Księga Pamiątkowa Ryk

[Strona 101]

Żydowskie Ryki

M.Derfner

ryk101.jpg

Z jidysz na czeski przełożył Michael Dunayevsky
Z czeskiego przełożył Andrzej Ciesla

Nie łatwo jest opisywać od początku nasze życie.Nie wszystko się pamięta,a i nie wszystko się chce pamiętać.Chcielibyśmy jednak,aby nasze dzieci i wnuki poznały swoje pochodzenie i rodowód ,by dowiedziały się o domu rodzinnym swych rodziców i dziadków oraz ich miasteczku ,w którym mieszkali i gdzie tworzyli jedną wspólną rodzinę. Pragniemy,by dowiedziały się o pięknym żydowskim życiu,żydowskich tradycjach,obyczajach i języku składających się na bogatą żydowską kulturę.Takie były nasze domy rodzinne w Rykach.

Na dzisiejsze życiowe kłopoty i trudne sytuacje możemy znaleźć rozwiązanie w naszej przeszłości .Również z przeszłości możemy dostać siłę na nasze dalsze żydowskie życie.

Z żydowskiej przeszłości dnia wczorajszego w naszym rodzinnym miasteczku,nasze dzieci mogą czerpać naukę na dzień dzisiejszy,na jutro i na przyszłość.

Nigdy nie jest za późno, by przekazać to ,co mamy do opowiedzenia o ciekawym żydowskim życiu w rodzinnym mieście.Pragniemy, aby następne pokolenia czerpały z tego jak ze źródła.

Topograficznie Ryki leżą na skrzyżowaniu dwóch ważnych tras.Jedna prowadzi z Gdańska przez Warszawę,Lublin,Lwów aż do granic Rumunii i Czechosłowacji, a druga wiedzie od niemieckiej aż do sowieckiej granicy.

Przyjeżdżając do miasteczka od północy ,witają nas dwa wiatraki na pagórkach po obu stronach szosy[1]. Stąd widać miasteczko jak na dłoni.Wstrzymujemy oddech w piersi i chcemy jak najszybciej dojechać do centrum miasta,do małych domków w wąskich uliczkach,cichych i uśpionych jak my ,którzy śniliśmy w tych to domach.

Rynek jest duży,otoczony ze wszystkich stron sklepikami, z których Żydzi cały tydzień wyglądali swoich klientów.Na środku rynku stało kilka większych budowli,które wyglądały jakby strzegły miasteczka i pilnowały porządku.,by miasteczku nie przeszkadzali obcy.

Obok nich była studnia z drewnianym wiaderkiem, przywiązanym do łańcucha i powieszonym na korbie.Stąd Żydzi nosili wodę do swoich domów.

Żydzi z bejt midraszu

We wschodnim rogu Rynku stała stara synagoga z wysokimi,kolorowymi szybami w oknach.W bliskim sąsiedztwie był bejt-midrasz z półkami pełnymi książek.Tutaj Żydzi modlili się trzy razy dziennie.W dzień a czasem i w nocy studiowali tutaj Misznę[2] i Gemarę[3], Szulchan Aruch[4] i Chojej-Odem[5].

Młodzież studiowała od rana do późnej nocy SZAS[6] i poskim[7]. Były też i nocne czuwania ,kiedy odganiając sen z powiek , z zapałem przeglądali wiersze Gemary,żeglowali po morzu Talmudu pogłębiając wiedzę w takt tęsknego nigunu unoszącego się przez otwarte okna na zewnątrz do uśpionych uliczek po drugiej stronie bejt-midrasza.Te tęskne niguny roznosiły się echem po pustym rynku i uliczkach naszego miasteczka.

Nie było nic piękniejszego nad głośne studiowanie tory . Bejt-midrasz był ciepłym domem dla wszystkich Żydów z miasteczka.Schodzili się tutaj wielcy uczeni w Piśmie,kupcy i rzemieślnicy. Wszyscy znajdowali tam dla siebie miejsce.Po modlitwach minche i majrew[8] siadano grupami po kątach.Ktoś zaczynał opowiadać przypowieści z Gimary,Midrasza i nad nimi dysputowano.Ktoś inny znów mówił o polityce ,o wojnach lub wspominał służbę wojskową.

W soboty przychodziło się tutaj posłuchać magida i spędzić radośnie szabas.W części przeznaczonej dla kobiet,która były oddzielona niską ścianką,cnotliwe kobiety zachwycały się kazaniem kaznodziei.

