« Previous Page Table of Contents Spis treści Next Page »

[Strona 41]

Wspomnienia o tym, jak było

Żydzi w samorządzie lokalnym

{Fotografia u dołu s. 41 po prawej – Reb Jehuda Mahler}

{Fotografia na środku s. 41 po lewej – Reb Chaim Mahler}

[Strona 42]

Wybory do sejmu

Translated by Ireneusz Socha

W roku 1907 odbyły się pierwsze wybory do austriackiego sejmu – na mocy nowego prawa wyborczego, ogłoszonego w listopadzie 1905 roku, po strajku generalnym zorganizowanym przez partie socjaldemokratyczne we wszystkich krajach pod panowaniem austriackim. Sukces ten osiągnięto pod wpływem rewolucyjnych wydarzeń w Rosji, które przejęły strachem europejskich władców i zmusiły ich do wynalezienia sposobów uniknięcia podobnych zamieszek w Austrii.

Podczas politycznej walki o reformy wyborcze, syjoniści w Austrii – podobnie jak członkowie „Poalej Cyjon”[1] – wystąpili z żądaniem utworzenia osobnej komisji wyborczej dla mniejszości żydowskiej, po pierwsze, w celu zapewnienia populacji żydowskiej pełnej reprezentacji w austriackim parlamencie, a w szerszym sensie po to, aby potwierdzić istnienie narodowości żydowskiej, a tym samym domagać się prawa do samostanowienia narodu żydowskiego.

Inicjatywa ta nie miała nawet najmniejszej szansy powodzenia. Przeciwko niej stanęła bowiem nie tylko burżuazja wywodząca się ze wszystkich grup etnicznych ze wszystkich krajów pod panowaniem austriackim, ale również – i to nie w najmniejszym stopniu – socjaldemokraci, którzy uważali tę inicjatywę za przejaw narodowego separatyzmu. Tym niemniej była to dobra okazja, aby rozpocząć kampanię propagandową szerzącą żydowskie idee nacjonalistyczne.

Co jeszcze istotniejsze, powszechne wybory do austriackiego sejmu wykorzystano jako szansę przedstawienia szerokim masom żydowskim idei nacjonalistycznych jako rozwiązań palących problemów bieżących. Wszędzie organizowano demonstracje wywołujące żywą reakcję wśród ludności żydowskiej. Podczas nich zachęcano Żydów do głosowania na kandydatów o poglądach nacjonalistycznych. Niektóre demonstracje organizowano w okręgach wyborczych, gdzie syjoniści nie mieli najmniejszych szans na elekcję. Podczas pierwszych wyborów do wiedeńskiego parlamentu w okręgu dębickim o mandat nie ubiegał się żaden Żyd, w związku z tym nie było odpowiedniej masy krytycznej. Miejscowa partia rządząca, na której czele stali konserwatywni arystokraci, wysunęła kandydaturę księdza Pastora z Biecza. W swoich przemówieniach Pastor gorzko drwił z Żydów i reprezentował jawnie antysemickie sympatie. Jego rywalem był Stanisław Dym, sekretarz dębickiego sądu, którego wspierali polscy liberałowie i niektórzy Żydzi, w tym prawnik Fishler. Kiedy Dym poniósł w wyborach sromotną klęskę, nie pozostało to bez wpływu na położenie zawodowe Fischlera.

Dr Fishler nigdy nie był syjonistą. Początkowo popierał burmistrza Zauderera – żyda nawróconego na chrześcijaństwo, właściciela jedynej apteki w mieście. Kiedy jednak doszło pomiędzy nimi do nieporozumień, podczas wyborów gminnych na burmistrza miasta większość Żydów zagłosowała na Fischlera. Rząd Galicji natychmiast wystąpił przeciwko takiemu obrotowi sprawy. Gubernator lwowski oprotestował wynik i zażądał rozpisania nowych wyborów.

Tymczasem dębiccy arystokraci zorganizowali wielki bal, na który zaproszono między innymi dwóch oponentów wspomnianych wyżej: aptekarza-przechrztę oraz żydowskiego prawnika.

„Kiedy już rozweseliło się serce króla”[2], kilku szanownych gojów próbowało ich ze sobą pogodzić. Zaprosili dr Fishlera na spotkanie z Zaudererem i czekali, co z tego wyniknie. Dr Fischler wyciągnął rękę na zgodę, lecz przechrzta odwrócił się do niego tyłem… Całe miasto trzęsło się od śmiechu. Ten epizod zapewne na wiele lat zniechęcił dr Fischlera do aktywności społecznej.

Żydowski kandydat z okręgu dębickiego wystartował dopiero do drugich wyborów do austriackiego parlamentu w roku 1911. Był to syjonista dr Sirop z Nowego Sącza. Nie było kandydata socjalistów, a kandydatem partii rządzącej był prof. dr Jaworski. Miejscowi syjoniści, z „Poalej Cyjon” na czele, rozpoczęli szeroko zakrojoną akcję propagandową we wszystkich miejscowościach powiatu dębickiego. Na demonstracjach wystąpili publicznie syjoniści z Dębicy: Kuba Nichthauser, Dintenfas[3], Efroim Rakower i dr Piltser; a sposród członków „Poalej Cyjon”: Mendel Wilner, Mojsze Wurtzel i młody student Pinchas Laufbahn. Rabbi Szmuel Horowitz i chasydzi, wraz z członkami ruchu Mahazike ha-Dat[4] w całej Galicji, głosowali jednogłośnie za kandydatem rządu – konserwatystą dr Jaworskim.

Początkowo kandydat syjonistów nie miał widoków na elekcję, gdyż Żydzi nie mieli większości głosów w miejscowym okręgu wyborczym. Co więcej, wpływ ideologii syjonistycznej we wszystkich miejscowościach powiatu – oprócz Dębicy, którą uważano już wtedy za ostoję syjonizmu – był wówczas minimalny, a do tego dochodziła zdecydowana i nieustępliwa opozycja ze strony chasydów. Ci umierali ze strachu przed „świecznikami” (jak nazywano milicjantów noszących hełmy z metalowymi szpicami) i w gruncie rzeczy nie mieli ochoty „zadzierać z erarem” (w Austrii „erar” oznaczał cesarski skarbiec i urząd podatkowy, a w małych miejscowościach – rząd Austro-Węgier). Ktokolwiek prowadził kampanię przeciwko kandydatowi partii rządzącej lub – co gorsza – publicznie ogłaszał, że zagłosuje przeciwko rządowi, narażał się na niebezpieczeństwo, wyższe podatki lub inspekcję sanitarną, co wiązało się z karą pieniężną lub nakazem wybudowania odpowiedniej ścianki działowej. Galicyjskie inspekcje sanitarne zostały uwiecznione w popularnej żydowskiej rymowance: Arn, barn, bokser, ojfn sztejt a doktor – untn sztejt a fas, cejn gulden knas.[5]. W konsekwencji kręgi syjonistyczne sparaliżował strach, zwłaszcza wówczas, gdy starosta ropczycki przybył osobiście do miasta, aby upomnieć syjonistów. Starosta, dr Heller, spolonizowany Niemiec, zażądał, aby „komitet wyborczy” (jak wówczas nazywano organizację syjonistyczną w mieście) zaprzestał kampanii na rzecz dr Siropa, gdyż w innym razie „nie pozwolimy, aby nazwisko waszego kandydata pojawiło się na karcie do głosowania”. Dr Piltser i Mendel Wilner wyrazili stanowczy protest, za co otrzymali surową karę. Władze wyświadczyły Wilnerowi specyficzną przysługę: dostał wezwanie do stawienia się przed komisją poborową, gdzie usłyszał, że „jest zdolny do służby wojskowej”, w wyniku czego został zaciągnięty do austriackiej armii i odsłużył 5 lat – od roku 1913 do końca I wojny światowej w 1918.

Tymczasem wśród dębickiej młodzieży wrzało. Żydowski agitator, który przybył do miasta, aby działać na rzecz profesora Jaworskiego, był zmuszony „honorowo się wycofać”. Był to niejaki dr Margolis z Krakowa. Po wyjściu z pociągu w Dębicy, człowiek ten nie mógł wynająć żadnej dorożki, gdyż wszystkie były zajęte, a pewien młody człowiek (Mendel Wilner) wręczył mu „list powitalny”, który z pewnością nie przyniósł mu radości. Margolis musiał zatem dotrzeć do centrum miasta na piechotę – otoczony przez żydowską młodzież, która wykrzykiwała pod jego adresem niewybredne epitety, jak np.: „Mosiek”, „żydowski zdrajca” itp.

W Dębicy odbyły się liczne demonstracje, m.in. w Prostn besmedresz[6]. Znani galicyjscy mówcy ludowi wzruszali ludzi do łez. I w ten oto sposób kandydat syjonistów, wbrew staraniom rabinów i starosty, zdobył większość głosów ludności żydowskiej w tym okręgu wyborczym, który oprócz Dębicy obejmował Pilzno, Ropczyce, Brzostek, Jasło, Kołaczyce i Gorlice.


[Strona 43]

Było sobie…

Ruchama Bornstein

Translated by Ireneusz Socha

Pierwsze lata

Od najmłodszych lat ciągnęło mnie do działalności syjonistycznej. Dębica była jednym z pierwszych miast pomiędzy Tarnowem a Rzeszowem, które jeszcze przed schyłkiem XIX wieku znalazły się pod wpływem syjonizmu. Za moich czasów, jak sięgnę pamięcią, siłą napędową ruchu kiełkującego w Dębicy był Judeł (Jehuda) Bornstein (pamięć jego niech będzie błogosławiona), mój przyszły mąż i życiowy partner. Mimo bardzo młodego wieku, przejawiał umiejętność inspirowania szerokich mas dębickiej młodzieży ideałami syjonizmu. Nie będzie przesadą stwierdzenie, iż w owym czasie stał on za każdym prawie ważnym osiągnięciem organizacji syjonistycznej w mieście. Odważnie, nie lękając się nikogo, niósł syjonistyczne ideały różnym kręgom społecznym. Ja sama poznałam podstawowe założenia syjonizmu właśnie dzięki niemu.

Po dziś dzień pamiętam uroczystość upamiętniającą drugą rocznicę śmierci dr Herzla, która została zakłócona przez grupę chasydów pod wodzą rabbiego Szmuela Horowitza. Byłam wówczas w nielicznej grupie dziewczynek, które w czasie trwania uroczystości rozdawały przybywającym czarne opaski oraz nosiły puszki, kwestując wśród zebranych w synagodze.

Ta grupa weszła w skład kobiecej organizacji syjonistycznej „Dwora” (Debora), które utworzyłyśmy tego samego roku z inicjatywy Judeła Bornsteina. Należały do niego: Rywka i Małka Bornstein, Tauba, Cyla i Sala Eisen, Doba Gewirtz, Tonka Dintenfas (Tintenfas?), Pani Zilberman; Gołda Kriger; Fradla Toy (Tahoi?); Ruchama Grünspan, Anna Bras, Mania Wurtzel, Sala Mahler, Bincie Leibel, Bronka Nichthauser, Frydsie and Rachel Sapir itd.

Prawie w tym samym czasie Jehuda Bornstein założył stowarzyszenie uczniowskie „Geulah”, do którego należeli: Iser Dintenfas (Tintenfas) oraz Marek, Kuba i Moryc Brasowie – uczniowie szkoły średniej. W późniejszym okresie w jego skład weszli uczniowie spoza Dębicy, którzy uczęszczali do miejskiego liceum: Mojsze Bergner i Gabel z Radymna, Vistraykh (Wiestreich) i bracia Potascher, Taytlboym (Teitelbaum) z Jarosławia oraz kilku innych potomków Dintenfasów oraz nauczycielskiej rodziny Liverantów-Blumenkrantzów.

Tarnowska syjonistyczna młodzież szkolna przyjeżdżała do Dębicy pomagać swoim kolegom w odrabianiu zadań.

Nazwę „Dwora” wybrał Judeł Bornstein. Obowiązywała wówczas zasada mówiąca, że kobiece stowarzyszenia syjonistyczne powinny przybierać nazwy od imion biblijnych bohaterek, np. Rut, Miriam, Judyta itp.

Często organizowaliśmy przyjęcia i wieczorki, prowadząc w sumie wesołe życie towarzyskie.

Jednak równocześnie wciąż dochodziło do kłótni pomiędzy nami a naszymi rodzicami, którzy nie mogli się pogodzić z tym, że w naszych stowarzyszeniach dziewczyny mają kontakt z chłopakami. W wielu domach rozgrywały się na tym tle prawdziwe tragedie.

Tego typu problemy towarzyszyły „Dworze” na każdym kroku. Latem zbieraliśmy się w lesie za miastem, zimą – u Bornsteinów niedaleko dworca kolejowego. Dlatego pobożni Żydzi rozgłaszali na nasz temat rozmaite plotki, które miały negatywny wpływ na opinię pewnej grupy rodziców o naszych stowarzyszeniach. Gdyby nie te plotki, to nie mieliby pewnie nic przeciwko temu, aby ich dzieci należały do syjonistów.

Pamiętam, kiedy Fejgełe Kriger – pobożna i zacna kobieta trudniąca się nawlekaniem pereł i robieniem bindes (perłowych ozdób naszywanych na opaskach noszonych przez ortodoksyjne kobiety zamiast peruczek), pewnej niedzieli przyszła do Bornsteinów i wtargnęła do pokoju, gdzie miałyśmy odczyt nt. historii syjonizmu. Zamierzała odciągnąć od stowarzyszenia swoją wnuczkę Gołdę (sierotę, którą wychowywała). Zauważywszy, że w pokoju znajduje się 20 dziewcząt i nie ma ani jednego chłopaka, Fejgełe dokładnie przeszukała każdy zakamarek i – nie chcąc zawstydzić wnuczki – wyjaśniła, że była w pobliżu i zajrzała tu jedynie po to, aby spytać, kiedy Gołdełe wróci do domu.

Gołda i my wszystkie drogo zapłaciłyśmy za tę wizytę, lecz miałyśmy przynajmniej to szczęście, że tego dnia nie było z nami chłopców. Po tym epizodzie emocje opadły na jakiś czas, dzięki czemu mogłyśmy nadal prowadzić naszą działalność, aż w końcu znalazłyśmy nasze własne miejsce spotkań.

