« Previous Page Table of Contents Spis treści Next Page »


[137]

Z moich wspomnień

Edna Perelberg

Translated by Ireneusz Socha

Donated by Jacek Dymitrowski

Jako że pochodzę z Dębicy i spędziłam tam połowę życia, chciałabym napisać choć kilka słów o tym, jak żyło się młodzieży w naszym mieście. 

Urodziłam się u schyłku I wojny światowej i bardzo mało zapamiętałam z najwcześniejszego dzieciństwa. Wciąż mam jednak przed oczami nasz dom rodzinny za mostem na Starym Mieście. Domy były parterowe, a ulice – wąskie i niezbyt czyste. Codziennie główną ulicą miasta ciągnęły furmanki przywożące dębiczanom żywność z okolicznych wiosek. Każdego poranka i popołudnia obok naszego sklepu przy głównej ulicy przechodziły z tornistrami na plecach dzieci wszystkich roczników.

Nasz sklep znajdował się niedaleko szkoły powszechnej, gdzie w owym czasie chłopcy i dziewczęta uczyli się w osobnych budynkach. Nowy kościół z niebotyczną iglicą wieży znajdował się naprzeciw naszego domu. Wciąż mam w uszach ów czysty i mocny ton dzwonów w majowe dni, kiedy religijni chrześcijanie chodzili się modlić wcześnie rano i wieczorem. Ich modlitwy odbywały się przy wtórze śpiewów i organów i mieszały się z ćwierkaniem ptaków i dzwonieniem dzwonów – tworząc cudowną harmonię, która głęboko odcisnęła się w mojej pamięci, mimo iż byłam wtedy małą dziewczynką, tęskniącą za ojczyzną, za Ziemią Izraela – leżącą tak daleko, lecz tak bliską memu sercu. Była to ojczyzna nieznana, lecz wytęskniona od najmłodszych lat.

W pobliżu naszego domu było wielkie pole mieniące się barwami przeróżnych kwiatów. Tam najbardziej lubiłam się bawić. I właśnie tam, wśród polnych kwiatów i złotych kłosów pszenicy, po cichu wyrażałam moje cierpienie, cierpienie młodej Żydówki rzuconej w obce miejsce, poniewieranej i prześladowanej tylko dlatego, że jest Żydówką.

Owe doświadczenia, wspólne dla wszystkich Żydówek w mieście, były pożywką dla pó¼niejszych ruchów młodzieżowych, które ukształtowały naszą drogę ku dorosłości.

Żydowska młodzież w Dębicy należała w przeważającej mierze do różnych organizacji syjonistycznych, choć byli i tacy, którzy zasilali inne prądy społeczne rozpowszechnione wśród polskiego żydostwa.

Oprócz młodzieżowej organizacji ogólnosyjonistycznej „Gordonia”[1], prawicowej i lewicowej frakcji „Poale Cijon”[2], w mieście działały: „Agudas Jisroel”[3], „Bund”[4] oraz podziemna komórka młodzieży komunistycznej. Jednak najsilniejszym ruchem był związek skautowy „Hanoar Hacijoni”[5]. Wielu jego członków umiało nie tylko przemawiać, lecz również realizować stawiane zadania. Opuścili wygodne mieszkania rodziców i dokonali „aliji”[6] do Ziemi[7], aby prowadzić „życie znoju i wolności”. Moja dusza została ukształtowana w młodości właśnie przez takich ludzi. Nauczyli mnie szanować „życie znoju i wolności”, chodzić wśród gojów z podniesioną głową i nie poddawać się opresjom.

Pamiętam pochody z okazji 3 maja, polskiego święta narodowego, które w czasach rządów Piłsudskiego organizowano z wielką pompą. My, młodzież żydowska, wówczas jeszcze ucząca się w polskiej szkole powszechnej, należeliśmy już do żydowskiej organizacji skautowskiej. Nosiliśmy skautowskie mundurki z wielką dumą i trzymając w ręku niebiesko-białe flagi narodowe maszerowaliśmy ramię w ramię z polską młodzieżą w pochodzie trzeciomajowym. Nigdy nie zapomnę, jak cieszyły się z tego moje – niestety już nieżyjące – przyjaciółki błogosławionej pamięci: Mina Schuldenfrei – córka Joela, Rajzel Polaner, Dincia Mahler od zegarmistrza na Starym Mieście, Belka Siedlisker – córka Gedalii, Mina Lisza – córka Ziszy oraz Mańka Balsam. Były wtedy takie szczęśliwe: „No i popatrz, Edka, jak dalekośmy zaszli! My, Żydzi, możemy maszerować pod naszymi barwami narodowymi wraz z Polakami.”. Dodawały: „Ech, zrobić „aliję” i poczuć się we własnej ojczy¼nie jak oni!”.

O, tak! To było marzenie każdej z nas. O to się modliła każda z nas. W ten sposób marzyłyśmy, walczyłyśmy, łączyłyśmy siły na rzecz pracy pionierskiej, wyjeżdżałyśmy na obozy hachszarowe[8] i wychowywałyśmy najmłodsze pokolenie w duchu syjonizmu.

W mojej grupie było kilka dziewcząt, których nazwiska pamiętam do dziś: Sala Chaim, Niusia Siedlisker, Ruchcia Kokok, Chajca Bronheim, Gusta Schuldenfrei, a także inne, których nazwiska zatarły się w mojej pamięci. Wszystkie były ode mnie trzy lata młodsze, lecz bardzo dojrzałe duchowo. Jak one cierpiały z powodu złych relacji z chrześcijańskimi rówieśnikami! W czasach szkolnych przychodziły mi się wyżalić i znajdowały ukojenie w naszych zajęciach. W szabat rano wychodziłyśmy daleko poza miasto, aby na łonie natury strzasnąć z siebie jarzmo depresji. Długimi godzinami rozmawiałyśmy o dalekiej, ukochanej ojczy¼nie. Serca żydowskich dzieci biły w morzu zła, a ja – jako ich opiekunka – próbowałam im opisać, jak tylko umiałam najlepiej, jak wygląda inny, lepszy świat pionierów naszego narodu, którzy z pieśnią na ustach budowali kraj. Owe dyskusje kończyły się wspólnym śpiewaniem i tańczeniem hory[9]. Ciężko nam było potem powrócić z naszych leśnych czy polnych wycieczek. Wracałyśmy do szarej rzeczywistości bez entuzjazmu, nie było do czego się spieszyć.

Sobotnie zimowe wieczory były dla nas czasem szczęśliwości i spokoju. Zbieraliśmy się w centrali naszej organizacji, siadaliśmy przy kominku, śpiewając pieśni sławiące Ziemię i snując opowieści o żywotach pionierów. Zapominaliśmy o świecie, który nas otaczał. Panowała atmosfera jedności i przyja¼ni. Nasze świętowanie trwało często do pó¼na w nocy. Czasami Szulek Taffet przynosił skrzypce i grał, a Rywka Taub śpiewała. Było cudownie.

W szabasowe wieczory, zwłaszcza zimą, kiedy śnieg skrzypiał pod nogami przechodniów, wstawaliśmy od stołów naszych rodziców i biegliśmy do naszej tarbutowej szkoły[10]. Zbierali się w niej wszyscy uczestnicy kursów hebrajskich, słuchając czytań z Biblii. Następnie wyjaśniano nam znaczenie poszczególnych fragmentów lub też zaczynaliśmy ożywioną dyskusję na temat którejś z omawianych kwestii. Takie debaty trwały czasami wiele godzin. W ten sposób opanowywaliśmy mówiony hebrajski. Pamiętam mądre wykłady Pinchasa Landera, który mieszka obecnie w Izraelu. Bardzo je lubiłam. Przypominam sobie również emocje, które towarzyszyły mi podczas przygotowań do pierwszej hebrajskiej prelekcji. O, jakże byłam szczęśliwa, że mogę wyrazić swoje myśli w języku mojego ludu.

Pó¼niej naziści rozpętali wojnę, która okazała się straszliwym doświadczeniem dla całej ludzkości. Z okrucieństwem przetrzebili nasze tchnące radością życia i stawiające sobie wysokie cele szeregi. Jakże wielu z nas spłonęło w piecach obozów śmierci! Jak wielu zostało uwięzionych i zamęczonych w obozach koncentracyjnych! Cudem ocalała nas tylko garstka, w tym i ja.

