Księga Pamiątkowa Ryk

[Strona 162]

Rabin i mój nauczyciel reb Szolem Finkelsztajn

Mojsze LEDERHENDLER

Z hebrajskiego na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego na polski przełożył Andrzej Ciesla

Tak jak wszystkie dzieci z żydowskich Ryk ,tak i ja otrzymałem wykształcenie w chederze w bejt-midraszu.Zanim poszedłem do jeszywy Lubawicz w Warszawie, reb Jankew-Szolem Finkelsztajn był ostatnim mełamedem,u którego uczyłem się w Talmud –Tora.[1]

Moje wspomnienia z lat nauki w Rykach są w większości miłe,pełne uroku.

 

ryk162.jpg

 

Fala uczuć mnie ogarnia,kiedy upamiętniam moich nauczycieli i rabinów,moich rodziców oraz całą moją rodzinę,która pozostanie głęboko w moim sercu na wieki.Moi nauczyciele byli ludźmi innego pokolenia.Posiadali wiele dobrych cech,poczucie odpowiedzialności i pragnienie pomocy bliżniemu.Moja matka pomimo,pomimo sprawowania opieki nad dziećmi,zawsze znalazła czas na dobroczynność.Umiała wspomóc dobrym słowem,stworzyć dobrą i spokojną atmosferę.Mój ojciec był człowiekiem skromnym o wspaniałych cechach i pogodnym usposobieniu.Jego dobrotliwość przejawiała się nie tylko w zyczyliwości ale także był pomocna dłonią dla każdego.Nigdy nie krytykował i dlatego każdy kto z nim miał kontakt,to go polubił.

Nie tylko umysłem,ale i całym sobą pogrążony byłem w Gemarze.Oczyma czytałem, ale myślami odpływałem w dal.Z mełamedów uczących dzieci wiekszość dzieci miasteczka tamtego pokolenia, ,który polewał im wodę na ręce[2] pamiętam reb Jankewa –Szolema,dobrego Żyda.Człowiek przyjazny ludziom i przez nas uwielbiany.Otworzył przed nami świat Talmudu.Był znakomitym uczonym,znawcą Miszny Szas[3] i jego wykładowców, a także ksiąg Kabały,etyki i chasydyzmu.

Wykładał wszystko z pamięci ,a kiedy miał dobry humor,to cytował i tłumaczył nam rozdziały z Zoharu.[4]

Reb Jankew-Szolem był przyjacielem gaona[5], wielkiego znawcy Talmudu z Żelechowa reb Szymelego Angela,który zasłynął w całej Polsce jako wybitny znawca Tory i chasydyzmu.W przeciwieństwie do niego reb Jankew-Szolem usunąl sie w cień,wyrzekł się lepszego bytu i oddał się całkowicie pracy z uczniami.

Był naprawdę pokornym i z tej pokory stworzył nowe źródło pogłębiania.Jego niespotykana dobroć,jego ogromne serce działało na studentów jak orzeźwiająca rosa.Utkwiły mi w pamięci niezliczone godziny,kiedy ze mną przesiadywał w szabasy po nauce z rozdziałami Avot .[6] Dostrzegłem jego szlachetną duszę i to on odkrył mi źródła Tory i mądrości,poszerzył moje horyzonty.Nauczył mnie dociekania,analizy,eksperymentowania i badania.Miał niespotykany styl nauczania materiału.Temat i cały wykład był dobrze dostosowane i wszystko co tłumaczył było wyważone tak,aby wnosiło światło i życie do wybranej sugi[7],aby do niej pasowało i ją objaśniało.

Reb Jankew-Szolem był zięciem Izraela-Dawida „Hagodla” i tak jakby był „na garnuszku” u swojego teścia.Chociaż przez całe swoje życie żył biednie i w niedostatku to nigdy nie narzekał.Sensem studiowania Tory-jest samo jej studiowanie, zgłębianie jej wszystkich duchowych myśli.To stanowi fundament i podstawową siłą napędową.

My uczniowie czuliśmy to ciepło i miłość,które promieniowały z jego osobowości.Z przyjemnością słuchaliśmy jego lekcji i w sercach czuliśmy duchowne ubogacanie.

Niechaj te słowa posłużą jako wspomnienie tego czarującego człowieka.