W tym samym czasie z inicjatywy Judeła Bornsteina powstała biblioteka zawierająca pozycje w języku jidysz, polskim i niemieckim. Bibliotekarzem został Kopl (Kuba) Nichthauser, a po jakimś czasie – Gołda Kriger. Z biblioteki tej korzystała prawie cała dębicka młodzież, póki miejscowy oddział „Poalej Cyjon” nie utworzył własnej.

W roku 1907, znów dzięki staraniom Jehudy Bornsteina, w Dębicy utworzono delegaturę organizacji „Haszachar”[7], której wpływy rozprzestrzeniły się w wielu galicyjskich miastach i miasteczkach, a której członkowie rekrutowali się spośród chłopców z domów nauki. Członkami dębickiego „Haszacharu” byli: Jicchok Laufbahn, Jehuda Bornstein, Efroim Rakower, Mendel Leibel, Majer Sapir, Szlojme i Mojsze Wurtzelowie, Szlojme Dar, Mosze Taub, Mosze Taub (drugi o tym samym nazwisku) – dziś rolnik w izraelskim moszawie Kfar Yehezkel, Wulwik, Gedaliahu Siedlisker i inni, których nazwisk już nie pamiętam. W okresie święta Paschy w roku 1908 Bornstein zorganizował pierwszą ogólnokrajową konferencję „Haszacharu” w sali głównej hotelu swoich rodziców w Dębicy.

Prawdę mówiąc, pomimo że „Dwora” nosiła miano „kobiecej organizacji syjonistycznej”, to początkowo zapisywały się do niej wyłącznie młode dziewczyny, właściwie nastolatki. W większości przypadków, kiedy któraś z nas wychodziła za mąż, to wyjeżdżała z Dębicy wraz z mężem. W związku z tym, działalność w organizacji kontynuowało tylko kilka dziewcząt, które zostały w mieście.

Musiałyśmy poszerzyć zakres naszej działalności w taki sposób, aby zamężne członkinie mogły mieć w niej swój udział. W Niemczech, pod kierownictwem pani doktorowej Rupin, został utworzony „Związek Kobiet Na Rzecz Pracy Kulturalnej w Palestynie”. Była to – by tak rzec – „matka” dzisiejszej Międzynarodowej Syjonistycznej Organizacji Kobiet[8]. Działalność związku polegała głownie na zbieraniu pieniędzy na pracę społeczno-kulturalną w Ziemi Izraela: zakładanie sierocińców, pomoc medyczną itp. W tym właśnie celu, w różnych miastach w Galicji, tworzono syjonistyczne komitety kobiet. Dębica nie odstawała pod tym względem od reszty. Aby uniknąć sytuacji, w której nasza organizacji mogłaby się zamienić w klub starych panien, przekazałyśmy stery stowarzyszenia w ręce pani doktorowej Fischlerowej, co w efekcie zapewniło nam większą popularność. Ja, nawet w późniejszych latach po opuszczeniu Dębicy i osiedleniu się w niemieckim Wiesbaden, pozostałam ściśle związana z działalnością syjonistyczną.

„Dwora” od samego początku zajmowała ważne miejsce wśród dębickich organizacji syjonistycznych. W roku 1910 (kiedy nie byłam już w „Dworze” i zostałam członkinią bardziej popularnego stowarzyszenia dziewcząt „Chawacelet”[9]), Lokal Komitee (czyli miejscowy komitet syjonistyczny działający wówczas w sferze języka niemieckiego[10]) wpisał „Dworę” do Złotej Księgi Funduszu Narodowego Na Rzecz Izraela dla uczczenia piątej rocznicy powstania naszego stowarzyszenia. Wykorzystując nadarzająca się okazję, stowarzyszenie zwane z niemiecka „Kaufmännischer” (dziś powiedzielibyśmy sochrim, czyli kupieckie) sprowadziło na odczyt Chaima Neigera[11] – znanego przywódcę syjonistycznego z Tarnowa. W związku z tym zorganizowano uroczyste zebranie poprzedzone przemowami powitalnymi. Obok głównego prelegenta, czyli Chaima Neigera, wystąpili przedstawiciele wszystkich organizacji syjonistycznych działających w mieście, w tym ja – w imieniu „Chawacelet” oraz Naftali Shnier z ramienia „Poalej Cyjon”. Pamiętam, jak ucieszyła Chaima Neigera moja mowa wygłoszona w jidysz, ponieważ pozostałe kobiety na tym zebraniu przemawiały po polsku.

 

Chawacelet

Większość członkiń „Dwory” pochodziła z kręgów intelektualnych – z bogatych dębickich rodzin. Porozumiewały się po polsku i utrzymywały jedynie sporadyczne kontakty z innymi młodymi Żydówkami w mieście. Duże różnice społeczne powodowały, że dziewczyny nie mogły należeć do tej samej organizacji. Ja byłam aktywną członkinią „Dwory”, lecz moje poczucie sprawiedliwości społecznej nie pozwalało mi przejść do porządku dziennego nad tymi podziałami. Nie mogłam obojętnie patrzeć, jak nasza organizacja – tworzona przez tak liczną grupę dziewcząt i mającą na swoim koncie tak prężną działalność społeczną – jest w istocie spychana na margines lokalnej społeczności żydowskiej.

Rozmawiałam o tym z grupą przyjaciół: Jicchokiem Laufbahnem, który dopiero co wrócił z podróży do Ziemi Izraela, Pinchasem Laufbahnem, Mojsze Bergnerem, Gabelem oraz kilkoma członkami „Poalej Cyjon”, jak Mendel Wilner i Naftule Shnier. Wspólnie postanowiliśmy utworzyć stowarzyszenie dziewcząt przy „Poalej Cyjon”. Jicchok Laufbahn zaproponował nazwę „Chawacelet” (w Ziemi Izraela wychodziła gazeta pod taką nazwą). O powstaniu nowej organizacji poinformowałam kilka dobrych, bliskich przyjaciółek: Fradlę Toy (Tahoi) – późniejszą żonę Mendela Wilnera, Sorę Dar i moją młodszą siostrę Rechę. Razem podjęłyśmy się misji poprowadzenia „Chawacelet”.

Aby pozyskać członkinie do naszej nowej organizacji, zagadywałyśmy dziewczyny na wszystkich ulicach miasta. Była to ciężka praca. Rodzice za nic w świecie nie chcieli się zgodzić na to, aby ich córki należały do naszego stowarzyszenia. W domach nauki wrzało. Dziewczęta, które do tej pory grzecznie siedziały w swoich domach i nie wykazywały najmniejszego zainteresowania „obcymi sprawami”, nagle zaczęły uczęszczać na odczyty (fortrege[12]), przynosiły i czytały książki i zaczęły się włączać do dyskusji i pytać, dlaczego nie mogą wyjść z domu i dowiedzieć się, co dzieje się w świecie. To była najprawdziwsza rewolucja.

Organizowałyśmy odczyty i wieczorki, działając ręka w rękę z członkami „Poalej Cyjon”. Otrzymywałyśmy mocne wsparcie dla naszych działań z siedziby głównej tej partii we Lwowie, która od czasu do czasu przysyłała do nas swoich prelegentów. Kilkakrotnie gościłyśmy nawet Berla Lockera[13], ówczesnego sekretarza tej partii oraz redaktora partyjnej gazety „Jidyszer Arbeter” (Żydowski robotnik).

„Chawacelet” odniosły wielki sukces i zrobiły wiele dla podniesienia poziomu kulturalno-społecznego dębickiej młodzieży.

Naszą działalność przerwał dopiero wybuch I wojny światowej w 1914 roku. Kilka lat później zaczęłyśmy współpracę na nowo – tym razem w innej formie.

 

Pierwsi emigranci[14]

Z Dębicy – jak również ze wszystkich innych galicyjskich miejscowości – wyjeżdżała do Ziemi Izraela nieliczna grupa pobożnych Żydów, którzy przeżyć tam resztę życia. Jednak działo się to niezwykle rzadko. Czasami również zdarzało się, że jakiś Żyd, któremu nie poszło w interesach i zbankrutował, uciekał[15] nie do Anglii czy Ameryki, ale właśnie do Ziemi Izraela. W ten sposób mógł mieć pewność, że jego sposób życia w nowym kraju nie będzie odbiegał od żydowskiej tradycji. Jednakże nigdy wcześniej nie zdarzyło się, aby do Ziemi Izraela wyjeżdżały osoby młode, energiczne i zdolne do pracy zarobkowej. Jeżeli ktoś nie miał innego wyjścia, gdyż przykładowo nie mógł zarobić na życie w Dębicy (a takich było w istocie wielu), miał przed sobą nęcącą perspektywę emigracji do Niemiec lub do Ameryki, a wcześniej do Anglii. Ziemia Izraela nie była brana pod uwagę, gdyż wydawała się nierealna. Jednak próba stworzenia w Ziemi Izraela kolonii pod nazwą „Machanaim”, podjęta przez tarnowskie towarzystwo „Ahawat Cyjon”[16] w latach 1897-1898, odbiła się w Dębicy szerokim echem. Większość mimo wszystko czekała, chcąc się przekonać, co z tego wyjdzie. Kiedy w końcu grupa rabinów – z rabinem z Bełza[17] na czele – wydała oświadczenie skierowane przeciwko eksperymentowi „Ahawat Cyjon”, było już pewne, że żaden Żyd nie ruszy się z Dębicy ani na centymetr.

Musiało upłynąć dziesięć lat, żeby znalazł się śmiałek, który złamał w Dębicy ten rabinacki zakaz. Był to nie kto inny, jak Jicchok Laufbahn, prawnuk reb Iciełe Dajna. Wówczas, w roku 1908, nie istniała jeszcze w mieście grupa „Hechaluc”[18] czy organizacja syjonistyczna. W kraju i w świecie wciąż odnoszono się do idei pionierskiej alii[19] z chłodnym dystansem. Nie zwracając uwagi na fakt, iż praktycznie bez śladu rozwiała się nadzieja, że syjonizm osiągnie swoje cele poprzez negocjacje dyplomatyczne z Turcją i innymi mocarstwami, większość – zwłaszcza młodych ludzi bez środków do życia – wciąż wyznawała starą koncepcję traktującą „infiltrację” (czyli powolną nielegalną imigrację do Ziemi Izraela) jako nieproduktywną. Cóż jednak mieli zrobić ci biedni ludzie, skoro tam nie było dla nich pracy. W rezultacie wracali do kraju, mówiąc o syjonizmie jedynie w kontekście wstydu i hańby. Podobne myślało kilku starszych, mających decydujące słowo syjonistów. Młody człowiek, który – mimo wszystko – pragnął wyjechać do Ziemi Izraela, był osamotniony w poglądach i nie mógł oczekiwać praktycznie żadnej pomocy. Sam musiał zadbać o pokrycie kosztów podróży i utrzymanie swojego wyjazdu w najgłębszej tajemnicy przed rodzicami. O wszystkim wiedzieli jedynie jego najbliżsi znajomi. Mimo iż często sami nie pochwalali wyjazdu, to jednak milczeli, by potem wysłuchiwać gorzkich wyrzutów rodziców przyjaciela, który wyjechał. Z tego powodu organizacje syjonistyczne często nie chciały się angażować w podobne sprawy. Poza tym nie było łatwo zebrać pieniądze na wyjazd, choć niektórym udawało się dotrzeć do Ziemi Izraela za kilkadziesiąt koron. Najodważniejsi młodzieńcy wybierali się w podróż nie mając nawet tyle. Byle by dotrzeć do Wiednia! W Wiedniu, przy Türkenstraße pod numerem 13., znajdowała się siedziba organizacji syjonistycznej, gdzie wcześniej czy później, po okresie nadzwyczaj oszczędnego życia na własną rękę, można było otrzymać fundusze niezbędne na pokrycie podróży do Jaffy. Prawdę powiedziawszy, pieniędzy tych nie dostawało się tak szybko. Najpierw bowiem starano się przekonać rozgorączkowanego młodzieńca, że powinien wrócić do domu. Żądano odpowiedzi, dlaczego wybiera się do Ziemi Izraela bez środków utrzymania. Było mało prawdopodobne, że znajdzie tam pracę. O wiele bardziej prawdopodobne było natomiast to, że będzie musiał się podjąć bardzo ciężkiej pracy fizycznej. Ostatecznie jednak odstawiano ochotnika do Triestu, okrętowano i tym sposobem miano go z głowy.

Jednak, mimo tych wszystkich utrudnień, alija młodych ludzi z Galicji w owym czasie znacznie wzrosła. Istniały dwa źródła tego faktu: „Poalej Cyjon” oraz „Haszachar”.

Jicchok Laufbahn – jako jeden z pierwszych członków „Haszaharu” – postanowił opuścić dom rodzinny i dokonać alii. Prawdopodobnie jego ojciec by się na to zgodził, lecz Jicchok nawet nie próbował go o to prosić. W sobie tylko wiadomy sposób zebrał sumę potrzebną na wyjazd i powiadomił rodziców o swojej podróży dopiero wtedy, kiedy dotarł do Triestu. Z chwilą, kiedy Laufbahn zrobił wyrwę w murze obojętności i strachu, inni poszli jego drogą. Jego listy z Ziemi Izraela do towarzyszy w Dębicy przyniosły spodziewany efekt. Mieli pełną świadomość, że Ziemia Izraela nie jest krainą miodem płynącą, i że czeka tam na ich wiele ciężkich prób, lecz mimo to postanowili podjąć ryzyko.

Po Jicchoku Laufbahnie z Dębicy do Ziemi Izraela wyjechał Hersz Wolf (Cwi Wolf), niech spoczywa w pokoju, który zmarł w Hajfie dwa lata temu[20] w wieku 67 lat. Jako trzeci z kolei wyjechał Mosze Taub, który zniknął nagle i dopiero po dłuższym czasie dał znać, gdzie się znajduje. Po przybyciu do Ziemi Izraela, Hersz i Mosze przyłączyli się do organizacji „Haszomer”[21]. Po pewnym czasie Mosze Taub, wraz z liczną grupą szomerów, przeniósł się do wioski Kfar Jehezkel, jako jeden z pierwszych osadników w Dolinie Jezreel (Ezdrelon). Cwi Wolf, który jeszcze w Dębicy interesował się problematyką rolną i dawał nam wykłady na ten temat, był przez wiele lat muchtarem[22] kibucu Bet Alfa, a następnie znaczącym administratorem Żydowskiego Funduszu Narodowego[23] w północnym Izraelu. Cwi – dzięki rozległej wiedzy na temat arabskiej kultury i obyczajowości oraz relacji z Arabami, odgrywał kluczową rolę w położeniu podwalin Funduszu Narodowego w tej części Ziemi Izraela.