W odróżnieniu od tych, którzy zginęli, mieliśmy zaszczyt być świadkami powstania państwa Izrael. Dlatego przynajmniej zapamiętajmy ich z miłością i należnym szacunkiem.

Przetłumaczył z języka angielskiego, opracował i opatrzył przypisami:

Ireneusz Socha © 2004


Powyższe tłumaczenie zostało dokonane z przekładu hebrajskiego oryginału na język angielski
(Recognition of Awakenings: Edna Perelberg, From My Memories, tłum. i oprac. Jerrold Landau, Page137).
[Sefer Dembic, s. 137, red. Daniel Leibel, Tel Awiw, 1964].





  1. Gordonia – pionerska organizacja młodzieżowa związana z robotniczo-syjonistyczną partią Hitachdut, założona w Galicji pod koniec 1923 r. Nawiązywała do idei propagowanych przez Arona Dawida Gordona, widzącego potrzebę ścisłego związku z ziemią i wagę pracy fizycznej, stając się ruchem o zasięgu światowym. (Polski Słownik Judaistyczny, Warszawa 2003) Return
  2. Poale Cijon (hebr. „Robotnicy Syjonu”) – ruch robotniczy łączący w swej ideologii hasła syjonistyczne i socjalistyczne, opierający się przede wszystkim na żydowskim proletariacie. Uznawano, że problem żydowski, a w szczególności problemy żydowskiego proletariatu mogą zostać rozwiązane jedynie przez jego koncentrację w Palestynie, gdzie powstanie żydowskie społeczeństwo socjalistyczne. Ideologia partii została sformułowana pod wpływem koncepcji D.B. Borochowa. (Polski Słownik Judaistyczny, Warszawa 2003). (IS) Return
  3. Agudas Jisroel (hebr. „Związek Izraela“) – konserwatywna, związana z chasydyzmem partia żydowska, obrońca ortodoksji religijnej przeciw tendencjom do modernizacji społeczności żydowskiej. (IS) Return
  4. Bund (jid. „Algemajner Jidiszer Arbajter Bund in Lite, Rusland un Pojln” = „Ogólnożydowski Związek Robotniczy na Litwie, w Rosji i Polsce”) – partia założona w 1897 r. w Wilnie. Założenia programowe Bundu były żydowską formą socjaldemokracji. Bund uznawał ludność żydowską za naród żyjący w diasporze, pozbawiony terytorium, lecz o własnej kulturze. Przeciwstawiał się zarówno dominacji Żydów ortodoksyjnych, jak i syjonistycznemu programowi emigracji i utworzenia siedziby narodowej poza Europą. Postulował wprowadzenie autonomii kulturalnej na terenach zamieszkanych przez mniejszość żydowską. Propagował szkolnictwo świeckie i uznawał jidysz za język narodowy. (Diapozytyw.pl) Return
  5. Hanoar Hacijoni (hebr. „Młodzież Syjonu”) – ogólnosyjonistyczna organizacja skautowska założona w Polsce w 1927 r. i zrzeszająca dzieci i młodzież w przedziale wiekowym 7-25 lat. (IS) Return
  6. alija (hebr. „wznoszenie się”) - 1. wezwanie do publicznego czytania Tory w synagodze; 2. nazwa pielgrzymki do Jerozolimy z okazji świąt; 3. wyjazdy Żydów do Palestyny (Izraela) na pobyt stały; także przyjazdy do Palestyny ludzi z określonego rejonu lub w tym samym czasie. (Encyklopedia PWN) Return
  7. oryg. „Erec” skrót od „Erec Jisroel” = hebr. „Ziemia Izraela”. (IS) Return
  8. hachszara (hebr. „przygotowanie”, „zahartowanie”) – obozy szkoleniowe przygotowujące do życia i pracy w Izraelu. (IS) Return
  9. hora – taniec wywodzący się z obrzędowych tańców śródziemnomorskich o archaicznym rodowodzie, znany już w starożytności, tańczony w kole przez mężczyzn, złączonych splecionymi ramionami. Ekstatyczny rytm muzyki oraz przeplatany, drobny krok, stanowiący główną figurę tańca, znane były w różnych odmianach w żydowskiej kulturze ludowej (np. w tańcach chasydzkich). Syjoniści stworzyli nową wersję hory, tańczonej przez chłopców i dziewczęta, i uczynili z niej taniec narodowy. (Historia i kultura Żydów polskich. Słownik, WSiP 2000) Return
  10. Tarbut (hebr. „kultura”) – Żydowskie Stowarzyszenie Oświatowo-Kulturalne „Tarbut”. Organizacja świecka zwalczająca klerykalizm tradycyjnej szkoły żydowskiej, promująca nowoczesną kulturę hebrajską i wychowanie młodzieży w duchu narodowym z akcentem na pielęgnowanie miłości do Palestyny. Tarbut miał oddziały w około 300 miastach. (Polski Słownik Judaistyczny, Warszawa 2003) Return




[141]

Zagłada dębickich Żydów

Ruben Siedlisker-Sarid

Translated by Ireneusz Socha

Donated by Jacek Dymitrowski

1

W piątek, 1 września 1939 r., Hitler ogłosił, że Niemcy są w stanie wojny z Polską i pierwsze niemieckie samoloty bojowe pojawiły się na dębickim niebie już o 11:00 rano[1]. Na razie jedynie strzelały. Nazajutrz, w szabasowe popołudnie, Niemcy przeprowadzili pierwsze bombardowanie miasta. Kilka budynków, w tym dom Arona Bara[2] na Starym Mieście oraz katolicka bursa[25], legło w gruzach. Kilka bomb spadło w pobliżu stacji kolejowej. 

W bombardowaniu tym zginęło kilku mieszkańców miasta i ludzie natychmiast zaczęli w panice uciekać do okolicznych wiosek. Większość Żydów ze Starego Miasta uciekła do Wólki[3] i Wiewiórki. Żydzi z Nowego Miasta uciekli w kierunku £ysej Góry oraz do Stobiernej, Stasiówki i Nied¼wiady. Kiedy nazajutrz powrócili do domów, aby zabrać dobytek, stwierdzili, że większość ruchomości została zagrabiona przez gojów z pobliskich i dalszych wiosek. W grabieży tej wzięli również udział sąsiedzi z miasta. 

W wielkim zamieszaniu członkowie rodzin zaczęli się gubić i szukać nawzajem. Zanim się poznajdowali, mijało czasem kilka dni. Most na Wisłoce został zniszczony przez bomby, więc aby dostać się na drugi brzeg, należało przeprawić się promem. Bombardowania trwały.[26] 

Władze miejskie uległy rozwiązaniu i nikt nie pilnował porządku publicznego, aż do wejścia niemieckiej armii w piątek, 8 września.[27] 

W czasie, gdy uchod¼cy z Dębicy szukali schronienia na wsi, zaczęła krążyć plotka, że Niemcy mordują wszystkich napotkanych Żydów płci męskiej. Ludzie zaczęli natychmiast uciekać na wschód. Część uchod¼ców zdołała przekroczyć linię Sanu, która tymczasem została zdobyta przez niemiecką armię. Inni – schwytani przez Niemców w drodze – rezygnowali z ucieczki i wracali tam, skąd przyszli. Początkowo jedynie kobiety miały dość odwagi, aby powrócić do miasta, lecz pó¼niej zaczęli powracać także mężczy¼ni. Zastali splądrowane i zrujnowane domostwa, które mimo wszystko dawały chwilę wytchnienia. Wydawało się, że śmiertelne niebezpieczeństwo zagrażające Żydom zostało chwilowo zażegnane, bo w owym czasie Niemcy nie grabili i nie mordowali. Zadowalali się porywaniem Żydów z ulic i z domów – zmuszając ich do sprzątania w niemieckich instytucjach. Z pomocą przyszli tu goje, którzy wskazywali Niemcom, gdzie znajdują się Żydzi. 

Po około dwóch tygodniach od czasu zajęcia miasta były burmistrz Michał Staroń został wezwany przez Niemców do ponownego objęcia stanowiska szefa władz miejskich. 

Pewnego szabasowego wieczoru do siedziby starostwa został wezwany Towja (Tobiasz) Zucker wraz z kilkoma innymi Żydami. Zostali przyjęci przez esesmanów z rzeszowskiego komanda, którzy poinformowali ich, że muszą dostarczyć Niemcom do rana określoną ilość kompletów pościeli, i że w wypadku niespełnienia tego rozkazu Żydów czeka sroga kara. Owej nocy specjalna grupa obeszła żydowskie domy i przekazała Niemcom według rozkazu wszystko, czego żądali. 

