejszych amatorskich wyścigach. Rower to jego pasja, której pozostanie wierny do końca życia. Po latach w Tel Avivie ludzie dobrze zapamiętają sylwetkę dobrze zbudowanego starszego pana jeżdżącego na kolarzówce.

To Herszel Kotlicki w dużej mierze ocalił pamięć o żydowskim Łopusznie. Pod koniec życia pracowicie zaczął odtwarzać drzewo genealogiczne rodziny Kotlickich – Wikińskich. Po konarach tego drzewa poruszałem się odtwarzając historię sztetł Łopuszno. To dzięki niemu nazwiska zapisane gdzieś w zakurzonych dokumentach nagle ożywały i stawały się realnymi postaciami, współtworzącymi świat łopuszańskich żydów.

Trudną pracę przy tworzeniu drzewa genealogicznego podjęła w dalekim Chicago Nancy Gilbert, córka Samuela - wnuka Abrahama Kotlickiego – właściciela olejarni w Łopusznie. To ona zainspirowała Herszla do pracy. Chwycił za telefon, zaczął pisać list w świat. Krok po kroku doprowadził historię swojej rodziny aż do swojego i swojej żony Sury pradziadka ,krawca Izraela Weltmana, od którego rozpoczęła się ta historia.

Samuel Kotlicki był synem Maxa, który z Łopuszna wyjechał za chlebem do Ameryki. Max był jednym dziewięciorga dzieci Abrahama. Jeden z jego synów - Emanuel Kotlicki po wyjeździe z Łopuszna dorobił się sporego majątku w Łodzi. Jeszcze przed wojną wyjechał do Palestyny. Miał dwie córki Rywkę i Chanę, które szczęśliwie przeżyły obóz i po wojnie mieszkały w Izraelu. Ich dzieci żyją tam do dziś.

Inny syn Abrahama Kotlickiego z Łopuszna – Dawid jeszcze przed wojna wyemigrował do Palestyny. Miał żonę Rajzel, która sporo pamiętała z historii rodziny i duzo opowiedziała o niej Herszlowi Kotlickiemu. Dawid Miał córkę Hankę. Jej czwórka dzieci i wnukowie żyją w Izraelu.

Do Paryża jeszcze przed wojna los zaniósł Josefa Kotlickiego , syna Chai Blacharki , brat Herszla . Był krawcem, założył studio krawieckie, potem sklep. Miał córkę Helenn, która zmarła młodo i syna Michaela. Michael żyje w Marsylii, ma trzy córki.

Trzeci z braci Herszla – Izrael wraz z żoną Henią i dwójką dzieci oraz siostra Chana , którzy zostali w Kielcach, zginęli w Treblince.

Do Palestyny jeszcze przed wojną trafił też Ichaskiel Golkdszajd, brat Sury, syn Jakuba, przedsiębiorcy samochodowego z Kielc. Ojciec był syjonistą, wysłał syna do Palestyny by budował żydowską ojczyzne. To Ichaskiel zajął się rodziną siostry gdy Kotliccy przyjechali do Izraela w 1950 roku. Potomkowie dwójki dzieci Ichaskiela też mają swoje korzenie w Łopusznie.

Jakob Goldszajd , ojciec Sury Kotlickiej i dziadek Jaacova wraz żoną Rywką Symchą , synem Chaimem, który w Kielcach był fryzjerem i córką Hanką zginęli w Treblince.

* * *

Sura Kotlicka jeszcze w Izraelu opowiadała o swoim pięknym dzieciństwie i wyjazdach na wakacje na wieś do wujka do Łopuszna. Tym wujkiem - bratem mamy Rywki Symchy z domu Wikńska był biedny handlarz, Fiszel Wikiński, mający w Łopusznie swój dom na ulicy Kieleckiej. Fiszel miał 6 dzieci. Wojnę przeżył tylko jeden syn David. Był w Oświęcimiu. Trafił do Izraela. Po wojnie o tym co przeżył nie mówił nikomu. Jego trzech synów nigdy nie słyszało nazwy Łopuszno. O ojcu wiedzieli tylko, że urodził się w Polsce.

Wojnę przeżył także Aba Wikiński, siostrzeniec Fiszela, syn Ichaskiela. Mieszkał w Łodzi. Z żona Fajgą mieli syna Welwla. Żona i syn zginęli, on przetrwał Oświęcim. Schorowany osiadł koło Mancheim w Niemczech. Zmarł kilka lat temu.

W Izraelu odnalazł rodzinę jeszcze jeden członek rodziny Wikińskich. Córka Chaima Wikińskiego, brata Fiszela, sklepikarza z Łopuszna Dwora wyszła za mąż za Menachema Bracławskiego, który w Palestynie przyjął nazwisko Barlev. Ich syn, Haim Barlev, został generałem armii izraelskiej. Dowodził wieloma kampaniami. Doszedł do stanowiska szefa sztabu armii. Gdy podczas wojny Yom Kipur było już bardzo źle, premier Gołda Meir powierzyła mu funkcję dowódcy frontu na Synaju. W Izraelu mówi się o nim , że uratował kraj. Potem haim Barlev był ministrem spraw wewnętrznych, ministrem przemysłu i handlu, ambasadorem w Moskwie. Zmarł w roku 1994 w wieku 69 lat. Jego syn Omer Barlev był dowódcą elitarnej jednostki komandosów. Wczesniej był uczestnikiem słynnej operacji uwolnienia izraelskich zakładników z lotniska Entebbe w Ugandzie - 4 tys. kilometrów od granic Izraela w lipcu 1976 roku.