Jicchok Laufbahn – który już w młodości odznaczał się ostrym i kąśliwym stylem pisania (patrz: listy z Dębicy publikowane w krakowskim piśmie „Jud” oraz w dwóch seriach artykułów „Mehaka le-Hatam” and „Mehatam le-hakha” we lwowskiej gazecie codziennej w języku jidysz „Lemberger Togblat”) – był krótko robotnikiem w Rehowot[24], a następnie został członkiem zespołu redakcyjnego hebrajskiej gazety „Ha-Cwi”[25]. Po pewnym czasie – jako redaktor organu partii, do której wstąpił, czyli „Hapoel Hacair” – stał się jednym z najbardziej znanych liderów tej organizacji w Izraelu.

To byli trzej pierwsi olimi, którzy wyjechali z Dębicy do Kraju Izraela.

Następnym był Mojsze Shtrik. On również najpierw przepadł bez wieści, a w mieście aż huczało od plotek. W związku z jego zniknięciem musiałam wysłuchać wiele przekleństw od jego narzeczonej, która należała do „Chawacelet”. Podejrzewała, że wcześniej znałam jego plany. Był to w swoim czasie poważny cios dla „Chawacelet”.

Następnym olehem z Dębicy był Mojsze Bergner, który w istocie pochodził z Radymna, lecz tak bardzo zrósł się z naszym miastem, że uważaliśmy go za ziomka.

Bergner – brat znanego pisarza Melecha Rawicza[26] – uczęszczał do dębickiego gimnazjum i był sercem i duszą uczniowskiej organizacji „Geula”. Wywierał wielki wpływ na dębicką młodzież – zarówno dzięki swoim talentom, jak i porywczemu temperamentowi. Miał ekstatyczną osobowość. Pewnego razu, kiedy jego towarzysze zebrali się w jego pokoju i zaczęli śpiewać, nagle wziął butelkę alkoholu, wylał go na podłogę tak, aby powstał krąg, i podpalił. Potem wskoczył do środka płonącego kręgu i zaczął tańczyć jeden z ludowych tańców izraelskich. Był człowiekiem inspirującym innych swoimi słowami i swoją zaraźliwą radością.

Po ukończeniu pisemnego egzaminu maturalnego, nie podszedł do egzaminu ustnego, lecz w nagłym porywie postanowił wyjechać do Ziemi Izraela, „aby dać się wciągnąć w pogoń za dyplomem”. Zapragnął zostać robotnikiem w Erec Jisroel. Nikt z przyjaciół nie umiał mu tego wyperswadować. Bergner chciał „spalić za sobą wszelkie mosty” łączące go z diasporą. Nie chciał nawet pieniędzy na drogę od swojej rodziny w Radymnie. Zamiast tego najpierw wyjechał do Rozwadowa, gdzie zdobył potrzebne fundusze, udzielając prywatnych lekcji. Dopiero potem wrócił do swojej rodziny.

Wyjechał do Izraela w roku 1911. Został szomerem i robotnikiem. Ciężka praca i skrajnie trudne warunki życia spowodowały, że podupadł na zdrowiu. Jego niespokojny duch nie pozwalał mu jednak zapuścić korzeni w jednym miejscu, dlatego Bergner zaczął wędrować po całym kraju, nieraz stając w obliczu śmiertelnie groźnych sytuacji. Właśnie w owym czasie Bergner wszedł wraz z przyjacielem na szczyt góry Hermon[27], mimo iż groziło to utratą życia. Jego błyskotliwe opisy owych wędrówek ukazały się drukiem w syjonistycznym tygodniku „Woschod” wydawanym we Lwowie.

Jako obywatel Austro-Węgier, został powołany do wojska w momencie wybuchu I wojny światowej w roku 1914. Był oficerem w armii tureckiej (otomańskiej). Po wojnie – schorowany, wyczerpany i pełen wątpliwości – przyjechał odwiedzić swoich rodziców, którzy w owym czasie mieszkali w Wiedniu. I tam zginął śmiercią tragiczną.

W tym samym czasie, podobnie jak moje najlepsze przyjaciółki, ja również nosiłam się z zamiarem wyjazdu do Erec Jisroel. Lecz nie miałam w sobie takiej hardości ducha, która pozwoliłaby mi przejść obojętnie nad ogromem smutku i żalu, jaki mój wyjazd niechybnie sprawiłby moim rodzicom i całej rodzinie. Chwilowo zatem dałam za wygraną i obmyślałam nowy plan wyjazdu, który nie łączyłby się ze sprawianiem przykrości moim najbliższym, których kochałam ponad życie.

Kiedy wraz z moim przyjacielem i mężem – Jehudą Bornsteinem – opuszczałam Dębicę w lutym 1914 roku, postanowiliśmy dotrzeć do Izraela najszybciej, jak to tylko możliwe. Jednak wybuch wojny pokrzyżował nam plany i dopiero w roku 1924 mogliśmy zrealizować marzenie naszego życia.


[Strona 47]

Początek

Naftali Shnier

Translated by Ireneusz Socha

Moje wspomnienia na temat syjonizm w Dębicy sięgają lata 1904 roku. Byłem wówczas zbyt młody nawet na to, żeby przystąpić do bar micwy[28]. To było niedługo po śmierci dr Herzla[29]. Pewien młodzieniec przybył do Dębicy i poznał się z grupą miejscowej młodzieży – gimnazjalistami, i razem z nimi założył stowarzyszenie syjonistyczne. Siedziba ich organizacji mieściła się w domu Altera Gewirtza – w pobliżu synagogi. Właśnie tam zorganizowali uroczystość upamiętniającą dr Herzla. Przez krótki czas stowarzyszenie prowadziło regularną działalność taką, jak prelekcje i wspólne śpiewanie Hatikwy[30].

Gdy w synagodze odbywało się nabożeństwo, w jej przedsionku zwykle trwała kłótnia na temat syjonizmu i socjalizmu. Kilku młodzieńców, którzy pracowali w Tarnowie i wracali do Dębicy na szabat, liznęło trochę wiedzy na temat socjalizmu i przywiozło ją ze sobą do rodzinnego miasta. Za to syjonizm był u nas znany dużo wcześniej.

Pewnego pogodnego poranka, kiedy wierni wchodzili do synagogi, wszystkie okna w siedzibie naszej organizacji zostały wybite, a ona sama została rozwiązana i przestała istnieć.

W drugą rocznicę śmierci dr Herzla, kilku gimnazjalistów i studentów zebrało się, by zorganizować „komitet”, w skład którego wchodziła grupa postępowych właścicieli nieruchomości, jak Jehuda Bras, Manek Geshwind, Herman Wurtzel oraz – o ile dobrze pamiętam – Szemaja Widerspan. Pierwszy punktem porządku obrad było zorganizowanie uroczystości ku czci dr Herzla. Tym razem ceremonia ta miała się odbyć w synagodze. Ponadto, zaproszono prelegenta z Krakowa, nikomu bliżej nieznanego doktora. Owego dnia, przed nabożeństwem popołudniowym[31], członkowie „komitetu” wraz z kilkoma młodymi ludźmi weszli do synagogi w odświętnych strojach. Jehuda Bras i Jojnełe Geshwind założyli cylindry. Rozpoczęto uroczystość, a doktor z Krakowa wstał, aby zabrać głos. Nagle, dokładnie w tej samej chwili, kiedy prelegent rozpoczął przemówienie, do synagogi wpadła grupa chasydów z rabinem na czele, głośno odmawiając popołudniowe modły.

Trwało to krótką chwilę, po czym Jehuda Bras uderzył w twarz Jankewa Weba – prowodyra chasydów. Chasydzi nie pozostali dłużni. Rozpoczęła się wielka bijatyka. Łamano pulpity i szczęki, w powietrzu latały ławki. Jak to mówią, rozgorzała prawdziwa wojna. Wokół synagogi leżały fragmenty pulpitów, jarmułki[32], tabakierki, pasy itp. Woźny bożniczy reb Lejbisz miał potem strasznie dużo pracy przy porządkowaniu synagogi.

Członkowie „komitetu” wracali do domów w takim stanie, jakby wracali z wojny: Jehuda Bras w zgniecionym cylindrze, a Maniek Geshwind w podartym fraku. Prelegent – doktor z Krakowa – ledwie uszedł z życiem.

I od tego czasu w Dębicy zaczęło się polowanie na syjonistów. Syjoniści byli traktowani jak czarne owce we własnych rodzinach. Nikt nie chciał zięcia ani synowej z takiej rodziny. A Icyk Laufbahn został wyrzucony z chasydzkiego domu nauki.

Mimo iż syjonistyczne idee nie stały jeszcze popularne w mieście, to było już za późno, aby je wykorzenić – zwłaszcza wśród młodzieży. Światłem przewodnim, inspiratorem i przywódcą młodzieży syjonistycznej w Dębicy od początku XX wieku, aż do przedednia I wojny światowej, był Judeł Bornstein (pamięć jego niech będzie błogosławiona). Można powiedzieć, że ani jedna rzecz, która miała w Dębicy związek z syjonizmem, nie wydarzyła się nie z jego inicjatywy.

To właśnie dzięki niemu, Judełowi Bornsteinowi, powstał w Dębicy oddział „Poalej Cyjon”. Jego początki wiążą się z klubem samouków, założonym przez Judeła Bornsteina, w skład którego wchodzili: Mendel Dar oraz Szlojme Ruben Wurtzel wraz z bratem Mojszele. W późniejszym okresie przyjęto do klubu i mnie.

Biblioteka i klub samouków mieściły się w zimnym i ciemnym sztiblu[33] – oświetlanym wątłym światełkiem lampy naftowej. Dziś nie pamiętam już nazwiska jego właściciela. Siadywaliśmy tam każdego wieczora wraz z Judełem Bornsteinem, który uczył nas „teorii i praktyki syjonizmu” według dr Daniela Pasmanika[34]. Pozostałe kursy prowadził student Kuba Nichthauser. I tak, dzięki klubowi samouków, dojrzałem do tego, aby sie stać członkiem „Poalej Cyjon”.

Niedługo później, nasza trójka – czyli Szmuel Preker, Mendel Wilner i ja – zebraliśmy wszystkich krawców oraz czeladników szewskich i chłopców uczących się do tego zawodu, aby wspólnie założyć oddział „Poalej Cyjon”. Chłopcy poniżej 18. roku życia wstępowali do jugentu (młodzieżówki), starsi zaś – do oddziału głównego. Później dołączyli do nas również towarzysze reprezentujący inne zawody, jak piekarze i sprzedawcy.

 

Strajk Krawców

Dębicki oddział „Poalej Cyjon” składał się głównie z czeladników i uczniów zatrudnionych w różnych pracowniach krawieckich, trudniących się przeróbkami i szyciem na miarę.

Pracowali w strasznych warunkach. W sobotni wieczór, zaraz po hawdali[35], robotnicy ci musieli przyjść do pracowni, usiąść przy maszynach i pracować do późna w nocy. I tak pracowali każdego dnia, od siódmej rano do późnych godzin nocnych – dopóki szef nie kazał im wracać do domu. Ale – jak to mówią – jak trzeba, to człowiek jest niczym z żelaza.

Sytuacja robotników nie zmieniała się, aż do chwili, gdy w sprawę zaangażowała się nasza organizacja. „Poalej Cyjon” i młodzieżówka rozpoczęły kampanię edukacyjną wśród robotników i uczniów. Każdego wieczora odbywały się inne kursy i lekcje. W każdy szabat – organizowano spotkanie, na którym serwowano filiżankę herbaty i przekąski. Jednak robotnicy z branży odzieżowej nie mogli na nie przychodzić, ponieważ pracowali. Co mieliśmy zrobić? Którejś soboty zwołaliśmy nadzwyczajne zebranie wszystkich robotników z odzieżówki, podczas którego podjęliśmy decyzję, aby nie przyjść do pracy owego wieczora. I nikt nie poszedł.

To było nasze pierwsze uderzenie. Szefowie poszczególnych pracowni nie zaprotestowali. Jednak apetyt rośnie w miarę jedzenia. W kilka tygodni później komitet „Poalej Cyjon”, wraz z przedstawicielami robotników, opracował plan ogłoszenia strajku wszystkich pracowników branży odzieżowej. Postulowaliśmy, aby godziny pracy trwały od ósmej rano do szóstej wieczór – z godziną przerwy na obiad. Zdaje się, że nie poruszyliśmy sprawy podwyżki płac. Żądania zostały przekazane szefom, a ci je – rzecz jasna – w całości odrzucili. Trzeba było mieć wówczas tupet, żeby spodziewać się takich luksusów! Jednak robotnicy rozpoczęli strajk – po raz pierwszy w historii Dębicy.

W mieście zrobiło się niespokojnie. Cała Dębica po prostu wrzała. Naturalnie, robotnicy całe dnie i noce spędzali na rozmowach z szefami. W siedzibie związków – w domu Moteła Krejndla – urządzono kuchnię, aby gotować posiłki dla strajkujących. Nocą przynoszono i kładziono na podłodze wiązki siana po to, aby mieli gdzie spać. Siedziba związków stała się ich tymczasowym domem.

Strajk trwał przez dziewięć dni. Szefowie zareagowali szałem, wzywając na pomoc burmistrza i policję. Burmistrz przyjechał z Ropczyc na czele komisji, której zadaniem było zbadanie stanu faktycznego. Co się stało? Czyżby, B-e broń, rewolucja? Gdy okazało się, że burmistrz nie pomoże, szefowie zaczęli mięknąć i uginać się. A kiedy komitet centralny „Poalej Cyjon” wysłał do nas wykształconego człowieka, aplikanta radcowskiego dr Piltsera, z misją poprowadzenia strajku, to szefowie wpadli w panikę. To już nie były przelewki: strajk miał poprowadzić prawdziwy prawnik – a nie jakieś dzieci! Dlatego też szefowie ustąpili. Jak jeden mąż, przyszli do siedziby związków i ustawili się w kolejce, aby podpisać porozumienie, którego treść przygotował Piltser.

I tak zakończył się pierwszy strajk w historii Dębicy.

[Strona 49]

Powyższe tłumaczenie zostało dokonane z przekładu hebrajskiego oryginału
na język angielski (Memories as Things Were: Jews in Local Government, Parliamentary Elections, Once upon a time there was…,
The Beginning, tłum. Roberta Newman, ss. 41-49) [Sefer Dembic, red. Daniel Leibel, Tel Awiw, 1964].