Na spotkaniu tym zapoczątkowano „żydowski rząd” mający sprawować władzę nad ludnością żydowską, który w pó¼niejszym okresie przekształcił się w Judenrat. Za radą Staronia na stanowisko przewodniczącego tego ciała został wybrany Towja Zucker – najbardziej szanowany obywatel żydowski, który został w mieście po ucieczce do Rosji Abrahama Goldmana, prezesa gminy żydowskiej w Dębicy.[28] 

Natychmiast po wejściu Niemców do Dębicy szkoły publiczne otrzymały zakaz nauczania dzieci pochodzenia żydowskiego. Polskie gimnazjum – jedyne w mieście – zostało zamknięte. Pozamykano chedery, a dzieci uczyły się prywatnie w domach nauczycieli lub w miarę możliwości u swoich rodziców. Osoby, które było na to stać, kupowały książki na własny użytek. Zwoje Tory wyniesiono z synagog i poukrywano w żydowskich domach. 

2

Niemieckie władze miasta pełniły również początkowo funkcję władz regionu, więc Gestapo wkraczało w ich kompetencje jedynie w szczególnych wypadkach. Na ich czele stało tzw. „naczelnictwo okręgu” (Kreis Hauptmanschaft). Tym samym Dębica wraz z dużym obszarem okołomiejskim stanowiła osobny okręg (Kreis). Granice okręgu wyznaczały miejscowości takie, jak: Rozwadów, Sędziszów, Pilzno i Wielopole. Naczelnikiem okręgu (Kreis Hauptman) był dr. Auswald[4], stosunkowo zrównoważony Niemiec. Jego bezpośrednim podwładnym był młody człowiek z Wiednia z tytułem doktora[5]. W pó¼niejszym okresie okazało się, że ubolewał nad losem Żydów i chciał im pomóc. Zostały mu powierzone sprawy żydowskie. 

Na początku okupacji Żydzi z Tarnobrzega (Dzikowa) i Rozwadowa zostali przepędzeni na drugi brzeg Sanu. Mimo iż większość pozostała w rosyjskiej strefie, to jednak niektórzy powrócili i otrzymali pozwolenie na zamieszkanie w swoich dawnych miejscowościach – dzięki wstawiennictwu dębickiego Judenratu oraz wspomnianego naczelnika okręgu. Żydzi z Mielca nie mieli takiego szczęścia. Uciekli, sprowokowani przez Niemców zaraz po zajęciu miasta, kiedy ci zamordowali kilkadziesięcioro Żydów zgromadzonych w mykwie. 

Na początku okupacji Niemcy nie stosowali praktycznie żadnych szczególnych restrykcji wobec przedsiębiorców żydowskich w Dębicy. Miejscowi Żydzi mogli poruszać się swobodnie nawet koleją i bez przeszkód przywozić towar od tarnowskich hurtowników, aż do połowy roku 1940. Zaopatrywali również niemieckie wojsko, otrzymując normalne, uczciwe wynagrodzenie. 

Niemcy nie interesowali się zbytnio dębickim biznesem, gdyż w mieście funkcjonował tylko jeden niemiecki sklep, którego właścicielem był Niemiec Haze. Na dodatek handlował jedynie towarami żelaznymi. 

Ogólnie rzecz biorąc w Dębicy nie notowano wówczas żadnych przypadków grabieży i mordów na Żydach ani ze strony Niemców, ani Polaków. 

Jedynym rozporządzeniem odnoszącym się do Żydów w owym czasie był „obowiązek pracy” realizowany poprzez Judenrat. Uchwalono go za radą przedwojennego burmistrza Staronia, któremu naziści powierzyli na krótko władzę nad miastem na początku okupacji. Odtąd Judenrat wysyłał Żydów do pracy na rzecz Niemców, kiedy tylko zgłaszali taką potrzebę – po to, aby uchronić ich przed łapankami dokonywanymi przez wojsko na początku okupacji. Żydzi pracowali w biurach i w koszarach, zamiatali ulice, usuwali gruz po bombardowaniach itp. Niemcy przystali więc z chęcią na propozycję Staronia. 

Doszło do tego, że młodzi Żydzi szukali pracy w oficjalnych placówkach z uwagi na fakt, że byli tam traktowani po ludzku. Otrzymywali również pozwolenia na pracę, aby uniknąć wojskowych łapanek do pracy w innych miejscach. 

W zimie, na przełomie 1939 i 1940 r., zaczęto organizować ucieczki z obszaru kontrolowanego przez Niemców na tereny zajęte przez Rosjan. W ten właśnie sposób na tereny pod kontrolą Rosjan przedostało się kilkadziesięcioro młodych ludzi z okupowanej Dębicy. Niemcy wiedzieli o tym, lecz nie reagowali. Za to Rosjanie wyłapywali uciekinierów, zamykali ich w więzieniach i przesłuchiwali, oskarżając o szpiegowanie na rzecz Niemiec. 

Jednak w chwili, gdy do uciekinierów z Zachodniej Galicji dotarły informacje o tym, jak się na terenach niemieckich sprawy mają, tzn. że po początkowym zamieszaniu nawiązano z Niemcami dobre stosunki, latem 1940 r. fala uciekinierów ruszyła w odwrotnym kierunku: Żydzi wrócili do swoich miejscowości, mimo iż znajdowały się pod niemiecką okupacją. Nie uszło to uwadze rosyjskich władz, które nie mogły zrozumieć, jak ktoś może chcieć wrócić na tereny kontrolowane przez nazistów. Rosjanie utworzyli specjalne biuro rejestracyjne dla Żydów, którzy chcieli wrócić, a następnie wywie¼li ich w głąb Rosji, dzięki czemu wielu ocalało. 

3

Na początku 1940 r. Niemcy, z pomocą władz miejskich, zorganizowali spis powszechny całej ludności miasta. Każda dorosła osoba dostawała kartę identyfikacyjną (Kennkarte), którą należało nosić przy sobie przez cały czas. Przy tej okazji poczyniono pierwsze rozróżnienie pomiędzy ludnością żydowską a nie-żydowską. Kenkarty Polaków były szare, a Żydów – żółte.

W owym czasie urzędujący w Krakowie Generalny Gubernator Frank wydał rozkaz, w myśl którego wszyscy Żydzi zostali zobowiązani do noszenia białej opaski z zieloną lub niebieską gwiazdą Dawida na prawym ramieniu. Dębiccy Żydzi zrozumieli, że znale¼li się w pułapce, z której nie ma wyjścia.

W czasie spisu utworzono specjalny urząd, którego zadaniem było przydzielanie do pracy wszystkich nadających się do tego osób. Grupa młodych Polaków została zesłana na roboty do Niemiec. Żydzi byli natomiast zatrudniani przy miejscowych robotach – w porozumieniu z Judenratem. Urzędem kierował rodowity Niemiec, członek Narodowosocjalistycznej Niemieckiej Partii Robotniczej. Anszel Taub, syn Natana, pośredniczył w kontaktach Judenratu z urzędem pracy. Początkowo płacono mu za tę pracę, mimo iż był Żydem. Oczywiście, w mieście było trochę biedoty żydowskiej, która chętnie przyjmowała płatną pracę. Zgodnie z prawem, każdy Żyd musiał przepracować kilka dni w tygodniu. Judenrat zgodził się na układ wymienny: za ustaloną sumę można było się wykupić od pracy przydzielonej na dany dzień, a pieniądze trafiały do osoby, która zgadzała się przejąć pracę.

Kiedy rozniosła się wieść o finansowych korzyściach czerpanych przez Judenrat przy pośrednictwie pracy, wybuchły konflikty wokół prezesury Judenratu. Towja Zucker został odsunięty (lub według innych sam zrezygnował) z zajmowanego urzędu, a na jego miejsce wybrano Josełe (Józefa) Tauba, syna Natana.

Głównym zadaniem zleconym przez Niemców była rozbudowa węzłów komunikacyjnych i budowa gigantycznych zakładów taboru kolejowego. Jak się pó¼niej okazało, było to związane z niemieckimi planami inwazji na Związek Sowiecki. Już przed wojną Dębica stała się ważnym ośrodkiem komunikacyjnym, a Niemcy znacznie go rozbudowali. Wszystkie budynki wzniesione w mieście w ramach Centralnego Okręgu Przemysłowego zostały przejęte i zaadaptowane przez Niemców na magazyny mieszczące zapasy wyposażenia i uzbrojenia dla niemieckiego wojska. 