Bejt-midrasz był również miejscem dla obcych ludzi,którzy się tu zatrzymywali aby odpocząć.Przychodzili także z daleka i tacy,którzy spędzili cały tydzień na chodzeniu po jałmużnie, zbierając grosza do grosza, którą potem posyłali swoim rodzinom pozostawionym gdzieś daleko.

Wieczorami, a szczególnie w deszczowe i wietrzne noce, siadano w bejt-midraszu dookoła rozpalonego pieca i używając sobie ciepła opowiadano cudowne opowieści.Każdy miał jakąś historię,o dalekich miastach i miasteczkach,o różnych dziwnych zdarzeniach.

Wśród nich byli:tacy,którzy odeszli z domu „za chlebem dla rodziny” już dobrych kilka lat temu,pozostawiając żony z małymi dziećmi, także inwalidzi,którzy nie mogąc wykonywać żadnej pracy, musieli wędrować po świecie,od miasta do miasta po to, aby wyprosić kawałek chleba i nie umrzeć z głodu.Byli też tacy,którzy stracili majątek ,a także biedni,którym się nie powiodło w życiu, i nie mając szczęścia ,nie mogli zarobić na utrzymanie swojej rodziny.Wszyscy znajdowali w Rykach ciepłe serce ,bo ryccy Żydzi nie odmawiali nikomu jałmużny.

Po drugiej stronie synagogi stał domek,gdzie modlili się Żydzi z bractwa haszkome , którzy wstawali bardzo wcześnie i od razu biegli odmawiać szacharit [9], by mogli jak najwcześniej zacząć pracę.

Za miastem ,nad brzegiem rzeczki była mykwa i łaźnia.Trochę dalej była rzeźnia rytualna.

Po drugiej stronie rzeki był żydowski cmentarz, na którym panował wieczny spokój.Martwa cisza była przerywana od czasu do czasu płaczem żywych,którzy odprowadzali swoich najbliższych w ostatnią drogę do wiecznego spokoju.

Na północnym-wschodzie miasta był mechaniczno-parowy młyn Skalskiego, gdzie mielono plony z całej okolicy.Dostarczał także dla całego miasta prąd elektryczny i oświetlenie.Na zachód od młyna był staw Skalskiego, w którym hodowano ryby, głównie karpie. W zimie, około Chanuki, wyrąbywało się z zamarzniętego stawu lód i magazynowało w piwnicach przykrytych trocinami, aby potem używać go w letnich miesiącach.Kiedy staw roztajał, dzieci zaczynały na jego brzegach bawić się i kąpać. Rzeczka miała suche i piaszczyste brzegi, nad którymi stały stare samotne drzewa. Były stare jak sam staw i jak ten świat.Tak jak wszystko wydawało się nam być wiecznym. Kto to wie? Często w naszych dziecięcych umysłach wyobrażaliśmy sobie,że te drzewa są strażnikami miasta. Może pilnują stawu.i jego brzegów...

Między stawem miejskim i stawem Skalskiego była wąska grobla stanowiąca przedłużenie ulicy Łukowskiej,którą chodziły orszaki pogrzebowe na żydowski cmentarz.Tą ulicą wożono furmankami zboże do młyna.Również tędy chodziło się często na spacery za miasto aż do cegielni [10] i dalej do rolniczych gospodarstw.

Na zachód od stawu Skalskiego znajdował się plac nazywany „przy komórkach”. Były tam podziemne piwnice z lodem pokryte niskimi,słomianymi dachami, które chroniły go przed ciepłem.Na tym placu starsi chłopcy grywali w różne sportowe gry.Najbardziej popularny był palant.Gra polegała na tym.że uderzało się kijem w piłeczkę ,którą musiało się zaraz złapać w powietrzu.Piłeczka często wpadała w czyjeś okno i wtedy zarabiali szklarze.Właścicielowi okna nigdy się nie udało znaleźć winowajcy,dlatego że panował rodzaj niepisanego prawa,zabraniającego wydanie winnego.

Jeszcze dalej na zachód rozpościerał się cienisty ogród księżowski[11], w którym rosło dużo owocowych drzewek jak: jabłka,gruszki i śliwki.Kiedy owoce dojrzały, zaczynał się nowy rodzaj sportu: rwanie na różne sposoby owoców z drzew rosnących na skraju sadu.

Na końcu ogrodu była księżowska studnia.Nie chodzono do niej po wodę codziennie ,bo była za daleko, ale dużo Żydów chodziło tam często,dlatego że była lepsza na herbatę,bo czyściejsza i smaczniejsza niż woda ze studni na Rynku.