* * *

Gdy Herszel Kotlicki wyjechał za chlebem do Boliwii, wkrótce, w

kwietniu 1939 roku, w jego ślady podążył kolega, Szmul – syn znanego nam z kart tej opowieści piekarza z Łopuszna Izraela Kapitulnika. Herszel wrócił do Polski, Szmul został w Boliwii, skąd przeniósł się do Argentyny. Tu ożenił się z Rywką Krysa z Włoszczowy. Przez lata był organizatorem zycia i sekretarzem ziomkostwa Żydów Włoszczowa –Łopuszno w Argentynie. Miał dużą wiedzę o judaizmie, która wyniósł z chederu w Łopusznie. Jego syn Haim urodzony w 1944 roku w Buenos Aires wyemigrował do Izraela w 1963 roku. Tu przyjął go przyjaciel ojca Herszel Kotlicki. Haim Kapitulnik jest profesorem farmakologii w instytucie medycyny Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. Ma troje dzieci i pięcioro wnuków.

Szmul Kapitulnik wraz z żoną i synem Haimem przyjechali do Izraela gdzie zmarli. Ich synowie , bracia Haima - Izrael i Szaul żyją w Izraelu, zaś córka Miriam - w Argentynie.

To właśnie Szmul Kapitulnik ocalił fotografie, rodzinne z Łopuszna, które po śmierci matki otrzymał i udostępnił prof. Haim Kapitulnik.

Inne fotografie, wśród nich zdjęcie Berka Goldszajda i jego żony Lii ocalały w... Brazylii. Córka Berka Goldszajda - Gitel wyszła za mąż , rozwiodła się, pojechała do Argentyny, stamtąd do Brazylii. Tam powtórnie wyszła za maz, miała dwóch synów, jeden był dobrze prosperującym adwokatem. W Izraelu w odwiedzinach u rodziny była kilka razy.

Zachowane w rodzinnych zbiorach fotografie są świadectwem ocalenia. To także dzięki nim świat łopuszańskich Żydów przetrwał w pamięci.

Czasem zerwane niegdyś nici łączą się, dają nowy ślad. Oto okazuje się, że Herszel Kotlicki nieprzypadkowo trafił na naukę zawodu malarskiego do Josefa Goldszajdera. Josef był jego wujkiem , bo jego żona i matka Herszla były siostrami. Córka Josefa Dora, urodzona w Kielcach w 1913 roku wyjechała studiować medycynę w Pradze. W 1937 roku otrzymała dyplom medycyny. Zawarła fikcyjne ślub i jako Sławka Kleinova walczyła w Brygadach Międzynarodowych w Hiszpanii. Pracowała w szpitalu polowym, aż do ewakuowania brygad do Francji. Tu od 1939 roku pracuje jako lekarz w szpitalu pod Paryżem i poznaje swojego męża Andrzeja Lorskiego.. Organizuje czeski ruchu oporu. Aresztowana przez gestapo w 1943 roku trafia do Oświęcimia-Brzezinki.. Trafia do Bloku 10, gdzie niemieccy lekarze dokonują pseudomedycznych eksperymentów na kobietach – więźniarkach. Współpracuje z Ruchem Oporu. Dzięki jej meldunkom prawda o Oświęcimiu jeszcze podczas wojny dociera do Londynu. Trafia do Ravensbruck potem do obozu Neustad Glewe. Wraca do Pragi, ale zostaje skierowana do Francji jako lekarz misji repatriacyjnej. Od 1947 roku pracuje jako kierownik przychodni w Czechach, ale z początkiem lat 50-tych zostaje aresztowana i uwięziona na cztery lata z powodu niesłusznego podejrzenia o szpiegostwo.

Po rehabilitacji w 1956 roku wraca do Polski, wstępuje do PZPR. Podejmuje pracę w Instytucie Gruiźlicy w Warszawie, podejmuje pracę naukową, pisze sporo o Oświęcimiu.

Wyczerpana przeżyciami, obozem, więzieniem i chorobą umiera w 1965 roku w wieku 52 lat.

Jej życie opisane tutaj tylko pokrótce , pokazuje jak zawiłe są ścieżki, ludzkiego losu. Iloma takimi ścieżkami szli potomkowie Żydów z Łopuszna?

* * *

Ilu potomków łopuszańskich Żydów żyje dziś w świecie, tego nie wie nikt. Herszel Kotlicki pieczołowicie zbierał w świecie szczątki informacji o żyjących i nieżyjących członkach swojej rodziny. Czasem spotyka się też nikłe ślady tych, którzy niegdyś z Łopuszna emigrowali.

Być może dzięki tej książce odnajdą się potomkowie rodziny Aleksandrów, Borensztajnów, Cukierów, Fruchtów, Gołębiowskich, Gancarskich, Janklewiczów, Płuciennikków, Podlińskich, Wajnsztoków i innych, którzy niegdyś w Łopusznie wiedli swój spokojny żywot.

 

« Previous Page Table of Contents Next Page »


This material is made available by JewishGen, Inc. and the Yizkor Book Project for the purpose of
fulfilling our mission of disseminating information about the Holocaust and destroyed Jewish communities.
This material may not be copied, sold or bartered without JewishGen, Inc.'s permission. Rights may be reserved by the copyright holder.


JewishGen, Inc. makes no representations regarding the accuracy of the translation. The reader may wish to refer to the original material for verification.
JewishGen is not responsible for inaccuracies or omissions in the original work and cannot rewrite or edit the text to correct inaccuracies and/or omissions.
Our mission is to produce a translation of the original work and we cannot verify the accuracy of statements or alter facts cited.

  Łopuszno, Poland     Yizkor Book Project     JewishGen Home Page


Yizkor Book Project Manager, Lance Ackerfeld
This web page created by Max G Heffler

Copyright ©1999-2014 by JewishGen, Inc.
Updated 28 Jan 2012 by MGH