4

W kwietniu i maju 1940 r., wraz z założeniem „wojskowego obozu szkoleniowego jednostek Waffen-SS” w lasach w pobliżu Pustkowa niedaleko Dębicy, w życiu miasta zaszła zdecydowana zmiana. Szkoliły się tam dziesiątki tysięcy rekrutów z Niemiec oraz folksdojczów. Właśnie w pustkowskich lasach mieściła się jedna z największych wytwórni amunicji[29] w kraju – będąca częścią Centralnego Okręgu Przemysłowego. Obecnie kompleks ten służył Niemcom jako obóz szkoleniowy nazistowskiej armii. Wokół niemieckiego obozu wyrastały szybko liczne obozy pracy dla Polaków i dla Żydów. Polscy junacy tworzyli pochodzące z naboru brygady robocze, podczas gdy Żydzi mieszkali w zamkniętych obozach pracy. Polacy dostawali od czasu do czasu przepustki, natomiast Żydzi byli traktowani jak wię¼niowie. 

W czerwcu 1940 r. zorganizowano pierwszą łapankę do obozu pracy w Pustkowie. Osoby, które nie mogły udowodnić, że pracują w instytucji rządowej lub wojskowej, były wysyłane do obozu i tam więzione. Do Pustkowa zwożono również Żydów z innych miast w Galicji, jak również z Kongresówki. 

Dębicki Judenrat miał mnóstwo roboty. Ludzie zwracali się o uwolnienie uwięzionych, próbując przekupić szefa obozu. Naczelnikiem obozu pracy dla Żydów był SS-Oberscharführer Kopps[6] i Judenrat wiedział, jak z nim „prowadzić interesy”. Niemiec wydawał swoim żołnierzom rozkaz zwolnienia poszczególnych Żydów, którzy wracali do Dębicy i rozchodzili się do swoich domów.

Z uwagi na to, że Pustków leży jedynie ok. 10 km od Dębicy, Żydzi utrzymywali w mieście kontakty z esesmanami prowadzącymi obóz. Już na wstępie postanowiono, że Judenrat będzie zaopatrywał żydowski obóz w wyżywienie oraz prowadził kuchnię na jego terenie. Wkrótce ustanowiono nową organizację pracy przymusowej dla Żydów zwaną w jidysz „Zelbsthelfe” (Samopomoc). Organizacja miała swoje siedziby w Krakowie i w Dębicy, a kierował nią Izaak Shachner, zięć Gecela Laufbahna. Od czasu do czasu organizacja otrzymywała dostawy cukru i wieprzowiny, które miała rozdzielać wśród Żydów przebywających w obozie oraz członków Rady Miejskiej. Jako że Żydzi nie mogli jeść wieprzowiny, „Zelbsthelfe” wymieniała ją z Radą Miejską na cukier. Ta miała rozdysponować wieprzowinę wśród ludności polskiej, a w zamian Żydzi mieli otrzymywać partię cukru, choć – rzecz jasna – Polacy lepiej wychodzili na tej zamianie. „Zelbsthelfe” zorganizowała pierwszą darmową kuchnię w mieście w piwnicy Talmud-Tory[7].

5

Aż do początku 1941 r. władze niemieckie w Dębicy nie ingerowały w regulacje dotyczące kwestii bytowych. Żydzi mieszkali tam, gdzie chcieli, nie niepokojeni przez nikogo. Sprawy przybrały gwałtownie inny obrót wraz z utworzeniem getta. Kiedy Niemcy poinformowali Żydów o decyzji utworzenia specjalnej dzielnicy mieszkaniowej, zaczęto z ożywieniem dyskutować na ten temat. Judenrat stał na stanowisku, że w celu wypełnienia niemieckiego rozporządzenia należałoby wydzielić w mieście te dzielnice, gdzie Żydzi dotychczas mieszkali. Inny pogląd reprezentował Przewodniczący Rady Miejskiej, który za radą Staronia zaproponował wydzielenie w tym celu uliczki Garncarskiej, zwanej po żydowsku „Tepper Gesel”. Był to jeden z najbardziej zaniedbanych obszarów w mieście – mieszczący się w dolince tuż za rynkiem nowomiejskim. I właśnie tę propozycję zaakceptowano. Staroń postawił na swoim. 

Żydzi musieli opuścić swoje mieszkania i domy, zostawić sklepy i warsztaty – budowane i zakładane w mieście na przestrzeni stuleci – i zaczęli się gnie¼dzić na wyznaczonym terenie, który przecinała tylko jedna, najmniejsza spośród wszystkich ulic miasta – „Tepper Gesel”, poszerzonym o pas przylegający do koszar piechoty, gdzie stacjonowało SS.

Opuszczone przez Żydów domostwa, sklepy i warsztaty zajęli polscy sąsiedzi – na mocy rozporządzenia wydanego przez magistrat. 

W czasie przeprowadzki do getta Żydzi usiłowali sprzedać to, co mogli, a resztę zostawiali w domach dla nowych lokatorów, nie wymagając zapłaty. Budynki istniejące przy „Tepper Gesel” oczywiście nie mogły pomieścić tak dużej populacji, więc dobudowywano specjalne baraki, z których każdy mieścił dwadzieścia osób. Mieszkania w getcie były przydzielane przez Judenrat w oparciu o indywidualne potrzeby, lecz istniała określona ilość metrów kwadratowych przypadających na daną osobę. Panowało olbrzymie przeludnienie. A jednak należy podkreślić, że w getcie przez długi czas nie wybuchła żadna epidemia. Pomoc medyczną nieśli doktorzy: Mantzer z Andrychowa oraz Idek (Jehuda) Thau z Dębicy, syn Simchy Thaua, którzy utworzyli w getcie izbę chorych i kierowali jej pracą. 

Po przeprowadzce do getta dębiccy Żydzi stracili kontakt ze światem zewnętrznym. Odtąd nie wolno im było pokazywać się poza gettem bez specjalnego pozwolenia. Zabroniono kontaktów biznesowych a nawet wymiany listów. 

Zdecydowana większość dębickich Żydów pracowała przy robotach publicznych, zwłaszcza przy rozbudowie stacji kolejowej, a także na płatnych stanowiskach w firmach niemieckich. Zmieniły się, co oczywiste, zasady prowadzenia działalności gospodarczej. Nie było już mowy o klasycznych transakcjach handlowych czy zleceniach porad prawnych. Odtąd Żydzi byli traktowani jako prywatna własność Gestapo. 

Po utworzeniu getta w Dębicy oraz w innych galicyjskich miastach odpowiedzialność związana z zarządzaniem ludnością żydowską została przeniesiona z władz lokalnych na Gestapo. Szefem Gestapo w Dębicy od początku okupacji nazistowskiej, aż do likwidacji getta był Niemiec z Wiednia Julius Garbler. 

Pierwszą rzeczą, od jakiej Gestapo zaczynało swoją działalność w gettach, było oddzielenie osób nadających się do pracy od osób do pracy niezdolnych. Ludzie z tej drugiej grupy byli wysyłani do obozów śmierci w pierwszym rzędzie. 

Do roku 1943 Żydów z Galicji i ze ¦ląska wysyłano do obozu śmierci w Bełżcu. 

W Dębicy, podobnie jak w innych miastach, Gestapo szybko wymusiło zmianę składu Judenratu, aby ten lepiej wywiązywał się ze swoich nowych obowiązków. Na miejsce starych członków Judenratu powoływano w większości członków żydowskiej „Służby Porządkowej” („Ordnungs-Dienst”), którzy byli już wprawieni w wypełnianiu niemieckich rozkazów. 

Garbler, szef dębickiego Gestapo, w swoich pierwszych kontaktach z Żydami postępował tak, jak wszyscy inni Niemcy, tj. próbował wydusić z nich maksimum z myślą o korzyściach osobistych. Często, stosując gro¼by, rozkazywał, aby Żydzi oddali mu różne rzeczy i żaden nigdy mu nie odmówił. Początkowo nie był brutalny i osobiście – aż do czasu pierwszej akcji w getcie – nie strzelał do swoich ofiar. W Dębicy był również policjant Schupo (Schutzpolizei) nazwiskiem Robert Urban[30], folksdojcz, który znęcał się nad Żydami na wiele sposobów. Przykładowo, osoby złapane bez pozwolenia poza obszarem getta (np. w pociągu) prowadził na cmentarz żydowski i tam rozstrzeliwał. Musiało się to, oczywiście, odbywać za wiedzą Garblera, który na co dzień sprawiał wrażenie uprzejmego i zawsze przestrzegał prawa i porządku. Garbler ukazał swoją prawdziwą twarz dopiero podczas pierwszej „akcji wysiedleńczej”, którą dowodził osobiście. Wówczas to zademonstrował wszystkie cechy charakterystyczne dla doświadczonego gestapowca. 