Za księżowskim sadem wiodła droga do osady ,która była przedmieściem, gdzie mieszkali chrześcijanie: rzemieślnicy,furmani,drobni handlarze a także biedniejsi rolnicy[12].

Na początku ulicy Łukowskiej stoi stary katolicki kościół.Stary ale ładny,w bizantyjskim stylu z wielką kopułą.Otoczony jest rozłożystymi kasztanami i ogrodzony żelaznym płotem o wyjątkowym wyglądzie.

Przed kościołem,twarzą do ulicy Łukowskiej ,na wysokim piedestale jest rzeźba Jezusa w patetycznej pozycji, w cierniowej koronie i dużymi gwoździami w nogach.Ulica Łukowska od starego kościoła aż do szosy warszawskiej jest zamieszkana tak przez Żydów jak i przez chrześcijan.Większość z nich to kupcy.Również na tym odcinku ulicy mieściła się szkoła.

W północno-zachodnim kraju miasta ,tuż za szosą warszawską dominuje nowy kościół katolicki.Jest to wielka budowa z czerwonej cegły.W odróżnieniu od starego jest w stylu gotyckim.Ma dookoła ostre wieżyczki a po środku wysoką wieżę,która wbija się w niebo.

Od nowego kościoła po południowej stronie szosy warszawskiej,ciągnie się tak zwany „dworski sad”, który ma kilkaset akrów i jest własnością majątku pana Konarzewskiego.Wygląda jak prawdziwy las wszystkich drzew owocowych,które występują w tutejszym klimacie.Sad niedostępny dla ludzi z miasta, był pilnowany przez stróża ze złymi psami .

Za „dworskim sadem” po tej samej stronie szosy warszawskiej,tylko nieco wyżej,jest lasek zwany Brzezinką.Rosną tam gęsto młode i stare brzozy.W letnie gorące dni, była Brzezinka schronieniem dla zmęczonych mieszczuchów.Również młode, zakochane pary chodziły tam na randki.W sobotę, w poobiednej porze huczało tam jak w ulu.Ze swoich dusznych mieszkań przychodzili i Żydzi, aby też uciąć sobie przyjemną,sobotnią drzemkę.Przed pierwszą wojną światową,jeszcze za rządów carskich ,lasek ten służył jako miejsce masówek rewolucjonistów.

W zimie z lasu wiało smutkiem.Ogołocone brzozy odarte z pięknych liści,gołe gałęzie, jak wychudzone ramiona bezdomnego straszydła ,siały strach.

Brzezinka stanowiła południową granicą miasta.Prowadziła od niej droga do stawu Buksa,który rozciągał się aż do miasta.Buksa była dość głęboka z przezroczystą wodą.Jej piaszczyste brzegi służyły jako plaża.W lecie się tutaj kąpano a w zimie,kiedy staw zamarzł, jeździło się po nim na łyżwach.

Między stawem a szosą warszawską był długi rząd domków ,ubogich ludzi,których nie stać było na wygodniejsze życie.Między nimi było i kilka małych sklepików ,gdzie można było kupić coś do jedzenia i picia oraz słodycze.

Za tymi domami rozpościerała się wielka łąka porośnięta trawą.Nazywano ją„pasternikiem”.Odbywały się na niej targi bydła i koni.Dookoła na łące rósł smaczny szczaw,który dzieci rwały na barszcz .Taki chłodny barszcz,zaprawiony śmietaną ma rajski smak!Co może być lepszego do tego niż młode kartofle!

Za łąką ,szosa warszawska się rozgałęziała.Odchodziła od niej ulica do miasta,która była zarazem jego główną ulicą ,a na której mieściła się administracyjna budowa,tj. gmina oraz posterunek policji,”koza” i temu podobne.

Północna strona tej ulicy zastawiona była lepszymi budynkami.Znajdowały się w nich większe sklepy jak np hurtownia Avroma Fajwla,sklep ze szkłem i fajansem Lejbla Hajle,zakład krawiecki Ester-Chawy,wielka apteka,sklep żelazny Avroma Lejzra i dużo innych,które ciągnęły się aż do domu wielobranżowego sklepu Fajgi Dwosze,w którym można było dostać wszystko-od durszlaka po ubrania i obuwie.