Przetłumaczył z języka angielskiego, opracował i opatrzył przypisami:
Ireneusz Socha © 2012


[Strona 49]

Dębiccy Żydzi

Mendel Wilner

Translated by Ireneusz Socha

Reb Lejzer Perlsztajn to pierwsza osoba, która przychodzi mi na myśl, kiedy wspominam dawną Dębicę. Urodziłem się zbyt późno, aby poznać go osobiście, lecz opowieści o nim głęboko zapadły mi w pamięć.

Reb Lejzer był bardzo bogatym człowiekiem. Dość powiedzieć, że w owych czasach był właścicielem działki (pomiędzy rynkiem a domem reb Jehudy Mahlera), na której stały koszary stacjonującego w Dębicy pułku kawalerii, jak również kilku hektarów pól, nieruchomości, parowego tartaku itd. Podobno oficer z miejscowego garnizonu usiłował wyciągnąć od reb Lejzera sowitą łapówkę, lecz ten nie chciał mieć z tym nic wspólnego. Żołnierz dał przed sądem „oficerskie słowo honoru”, że było odwrotnie: iż to właśnie reb Lejzer Perlsztajn próbował go przekupić, ale nie przekupił. W rezultacie reb Lejzer dostał wyrok półtora roku więzienia wraz z konfiskatą mienia, co doprowadziło jego dzieci do ubóstwa. On sam, dumny Żyd, nie mogąc znieść więziennego piętna, wyjechał do Londynu, gdzie zmarł w straszliwej nędzy.

Jego syn, Iciełe (Jicchak), był aż do śmierci zapalonym maskilem[1] – założycielem dębickiej czytelni literatury niemieckiej.

Inna smutna dębicka historia rodzinna wiąże się z Gewirtzami. Reb Alter Gewirtz był synem wpływowego pośrednika handlowego reb Daniela, który w swoim czasie był najpotężniejszym człowiekiem w mieście – sławnym od Krakowa po Lwów. Reb Alter chciał zostać milionerem. Niezadowolony ze swojej wielkiej wytwórni maszyn, zainwestował pokaźną sumę w mniejszy zakład, którym – jak uważał – miał wkrótce zawojować cały świat. Jednak to piękne marzenie spełzło na niczym, a majątek reb Altera przeszedł w ręce obcych ludzi. Reb Alter zmarł zagranicą w wielkiej nędzy. Co gorsza, ku jego rozpaczy, losy jego syna Eli Gewirtza potoczyły się równie niepomyślnie.

Eli Gewirtz był jednym z najbardziej zdolnych młodzieńców w mieście. Był nie tylko wybitnym uczonym w Piśmie, lecz również wspaniałym erudytą w dziedzinie literatury świeckiej. O jego niewiarygodnej inteligencji opowiadano niesamowite historie. Pewnego razu poszedł o zakład, że opanuje na pamięć słownik Webera[2], i udowodnił to zaledwie w kilka dni… Eli Gewirtz był pupilkiem w swojej rodzinie, lecz wszystkie związane z nim marzenia i nadzieje rozwiały się w wyniku niefortunnego związku. Wolnomyśliciela i maskila zeswatano bowiem z kobietą pobożną, która nie tolerowała jego herezji, przez co ich małżeństwo zakończyło się rozwodem. Eli Gewirtz wyjechał z Dębicy, a niedługo potem do miasta dotarła wieść, iż zadaje się z katolickimi misjonarzami w Londynie. Powiadano nawet, że został tam znanym księdzem.
(Uwaga redaktora Daniela Leibela: Dębiczanie najwyraźniej „słyszeli, że dzwonią, tylko nie wiedzieli, w którym kościele”. Eli Gewirtz wyjechał z Londynu i udał się do Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej już na początku I wojny światowej – najprawdopodobniej z uwagi na to, że był obywatelem Austro-Węgier. Bowiem już w 1915 roku niejaki „Elias Gewürz” wydał w Los Angeles krótką pracę teozoficzną w języku angielskim. W przedmowie tej książki autora tytułuje się „wielkim mistrzem” zakonu teozoficznego, a jego ojca – „rektorem jesziwy[3] w miasteczku koło Krakowa”. Książeczka ta – która miała dwa wydania – znajduje się w posiadaniu jerozolimskiego profesora i znawcy kabały Gerszoma Scholema[4], który utrzymuje, że nie ma w niej śladu chrześcijaństwa ani jego wpływu. Cóż zatem? Zdaniem profesora Scholema, Elje Gewirtz był plagiatorem „jak wszyscy teozofowie”: posłużył się starymi tekstami kabalistycznymi w rękopisach, które rzekomo widział w Cambridge i na Oksfordzie, do napisania swojej wersji – pozbawionej pierwotnego sensu. Jednak profesor Scholem, który czytał te same rękopisy, stwierdził, że nie zawierają niczego, co sugerował Gewirtz.)

Taki los stał się udziałem prawnuka reb Henocha i wnuka reb Daniela Gewirtza.

Kolejną dobrze znaną postacią dębicką był niejaki „dr Reis” – Żyd z Galicji Zachodniej, który osiadł w Dębicy, tytułując się doktorem, i był uważany za rodowitego mieszkańca miasta. W rzeczywistości nie miał tytułu „doktora nauk medycznych”. Praktykował medycynę nie posiadając pełnego wykształcenia w tym kierunku, co w Austro-Węgrzech było dawniej dozwolone, z uwagi na niedobór dyplomowanych lekarzy. Był to człowiek wesołego usposobienia, kawalarz, chętnie wdający się w przygodne pogawędki, co zjednywało mu ludzi i przysparzało mu rzesze żydowskich i nie-żydowskich pacjentów. Bowiem przez długi czas, oprócz dr Reisa, w mieście przyjmował tylko jeden nie-żydowski lekarz – dr Benda. W efekcie żaden z nich nie miał kłopotów z zarobieniem na życie. Dr Reis nie wiedział wiele o religii mojżeszowej i nie dbał o jej sprawy. Mawiał, że przestrzega tylko jednego święta: „święta kiszek”[5]. Był natomiast wielkim austro-węgierskim patriotą. Jako znawca muzyki chóralnej, aspirujący do obracania się w „wyższych sferach towarzyskich”, wraz z chazanem[6] – reb Simche Siedliskerem – zorganizował chór, który co rok 18 sierpnia, czyli w dniu urodzin cesarza[7], śpiewał w synagodze i na rynku miasta. Najlepszymi śpiewakami w tym chórze byli: Chonen Vizen, Chaim Zeyden, Berysz Grin, Szlojme Zeyden, Henek Schnier, chłopiec z Ropczyc, Szmuel Ulman, Jisroel Siedlisker i moja skromna osoba. Chórem kierował reb Majer Gewirtz.

Ten sam chór, uzupełniony stacjonującymi w Dębicy żołnierzami żydowskiego pochodzenia – kształconymi w zakresie śpiewu kantoralnego – śpiewał podczas świątecznych nabożeństw w synagodze. Wciąż mam w pamięci wielką radość, jaką nasze partie solowe sprawiały członkom zarządu gminy żydowskiej oraz wszystkim wiernym, a zwłaszcza przyjemność, którą reb Simche [Siedlisker] czerpał, słuchając śpiewu reb Dawida Redera. Z tego powodu reb Simche zawsze zapraszał nas wszystkich na kidusz[8] do swojego domu. Wciąż wspominamy również koncert modlitewny, który daliśmy w domu reb Mendla Mahlera w Starej Dębicy, gdzie mogliśmy skubnąć wybornej pieczonej gęsi…

Reb Mendel Mahler przez wiele lat pełnił funkcję przewodniczącego dębickiego kahału[9]. Panował nad całością spraw swojego urzędu, zarządzając poszczególnymi członkami kahału z żelazną konsekwencją. Przykładowo, kiedy ktoś zaskarżał wynik wyborów do zarządu gminy, „wujek Mendel” odkładał taką skargę do akt, czyli w istocie nigdy już do niej nie wracał. Był uczciwym, szanowanym powszechnie człowiekiem. Regularnie przewodniczył modłom za rabbiego podczas Strasznych Dni[10]. Brat reb Mendla, reb Jehuda Mahler, był najbogatszym człowiekiem w mieście, przewodniczącym komisji wydającej licencje na handel alkoholem, posiadającym bardzo liczną, szeroko rozgałęzioną rodzinę. Jednym z braci reb Jehudy był reb Icie Lejb [Mahler] – nadal pamiętam, jak grał na żydowskich weselach.

{Fotografia na s. 50 – Reb Natan Grünspan}

Jedna z córek reb Mendla Mahlera była żoną reb Natana Grünspana, którego dom zawsze stał otworem przed każdym, kto poszukiwał wiedzy. Natan Grünspan był człowiekiem cichym i małomównym. W prowadzonych interesach odznaczał się za to zmysłem praktycznym i wydajnością. 60 lat temu Natan Grünspan był największym dębickim przemysłowcem. Z wielkim rozmachem prowadził swoją wytwórnię taczek, produkującą nawet na eksport i zatrudniającą kilkudziesięciu pracowników, w tym jego dzieci. Najstarsza córka Grünspana, Ruchama, wyszła za Jideła Bornsteina – jednego z najważniejszych synów Dębicy.

Mełamedzi[11]

Bez przesady można stwierdzić, iż do wybuchu I wojny światowej przeważająca większość chłopców w Dębicy uczęszczała do chederu[12] reb Nochema Neimarka, zwanego też „mełamedem z Tarnowa”. Był to pobożny, uczciwy człowiek, Żyd wierzący niezachwianą wiarą.

Miałem zaledwie trzy lata, kiedy mój ojciec – zgodnie z żydowskim zwyczajem – owinął mnie swoim szalem modlitewnym i zaniósł na rękach do chederu reb Nochema. Był to wąski pokój o dwóch oknach, gdzie stał długi stół. Siedziało przy nim kilkudziesięciu chłopców, którzy musieli uczyć się podstaw judaizmu – od alefbejs (żydowskiego alfabetu) po Chumasz[13] i komentarze Rasziego[14]. Przy stole nie było miejsca dla wszystkich, więc latem część z nas uczyła się na zewnątrz – w pobliżu wielkiego śmietnika, wyznaczającego granicę chlewni Lorenców.

Reb Nochem miał dwóch pomocników: Joseła – kulturalnego młodzieńca pieczołowicie wykonującego swoją pracę oraz unterbelfra[15] Dawida, którego zbytnio nie poważaliśmy. W naszym chederze uczyliśmy się razem z dziewczętami. Unterbelfer miał zwyczaj podszczypywania atrakcyjnych, dobrze odżywionych dziewczyn – zwłaszcza tych, które pochodziły z bogatych domów – i to nas bardzo oburzało. Byliśmy pewni, że przez jego zachowanie trafimy do piekła i nigdy z niego nie wyjdziemy. Ponadto, czuliśmy do unterbelfra zdwojoną niechęć, gdyż to właśnie on robił z nas „wyciory”, kiedy coś przeskrobaliśmy.

Jak się robiło „wycior”? Delikwentowi ściągało się spodnie, odwracało kapelusz tył do przodu, dawało do trzymania miotłę i wpychało do komina, aby posiedział w nim przez chwilę. Kiedy wyciągało się wystraszonego chłopaka z powrotem, wszystkie dzieci śpiewały wierszowankę i dokuczały mu. Zabawialiśmy się w przebieranie chłopaka w coś na kształt sukni i ustawialiśmy go przy drzwiach. Następnie gromadka dzieci otaczała unterbelfra ze wszystkich stron i z zapałem śpiewała na cały głos następującą piosenkę:

Belfer gehelfer[16], przycięte języki,
Bądź
[17] ofiarą za wszystkie chłopczyki.
Belfer gehelfer, pocięte jarzyny,
Bądź ofiarą za wszystkie dziewczyny.
Czasami bywało i tak, że nasz rabbi[18], reb Nochem, ściągał spodnie takiemu niegrzecznemu chłopakowi i własnoręcznie wymierzał mu karę chłosty. Wstyd dopiekał o wiele gorzej niż odczuwany ból. Pewnego razu, kiedy rabbi chłostał Simchę Sheynfelda (Sheinfelda), ten nie ukorzył się, zaczął wierzgać nogami i paznokciem u dużego palucha rozciął rabbiemu nos. Rabbi podszedł do ściany, urwał trochę zakurzonej pajęczyny i nałożył ją sobie na zraniony nos, opatrzywszy go brązowym papierem pakowym. I – ku naszej uciesze – chodził tak przez cały tydzień…

Innego razu, kiedy nie było widać końca chłosty, kilku chłopaków przyniosło z domu czosnek i natarło nim rzemienie bicza. Mieli nadzieję, że dzięki temu magicznemu zabiegowi bicz się rozpadnie… Kiedy indziej zabrali i ukryli bicz, lecz nikt nie miał dość odwagi, aby go zniszczyć.

Oprócz reb Nochema – mełameda z Tarnowa, uczyli nas również bliżej nieznani: Szyle Gewirtz, Towiele i Szachna Pinkes – mełamedzi najmłodszej grupy wiekowej.

Jednym z naszych mełamedów od Gemary[19] był reb Josełe Wolf, uczony człowiek, chasyd, wyznawca rabbiego z Czortkowa. Nauka z nim była dla nas przyjemnością. Jego chasydzkie niguny[20] chwytały nas za serce. Ciągle chodził głodny, lecz nie poddawał się melancholii. Z największą radością oczekiwaliśmy przyjścia Rosz Chodesz Elul[21], kiedy nasz rabbi reb Josełe brał urlop, aby wybrać się pieszo do Czortkowa – w odwiedziny do swojego rabbiego.

Uczniowie reb Josełe pochodzili w większości z chasydzkich domów. Nadal pamiętam, jak byliśmy rozsadzeni w klasie. Najbardziej pojętni, czyli Sender Binshtok i ja, siedzieliśmy zaraz obok rabbiego. Kiedy rabbi przepytywał klasę ze znajomości Gemary przed szabasowym egzaminem[22], musieliśmy mówić pierwsi. Jeśli nie zadowalała go nasza odpowiedź, wykrzykiwał: „Biada wam, iluim[23] z Dębicy!”.

W owym czasie naszymi najlepszymi kolegami byli Szewek Leibel i Josełe Riter z Kamieńca. Nieraz bywało, że – sprowokowany złym zachowaniem uczniów – rabbi odkładał księgę Proroków i głośno zastanawiał się, jacy z nas będą Żydzi. Niektórych napominał ostrzej, przezywał bezwartościowym błotem i skazywał na męki piekielne.