Niemcy wysyłali Żydów – jak uprzednio – do wszelkiego typu robót poza terenem getta, w tym głównie do prac przy rozbudowie węzła kolejowego oraz przy budowie lokomotywowni – jednej z największych w Galicji.  

6

Początkowo, kiedy naziści najechali na Związek Sowiecki, Żydzi zaczęli wierzyć, że czas wybawienia jest już blisko. Wszyscy wypatrywali rychłego wyswobodzenia. Wraz z klęską Armii Czerwonej na żydowskie głowy spadło jeszcze więcej nieszczęść. 

Od chwili założenia getta miasto obiegały pogłoski, że Żydzi zostaną wywiezieni koleją na wschód. Nikt nie znał celu tych wywózek. Pierwszy transport, który Żydzi dębiccy znali nie tylko ze słyszenia, dotyczył Żydów z Wolbromia. Grupa dębickich Żydów, odesłana do robót kolejowych, rozmawiała z wywożonymi lud¼mi przez okienka w wagonach, kiedy pociąg zatrzymał się na kilka minut na stacji. Pogłoski te wzmagały strach i zamieszanie. Żydzi dębiccy zaczynali podejrzewać, że wkrótce nadejdzie czas i na nich. Tuż przed 29 czerwca 1942 r. Żydzi (oraz żydowscy apostaci) z Sędziszowa, Ropczyc, Wielopola, Pilzna, Radomyśla oraz z innych miejscowości regionu zostali zamknięci w dębickim getcie. 

Na Żydów w getcie padł blady strach. Zaczęli szukać kryjówek poza terenem getta – u gojów, których znali lub opłacali. Niestety, w wielu przypadkach Polacy zdradzali ich kryjówki. Znalezionych odprowadzano na cmentarz żydowski i tam rozstrzeliwano. 

W nocy 29 czerwca 1942 r. esesmani z komanda stworzonego specjalnie w celu likwidacji Żydów (Judenvernichtung Kommando) wraz z polską policją otoczyli getto. Garbler pojawił się w getcie wcześnie rano wraz ze swoimi lud¼mi i gestapowcami spoza Dębicy, w tym z Heinrichem Wakundą – dowódcą akcji likwidacyjnych galicyjskich Żydów oraz z urzędnikiem z Judenratu w celu zebrania pozwoleń na pracę (Arbeitskarte), które uprzednio wydał urząd pracy (Arbeitsamt). Zbiórka trwała do popołudnia. 

Nazajutrz Józef Taub, prezes Judenratu, został wezwany na Gestapo, gdzie wydano mu polecenie zebrania wszystkich Żydów w celu przeprowadzenia selekcji i stwierdzenia, kto zostanie na miejscu, a kto zostanie wysłany – jak twierdzili gestapowcy – do pracy na wschodzie. Podpisane przez Gestapo pozwolenia na pracę miały zostać oddane jedynie tym osobom, które zostaną w getcie. 

Judenrat wykonał gestapowskie polecenie z największą gorliwością. Po opuszczeniu budynku Gestapo Józef Taub poinformował wszystkich Żydów, że muszą się zebrać na ulicy pomiędzy domem Wolfa Adera a domem piekarza Szlomo Herschlaga[8]. Tak też się stało. O wyznaczonej godzinie większość mieszkańców getta, w tym również i ci, których przywieziono niedawno, zebrali się w wyznaczonym miejscu. 

Po południu gestapowcy zasiedli za stołem w pobliżu Księżej £ąki, a mieszkańcy getta – jeden po drugim – przechodzili obok nich całymi rodzinami niczym owieczki[9]. Osoby, którym Gestapo podpisało i zwróciło pozwolenia na pracę, wracały na wyznaczone miejsce w getcie wraz z rodzinami. Osoby, którym nie zwrócono pozwoleń – czyli ci, którzy ukończyli 40-50 lat, jak również ci, którym gestapowska komisja nie uznała miejsca zatrudnienia – zostały zaprowadzone w inne miejsce, leżące w zagłębieniu terenu poniżej Księżej £ąki. 

Po dokonaniu selekcji gestapowcy, przy udziale polskiej policji i żydowskiej „Służby Porządkowej”, zaczęli przeczesywać getto, aby sprawdzić, czy w domach i barakach nie ukrył się żaden Żyd. Znale¼li kilkadziesiąt osób, „które były na tyle bezczelne, że wolały się ukryć”. Zaprowadzono jest prosto na cmentarz i rozstrzelano na miejscu. 

Owego dnia przybył duży transport kolejowy. Przywieziono wszystkich Żydów z Tarnobrzega i Rozwadowa. Zgromadzono ich na tzw. dolnym placu (poniżej Księżej £ąki). Gestapowiec odpowiedzialny za doprowadzenie nowo przybyłych na miejsce zbiórki, kierując się kaprysem, wybrał i skierował na górny plac tylko czterech lub pięciu mężczyzn z transportu. 

Rozpadał się deszcz, a Księża £ąka zamieniła się w bagno. Żydzi z Dębicy, Sędziszowa, Ropczyc, Wielopola, Pilzna, Tarnobrzega i Rozwadowa czekali na rozkaz drżąc z przerażenia. Esesmańskie anioły śmierci pilnowały, aby tłum stał równo, podzieliwszy ludzi na kilka grup. Nagle rozległa się komenda: „Klęknąć!”. Potężny tłum mężczyzn, kobiet i dzieci uklęknął w błocie. 

Gestapowcy przechadzali się wśród rzędów klęczących ludzi i wybrali spośród nich około 180-200 osób. Esesmani umieścili ich na ciężarówkach i wywie¼li na skraj lasu porastającego £ysą Górę w Dębicy-Wolicy. Całą grupę zaprowadzono do lasu, tam rozstrzelano, po czym wrzucono do zbiorowej mogiły – wykopanej przez polskich junaków. Zwieńczeniem tej strasznej zbrodni był rozkaz, aby junacy zasypali mogiłę. 

Miało to miejsce 7. dnia miesiąca Aw 5702 roku (21 lipca 1942 r.). 

7

Tego samego dnia pod wieczór cała reszta, czyli około 4000 Żydów, w tym 2000 żydowskich mieszkańców Dębicy, zaprowadzono na stację kolejową i wysłano na wschód w zamkniętych wagonach. Transport pojechał do obozu śmierci w Bełżcu. Zaledwie kilku osobom udało się wyskoczyć z pędzącego pociągu. 

Spośród ludzi zebranych na dolnym placu wybrano wcześniej grupę, którą odesłano do Rzeszowa, do pracy w zakładach produkujących części do samolotów marki Messerschmitt. Niektórzy z tych ludzi przeżyli. Podobne szczęście miała grupa młodzieży wysłana do pracy w zakładach lotniczych w Mielcu (Flugzeugwerk). Trzecią grupę młodzieży wysłano do obozu pracy przymusowej w Pustkowie (Zwangsarbeitlager), który utworzono w okresie likwidacji Żydów mieleckich. Z grupy tej ocalała tylko jedna osoba – Izrael Reiner. 

Finałem tych wydarzeń było wydane przez Gestapo rozporządzenie ostrzegające, że wszyscy Żydzi złapani bez podpisanego dokumentu zostaną natychmiast rozstrzelani. Oddział SS opuścił teren getta. Polska policja strzegła getta z zewnątrz, natomiast żydowska „Służba Porządkowa” – od wewnątrz. 

8

Żydzi dębiccy nigdy nie porzucili studiowania Tory – nawet w czasie okupacji niemieckiej. Jak by tego było mało, uczeni w Torze prowadzili – jak dawniej – kursy dla zaawansowanych. Byli i tacy, którzy zajmowali się tajnym nauczaniem. 

Izrael Lejb Frankel, zięć Rubena (Rubelego) Klugera, prowadził tajną jeszywę. Był to młody mężczyzna po trzydziestce. Urodził się w miasteczku Rozodół[10]. Był chasydem bełzkim i studiował Torę, w tym „ukrytą Torę”[11], głównie w tarnowskich betmidraszach. 