Przypisy

  1. Talmud –Tora hebr.nauczanie.Elementarna szkoła religijna dla sierot i dzieci najubozszych rodziców których nie stać było na opłacanie mełamedów. Return
  2. tutaj w znaczeniu służył (Druga Księga Królewska 3,11) Return
  3. Szas –hebr.Sześć Porządków Miszny lub Talmudu.Używano jako zastępcze słowo za słowo Talmud. Return
  4. Zohar hebr.Księga Blasku Return
  5. gaon hebr.ekselencja -tutaj tytuł wybitny uczony w Piśmie Return
  6. Awot hebr.ojcowie Mały Traktat Talmudyczny według Rabiego Natana. Return
  7. sugia tu: debata,dyskurs Return

[Strona 164]

W cieniu pokoleń

Rafael Lederman

Z jidysz na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego przełożył Andrzej Ciesla

ryk164.jpg Rafael Lederman [13 KB]
Rafael Lederman

Nie udało mi się znaleźć dokumentów,z których byśmy się mogli dowiedzieć kiedy powstała gmina żydowska w Rykach.Ale należy przypuszczać,że według wszelkiego prawdopodobieństwa w Rykach,tak jak i w innych miastach lubelszczyzny gmina żydowska już musiała istnieć w jedenastym stuleciu.Należy pamiętać,że Ryki były miastem w którym zawsze zamieszkiwało 90 procent żydowskiego obywatelstwa.

Żydowskie obywatelstwo w Rykach złożone było z kupców,rzemieślników -przeważnie szewców,krawców, stolarzy i kowali.Duża liczba zajmowała się handlem domokrążnym.Najważniejszym dniem był czwartek,który był dniem targowym.Ryckie targi cieszyły się powodzeniem prawie na połowę Polski.

Od wczesnego rana czuło się w miasteczku,że nadszedł dzień targowy.Żydzi już wcześnie rano szli pomodlić się do bejt-midraszu aby przygotować się na ten dzień.W tym czasie z okolicznych miasteczek zjeżdżali się handlarze na wyładowanych furach zaprzężonych w parę koni.Z wielkim hałasem wjeżdżali na rynek.Ze wszystkich stron schodzili się chłopi z okolicznych wsi,niosąc owoce swojej rolniczej pracy.Każdy żydowski sklepik przemieniał się w tym dniu w małą knajpkę,gdzie chłopi mogli się najeść i wypić kieliszek gorzałki.Szynki w czwartek pękały w szwach i wielu pijanych chłopów przewracało się po rynku.Żydowscy kupcy,maklerzy obchodzili furmankę po furmance.Obmacywali worki i kupowali a to kukurydzę,pszenicę czy kartofle,cebulę, masło czy jajka.Na każdym towarze można było coś zarobić.

Jeżeli jakiś obcy by tego dnia znalazł sie w miasteczku to by pomyślał,że to miasto mlekiem i miodem płynące.Rynek był przepełniony ogromną ilością zboża i innymi towarami.

Wyjątkowo wielkie były jarmarki przed Pesachem.A to dlatego,że w tygodniach przed Wielkanocą,chrześcijanie nie jedli mięsa i wtedy dużo Żydów brało się za handel śledziami.Konkurecja była duża,ale Żydom starczyły i małe zarobki.Ożywiał się także i handel wapnem.Ale i tak mimo wszystko często słyszało się wzdychania,skąd wziąć pieniądze na Święta.Wyglądało to tak,że Żydzi w Rykach nie liczyli się z powszednim dniem,żywiąc się czymkolwiek,aby tylko napełnić żołądek ale za to nie chcieli zepsuć złym jedzeniem szabasu.Przez całe życie ciężko pracowali aby zawsze mogli przywitać dostojnie to Święto.

Żydzi,którzy stanowili 90 % ze wszystkich mieszkańców,mieszkali przeważnie w centrum miasta,dookoła rynku,a Polacy mieszkali na przedmieściach,nad stawami dookoła pastwisk a także wzdłuż ulicy Warszawskiej.Możemy powiedzieć,że Ryki były miastem żydowskim.

Ryki nie mogą się pochlubić żadnymi wielkimi osobistościami.Ale każdy Żyd posiadał swoją własną wartość dzięki dobrym własnościom,które w sobie wypracował a także przez ciężką pracę aby utrzymać całą rodzinę.