Bardzo lubiliśmy się uczyć u Ślepego Liszełe, czyli reb Eliasza Lerera. Jako że był niewidomy, można było robić na lekcji, co się komu podobało: rabbi i tak by nie widział, gdzie i kogo uderzyć.

Mełamed reb Hersz Dawid Blayvays (Bleiweiss) miał bardziej pedagogiczne podejście do uczenia. Nasi ojcowie, w większości chasydzi, nie ufali mu, a nawet go prześladowali. A przecież każdy, kto uczył się z nim Biblii, miał całą Torę wykutą na pamięć.

Muszę też z najwyższym szacunkiem wspomnieć o pozostałych mełamedach, którzy mnie uczyli w późniejszych latach – jak na przykład o Józefie Pregerze i reb Iciełe Vayndlingu (Weindlingu).

Przywołując nazwiska dębickich mełamedów, trzeba zwrócić szczególną uwagę na reb Benjamina – woźnego w betmidraszu prostych[24]. Był to wysoki, przystojny mężczyzna, którego traktowano z wyjątkową kurtuazją. Miał przywilej sprzedawania wosku na jomkipurowe[25] świece rodzinom uczęszczającym do jego domu nauki, co czynił z wyjątkową finezją. Każda świeca miała naklejkę z wydrukowanym nazwiskiem rodowym. Kiedy szames[26] reb Benjamin przechodził przez rynek miasta w czapce obitej lisim futrem, zaglądając od sklepu do sklepu, trzymając za rękę jednego z synów i niosąc wiązkę świec, wszystkim udzielała się świąteczna atmosfera. Już 50 lat temu widok ten zdawał się reliktem przeszłości, która wypaliła się niczym… woskowa świeca.

Opowieść o kapitanie

Dawid – unterbelfer naszego mełameda – zgłosił się na ochotnika do wojska, awansował na sierżanta, a w końcu – jak głosi miejska legenda – został wyniesiony do rangi kapitana!

Jak mówi historia, komisja poborowa przyjechała do Dębicy, aby pozyskać nowych rekrutów i ulokowała się w Hotelu Rechta, prowadzonym przez reb Jisroela Mahlera. Przewodniczący komisji w stopniu kapitana spytał reb Jisroela: „Czy mełamed z Tarnowa, reb Nochem, jeszcze żyje?”. Kiedy usłyszał, że tak, niezwłocznie posłał po niego tymi słowami: „Przewodniczący komisji poborowej chce się z Tobą spotkać!”. Kiedy reb Nochem to usłyszał, to omal nie zemdlał. Nie rozumiał, czego przewodniczący może od niego chcieć. Przede wszystkim, już nie prowadził chederu i nie potrzebował ze strony kapitana żadnych przysług. Po drugie, nie miał syna, którego można byłoby wziąć do wojska. Ale nie było co gdybać. Reb Nochem musiał się wziąć w garść i pójść do Hotelu Rechta na rozmowę z kapitanem.

Kiedy reb Nochem stanął przed kapitanem, to w pierwszym rzędzie pobłogosławił wszystkim zebranym, zmówiwszy najgorliwiej to błogosławieństwo, które mówi się, gdy ktoś zobaczy anioła.

Kapitan spytał reb Nochema po niemiecku, czy pamięta Dawida, który był jego pomocnikiem.

Reb Nochem odpowiedział: „Tak. Wypłaciłem mu odprawę i wyrzuciłem z chederu. To był straszny świntuch, dotykał dziewczęta…”. Reb Nochem chciał to ciągnąć dalej, ale kapitan przerwał mu w pół słowa i rzekł: „To ja, reb Nochemie, twój unterbelfer…”.

Reb Nochem nie posiadał się ze zdumienia i chcąc udobruchać kapitana, odpowiedział: „Tak, tak! Gdybyś nie odszedł, to mógłbyś zostać dardekiem[27]…”.

 Nauczyciele

Prawie wszystkie dzieci w Dębicy pobierały pierwsze świeckie nauki u reb Lipe Gewirtza, pana Krantza, a także u reb Joske Beyera. Spośród nauczycieli, którzy uczyli nas w późniejszych latach, trzeba z wielkim szacunkiem wymienić pana Liperanta i jego siostrę Libcię Blumenkrantz.

Pensjonariuszami pani Blumenkrantz były dzieci z okolicznych wsi, których rodzice nie mogli im zapewnić odpowiedniego poziomu edukacji na miejscu. Spośród tych dzieci zapamiętałem dwie ładne siostry Riter z Kamieńca, pochodzącego spod Pilzna doktora Israela Sandhausa (który później poślubił moją drogą koleżankę Rechcię Grünspan) oraz jego brata Dawida (zwanego Dowidke).

Do pani Blumenkrantz często zachodził w gości syn jej siostry mieszkającej w Tarnowie, znanej jako „pani Zosia”, która również dawała prywatne lekcje. Był to młody Karol Sobelsohn, znany później jako Karl Radek[28] – niesławny w świecie członek komitetu centralnego komunistycznej międzynarodówki.

Świeckie wykształcenie można było zdobyć w Dębicy nie tylko w taki sposób. Razem z moimi kolegami – Henkiem Shnierem i Mojsze Wurtzelem (Koyanem) – zacząłem się uczyć księgowości na kursie korespondencyjnym oferowanym przez szkołę kupiecką w Tarnowie. Oprócz tego zwracaliśmy się o pomoc do żydowskich uczniów dębickiego gimnazjum – Kuby Nichthausera, Gabela i Mojsze Bergnera. To od nich uczyłem się polskiej literatury, historii i tym podobnych przedmiotów. Literatury niemieckiej zaczęliśmy się uczyć już wcześniej u pana Liperanta. Przerobiliśmy z nim „Don Carlosa”, „Intrygę i miłość” i „Trylogię o Wallensteinie” Schillera, jak również inne klasyczne dzieła literatury niemieckiej. Ówcześnie w Dębicy nie znano jeszcze powszechnie literatury w języku jidysz – oprócz majze-biklech[29], które rozprowadzali domokrążcy. Pionierską działalność na polu popularyzacji literatury jidysz zaczęła prowadzić dopiero biblioteka „Poalej Cyjon”.

Niewidomy baryton

Ślepy Lisze (Wulwig) był w Dębicy jedną z najbardziej niezwykłych postaci.

Ślepy Lisze (Eliasz) stracił wzrok w dzieciństwie. Mimo to nauczał dzieci Gemary w chederze i był kantorem w betmidraszu prostych, gdzie prowadził poranne i dodatkowe nabożeństwa w każdy szabas. I w to można jeszcze uwierzyć. Ale naprawdę trudno pojąć, w jaki sposób prowadził od początku do końca poranne i dodatkowe nabożeństwa podczas wszystkich świąt, w tym Rosz Haszana i Jom Kipur. Posiadał fenomenalną pamięć i wspaniały głos: głęboki baryton, który brzmiał niczym organy.

Pewnego dnia Żydzi przyszli na wieczorne nabożeństwo do synagogi w Nowej Dębicy. Wtem – dokładnie w chwili, kiedy nabożeństwo miało się rozpocząć – w świątyni wtargnęło piętnastu austriackich oficerów. Byli to członkowie wojskowej jednostki kartograficznej, która podróżowała po okolicy (Dębicy, Mielca, Radomyśla, Przecławia itd.), aby sporządzić nowe atlasy i mapy geograficzne. Owego dnia właśnie zakończyli pracę w tym rejonie i stanęli na noc w Dębicy. Nie mając nic lepszego do roboty, a ujrzawszy Żydów zmierzających do bożnicy, z czystej ciekawości weszli za nimi do środka, aby zobaczyć, jak Żydzi w Galicji „się modlą”[30].

Wierni zamarli w osłupieniu. Po chwili zaczęli szeptać między sobą – radząc, co należy w tej sytuacji zrobić. Bo przecież modlić się w obecności oficerów w powszedni dzień – to byłoby zgorszenie. Wreszcie ustalili, że wezwą na pomoc Ślepego Liszę, który niezwłocznie przybył do świątyni i swoim organowym barytonem zaintonował popołudniowe i wieczorne modły – bezbłędnie i zgodnie z tradycją. Oficerowie byli zadowoleni i Żydzi byli zadowoleni: zrobili to, co musieli, aby zadowolić przedstawicieli rządu!

Powyższe tłumaczenie zostało dokonane z przekładu oryginału w jidysz
na język angielski (Dembitz Jews, tłum. Roberta Newman, ss. 49-53)
[Sefer Dembic, red. Daniel Leibel, Tel Awiw, 1964].

Przetłumaczył z języka angielskiego, opracował i opatrzył przypisami:
Ireneusz Socha © 2012