Kilka lat przed najazdem nazistów reb Izrael Lejb otworzył w Dębicy jesziwę[12] i jesziwa ta funkcjonowała, aż do wybuchu wojny. Po wkroczeniu nazistów do miasta dawni uczniowie reb Izraela Lejba zrezygnowali z nauki, więc zgromadził wokół siebie nową grupę młodych ludzi w wieku od 14 do 16 lat – głównie dzieci świeckich kamieniczników. Nauka odbywała się na strychu u Józefa Rosza w pobliżu domu rabina. Funkcjonowanie tej jesziwy w warunkach, jakie panowały w owym czasie, można uznać za faktyczne uświęcenie Imienia[13]

Jesziwa działała w ten sposób od wiosny 1940 r. do jesieni 1941 r., to znaczy do momentu, gdy zaczęły się łapanki do obozu w Pustkowie. Początkowo do Pustkowa wywieziono nawet samego reb Izraela Lejba, lecz niedługo potem zwolniono go za łapówkę. 

Nauka zaczynała się codziennie o 8:30 rano od studiowania Gemary[14], talmudycznego Traktatu Szabat wraz z komentarzami Tosafot[15], komentarzami Rambama (Majmonidesa)[16] oraz Raszby[17]. W południe oraz w godzinach popołudniowych uczniowie powtarzali sobie poranny wykład. Wieczorami zaś w pojedynkę lub w grupach uczyli się przedmiotów ogólnych. Niektórzy z nich przygotowywali się do egzaminów wstępnych na studia. Rabin nie dostrzegał niczego złego w równoczesnym studiowaniu pism świętych i przedmiotów świeckich, gdyż sam odebrał świeckie wykształcenie i – jak mówiono – był ekspertem w dziedzinie literatury światowej. Miał gruntowne rozeznanie w sprawach ziemskich. 

Reb Izrael Lejb podawał swoim uczniom nie tylko praktyczne wskazówki na temat żydowskiego prawa (halachy), lecz również tłumaczył im zagadnienia homiletyczne (agady talmudyczne) oraz wykładał, jak dążyć do poprawienia swojego charakteru (musar[18]). Dotykał również kwestii mistycznych. Pewnego razu, po napaści Hitlera na Rosję, grupa uczniów wraz z kolegami przyszła do reb Izraela Lejba z prośbą o opinię na temat zwycięstw, jakie odnosili hitlerowcy na wschodnim froncie – rozgłaszanych wszem i wobec na ulicach miasta. Wiadomości te napawały serca Żydów, szczególnie młodzieży żydowskiej, trwogą, gdyż wszyscy spodziewali się, że wojna Niemiec ze Związkiem Sowieckim zakończy się rychłą klęską nazistów. Reb Izrael Lejb wyjaśnił to tak: „Z praktycznego punktu widzenia zwycięstwa te są niczym innym jak tylko błahymi epizodami. Na poziomie mistycznym i religijnym jawią się bowiem jako zwiastuny wyzwolenia.” Zebrana młodzież zakończyła debatę pełna otuchy i nadziei. Ich mistrz był bowiem zawsze przepełniony radością i wiarą. 

W czasie święta Pesach w 1942 r. Judenrat wysłał reb Izraela Lejba wraz z rodziną do Radomyśla Wielkiego. Za nim ruszyły dziesiątki innych rodzin. Celem tej przeprowadzki było – by tak rzec – zmniejszenie tłoku panującego w dębickim getcie. Jednakże już 5. dnia miesiąca Aw (19 lipca) reb Izrael Lejb powrócił do dębickiego getta wraz ze wszystkimi Żydami z Radomyśla. W czasie pierwszej „akcji wysiedleńczej” został wysłany wraz z grupą 200 dębickich Żydów do obozu karnego SS w Pustkowie, gdzie zmarł. 

Wśród jego uczniów znajdowali się: dwaj synowie reb Jechezkiela Shocheta, syn piekarza Arona Jaakowa (cała trójka mieszka obecnie w Stanach Zjednoczonych), Cwi Lisza, Menachem Ofan[19] (mieszkający w Izraelu), Icchak Salomon, dwaj synowie Józefa Rotha i Icchak Epstein (wszyscy zostali pomordowani w Dębicy) oraz wielu innych. 

Latem 1940 r. do Dębicy przybył uciekinier z Krakowa – reb Mosze Schmid. Miał około sześćdziesiąt lat i był jednym z największych znawców Tory w swoim mieście: należał do grona uczonych, którzy mieli licencję na egzaminowanie uczniów zdających na studia do Jesziwy Mędrców Lublina. Osiadłszy w Dębicy, dawał miejscowym uczniom cotygodniowe wykłady z dydaktyki talmudycznej (pilpul[20]) na tematy, które poznawali w kolejnych tygodniach. Wykładał do zimy 1941 r. Został wysiedlony do Radomyśla Wielkiego, lecz już nie wrócił do Dębicy. Nie chciał. Wyszedł na ulicę ze zwojem Tory i ogłosił, że nie chce wracać. Zastrzelili go naziści. Oddał swoją czystą duszę B-u, odmawiając Szema[21], owej niedzieli piątego Aw. 

9

Trudno opisać trwogę, jaka zapanowała pośród tych, którzy pozostali w getcie. Ostatni sygnał – kartkę pocztową ze stemplem urzędu pocztowego w Przemyślu – otrzymano od jednego z zesłańców, Naftalego Eisena. Nie wiadomo, w jaki sposób kartka ta doszła na pocztę w Dębicy, gdyż już od dłuższego czasu do getta nie docierała żadna korespondencja. 

W dzień lub dwa po akcji osoby, którym udało się ukryć i nie zostały znalezione, zaczęły przedzierać się z powrotem do getta. Czynili to pod osłoną nocy lub wchodząc w grupie Żydów wracających z pracy. 

Tymczasem Niemcy wydali rozporządzenie grożące Polakom rozstrzelaniem w wypadku stwierdzenia, że ukrywają Żydów lub udzielają im jakiejkolwiek pomocy. 

Wznowiono negocjacje z naczelnymi władzami niemieckimi po to, aby wyrobić potrzebne dokumenty i pozwolenia dla powracających osób. Negocjatorami ze strony Judenratu byli – Anszel Taub oraz Immerglick (ten ostatni pochodził z Radomyśla Małego i był zięciem rze¼nika Mordechaja Goldfarba). Dokumenty ostatecznie zdobyto za pieniądze – pomimo ostrzeżeń Gestapo, że osoby schwytane bez dokumentów zostaną rozstrzelane. Józef Taub zwykł był w takich razach mówić: „To tylko pieniądze! To tylko pieniądze!” Proceder wyrabiania dokumentów za łapówki nie był rzecz jasna ewidencjonowany w aktach, gdyż w innym razie Niemcy mieliby dokładne dane na temat liczby przebywających w getcie Żydów. 

Ludzie, którzy pozostali w getcie – w przeważającej mierze mężczy¼ni, lecz również pewna grupa kobiet – zatrudnieni byli przy robotach kolejowych oraz przy różnych tajnych pracach aż do do 7. lub 8. dnia miesiąca Tewet 5703 roku (15-16 grudnia 1943 r.). Kilkoro pracowało w powszechnie znanych miejscach. Życie w getcie poddane było reżimowi dnia pracy: rano grupy robocze opuszczały teren getta i po dziesięciogodzinnej dniówce – wracały. 

Dębickie getto zwano obozem pracy (Arbeitslager). Teren ogrodzony drutem kolczastym znacznie się skurczył, gdyż oficjalnie pozostało w getcie jedynie około 600 osób. Za drutami była również pewna grupa ludzi, którzy przebywali w getcie nielegalnie. Ich liczba wzrastała w miarę napływu tych, którzy nie mogli się dłużej ukrywać poza gettem. 

Warto w tym miejscu nadmienić, iż w okresie pomiędzy pierwszą a drugą „akcją wysiedleńczą” nie zanotowano doniesień na ukrywająych się Żydów. 

W owym czasie Gestapo przekazało Judenratowi mieleckiego Żyda nazwiskiem Kaplan, którego zadaniem miało być szycie butów dla gestapowców. 