Domokrążni kupcy,którzy handlowali z chłopami i chodzili od wioski do wioski,w lecie i w zimie przebywając daleko od domu i żydowskiego środowiska nigdy ani na chwilę nie tracili swojego żydowskiego charakteru i nie stracili więzów z żydowskim narodem,żydowską wiarą.Utrzymywali je do końca,byli jej wierni w najtrudniejszych warunkach w czasie wędrówki wśród gojów.

W Rykach byli również rzemieślnicy:szewcy,krawcy,którzy ciężko pracowali cały tydzień,przygotowywując swoje wyroby na czwartkowy targ,kiedy to chłopi z okolicznych wiosek przywozili swoje towary i nakupowali inne w sklepach żydowskich.

W dzień targowy Żydzi wystawiali swoje stragany z różnymi towarami a chłopi myśleli,że Żydzi są bogaci i mają wielkie majątki.Wszystko co oko widzi to serce raczy.Było im trudno zrozumieć.że chociaż stragan był pełen ładnych towarów to w rzeczywistości ich właścicielom ledwie starczało pieniędzy na przeżycie dnia.

Kiedy wyjeżdżałem z miasta w 1926 roku nie myślałem,że będzie w straszny sposób zgładzone.Dzień i noc myślę o tamtych wszystkich ludziach.których pozostawiliśmy w miasteczku.Serce mi się ściska cierpieniem kiedy myślę o strasznej śmierci naszych męczenników – dzieci,młodzieży i dorosłych z którymi przeżyłem tyle lat.Dzieliliśmy radości i kłopoty.Razem pobieraliśmy żydowskie i świeckie nauki.Razem walczyliśmy o przyjemniejsze życie,cierpieliśmy i wierzyliśmy w lepsze czasy.

Nie ma już więcej żydowskich Ryk.

Czuję okropny ból kiedy muszę opisywać tą okrutną śmierć.Usta szepczą cicho słowa z Ejchy:

„Strumienie wód płyna z oczu moich,dla skruszenia córki ludu mojego

Oczy moje płyną bez przystanku,przeto,że nie masz żadnej ulgi”.

Dlatego niech pozostaną nasze zapiski nie tylko jako wyraz płaczu ale jako pieśń pochwalną na pamięć dawnych „żydowskich Ryk”.Pieśń naszego dawnego życia,którą śpiewali nasi ojcowie i dzieci pełym sercem i duszą i niech łączy się z nową pieśnią (Izraela).Bo przecież prawo o zmianie jednej energi w drugą odnajdujemy już w dawnych dziejach.

Jasny cel i zapał żydowskich pokoleń w mieście jest materiałem zapalnym z którego brali siłę do marzeń i próbowali je osiągnąć i bili się za wyzwolenie żydowskie,za lepszy świat.Z taką samą siłą broni się z wielkim bohaterstwem także państwo żydowskie.

Cheder

W życiu każdego żydowskiego chłopca w Rykach największą rolę odgrywał cheder.Pamiętam jak zaraz po śmierci dziadka,mama przebudziła mnie dość wcześnie rano i powiedziała,że od dzisiaj zacznę chodzić do chederu.Strasznie mi się nie chciało i wybuchnąłem płaczem,bo wiedziałem,że w chederze jest rebe,który bije.I chociaż miałem wtedy tylko trzy lata to wiedziałem,że to nic nie pomoże że i tak będę musiał tam pójść.

Mój wujek Szlojme wziął mnie na ręce i odniósł do chederu.Mamusia nas odprowadzała z płaczem.Nie wiedziałem dlaczego płacze aż dopiero później sobie uprzytomniłem,że byłem sierotą i że nie miałem taty.Wtedy zrozumiałem płacz matki.Kiedy wszedłem do chederu,ogarnęło mnie ludzkie ciepło i hałas dzieci,które mnie natychmiast obstąpiły.Mały i chudy mełamed spojrzał na mnie łagodnymi oczyma.Jego głos był również łagodny.Powiedział do mnie:”Choć Rafaelu.Będziesz studiował Torę by być dobrym Żydem”

Mój pierwszy mełamed nazywał się Mojsze Boberniker.Cheder znajdował się w małym pokoju w którym uczyło się około 20 dzieci.Wszyscy siedzieli na podłodze tylko mełamed siedział na popsutym taborecie.Uczył się razem z nami na głos a jednocześnie pilnował abyśmy do siebie nie szturchali.