Sytuacja ekonomiczna

Sytuacja gospodarcza w Rykach,z różnych punktów widzenia na pewno była taka sama jak i w innych miasteczkach.Było kilku bogaczy,nieliczna grupa ,którym żyło się dobrze.Srednia warstwa nie cierpiała na brak pieniędzy.Następna warstwa społeczeństwa była szczęśliwa,jeżeli udało się jej urządzić szabas.Ostatnia grupa to prawdziwi biedacy w połatanych chałatach.

Ryki leżały pośród bogatszych rolniczych wsi i dlatego miejscowe jarmarki cieszyły się wielkim powodzeniem.W pewnym stopniu łagodziły one biedę w miasteczku . Odbywały się w każdy czwartek.

Ryki posiadały jedyny w okolicy sklep kolonialny., który mógł konkurować nawet z Warszawą.Dlatego dużo kupców z innych miast często przyjeżdżało do Ryk po towar.Ryki były też ośrodkiem eksportu zboża do Niemiec .Posyłano też świniaki i cukier do Anglii.Najgłówniejszym jednak odbiorcą bydła,drobiu,jaj i masła była Warszawa.

ryk108.jpg
Zwykły dzień targowy. Na pierwszym planie czapnik
Lejbusz Górke przed swoim straganem z czapkami.

Często w środę bardziej majętni kupcy pożyczali pieniądze tym mniej bogatszym,aby mogli oni z kolei kupić towary,przywożone na jarmark przez rolników.Ci z kolei ,za uzyskane pieniądze ,kupowali w miasteczku ubrania,obuwie i inne artykuły,które potrzebowali w swoich gospodarstwach.Po jarmarku bogatsi kupcy odkupowali produkty rolnicze i takim sposobem spłacano zaciągnięte długi pozostawiając sobie zysk.Dla pewnej grupy mieszkańców było to jedyne żródło zarobku.Dla innych znów jarmarki były tylko dopełnieniem zarobków.

Ryki miały stosunkowo dużo hurtowników.Były też i lepiej zaopatrzone sklepy,które zarabiały na okolicznych wioskach a także i na czwartkowych jarmarkach.Więcej było jednak małych sklepików bławatnych,z materiałami do szycia,chustkami .Było również dużo sprzedawców tandentnych ubrań,którzy jeździli na jarmarki i do innych miasteczek.Jarmarki odbywały się w poniedziałki w Markuszowie,we wtorki w Gniewoszowie a w środy w Dęblinie.

W Rykach było ponad dziesięciu rzeźników,którym na ogół dobrze się powodziło.Część z nich sama jeździła po sąsiednich wsiach po bydło.Kupowali tam taniej niż na jarmarku.Sami to bydło pędzili do domu,zabijali i sprzedawali koszerne mięso we własnych jatkach.Bogatsi rzeźnicy ,którzy mogli sobie pozwolić na mniejszy zysk,kupowali bydło bądź na jarmarku bądź prosto od wieśniaków.

Były też w Rykach tak zwane „zicerkes”(przekupki).W większości były to wdowy lub żony chorych mężów lub innych nieszczęśników.Siedziały na Rynku na stołeczkach sprzedając owoce i warzywa.Nie zarabiały dużo, ale żadna z nich nie przymierała głodem.Zawsze pod ręką były jakieś owoce na osłodzenie sobie życia.

Najwięcej było sklepów z otwartymi szeroko drzwiami ale z pustymi półkami.Sklepy te najczęściej stanowiły atrapę zasłaniającą rażącą biedę.Ich właścicielami byli przeważnie pobożni Żydzi ,których interesował bardziej chasydyzm niż zarobek a także i tacy, co stracili majątek lub nie wytrzymali konkurencji chrześcijańskich spółek starających się zlikwidować żydowskie sklepy.Część z tych właścicieli przeszła na nauczycieli do chederu.

Ubodzy ludzie mieszkali w barakach i na Kapitule w okolicy łaźni rytualnej .Większość z nich była albo rzemieślnikami , ludźmi chorymi lub po prostu leniwymi,którzy mając dużo dzieci do wyżywienia nie mogli sobie z tym poradzić.Z tej grupy pochodzili „domokrążcy” handlujący po wioskach towarami lub nosząc swoje rupieci na plecach próbowali za nie wytargować coś do jedzenia.

Cały tydzień Żydzi przymierali głodem żyjąc nadzieją,że nie narobią sobie wstydu i uda im się zdobyć jakieś jedzenie na szabas.Jakby nie było,Żydzi w Rykach pomagali sobie wzajemnie i starali się o to, aby nikt nie umarł z głodu.