Żadna z osób wysłanych na wschód nie dawała znaku życia i zaczęły krążyć pogłoski o obozie śmierci w Bełżcu. Ci, którzy pozostali w dębickim getcie, zaczęli sobie zdawać sprawę z tego, że ich własny koniec jest już blisko. Panowało straszne przeświadczenie, że nie przeżyje nikt. 

Ludzie w getcie otrzymywali od Niemców bardzo małe racje żywnościowe. Dlatego jedzenie przeszmuglowywały osoby powracające z robót, jak również goje, którzy w zamian za przedmioty osobistego użytku, ubrania itp. prowadzili swoistą aprowizację. 

7. lub 8. dnia miesiąca Tewet 5703 roku, czyli w przeddzień drugiej „akcji wysiedleńczej”, stało się jasne, że Niemcy przygotowywują ostateczną likwidację całego getta. Tym razem śmierć zajrzała do oczu i członkom Judenratu, którzy zaczęli szukać sposobów ratunku dla siebie i swoich rodzin. 

10

Owej ostatniej nocy przed akcją, o godzinie 22:00, Muniek Schuss, jeden z dowódców żydowskiej „Służby Porządkowej”, przyszedł do Rubena Siedliskera i powiedział mu, że poinformuje go o likwidacji getta (która – nota bene – miała się odbyć nazajutrz), jeśli ten zgodzi się, aby kilka rodzin członków Judenratu weszło do kryjówki, jaką przygotował dla siebie i swojej rodziny w stodole architekta Krawczyka w Gawrzyłowej. Po uzgodnieniach ze swoim starszym bratem Abrahamem, Ruben zgodził się na zaproponowane warunki i sprowadził do siebie Josele (Józefa) Tauba – prezesa Judenratu, który mieszkał dotąd w domu Hirsza Liszy na tyłach jednej z pierzei rynku. 

W owym czasie Anszel Taub poinformał wszystkich członków rodzin Taub, Schuldenfrei i Schuss, że z powiadomienia, jakie otrzymał od naczelnika urzędu pracy (Arbeitsamtu), wynika, iż nazajutrz w getcie pozostaną jedynie osoby zatrudnione przy robotach kolejowych oraz przy innych pracach, jakie okażą się konieczne w obozie pracy przymusowej, który zostanie utworzony na miejscu dotychczasowego obozu pracy w getcie. Szefem nowego obozu będzie Immerglick, a jego pomocnikami – Witkower, zatrudniony jako sekretarz oraz Kaplan na stanowisku doradcy. 

Ruben Siedlisker znajdował się pod nadzorem Muńka Schussa, który dopiero po usilnych naleganiach pozwolił Rubenowi pójść do przyjaciół i poinformować ich o tym, kto zostanie w getcie, a kto powinien uciekać. Osoby, które usłyszały te nowiny, i które miały szansę znale¼ć kryjówkę, uciekły z getta jeszcze tej samej nocy. 

Tym razem akcja była bardzo krótka. Getto zostało otoczone przez ukraińską „Służbę Specjalną” (Sonder Dienst), której zadaniem było wykonanie „czarnej roboty”. Ponownie zebrano wszystkich Żydów tak, jak w czasie pierwszej akcji. Osoby wskazane przez Immerglicka (zarozumiałego, nieodpowiedzialnego, bez przerwy obracającego ozorem i pozbawionego uczuć rodzinnych osobnika) i jego pomocników jako siła robocza, niezbędna przy robotach kolejowych i innych koniecznych pracach, otrzymywały nowe zaświadczenia i wracały na miejsce zbiórki – tym razem jednak bez rodzin. Resztę odprowadzono na dolny plac w pobliżu mokradła i stamtąd załadowano na podstawione wagony. Ludzi ci zostali wysłani do Bełżca. 

11

Będąc nowym szefem obozu pracy przymusowej, Immerglick odznaczał się okrucieństwem: stosował gro¼by i zastraszał tych, którzy pozostali. W poszukiwaniu ukrywających się Żydów brali udział nie tylko Niemcy i ich ukraińscy pomocnicy, lecz również członkowie żydowskiej „Służby Porządkowej”, którzy powyciągali z kryjówek w barakach mnóstwo swoich pobratymców. Znalezionych zabierano na cmentarz żydowski i tam rozstrzeliwano. 

Pod koniec akcji Żydzi, którzy nie mogli już dłużej ukrywać się w swoich kryjówkach, jak również ci, którym udało się wyskoczyć z pociągów, powrócili do getta. Kilka osób wróciło nawet z £ańcuta. Powracali nocą, idąc wzdłuż dróg lub torów. Immerglick poinformował ich, że będą musieli opuścić teren getta-obozu, gdyż w innym wypadku wyda ich Gestapo. Zostało już tylko jedno miejsce ucieczki – getto w Bochni, które jeszcze funkcjonowało i gdzie – jak mówiły pogłoski – dawało się jeszcze jakoś przeżyć.

Naziści powtarzali pochodzącą z wiarygodnego ¼ródła informację, że odtąd miało zostać jedynie pięć gett: w Krakowie, Tarnowie, Bochni, Przemyślu i Rzeszowie. Najwyra¼niej próbowali zebrać Żydów w kilku wybranych miejscach. Żydzi dębiccy uciekali – początkowo głównie do Bochni – pociągiem, pieszo lub wszelkimi innymi sposobami z pomocą gojów, którzy otrzymywali za to wynagrodzenie. 

Gestapo, przy pomocy Immerglicka i jego pomocników, którzy wcześniej byli członkami „Służby Porządkowej”, zaprowadzili grupę nielegalnie przebywających w obozie Żydów – około 52. osoby w podeszłym wieku, ludzi chorych oraz dzieci – do Talmud-Tory, stwarzając wrażenie, że urządzono tam dla nich szpital. Jednakże jeszcze tej samej nocy w budynku pojawili się Immerglick wraz ze „Służbą Porządkową” oraz Garbler i wymordowali całą grupę – jednego po drugim. Członkowie żydowskiej policji trzymali ofiary za ramiona, a Garbler strzelał. Dwa tygodnie pó¼niej jeden z owych żydowskich pomocników został bez powodu zastrzelony właśnie przez Garblera, stojąc na straży przy bramie wejściowej do obozu. 

12

Ludzie, którzy uciekli do bocheńskiego getta podzielili tragiczny los bocheńskich Żydów: większość została zesłana do obozu Auschwitz i tam zginęła na początku września 1943 r. Niektórych wysłano do obozu pracy w Szebniach koło Jasła, skąd kilku dębiczanom udało się wrócić na ochotnika do obozu w Pustkowie. Większość wię¼niów obozu w Szebniach – czyli niedobitków Żydów galicyjskich pochodzących z Tarnowa, Rzeszowa, Bochni i Przemyśla – wywieziono do Auschwitz w dniu 29 listopada 1943 r. Przeszli przez selekcję i pewna ich grupa trafiła do różnych obozów pracy znajdujących się w regionie, a stamtąd – dalej, do innych obozów. Obóz pracy przymusowej w Dębicy istniał prawie do Pesach 5704 roku (czyli do początku kwietnia 1944 r.), a został zlikwidowany w wigilię święta. Żydowscy robotnicy zostali przeniesieni do obozu na ulicy Jerozolimskiej[22] w Krakowie. Żydowskie służby obozowe zostały na miejscu wraz z najbliższymi rodzinami jeszcze przez dwa tygodnie. Potem przewieziono ich do obozu przy zakładach lotniczych w Mielcu, a kilka dni pó¼niej – zapewne za namową Garblera – Gestapo wyprowadziło ich z obozu i rozstrzelało. 

Polska policja kolejowa (Bahnpolizei), w skład której wchodzili młodzi chłopcy z Dębicy i okolicznych wsi, odegrała w tej zbrodni kluczową rolę. Jej członkowie również wcześniej strzelali do wszystkich osób znalezionych w pociągach lub w pobliżu torów, w których rozpoznali Żydów. 

Po likwidacji obozu w Dębicy polska policja zaczęła prowadzić poszukiwania ukrywających się Żydów i rozstrzeliwała każdą wyciągniętą z kryjówki osobę. Wśród zabitych znalazły się całe rodziny Schussów oraz Taubów, które ukrywały się w lasach niedaleko Wielopola i Stasiówki. To właśnie polska policja prowadziła większość akcji poszukiwawczych ukrywających się Żydów. A jednak kilkoro osób przeżyło, w tym rodzina Faustów i Jechezkiel Shochet. 