W pokoju stał również długi stół w takim samym stanie jak ten popsuty taboret.Tak samo wyglądały i dwa łóżka.W ścianie było wybita wnęka na kuchnię.Stał tu jeszcze kufer ukrywający w sobie tę trochę „biedy”.W rogu ,przy wyjściu stało wiadro z wodą a nad nim wisiał dzbanek.Wszystkie dzieci piły z tego samego dzbanka.

Mojsze Boberniker był złotym człowiekiem.Nie podnosił ręki na dzieci.U niego uczyłem się półtora roku.Potem moja mama poradziła się z wujkiem Szlojme i zdecydowano,że pójdę się uczyć do Mojszego Czajnikiera.W połowie Pesachu przyszedł do nas Żyd w rozdartej kapocie,która była kiedyś jedwabna ,miał okropną brodę i smutną twarz.Mam go posadziła i ugościła szklanką herbaty.Po kilku łykach popatrzył na mamę i powiedział:” Szosze,mówi się,że masz chłopaka z głową.Może go poślesz do mnie”.Mama się zaczerwieniła i odpowiedziała:”Właśnie teraz o tym mówiłam reb.Mojsze.Ale przecież wiecie,że nie jestem zbyt bogata.Powiedzcie mi ile to będzie kosztowało.Jest dobrym chłopcem i będziecie mieli z nim lekką pracę.”.

Podsłuchiwałem całą tę rozmowę i pomyślałem jakby to było dobrze bawić się w moim wieku z innymi dziećmi.Mamusia odgadła moje myśli.Wiedziała,że teraz raczej bym się bawił niż chodził do chederu.Powiedziała,że dzieci żydowskie by nie miały mieć pstro w głowie i myśleć o zabawie ale się uczyć.

Mamusia w dalszym ciągu rozmawiała z rebem o moich zdolnościach.Rebe wypytywał się czy już chodziłem do chederu i czy już umiem modlić się z siduru[1]. Mama odpowiedziała,że już znam na pamięć Mode ani[2] i powiedziała odważnie,że może mnie sprawdzić aby się przekonał co umiem.Rebe przywołał mnie do siebie.Trochę się bałem tego chudego Żyda,który siedział naprzeciwko mnie.Ale nie miałem wyboru i tak zacząłem się modlić ze sidoru.Rebe wykrzyknął:”Wa! Taki malutki i czyta już dobrze iwri![3]. Pogłaskał mnie po głowie i powiedział mamie,że wyrośnie ze mnie geniusz.

Na ile się z nim zgodziła to nie wiem ale już wiedziałem,że pozostanę u Mojsze Czajnikera w chederu i że koniec z zabawami na dworze.

Mojsze Czajnikier nie miał żadnego pomocnika i dlatego mama musiała mnie codziennie odprowadzać do szkoły kawałek drogi.Cheder nie był tak duży jak u Mojsze Bobernikera.Chłopcy siedzieli tutaj przy długim stole na dwóch długich ławkach.Rebe siedział na czele stołu i uczył nas hebrajskiego.Kiedy już miał tego siedzenia dosyć to chodził po pokoju tam i spowrotem pilnując każdego chłopca czy go posłucha.W ręku miał trzcinkę,na głowie jarmółkę.Kiedy podeszedł do mnie ze strachu się rozpłakałem.Dobrotliwym głosem powiedział: „Czego płaczesz głupi byczku.Czy cię uderzyłem?”.Przy tym się roześmiał i walnął trzciną chłopca,który siedział obok mnie i łapał muchy.Ten tylko zacisnął usta i ani nie pisknął.Nie bardzo rozumiałem,dlaczego po tym jak dostał trzciną nie płakał.W każdym razie to wpłynęło na mnie,że już nie płakałem.Poza stołem,ławkami i krzesłem rebego,przy ścianie były także łóżka.W rogu była kuchnia na której rebecen[4] gotowała jedzenie.Co chwila dokładała do piecyka z którego prosto na nas wylatywał płomień i dym.Rebe kaszlał i ze złością krzyczał na żonę a ta nie pozostawała mu dłużna i krzyczała:”Bo ty tyle zarabiasz tym uczeniem!Daj mi drzewa to nie będę musiała palić słomą!”.