  1. maskil (hebr. „oświecony”) – propagator haskali (oświecenia żydowskiego na przełomie XVIII i XIX w.). (przyp. tłum.) Return
  2. Prawdopodobnie chodzi o „New Complete Pocket Dictionary of the English and German Languages” Ferdynanda Adolfa Webera, Lipsk 1832. (przyp. tłum.) Return
  3. jesziwa (hebr. „posiedzenie”; jeszywa, jeszybot) – rodzaj wyższej szkoły talmudycznej dla nieżonatych studentów. Dawniej pobierali w niej nauki chłopcy w wieku od 13-14 do dwudziestu kilku lat, absolwenci chederu lub szkoły zwanej Talmud-tora. Po ukończeniu jesziwy niektórzy otrzymywali smichę, która uprawniała do objęcia stanowiska rabina. (przyp. tłum.) Return
  4. Gershom Scholem (ur. 5 grudnia 1897 w Berlinie, zm. 21 lutego 1982 w Jerozolimie), wybitny badacz żydowskiego mistycyzmu, filozof, profesor Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie. (przyp. tłum.) Return
  5. To znaczy był smakoszem świątecznego jedzenia, np. żydowskiej kiszke lub kiszkele, tj. nadziewanej kiszki wołowej. (przyp. tłum.) Return
  6. chazan (kantor) – osoba prowadząca nabożeństwo z mniejszego pulpitu przed aron ha-kodesz. W judaizmie ortodoksyjnym funkcję tę pełnią tylko mężczyźni. (przyp. tłum.)Return
  7. Franciszek Józef I, (ur. 18 sierpnia 1830 w pałacu Schönbrunn koło Wiednia, zm. 21 listopada 1916 tamże) – przedstawiciel domu habsbursko-lotaryńskiego, od 1848 cesarz Austrii i apostolski król Węgier (koronowany w 1867). (przyp. tłum.) Return
  8. kidusz (hebr. „poświęcenie”) – modlitwa zmawiana przez wyznawców judaizmu nad kielichem wina jako forma uświęcenia szabatu zgodna z przykazaniami Dekalogu: Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić (Wj 20,8). Kidusz nawiązuje do dwóch wydarzeń opisanych w Biblii: odpoczynku Boga po stworzeniu świata (Księga Rodzaju) i Paschy – wyjścia Izraelitów z ziemi egipskiej (Księga Wyjścia). Wg przepisów Halachy, kidusz powinno się zmawiać nad kielichem wina (lub soku z winogron) po zapadnięciu zmroku w wieczór poprzedzający szabat. Wino na ten użytek musi być koszerne, powinno być także słodkie i czerwone. Odmawiający modlitwę powinien wypić część wina z kielicha. Wina powinni skosztować także wszyscy obecni podczas zmawiania błogosławieństwa nad kielichem. (przyp. tłum.) Return
  9. kahał (hebr. kehilla „gmina, kongregacja, zbór”) – specyficzne dla Polski określenie żydowskiej organizacji gminnej, której autonomia obejmowała sprawy religii, kultu, sądownictwa, pomocy społecznej, a także zbiór podatków na rzecz państwa. Na czele kahału stali tzw. raszim – reprezentanci wobec władz państwowych. W okresie porozbiorowym autonomia kahału została znacznie ograniczona i sprowadzona głównie do spraw religijnych i pomocy społecznej. (przyp. tłum.) Return
  10. Jamim Noraim – okres dziesięciu dni rozpoczynający się od Rosz Haszana (Nowy Rok), a kończący się w Jom Kipur (Dzień Pojednania), powszechnie znany jako „Dni Trwogi”, „Straszne Dni” lub „Dni Pokuty”. Jest to okres poświęcony pełnej powagi introspekcji; czas, kiedy rozważa się grzechy z całego poprzedniego roku i odbywa za nie pokutę przed nadejściem Jom Kipur. Jednym z motywów przewijających się podczas wszystkich Dni Trwogi jest motyw B-ga zapisującego w „księgach” imiona – kto będzie żył, a kto umrze, komu będzie się wiodło, a komu nie w następnym roku. Księgi te spisywane są w Rosz Haszana, jednak czyny dokonane podczas Dni Trwogi mogą zmienić ostateczny wyrok B-ga. Czyny te nazywają się teszuwa, tefila i cedaka, czyli pokuta, modlitwa i dobre uczynki. W Jom Kipur, Księga Życia i Księga Śmierci są zamykane, a los przypieczętowany. Motyw zapisywania losu w księgach jest źródłem powszechnie składanych w tym okresie życzeń: „Abyście byli zapisani na dobry rok”. (przyp. tłum.) Return
  11. L. mn. od mełamed (hebr. „nauczyciel”) – nauczyciel dzieci w chederze. Mełamed mógł mieć pomocnika, który nazywał się behelfer (czyli dosłownie pomocnik), od którego pochodzi spolszczona nazwa belfer. (przyp. tłum.) Return
  12. cheder (hebr. „sala”, „pokój”) – szkoła żydowska o charakterze religijnym utrzymywana przez gminę religijną. Dawniej była to szkoła elementarna, do której posyłano chłopców w wieku trzech lub pięciu lat. Nauka w chederze trwała do bar micwy (czyli do 13. roku życia) i polegała na nauce czytania po hebrajsku z elementarza „Reszit Daat” oraz z Księgi Kapłańskiej i mechanicznego tłumaczenia tej ostatniej. Dzieci przebywały w szkole większość dnia. Zajęcia odbywały się najczęściej w mieszkaniu nauczyciela (mełameda). Dla większości chłopców nauka kończyła się na chederze, tylko niektórzy kontynuowali ją w jesziwie. Współcześnie cheder jest rodzajem religijnej szkółki niedzielnej, do której uczęszczają również dziewczęta. Zajęcia odbywają się wieczorami po normalnej szkole, czasem również w niedzielę rano. (przyp. tłum.) Return
  13. Chumasz – Pięcioksiąg Mojżesza, czyli księgi Bereszit, Szemot, Wajikra, Bamidbar i Dewarim. (przyp. tłum.) Return
  14. Rabi Szlomo Jicchaki (1040-1105), Żyd aszkenazyjski, kierownik jesziwy w Troyes, pracował także w Wormacji i Moguncji. Autor najważniejszych i cieszących się największym szacunkiem w judaizmie komentarzy do Tory, zamieszczanych we wszystkich żydowskich wydaniach Biblii. Uważa się je za natchnione. Mają charakter głównie lingwistyczny i odznaczają się prostotą. Nie zawierają natomiast wykładni mistycznych ani moralizatorskich. Jego komentarze były pierwszą książką hebrajską wydaną drukiem (1475). W jego pracy pomagały mu trzy córki. (przyp. tłum.) Return
  15. Unterbelfer – dosł. „podbelfer”, pomocnik niższego rzędu nauczyciela w chederze. (przyp. tłum.) Return
  16. Belfer gehelfer – pomocnik nauczyciela w chederze (przyp. tłum.) Return
  17. W oryginale „kapore”, czyli ofiara przebłagalna za grzechy. (przyp. tłum.) Return
  18. Tu: nauczyciel (przyp. tłum.) Return
  19. Gemara, (dosłownie zakończenie), jest komentarzem do Miszny, wraz z którą stanowi Talmud. Zawiera nauki zewnętrzne (Baraitha) oraz uzupełniające w stosunku do Miszny (Tosefta). Została spisana w języku aramejskim równolegle w dwóch ośrodkach, Palestynie i Babilonii. Skutkiem tego powstały dwa Talmudy: jerozolimski i babiloński. Jerozolimski stanowi jedną trzecią objętości babilońskiego. Jerozolimski obejmuje głównie materiały prawne i halachiczne. Jedną trzecią babilońskiego stanowią hagady, resztę wypełniają komentarze prawnicze, rozważania scholastyczne i objaśnienia kabalistyczne. (przyp. tłum.) Return
  20. nigun (z hebr. „nucona melodia”; l.mn. nigunim) – specyficzny typ żydowskiego melodyjnego śpiewu grupowego. Pochodzi z tradycji, która zakazuje używania mowy podczas posiłków szabasowych między rytualnym umyciem rąk a zjedzeniem chałki szabasowej. Nakaz ten nie zwalnia z obowiązku radości przeżywanej przez cały szabas. Dlatego powstały rytmiczne melodie śpiewane bez użycia słów (np. o treści „tam ta ra tam tam, ta ra tam”). Rozwój nigunim przypadł w kulturze chasydzkiej na wiek XVIII. Wielcy chasydzcy rabini i cadycy układali swoje nigunim i śpiewali je w swoich synagogach i domach modlitwy. (przyp. tłum.) Return
  21. Pierwszy dzień miesiąca elul. Elul to dwunasty miesiąc żydowskiego kalendarza cywilnego, a szósty kalendarza religijnego. Przypada na miesiące sierpień-wrzesień w kalendarzu gregoriańskim. Liczy 29 dni. (przyp. tłum.) Return
  22. Chłopcy demonstrowali przed ojcami, czego nauczyli sie w danym tygodniu. (przyp. tłum.) Return
  23. L.mn. od iluj – hebr. „cudowne dziecko, geniusz Tory”. (przyp. tłum.) Return
  24. W oryg. jid. „Prostn besmedresz”, czyli dom nauki dla nieuczonych lub nie-chasydów. (przyp. tłum.) Return
  25. Jom Kippur, hebr. „Dzień Pojednania” – jedno z najważniejszych świąt żydowskich o charakterze pokutnym. Żydzi przygotowują się do tego święta podczas dni pokuty dzielących go od Rosz Haszana (oba święta i dni między nimi określa się jako Jamim Noraim – Straszne Dni). W wigilię święta należy odbyć rytualną kąpiel w mykwie. W niektórych środowiskach praktykowane jest symboliczne biczowanie się. Częściej spotykany jest rytuał kapparot, polegający na ofiarowaniu koguta lub kury jako „zastępcy”, który zostanie uśmiercony za winy ofiarującego, podczas gdy ofiarujący „dostąpi długiego życia w pokoju”. Religijni Żydzi uczestniczą w wieczornym nabożeństwie (święto zaczyna się wieczorem) ubrani w tałesy (często także w białą suknię kittel). Nabożeństwo rozpoczyna przeniesienie zwojów Tory na bimę – podwyższenie w centrum synagogi. Trzykrotnie (u Żydów aszkenazyjskich) śpiewane jest Kol Nidrej – uroczysta prośba o unieważnienie przyrzeczeń religijnych, które nie zostały dotrzymane. Przez cały dzień święta trwają w synagodze nabożeństwa obejmujące publiczne wyznawanie grzechów, wysławianie Bożego miłosierdzia, wspominanie zmarłych, wspomnienie świątyni jerozolimskiej. Każdy żyd powinien prosić osoby przez niego skrzywdzone o przebaczenie. W święto obowiązuje ścisły post (zakaz spożywania wszelkich pokarmów i napojów). W tym dniu nie wolno także pracować, myć się, nosić obuwia skórzanego oraz podejmować współżycia płciowego. Święto odzwierciedla ideę, że ci, którzy okazują skruchę i naprawiają błędy mogą dostąpić łaski przebaczenia. (przyp. tłum.) Return
  26. Szames (z hebr. „woźny”) – jego zadaniem było przygotowywanie synagogi do nabożeństw, pomaganie chazanom (kantorom), poranne budzenie mężczyzn na modlitwy itp. (przyp. tłum.) Return
  27. dardeke-mełamed – nauczyciel najmłodszych dzieci w chederze. (przyp. tłum.) Return
  28. Karol Radek, właściwie Karol Sobelsohn (ur. 31 października 1885 w Tarnowie, zm. 19 maja 1939 w Wierchnieuralsku) – działacz Kominternu, polskiego, niemieckiego i rosyjskiego ruchu robotniczego, polityk i publicysta bolszewicki pochodzenia żydowskiego. (przyp. tłum.) Return
  29. jid. majze-biklech – książeczki zawierające ludowe opowieści o cudach i duchach. (przyp. tłum.) Return
  30. W oryg. machen das Gebet. (przyp. tłum.) Return


{Tekst w jidysz – s. 53}

[Strona 53]

Reb Szlomo Mordkowicz

Naftali Shnier

Translated by Ireneusz Socha

Nadzwyczajnym oryginałem wśród dębickich Żydów był reb Szlomo Mordkowicz, jedyny handlarz ryb w miasteczku, zwany Szlomo Monikiem.

Latem chodził w garniturze z białego lnu. Zimą zakładał futro z lamówką z białego płótna. We wszystkich ubraniach miał szerokie i głębokie kieszenie. Na lewym ramieniu nosił na sznurku zamykaną szczelnie blaszankę z 93-procentowym spirytusem. W przepastnych kieszeniach miał pokruszone bajgle. Tak wyposażony, wędrował po wsiach w pobliżu potoków pełnych ryb. Tam nabywał towar. Kiedy Ślamka (jak wołali na niego goje) zjawiał się we wsi, gromadzili się wokół niego wszyscy ludzie. Każdemu proponował łyk spirytusu i kawałek bajgla. W ten sposób zdobywał sobie lojalność chłopów, którzy do wody by za nim wskoczyli.

Szlomo Monik wystawiał swoje towary na rynku w każdy czwartek. Okazałe karpie – dla bogatych i nędzne śledzie – dla biednych.

Z nadejściem świętego szabatu, reb Szlomo przebierał się w czarną baranicę zimą i czarny bawełniany kaftan latem, na głowę zakładając sztrejmel[36]. To był jego strój, kiedy wybierał się na modły do synagogi. W synagodze zostawał jedynie na poranną modlitwę szacharit[37], bo na czytanie Tory udawał się wraz z grupą przyjaciół do prywatnej chasydzkiej modlitewni zwanej „krawieckim sztiblem”, gdyż modlili się tam jedynie krawcy. Właśnie tam – w krawieckim sztiblu[38], zwanym też „Jad Harucim”[39]– reb Szlomo i jego przyjaciele kończyli swoje szabatowe modły: odczytywali Torę i zmawiali musaf [40]. Po zakończeniu modłów, reb Szlomo zapraszał wszystkich wiernych do swojego domu na kidusz[41] i mały poczęstunek: kawałek babki lub sernika oraz – co rozumie się samo przez się – pokaźną porcję ryby. Takiemu zwyczajowi hołdował przez całe życie.

Na święto Simchat Tora[42] reb Szlomo organizował w swoim domu wyjątkowo obfitą ucztę. Jego żona Ita wraz z kilkoma przyjaciółkami piekła gęsi oraz serwowała ryby. Nie brakowało również ani wódki, ani piwa.

Kiedy już chewre jidn (bracia Żydzi) pojedli i popili, wyszli ze śpiewem na ustach i świecami w dłoniach do szulu (synagogi) na hakafos[43]. Na przedzie szli ich synowie i wnuki, dzierżąc w dłoniach świąteczne chorągiewki oraz świeczki wetknięte w ziemniak lub jabłko.

Pod koniec rytuału dochodziło do przepychanek (lub sprzeczek) z kimże by innym, jak nie z gabajem[44] reb Icie Szlagą o to, że któryś z przyjaciół reb Szlomy nie mógł okrążyć bimy o kilka razy więcej.

Tak to bywało przez całe lata, zanim cała wspomniana paczka, wraz z reb Szlomą na czele, nie odeszła do świata prawdy – wszyscy zmarli jeszcze przed wybuchem I wojny światowej.

Powyższe tłumaczenie zostało dokonane z przekładu hebrajskiego oryginału
na język angielski (Reb Shlomo Mordkowitz, tłum. Ronald M.Miller, s. 53)
[Sefer Dembic, red. Daniel Leibel, Tel Awiw, 1964].

Przetłumaczył z języka angielskiego, opracował i opatrzył przypisami:
Ireneusz Socha © 2012