Życie kulturalne i działalność społeczna

Bardzo charakterystyczną właściwością obywatelstwa żydowskiego była ich rzetelna odpowiedzialność w podejściu do projektów,jakie podejmowali dla dobra miasta i jego mieszkańców.Często widziało się działaczy zrzeszenia rzemieślników i bogatych obywateli ,jak wspólnie brali udział w akcjach filantropijnych.Zacierały się wtedy granice między maskilami[13] i chasydami,między członkami różnych partii,którzy normalnie byli przeciwnikami .Wszyscy działali czy to w organizacji „Wizyta u chorych”,czy pomagali wydać za mąż ubogą pannę lub brali udział w zbiórce pieniędzy na zapłacenie adwokata Żydowi,który popadł w konflikt z prawem.

W mieście była również kasa pożyczkowa ,do której bogatsi wpłacali pieniądze, aby bezprocentowymi pożyczkami pomóc domokrążcom czy innym obywatelom w potrzebie.Pożyczki te spłacano regularnie i nie pamiętam, aby kasa miała jakieś straty z powodu ich niespłacenia.

Pod względem kulturalnym,politycznym i z punktu widzenia chasydyzmu, Ryki odzwierciedlały ówczesną sytuację wszystkich miasteczek w całej Polsce.Działał tutaj cały wachlarz odłamów partii syjonistycznych od prawicowych po lewicowych socjalistów.Podobnie było i z dynastiami chasydzkimi w Rykach .

Na pochwałę ryckich Żydów musi się stwierdzić,że wszystkie polityczne i chasydzkie spory były zawsze na takim poziomie ,że w obliczu chwały dla niebios, ludzie nigdy nie tracili człowieczeństwa.

Syjoniści mieli kiedyś swoje biblioteki a lewicowe zrzeszenia rzemieślników swoje.Z czasem połączono je w jedną wielką bibliotekę,gdzie stały obok siebie dzieła syjonistyczne i marksistowskie, wraz z dziełami literackimi żydowskich pisarzy.s

Przypisy i objaśnienia:

  1. były to wiatraki p.Packa i p.Mrozowskiego i stały po tej samej stronie szosy warszawskiej.( informacja od Bronisława Cieśli) Return
  2. z hebrajskiego „ powtórzenie”Prawo Ustne, Return
  3. z aramejskiego ” zakończenie ” -zbiór komentarzy i objaśnień do Miszny Return
  4. ” Nakryty stół ” – dzieło Josefa Karo,uproszczona kodyfikacja prawa religijnego, Return
  5. „Życie Adama” Return
  6. z hebrajskiego „Sześć porządków”.Ze względu na presję wywieraną przez chrześcijańską cenzurę kościelną od XVI wieku tak określana była Miszna. Return
  7. z hebrajskiego „arbiter,autorytet rabiniczny” Return
  8. modlitwy popołudniowa i wieczorna.Często odmawiane po sobie. Return
  9. modły poranne po nastaniu świtu Return
  10. cegielnia znajdowała się po lewej stronie dzisiejszej ulicy Sadowej za wjazdem na Borek. Właścicielem był p. Maciej Naduk Return
  11. prawdopodobnie ogród starej parafii przy obecnie ulicy Królewskiej ,naprzeciwko kościoła św.Jakuba Return
  12. Ryki Królewskie Return
  13. z hebrajskiego „oświecony”,przedstawiciele oświecenia żydowskiego(haskala)powstały pod wpływem haseł oświecenia europejskiego Return

Księga Pamiątkowa Ryk


This material is made available by JewishGen, Inc. and the Yizkor Book Project for the purpose of
fulfilling our mission of disseminating information about the Holocaust and destroyed Jewish communities.
This material may not be copied, sold or bartered without JewishGen, Inc.'s permission. Rights may be reserved by the copyright holder.


JewishGen, Inc. makes no representations regarding the accuracy of the translation. The reader may wish to refer to the original material for verification.
JewishGen is not responsible for inaccuracies or omissions in the original work and cannot rewrite or edit the text to correct inaccuracies and/or omissions.
Our mission is to produce a translation of the original work and we cannot verify the accuracy of statements or alter facts cited.

  Ryki, Poland     Yizkor Book Project     JewishGen Home Page


Yizkor Book Project Manager, Lance Ackerfeld
This web page created by Max Heffler

Copyright © 1999-2019 by JewishGen, Inc.
Updated 29 Mar 2017 by MGH