My dzieci bardzo się cieszyliśmy kiedy oni się tak kłócili,bo wtedy nas nie pilnowali i mogliśmy robić co chcieliśmy.Na przykład grać w „guziki”.To jednak nie trwało długo bo rebe to szybko zauważył i odrazu wylewał na nas całą swoja złość.Raz wywołał chłopaka,ciagnął go za ucho i pokazywał:”Zobacz szejgec,to robi mojde[5].Jeżeli chłopak potrafił powtórzyć po hebrajsku to było jeszcze pół biedy.Aj-waj - to by było gdyby nie umiał powtórzyć!.Kiedy wywołał mnie,a ja zacząłem mówić płynnie po hebrajsku,przechodził mu gniew a na jego twarzy pojawiał się uśmiech.

Do chederu chodziło się wcześnie rano a wracało do domu kiedy było już dosyć ciemno.W zimie każdy chłopiec nosił ze sobą lampę,czy to blaszaną czy z papieru w której był świeczka.Przyświecał sobie po drodze do domu.Za mojego dzieciństwa jeszcze nie było elektryczności.

Przychodził do nas często wujek Szlojme.Wypytywał mnie z tygodniowych wersów.Moja biedna matka cieszyła się i była dumna z moich wiadomości.Przez jakiś czas byłem w chederze prymusem.Rebe był zadowolony,że rozumiem to czego nas uczył.Dlatego nigdy na mnie nie krzyczał i mnie nie bił.Dawał mnie za przykład pozostałym.

Z czasem się zmieniłem.Wygrała moja dziecinna powaga i wielka chęć do zabaw.Chłopcy nauczyli mnie robić papierowe gołębie i bardzo lubiłem się nimi bawić.Oczywiście to miało wpływ na moją naukę i rebe się z tego powodu wściekał i częstował ciosami w głowę.Nie bardzo to skutkowało.Potem zaczęliśmy grać w guziki i ta gra nas całkowicie pochłaniała.

Skąd mieliśmy guziki? Bardzo proste.Gdzie tylko widziało się ubranie tam się guziki obrywało.W tym był najlepszy Icchok-Izrael Eideles,którego rodzice handlowali wyrobami mlecznymi.Został moim najlepszym kolegą ponieważ pomagałem mu w nauce a on zawsze coś przynosił do chederu.Miał zawsze dobre rzeczy:bajgełe z masłem,rogal,orzechy albo cukierki.W domu takich rzeczy nie widziałem i były one dla mnie najcenniejszymi na świecie.Od mamy dostawałem kawałek suchego chleba z rzodkiewką i to miało dla mnie smak pierników.

Smakołyki od Izaaka-Izraela miały rajski smak.To,że mi dawał je spróbować znaczyło że traktował mnie wyjątkowo.Bo jeżeli ktoś inny prosił go aby mu coś dał odpowiadał:”Dostaniesz figę!”.

W chederze był chłopiec Awrum Blacharz bo jego ojciec był blacharzem. Wymyślał wszystkim przezwiska.Jeżeli któryś bał się psa czy kota nazywał go „rzadką kaszą”.Chłopca,którego ojciec chodził prosić po domach nazwał „żebrakiem”.Szlojmę Rzeźnika nazwał „bokserem”,dlatego,że bił inne dzieci i miał ciężką głowę do nauki.Kiedy już nauczyłem się Chumesz [6], on ledwie co umiał się modlić.Kilka lat później mnie dogonił i rebe posadził go obok mnie abym mu pomagał.A za to Szlojme dawał mi zawsze jakieś smakołyki.Najlepszym było soczyste jabłko czy gruszka .Czasami było to coś innego do jedzenia.Chłopcy patrzyli na to z zazdrością ,ale mnie to nie przeszkadzało bo czym więcej oni zazdrościli tym więcej on przynosił mi smakołyków.

Pewnego razu rebe zauważył jak łapię muchy i rozzłoszczony zaczął mnie bić krzycząc:”Młodzieniec z tak szlachetną głową robi takie głupstwa z muchami i gołębiami!” A temu chłopcu wtedy było chyba 5 lat .W chederze było by dobrze,gdyby nie ta trzcinka.Nauka szła mi lekko.Już po kilku pierwszych tygodniach u Mojsze Czajnikera umiałem dobrze Chumesz.Więcej od niego już nie mogłem się nauczyć.Chodziłem do jego chederu cztery „semestry”.