  1. Żydowska Socjaldemokratyczna Partia Robotnicza „Poalej Syjon” (z hebr. Robotnicy Syjonu; jid. Jidisze Socjalistisz-Demokratisze Arbeter Partaj „Poalej Cyjon”) – żydowska partia socjalistyczno-syjonistyczna działająca w Polsce w latach 1906-1950. (przyp. tłum.) Return
  2. Ks. Estery 1:10: „W siódmym dniu, kiedy już rozweseliło się winem serce króla, rzekł do Mehumana, Bizzety, Charbony, Bigty, Abagty, Zetera i Karkasa, siedmiu eunuchów usługujących królowi Aswerusowi,” (przyp. tłum) Return
  3. Lub Tintenfas. (przyp. tłum.) Return
  4. Obrońcy Wiary – ortodoksyjna organizacja ideologiczno-polityczna działająca w Galicji i na Bukowinie. (przyp. tłum.) Return
  5. Dosł. z jid. „Aron, gruszki, chleb świętojański, na górze stoi doktor. / Na dole stoi beczka, dziesięć guldenów kary.” (przyp. tłum.) Return
  6. Dom nauki, dom studiów – typ synagogi ze specjalnym pomieszczeniem przeznaczonym do studiów talmudycznych dla chłopców i dorosłych mężczyzn. Tu: „dom nauki dla nieuczonych, prostych”. (przyp. tłum.) Return
  7. Haszachar (hebr. przedświt) – Związek Żydowskiej Młodzieży Akademickiej, założony w 1898 r. w Krakowie – jako pierwsza syjonistyczna galicyjska organizacja studencka. Działała dzięki poparciu Fundacji barona Maurycego Hirscha oraz austriackiej filii Alliance Israelite Universelle nieprzerwanie do 1939 r., stawiając sobie za cel wychowanie członków w duchu kultury żydowskiej, rozpowszechnianie znajomości języka hebrajskiego, pielęgnowanie poczucia obowiązku wobec państwa, szukanie dróg porozumienia ze społeczeństwem polskim. (przyp. tłum.) Return
  8. http://pl.wikipedia.org/wiki/WIZO (przyp. tłum.) Return
  9. Chawacelet (hebr. lilie) – odniesienie do Pnp 2:1-2. (przyp. tłum.) Return
  10. W języku jidysz preferowano nazwę „komitet”. (przyp. tłum.) Return
  11. Chaim Neiger (1873-1967) – więcej informacji o tarnowskich syjonistach na stronie: http://www.muzeum.tarnow.pl/artykul.php?id=29&typ=5 (przyp. tłum.) Return
  12. niem. vorträge, „wykłady” (przyp. tłum.) Return
  13. Berl Locker (1887-1972), lider syjonistyczny, polityk izraelski, członek Knesetu z ramienia partii Mapai w 1955. (przyp. tłum.) Return
  14. hebr. olim – żydowscy emigranci do Palestyny. (przyp. tłum.) Return
  15. jid. gemacht plitah, „decydował się na uchodźstwo”. (przyp. tłum.) Return
  16. Ahawat Cyjon (hebr. miłość Syjonu) – ruch syjonistyczny, który zaczerpnął nazwę z tytułu powieści Abrahama Mapu z 1852 r., zawierającej wyidealizowany obraz Ziemi Izraela, która miała być utopijną krainą pokoju i sprawiedliwości społecznej. Więcej o powstaniu organizacji: http://www.muzeum.tarnow.pl/artykul.php?id=29&typ=5 (przyp. tłum.) Return
  17. Jissachar Dow Rokeach Pierwszy, (1851–1926) – drugi syn rabbiego Jehoszui Rokeacha, trzeci Belzer Rebbe w latach 1894-1926. (przyp. tłum.) Return
  18. He-Chaluc (także hehaluc, hechaluc, hebr. – pionier, osadnik), żydowska organizacja przygotowująca młodzież do osadnictwa w Palestynie, założona w 1905 w Rosji i USA. W 1921 utworzono w Warszawie światową centralę tej organizacji. Chaluce uczyli się m.in. pracy na roli, pracując w prywatnych lub utrzymywanych przez He-Chaluc gospodarstwach rolnych. M.in. w Rzeszowie istniał oddział organizacji He-Chaluc Pionier pod nazwą „Towarzystwo dla wyszkolenia i wychowania młodzieży żydowskiej dla emigracji do Palestyny”. (przyp. tłum.) Return
  19. alija (hebr. wstąpienie) – (1) wezwanie do publicznego czytania Tory w synagodze; (2) nazwa pielgrzymki do Jerozolimy z okazji świąt; (3) wyjazdy Żydów do Izraela na pobyt stały; także przyjazdy do Izraela ludzi z określonego rejonu lub w tym samym czasie, np. alija polska, związana ściśle z powstaniem w XIX w. syjonizmu. Do 1939 zaobserwowano 5 alii w zależności od motywów, terenu rekrutacji osadników, masowości (1882–1903, 1904–14, 1919–23, 1924–28, 1929–39). Alija z Polski na szerszą skalę rozpoczęła się w połowie lat 20. XX w. i miała głównie podłoże ekonomiczne. Istniała również po II wojnie światowej: w latach 1944–56 o podłożu społeczno-politycznym, po 1968 — z przyczyn politycznych. Obecnie odbywa się alija z terytorium byłego ZSRR. (przyp. tłum.) Return
  20. Czyli w 1958 roku. (przyp. tłum.) Return
  21. Ha-Szomer (hebr. „Strażnik”) - żydowska organizacja samoobrony, powstała w 1909 roku we wsi Sedżera (obecnie Ilanija, Dolna Galilea) w Palestynie. W jej skład najczęściej wchodzili żydowscy emigranci z ziem należących ówcześnie do Rosji. Założycielami byli: Icchak Ben-Zwi, Israel Giladi, Israel Szochat i Aleksander Zeid. W 1920 roku została wcielona do Hagany. Nazwę Ha-Szomer nosiła także grupa skautów żydowskich, która w 1916 roku utworzyła Ha-Szomer Ha-Cair (hebr. „Młody Strażnik”). (przyp. tłum.) Return
  22. arab. „wybrany” – obieralny naczelnik wioski w krajach arabskich oraz w Turcji i na Cyprze. (przyp. tłum.) Return
  23. Żydowski Fundusz Narodowy (Keren Kajemet Le-Israel) – żydowska instytucja finansowa utworzona w 1901 roku na V Kongresie Syjonistycznym w Bazylei (Szwajcaria). Fundusz gromadził środki finansowe na zakup ziemi oraz zasiedlenie Palestyny. W 1909 roku Fundusz udzielił finansowego wsparcia przy budowie nowej osady na wydmach na północ od Jaffy. Początkowo wybudowano 60 domów. Rok później osada otrzymała nazwę Tel Awiw. W 1919 roku Fundusz kupił znaczne obszary bagien w dolinie Jezreel. Powstał tam jeden z pierwszych kibuców, znany jako Bet Alfa. Region doliny Jezreel stał się symbolem ruchu syjonistycznego. W 1920 roku nowo powołana organizacja Keren Hajesod została zobowiązana do zgromadzenia 25 milionów funtów z przeznaczeniem na kolonizację żydowską w Palestynie. Ta suma miała być rozłożona na 5 lat, i stanowić około 20% wszystkich przychodów Żydowskiego Funduszu Narodowego. (przyp. tłum.) Return
  24. Rehowot – miasto położone w Dystrykcie Centralnym w Izraelu. Leży na równinie Szaron w aglomeracji miejskiej Tel Awiwu. Osada została założona 6 marca 1890 r. przez żydowskich imigrantów z Polski. (przyp. tłum.) Return
  25. „Ha-Cwi” (hebr. „gazela”) – gazeta codzienna w języku hebrajskim wydawana w Jerozolimie w latach 1884-1914 przez Eliezera Ben Jehudę, żydowskiego lingwistę, twórcę współczesnego języka hebrajskiego. (przyp. tłum.) Return
  26. Melech Rawicz, właściwie Zacharia Chone Bergner (1893-1976), żydowski pisarz tworzący w języku jidysz. W 1922 współzałożyciel grupy poetyckiej „Hałastra” w Warszawie. W latach 1922-1934 sekretarz Związku Literatów i Dziennikarzy Żydowskich w Polsce. W 1940 zamieszkał w Montrealu (Kanada). Wiersze z lat 1909-1954 zebrane w tomie Di lider fun majne lider (1954). Autobiografia Dos majsebuch fun majn lebn (tom 1-3, 1962-1975). Szkice wspomnieniowe Majn leksikon (tom 1-4, 1945-1958). (przy. tłum.) Return
  27. Hermon – najwyższy szczyt łańcucha górskiego Antylibanu. Wznosi się na wysokość 2814 m n.p.m. Szczyt góry należy do Syrii, gdzie obecnie znajduje się posterunek Sił Rozdzielająco-Obserwacyjnych ONZ. W zasięgu wzroku od posterunku przebiegają granice Izraela oraz Libanu. Najwyższy szczyt Izraela i Syrii. Hermon jest nazywany siwowłosą górą, śnieżną górą i, w Izraelu, oczami państwa, ze względu na rolę jaką odgrywa w izraelskim systemie wczesnego ostrzegania. (przyp. tłum.) Return
  28. Bar micwa (hebr. „syn przykazania”) – uroczystość żydowska, obchodzona od XIV w. Podczas takiej uroczystości chłopiec żydowski staje się pełnoletni wobec prawa. Pierwszego dnia po 13. urodzinach chłopców uznaje się za dorosłych (tj. zdolnych do przestrzegania przykazań Prawa Mojżeszowego). Od tego czasu są odpowiedzialni przed Bogiem za swe czyny. Mogą brać pełny udział w uroczystościach religijnych, odbywających się w synagodze. (przyp. tłum.) Return
  29. Theodor (Benjamin Ze'ev) Herzl, (węg. Herzl Tivadar, ur. 2 maja 1860 w Budapeszcie, zm. 3 lipca 1904 w Edlach) – austro-węgierski dziennikarz żydowskiego pochodzenia, twórca i główny ideolog syjonizmu. (przyp. tłum.) Return
  30. Hatikwa (hebr. „nadzieja”) jest hymnem państwowym Izraela. Hymn został napisany przez Naftalego Herca Imbera, świeckiego galicyjskiego Żyda, który w 1882 wyemigrował do Palestyny. Treścią słów hymnu jest syjonistyczne pragnienie utworzenia państwa żydowskiego w Ziemi Izraela. Więcej informacji, w tym słowa i melodia: http://pl.wikipedia.org/wiki/Hatikwa (przyp. tłum.) Return
  31. mincha – w judaizmie codzienna modlitwa popołudniowa; właściwy czas na minchę zaczyna się od 8 i pół godziny halachicznej od wschodu słońca i trwa aż do jego zachodu. (przyp. tłum.) Return
  32. jarmułka – nakrycie głowy noszone przez Żydów, okrywające włosy i szczyt głowy; termin ten wywodzi się z tureckiego bądź tatarskiego słowa oznaczającego kaptur; wedle żydowskich interpretacji pochodzi od aramejskiego zwrotu jira malka – „szacunek wobec króla”; w języku hebrajskim nosi nazwę kipa (hebr. „kopuła”). (przyp. tłum.) Return
  33. sztybel, sztibl, sztibł (jid. „pokoik”) – to budynek lub jego część, będący małym domem modlitewnym chasydów, czasami tylko wynajęta izba. Nazwa używana na ziemiach polskich pod zaborem rosyjskim, czasami spotykana również w Galicji. Sztyble powstawały w opozycji do szulów – domów modlitwy misnagdów (przeciwników chasydyzmu). (przyp. tłum.) Return
  34. Daniel Pasmanik (1869–1930) – pisarz i przywódca syjonistyczny; urodził się w Hadziaczu na Ukrainie; studiował medycynę w Szwajcarii i Bułgarii; przystąpił do ruchu syjonistycznego w roku 1900 i stał się jednym z najbardziej wpływowych publicystów i teoretyków syjonizmu; po powrocie do Rosji w roku 1905 redaktorem miesięcznika „Jewrejskaja żyzń”, a potem tygodnika „Razswiet”; obrońca ewolucyjnej koncepcji syjonizmu, praktycznej pracy w Izraelu oraz aktywnego udziału w życiu diaspory. (przyp. tłum.) Return
  35. Hawdala (hebr. „oddzielenie”) – w judaizmie ceremonia oddzielenia czasu Szabatu i innych świąt od dnia powszedniego. Obrzędy te wykonuje się przy winie lub soku winogronowym, po zmroku, lub po wieczornym nabożeństwie w synagodze. (przyp. tłum.) Return
  36. sztrejmel lub sztrajmł, sztrejmeł, sztrajmel, itp. – futrzana czapka (zwana również lisiurką) noszona przeważnie przez chasydów podczas szabatu oraz świąt. (przyp. tłum.) Return
  37. szacharit lub szachrit (hebr. szachar – światło poranka) – codzienna modlitwa odmawiana rano; Talmud objaśnia, że modlitwę poranną wprowadził Abraham (Rdz 19,27); szacharit jest najdłuższą porą modlitwy i wyobraża poranną ofiarę składaną w Świątyni Jerozolimskiej. (przyp. tłum.) Return
  38. sztibl lub sztybel, sztibł (jid. pokoik) – to budynek lub jego część, będący małym domem modlitewnym chasydów, czasami tylko wynajęta izba. Nazwa używana na ziemiach polskich pod zaborem rosyjskim, czasami spotykana również w Galicji. Sztible powstawały w opozycji do szulów – domów modlitwy misnagdów (przeciwników chasydyzmu). (przyp. tłum.) Return
  39. Jad Charucim (hebr. pracowita ręka) – cech rzemieślników żydowskich. (przyp. tłum.) Return
  40. musaf (hebr. dodatkowe) – modlitwy zmawiane przez Żydów ortodoksyjnych i konserwatywnych w szabat, wielkie święta oraz na początku nowiu księżycowego (Rosz Chodesz). (przyp. tłum.) Return
  41. kidusz (hebr. poświęcenie) – modlitwa zmawiana przez wyznawców judaizmu nad kielichem wina jako forma uświęcenia szabatu zgodna z przykazaniami Dekalogu: Pamiętaj o dniu szabatu, aby go uświęcić (Wj 20,8). Kidusz jest modlitwą na rozpoczęcie szabatu. Zmawia się go w formie błogosławieństwa nadchodzącego święta. Nawiązuje do dwóch wydarzeń opisanych w Biblii: odpoczynku Boga po stworzeniu świata (Księga Rodzaju) i Paschy – wyjścia Izraelitów z ziemi egipskiej (Księga Wyjścia). (przyp. tłum.) Return
  42. Simchat Tora (hebr. Radość Tory) – ostatni (ósmy) dzień świąt Sukkot (Szałasów), w którym zwoje Tory są siedmiokrotnie obnoszone w radosnej procesji wokół świątyni. Właśnie wówczas, jedyny raz w roku, nawet dzieci otrzymują możliwość dotknięcia świętych zwojów Tory. (przyp. tłum.) Return
  43. hakafos lub hakafot (hebr. okrążenia) – korowody wokół bimy w wieczór poprzedzający Simchat Tora oraz rankiem kolejnego dnia. Nie ma żadnych ograniczeń co do długości trwania tej radosnej uroczystości. Istotne jest, aby każdy członek kongregacji miał okazję nieść w tańcu Torę. Procesja może więc trwać dowolnie długo, aż do zmęczenia jej uczestników lub dopóki rabbi nie zarekomenduje jej zakończenia. (przyp. tłum.) Return
  44. gabaj (hebr. skarbnik, opiekun) – urzędnik gminy żydowskiej, pełniący funkcję administratora synagogi. Początkowo zadaniem gabaja była organizacja pomocy dla biednych członków gminy żydowskiej. Ściągał podatki i składki oraz zbierał darowizny, a następnie decydował o rozdziale pieniędzy między ubogich. Dysponował funduszami na utrzymanie przytułków, szpitali, pomoc dla wdów, sierot i ubogich oraz na posagi dla ubogich panien. Rozdzielał datki tak, aby ubodzy mogli obchodzić szabat i święta. Z czasem te funkcje przejęły jednak gminne bractwa dobroczynne. Obecnie do zadań gabaja należy administrowanie synagogą, zarządzanie jej funduszami, decydowanie o rozdziale miejsc siedzących i funkcjach honorowych podczas nabożeństw. Wyznacza osoby do otwierania Aron ha-kodesz oraz kolejność wywoływania wiernych do czytania Tory. (przyp. tłum.) Return


{Tekst w jidysz – s. 53}

[Strona 53]

Kawalarze

Translated by Ireneusz Socha

W Dębicy nigdy nie brakowało kawalarzy. Uważano, że zrobienie komuś kawału to w istocie wyświadczenie wielkiej przysługi – zwłaszcza, gdy potem można rozgłosić to w całym mieście i wystawić ofiarę na serdeczny śmiech.

Coś podobnego przydarzyło się rebowi Szimele, którego rodzinę z jakiegoś, nieznanego mi powodu nazywano „Cieplesami”. Nu, reb Szimele – oby nie zaznał wstydu – znany był ze słabości do gier karcianych. W Dębicy tacy ludzie nosili miano „chasydów Piatnika” (Piatnik to nazwa wytwórcy kart popularnego w dawnej Austrii)[1]. Pewnego zimowego wieczora, reb Szimele zasiedział się z kolegami nad kartami do późnej nocy, nie mogąc się oderwać od gry. Aby uciszyć narzekania żony, która wieszczyła uzależnionemu od kart mężowi ponury koniec, reb Szimele wybrał się do karczmarza reb Jisroela Mahlera po prezent dla małżonki – dwa pieczone gęsie żołądki. Pewny, że przygotował wszystko jak należy i zadowolony ze swojego podstępu, schował paczuszkę z żołądkami za pazuchą i wrócił do kart.

Co zrobili jego dobrzy współgracze? Jeden z nich poszedł na targ, gdzie kazał sobie szczelnie zapakować trochę końskiego łajna, po czym wsadził pakunek do wewnętrznej kieszeni płaszcza reb Szimele – zabrawszy mu uprzednio paczkę z żołądkami. Możecie sobie wyobrazić, jakie powitanie zgotowała mu żona, kiedy otworzył przed nią swój podarunek…

Miasto mogło się przynajmniej trochę pośmiać. O wiele gorzej przyjmowano na przykład Żyda, który miał fantazję, aby ubrać się jak nie-Żyd – wtedy bowiem w całym mieście aż wrzało.

Reb Dawid Reder, szwagier reb Icie Mahlera, był urodzonym kawalarzem. Kiedyś chciał kupić od chłopa trochę drewna na opał, ale ten zażądał wygórowanej zapłaty, co – oczywiście – nie było po myśli reb Dawida. Ponadto, był pewien, że drewno zostało skradzione jakiemuś Żydowi, więc nie zamierzał płacić za nie tak wysokiej ceny i zwrócił się do chłopa tymi słowami: „Słuchajcie, kumie, jeśli sprzedacie mi te polana tanio, to wyjawię Wam tajemnicę, jak zarobić mnóstwo pieniędzy…”. Chłop dał się przekonać i reb Dawid wyznał mu swój „sekret”: „Powinniście wiedzieć, że w tym roku święto Sukot[2] wypada już za tydzień. Przywieźcie na targ sechach[3], a zarobicie pieniędzy bez liku. Ale nie mówcie o tym nikomu, bo dzięki temu tylko Wy będziecie mieć ten towar na targu i ustalicie za niego swoją własną cenę”.

Chłop bardzo się na to ucieszył, ale wyjawił sekret wszystkim sąsiadom i w następną środę cała wioska zjechała do Dębicy z wozami pełnymi sechach – choć był to dopiero środek lata.

Oszukani chłopi kipieli ze złości. Dlaczego zrobiono im tak podły kawał? Nie mogli się uspokoić. A reb Dawid, jak łatwo się domyślić, przez długi czas musiał omijać targ szerokim łukiem, aby uniknąć spotkania z chłopami.

W Dębicy mieszkało dwóch mężczyzn o nazwisku „Jehuda Lejb”. Pierwszy był dajanem[4], a drugi – fryzjerem. Reb Jehuda Lejb – dajan był wielkim uczonym w Piśmie: siedział nad świętymi księgami przez całe dnie i noce. Studiował w betmidraszu prostych[5] – blisko wschodniej ściany bożnicy, w pobliżu arki (szafy na zwoje Tory), nieustannie roztrząsając zagadnienia filozoficzne z dostojeństwem godnym mędrca. Modlił się spokojnie: nie kołysał się w przód i w tył i nie wpadał w modlitewny trans. Najwidoczniej, był misnagdem[6].

Drugi Jehuda Lejb był fryzjerem, ponadto znachorem, domorosłym medykiem – specjalistą, a oprócz tego – klezmerem: grał na żydowskich weselach. Jeśli ktoś – co nie daj B-g – zachorował, w pierwszej kolejności wzywano na pomoc Idę Lejba. Potrafił nawet wypisywać recepty po łacinie i pomógł wielu ludziom. Niektórzy poważali go bardziej niż profesora medycyny. Jeśli polecał, aby wezwać lekarza, to ludzie go słuchali. Dlatego dębiccy medycy bardzo go lubili i przyjaźnili się z nim. Zwłaszcza zaś dr Reis, którego można było spotkać częściej w zakładzie fryzjerskim Lejba niż we własnym gabinecie.

Jednak nierzadko bywało tak, iż gdy jakaś Żydówka po ciężkostrawnej szabasowej kolacji poczuła się gorzej i posyłała po Idę Lejba, to służąca niepokoiła reb Jehudę Lejba – dajana…

Pewnego razu zaistniała odwrotna sytuacja. U pewnej żydowskiej gospodyni wylało się mleko: podeszło pod naczynie na potrawy mięsne, w którym akurat piekła się kaczka. Służąca – prosta dziewczyna ze wsi – poszła więc po pomoc do Idy Lejba – fryzjera, sądząc, że jak zwykle chodzi o niego.

W zakładzie fryzjerskim Idy Lejba zawsze pełno było miejscowych żartownisiów, prowadzących humorystyczne pogaduszki. Gdy dziewczyna weszła do salonu i spytała o Lejba, jeden z nich zwrócił się do niej tak: „Właśnie wyszedł. Przynieś tę kaczkę tutaj. Kiedy Ide wróci, to orzeknie, czy jest koszerna, czy trefna”.

Dziewczyna zaniosła kaczkę do salonu fryzjerskiego i wstąpiła do przyjaciółki, aby u niej poczekać na przyjście „dajana”. Kiedy po jakimś czasie ponownie zajrzała do salonu, żartowniś powiedział jej, że „dajan” właśnie uznał kaczkę za trefną. Dziewczyna zostawiła ją więc na miejscu, a grupka kawalarzy miała niezły ubaw.
{Fotografia u dołu strony 54 po lewej stronie – Za mostem}


[Strona 55]

Żydowskie serce

Translated by Ireneusz Socha

Pogrzeb

Niebogaci Żydzi z Dębicy niejednokrotnie wstawiali się publicznie za ubogimi, których skrzywdzono. Pewnego razu kupiec o nazwisku Tankhem próbował wyeksmitować bardzo szanowanego biedaka, który nie opłacił czynszu. Tłum dorosłych i dzieci zebrał się przed domem, czyniąc wielką wrzawę. Nagle ktoś wysunął pomysł, aby zorganizować „pogrzeb”. Dzieci zrobiły „trumnę” z kilku desek, nakryły ją czarną szmatą i bębniąc na puszkach skandowały: „Mejs micwe![7] Tankhem nie żyje!”. Przemaszerowały w długiej kolumnie przez cały rynek i stanęły przed sklepem Tankhema. Tankhem wraz z dziećmi natychmiast przerwał pracę, pozamykał okiennice, a wówczas na jego dom posypał się grad kamieni.

Tankhem zrozumiał, że nie ma czego szukać w Dębicy i wkrótce wraz z rodziną przeniósł się do innego miasta, nie mogąc znieść strasznego wstydu. Starzec uniknął eksmisji.

D.L.


Poręczenie

Niejednokrotnie zdarzało się, że gdy interes jakiegoś Żyda – nie daj B-e – bankrutował, inni Żydzi, i bogaci, i biedni, przychodzili mu z pomocą finansową.

Pamiętam, kiedy pan Szinagel – teść reb Szlomy Bornsteina i dziadek Judeła Bornsteina – Żyd, który w owym czasie uchodził za bogacza, podpisał razem z reb Chaimem Wilnerem umowę z komisją wojskową na zbudowanie „czerwonych koszar”[8] na obrzeżach miasta, w pobliżu Wisłoki.

Ci prości, prowincjonalni Żydzi nie zdawali sobie sprawy z tego, że aby zarobić na kontrakcie rządowym w Galicji, trzeba było wiedzieć, komu dać łapówkę… dlatego obaj partnerzy biznesowi sromotnie zbankrutowali. Kiedy bowiem wojskowi komisarze dokonali inspekcji na budowie koszar, stwierdzili tak wiele błędów konstrukcyjnych, że w konsekwencji żydowska spółka nie dość, że nie zarobiła niczego, to straciła wszystko, co miała. Pan Szinagel ogłosił bankructwo, a reb Chaim Wilner pozostał bez grosza przy duszy. Dziesięciu obywateli Dębicy poręczyło za nich na piśmie do sumy 50 guldenów każdy, a za 500 guldenów Żyd mógł znów stanąć na nogi i wrócić do działalności biznesowej.

Owymi poręczycielami byli: Natan Grünspan , Mendel Reiner, Wolf Ader, Berysz Vizen, Melech Wurtzel, Mosze Józef Sommer, Hersz Schuldenfrei, Mendel Wolicer, Jisroel Mahler i Naftali Ulman.

M.V.


Reb Oszer, niech mi Pan pomoże…

Interesujący przypadek samopoświęcenia na rzecz przyjaciela miał miejsce wówczas, kiedy reb Oszer Taffet, żydowski obywatel miasta, obdarzony zmysłem przedsiębiorczym wytwórca wody sodowej w Dębicy, zmarł na stole operacyjnym w krakowskim szpitalu. Dyrekcja szpitala zażądała wykonania sekcji zwłok – rzeczy, którą w owym czasie uważano za zbezczeszczenie zmarłego. Lejbusz Altman, bogaty Żyd i bliski przyjaciel zmarłego, naraził się na wielkie niebezpieczeństwo i – wbrew wszelkim zakazom – na własnych barkach wyniósł zwłoki reb Oszera ze szpitala oraz zapewnił mu godny pochówek. Zanim uniósł jego ciało, wymówił słowa: „Reb Oszer, zamierzam odkupić Pana honor. Proszę, niech mi Pan pomoże, abym mógł Pana przenieść”.

M.V.


[Strona 55]

Teatr

Translated by Ireneusz Socha

Co kilka lat do miasta zajeżdżał cyrk i rozstawiał swoje wielkie namioty na rynku. Na przedstawienia cyrkowe, gdzie odbywały się popisy koni i żonglerów, chadzali nawet wielce szanowani Żydzi z klasy średniej. Natomiast sztuki teatralne w języku żydowskim nie cieszyły się taką popularnością. W owym czasie bowiem mawiano, że żydowski teatr to miejsce, gdzie „robi się z Żydów pośmiewisko”. Rzadko się zatem zdarzało, aby jakaś trupa jidysz zabłądziła w dębickie strony. To się nie opłacało po prostu. A jednak, pewnego razu, do miasta zawitał Mojsze Richter[9] ze swoim sławnym zespołem.

Nie było wyboru. Od czasu do czasu trzeba było wystawić coś własnym sumptem. Pamiętam jeden epizod z tym związany. Po to, aby zorganizować młodzież z biedniejszych klas, organizacja „Poalej Cyjon” wpadła na pomysł samodzielnego wystawienia sztuk teatralnych. Postanowiono zagrać „Kol Nidre”, „Kłopoty ojca i matki” oraz „Hercele – arystokrata” – z udziałem znanych aktorów z krakowskiego teatru jidysz.

Niedługo okazało się, że trzech artystów zapałało żądzą do rozwiązłej służącej. Dokonali drobnej kradzieży i zostali złapani. Kiedy postawiono ich przed sądem i spytano jednego z nich, skąd wziął pieniądze, które przy nim znaleziono, odpowiedział, że było to wynagrodzenie za odegranie roli w sztuce. Kiedy zawezwano mnie – kierownika kółka teatralnego – na świadka w sprawie, a moje zeznania nie pokrywały się z zeznaniami oskarżonych, dwóch z nich skazano na krótkie kary więzienia. I w sumie nie przyniosło to kółku nic dobrego.

M.V.

Powyższe tłumaczenie zostało dokonane z przekładu oryginału w jidysz
na język angielski (Jokers, The Jewish Heart, Theatre, tłum. Roberta Newman, ss. 53-55)
[Sefer Dembic, red. Daniel Leibel, Tel Awiw, 1964].

Przetłumaczył z języka angielskiego, opracował i opatrzył przypisami:
Ireneusz Socha © 2012


  1. Firma Piatnik powstała w 1824 roku w Wiedniu. Był to początkowo niewielki zakład, gdzie karty do gry malowano ręcznie. Pod koniec XIX wieku został przekształcony z tradycyjnej manufaktury w przedsiębiorstwo przemysłowe. Przybrało ono nazwę „Ferd. Piatnik & Sohne”, kiedy trzech synów Ferdynanda Piatnika włączyło się w prowadzenie firmy. Więcej informacji: http://www.piatnik.pl/firma/historia.html (przyp. tłum.) Return
  2. Sukkot (Sukot) – Święto Szałasów (Namiotów), zwane też Kuczkami – żydowskie święto rozpoczynające się pięć dni po święcie Jom Kippur, a dwa tygodnie po rozpoczęciu żydowskiego Nowego Roku. Święto należy do świąt radosnych i upamiętnia mieszkanie w szałasach i namiotach (sukka, szałas, kuczka) podczas wyjścia z Egiptu i wędrówki do Kanaanu. (przyp. tłum.) Return
  3. sechach – pokrycie dachu szałasu (zwanego „sukka” lub „suka”) budowanego podczas święta Sukot. Musi być ono wykonane z naturalnych materiałów, na przykład ze świeżych gałęzi. W Izraelu używa się do tego celu liści palmy, w Europie może to być na przykład jedlina. Pokrycie dachu musi być tak wykonane, aby w nocy można było przez nie zobaczyć gwiazdy, dlatego też suka stoi pod gołym niebem, a nie w domu czy pod jakimkolwiek innym stałym dachem. Jednocześnie dach ma dawać więcej cienia niż światła słonecznego. Więcej o święcie Sukot: http://www.jewish.org.pl/index.php/pl/bwi-kalendarz-i-cykl-iycia-mainmenu-68/103-sukot-i-simchat-tora-.html (przyp. tłum.) Return
  4. dajan – sędzia sądu rabinackiego, pomocnik rabina odpowiedzialny za rozstrzyganie kwestii związanych z rytualną czystością i mniejszych sporów. (przyp. tłum.) Return
  5. jid. Prostn Besmedresz – tu: dom nauki dla biednych, niewykształconych Żydów. (przyp. tłum.) Return
  6. misnagd (hebr. „przeciwnik”) – krytyk chasydyzmu; więcej informacji o sporze pomiędzy chasydami a misnagdami: http://www.sztetl.org.pl/pl/term/521,spor-chasydow-i-misnagdow/ (przyp. tłum.) Return
  7. met micwa (hebr. „przykazanie [dotyczące] zmarłego”), met micwa jest to przykazanie dotyczące obowiązku pochowania porzuconego i przypadkowo znalezionego ciała zmarłego; więcej na ten temat: http://the614thcs.com/40.1148.0.0.1.0.phtml (przyp. tłum.) Return
  8. Czyli murowanych, wybudowanych z cegły. (przyp. tłum.) Return
  9. Mojżesz (Mojsze) Richter (1871-1939) – żydowski poeta, komediopisarz i scenarzysta. (przyp. tłum.) Return

« Previous Page Table of Contents Spis treści Next Page »




This material is made available by JewishGen, Inc. and the Yizkor Book Project for the purpose of
fulfilling our mission of disseminating information about the Holocaust and destroyed Jewish communities.
This material may not be copied, sold or bartered without JewishGen, Inc.'s permission. Rights may be reserved by the copyright holder.


JewishGen, Inc. makes no representations regarding the accuracy of the translation. The reader may wish to refer to the original material for verification.
JewishGen is not responsible for inaccuracies or omissions in the original work and cannot rewrite or edit the text to correct inaccuracies and/or omissions.
Our mission is to produce a translation of the original work and we cannot verify the accuracy of statements or alter facts cited.

  Dembitz, Poland     Yizkor Book Project     JewishGen Home Page


Yizkor Book Director, Lance Ackerfeld
This web page created by Max Heffler

Copyright © 1999-2021 by JewishGen, Inc.
Updated 27 Apr 2012 by MGH