W końcu przyszedł czas na studiowanie Gemary i zaczęto szukać dla mnie lepszego nauczyciela.Nauczyciele Gemary byli bardzo drodzy a moja matka nie mogła tyle płacić i dlatego zdecydowała się mnie posłać do Izachara Naczelnika.Nie bardzo mi to pasowało i bardzo się rozpłakałem, ale matka mi wytłumaczyła,że jest on najtańszym mełamedem.

Cheder Jojsefa Czajnikera wtedy wydawał się mi być rajskim ogrodem,pałacem.A to dlatego,że do wszystkiego byłem tam przyzwyczajony.Nie bałem się już jego krzyków ani nawet tego że dostawałem trzinką.W odróżnieniu od tamtego,cheder Izachara Naczelnika mnie przerażal i jeszcze do dzisiaj czuję go w kościach.Tak samo chyba czują wszyscy,którzy przeszli jego chederem.

Izachar Naczelnik był średniego wzrostu a z ciągłego siedzenia miał mały garb.A do tego jeszcze był krótkowidzem.Bródkę miał siwą chociaż jeszcze nie był bardzo stary.

Dom w którym był cheder był bardzo mały i ciasny.Rebecynę pamiętam bardzo dobrze nazywała się Miriam wszyscy nazywali ją „pucerka”dlatego,że zarabiała na życie sprzątaniem mieszkań głównie przed Pesachem.Wtedy miała szczyt sezonu.Była główną żywicielką bo za zarobki za nauczanie nie mieli by co jeść.

Cały czas kiedy uczyłem się w tym chederze nie widziałem nigdy żeby rebecen była zdrowa.Ciągle chodziła z zawiązaną chustką twarzą i postękiwała.Miała ciągłe boleści zębów ale kiedy zbliżał się Pesach boleści ustępowały.

Sam rebe także był słaby.Często był chory i pamiętam jak utyskiwał. U nich w domu nigdy nie było spokoju.Byli zawsze skłóceni a tą złość rebe wylewał zawsze na nas.

Jego sposób uczenia był taki: wyłożyć lekcję przed całym chederem a potem przepytawać każdego chłopca oddzielnie.Jeżeli chłopiec pamiętał coś z tego to było jeszcze dobrze.Gorzej było z tym co miał cięższą głowę i w żaden sposób nie potrafił zapamiętać co rebe mówił.Wtedy rebe zapłonął i bródka zaczynała mu się trząść.Z oczu strzelał ogień i zawsze ze złości się strasznie rozkaszlał.Potem nie mógł wypowiedzieć ani słowa i dlatego puszczał w ruch ręce z paskiem.Nie pomagały ani skargi chłopca do rodziców.Także i moja mama często twierdziła,że chyba sobie zasłużyłem tą karę.Żaden rebe nie bije ot tak...”Uczy was być dobrymi Żydami”.Dla niego nie było żadnej różnicy między biednym i bogatym.Wobec wszystkich zachowywał się tak samo.Z taką samą złością.I wszyscy chłopcy tak samo go nienawidzili.

Przypisy:

  1. Sidur – modlitewnik żydowski Return
  2. Mode ami – hebr.dziekuję. Krótka modlitwa poranna odmawiana przez mężczyzn na dzień powszedni po przebudzeniu.Podziękowanie za powrót ze snu do życia Return
  3. .iwri – język hebrajski Return
  4. rebecen – żona rebego Return
  5. szejgec, jid.tutaj :łobuz,hultaj. Return
  6. Chumesz - Pięcioksiąg Return
Księga Pamiątkowa Ryk


This material is made available by JewishGen, Inc. and the Yizkor Book Project for the purpose of
fulfilling our mission of disseminating information about the Holocaust and destroyed Jewish communities.
This material may not be copied, sold or bartered without JewishGen, Inc.'s permission. Rights may be reserved by the copyright holder.


JewishGen, Inc. makes no representations regarding the accuracy of the translation. The reader may wish to refer to the original material for verification.
JewishGen is not responsible for inaccuracies or omissions in the original work and cannot rewrite or edit the text to correct inaccuracies and/or omissions.
Our mission is to produce a translation of the original work and we cannot verify the accuracy of statements or alter facts cited.

  Ryki, Poland     Yizkor Book Project     JewishGen Home Page


Yizkor Book Project Manager, Lance Ackerfeld
This web page created by Max G. Heffler

Copyright © 1999-2019 by JewishGen, Inc.
Updated 29 Mar 2017 by MGH