13

[23] W czasie „akcji wysiedleńczej” naziści zgromadzili na wyznaczonym placu około 5000 Żydów pochodzących z Dębicy, Pilzna, Baranowa, Tarnobrzega-Dzikowa oraz Radomyśla Wielkiego i Małego. Ustawiono ich w 50. dziesięciorzędowych grupach, po dziesięć osób w rzędzie, w tym kobiety i dzieci. 

Przed wprowadzeniem grup do wagonów – jedna grupa w każdym wagonie – wydzielono spośród nich: około 150 głównie młodych osób, które odesłano do pracy w zakładach lotniczych w Rzeszowie, około 200 osób, które wysłano do obozu karnego SS w Pustkowie oraz grupę 40 młodych osób, które wysłano w niewiadome miejsce w pobliżu Dębicy. Resztę załadowano na wagony i wywieziono na wschód, najpewniej do obozu śmierci w Bełżcu. 

W stupięćdziesięcioosobowej grupie wywiezionej do Rzeszowa znajdowało się 40. dębiczan. Grupa ta stanowiła trzon obozu przy Flugzeugfabrik Reichschauf („Reichschauf” to niemieckie określenie Rzeszowa). Dowódcą obozu był niejaki Alfred, dębiczanin, który osiadł w Niemczech, lecz wrócił do Polski przez Zbąszyń[24]. Asystowali mu Walter – również z Dębicy oraz Jurek – uciekinier z £odzi, który mieszkał w Dębicy w czasie wojny. Traktowali swoich pobratymców bardzo ¼le i zamordowali wielu w obozie. 

Obóz ten istniał aż do momentu, gdy w czerwcu 1944 r. do Rzeszowa podeszli Rosjanie. Więziono w nim 500 osób, które tworzyły wysoko wykwalifikowaną kadrę tokarzy, wyrabiającą wysokie (bo sięgające 120%) normy. Właścicielem przedsiębiorstwa była niemiecka firma Heinkel. 

W ostatniej chwili przed przeniesieniem obozu na wschód, żydowska Sonder Dienst udaremniła próbę ucieczki większej grupy wię¼niów. Jednakże siedemnastu osobom udało się zbiec. 

Do czasu przeniesienia obozu spośród czterdziestu dębickich wię¼niów przeżyli prawie wszyscy. I ci przeżyli też przeniesienie do kolejnych obozów, nadal wykonując prace tokarskie dla firmy Heinkel. Rozmieszczono ich w trzynastu różnych obozach: w Płaszowie, Wieliczce (w fabryce samolotów), Flossenbergu (w Bawarii), Kolmar (we Francji), w tunelu oranienburskim, w Raunesweig (jednym z przedsiębiorstw Hermana Goeringa), w Neugamma w pobliżu Hamburga (w obozie głównym), Bremen oraz w Bergen-Belsen. Ten ostatni obóz wyzwolono 15 kwietnia 1945 r., jednak brytyjscy żołnierze zajęli się wię¼niami dopiero nazajutrz. Anglicy pojawili się w obozie w poniedziałek wieczór i rozdali wię¼niom po ćwiartce chleba oraz po puszce smalcu. Wię¼niowie nie jedli niczego przez wiele dni, więc po zjedzeniu chleba zachorowali na czerwonkę. Zmarły tysiące. Chorych zostawiono w barakach razem ze zmarłymi bez jakiejkolwiek pomocy. Dopiero blok 12. (tj. blok żydowski) wysłał delegację do rabina wojska brytyjskiego, która opisała mu istniejącą sytuację. Rabin wysłał z pomocą kilka sanitariuszek i sytuacja uległa poprawie. Wię¼niowie pozostawali w obozie jeszcze przez dwa tygodnie, zanim zostali stamtąd zabrani. 

Przetłumaczył z języka angielskiego, opracował i opatrzył przypisami:

Ireneusz Socha © 2005


Powyższe tłumaczenie zostało dokonane z przekładu hebrajskiego oryginału na język angielski 
(The Murder of the Jews of Dembitz, tłum. i oprac. Jerrold Landau, Page141).
[Sefer Dembic, ss. 141-147, red. Daniel Leibel, Tel Awiw, 1964].

« Previous Page Table of Contents Spis treści Next Page »




  1. Włodzimierz Bonusiak nie wspomina o ostrzale lotniczym Dębicy 1 września. Potwierdza jednak, że pierwsze bombardowanie miasta miało miejsce 2 września 1939 r. ok. 18:00 („Podczas wojny obronnej i okupacji niemieckiej” w: „Dębica. Zarys dziejów miasta i regionu” [red. J. Buszko, F. Kiryk], Kraków 1995). (przyp. tłum.)  Return
  2. Prawdopodobnie chodzi o Arona Beera. (przyp. tłum.) Return
  3. Prawdopodobnie chodzi o Wólkę Dulecką koło Radomyśla Wlk. (przyp. tłum.) Return
  4. Alfons Oswald. (przyp. tłum.) Return
  5. Ernst Faulhaber. (przyp. tłum.) Return
  6. Ernst Kops. (przyp. tłum.) Return
  7. Talmud-Tora (hebr. „nauka Tory”) – nazwa religijnej szkoły elementarnej przeznaczonej dla dzieci najuboższych rodziców oraz dla sierot, których nie było stać na opłacenie nauki u prywatnych nauczycieli. (Polski słownik judaistyczny, Warszawa 2003) Return
  8. Dzisiejsza ulica Żuławskiego. (przyp. tłum.) Return
  9. Fraza o przechodzeniu owieczek jest zapożyczeniem z „Unesane tokew” („Opiewajmy świętą moc tego dnia, albowiem budzi grozę i przejmuje strachem”), modlitwy zmawianej w święta Rosz Haszana oraz Jom Kipur, gdzie jest mowa o tym, że w Rosz Haszana i w Jom Kipur wszyscy ludzie przechodzą przed B-m niczym owce przed swoim pasterzem, który liczy swoje stado. (Jerrold Landau) Return
  10. Rozdół koło Żydaczowa na Ukrainie. (przyp. tłum.) Return
  11. Eufemistyczne określenie kabały i ksiąg należących do kanonu judaistycznego mistycyzmu. (Jerrold Landau) Return
  12. jesziwa (hebr. „posiedzenie”) – wyższa szkoła talmudyczna dla nieżonatych studentów. Umożliwiała chłopcom w wieku 13-14 lat, kontynuację nauki po ukończeniu chederu. Po ukończeniu jesziwy niektórzy otrzymywali smichę (pozwolenie na nauczanie i orzekanie w kwestiach prawa i rytuału żydowskiego – wydawane uczniowi przez mistrza), która uprawniała do objęcia stanowiska rabina. (Wikipedia.pl) Return
  13. kidusz ha-Szem – męczeństwo za wiarę. (przyp. tłum.) Return
  14. Gemara (od hebr. gamar „kończyć”) – zbiór komentarzy uzupełniających do Miszny (zbioru nauk prawnych judaizmu). Jest dziełem uczonych, zwanych amoraitami i wraz z Miszną tworzy Talmud. (Forum Żydów Polskich) Return
  15. Tosafot (hebr. „dodatki”) - jeden z głównych komentarzy talmudycznych, skompilowany z pism różnych interpretatorów, w tym potomków Rasziego. (Jerrold Landau) Return
  16. Rambam – Rabbi Mosze ben Majmon vel Emron Musa ben Majmin (1135-1204), hiszpański talmudysta, filozof, matematyk, lekarz, astronom – jeden z najwybitniejszych uczonych żydowskich średniowiecza. (przyp. tłum.) Return
  17. Raszba – Rabbi Szlomo ben Aderet (1235-1310), hiszpański rabin-talmudysta, autor tysięcy komentarzy talmudycznych. (przyp. tłum.) Return
  18. musar (hebr. „kara”) – judaistyczny system etyczny oparty na samokształceniu i samodoskonaleniu, skodyfikowany w XIX w. w środowisku ortodoksyjnym na Litwie. System zakłada wykonywanie specjalnych ćwiczeń kontemplacyjnych, które mają pomóc człowiekowi samodzielnie zidentyfikować, a następnie pokonać wszelkie bariery utrudniające dostęp do świętości w życiu duchowym. (przyp. tłum.) Return
  19. Na stronie JewishGen również „Menachem Ofer”. Chodzi o Menachema Ofena. (przyp. tłum.) Return
  20. pilpul (hebr. „pieprz”) – klasyczna talmudyczna metoda rozumowania i argumentacji oparta na poszukiwaniu subtelnych rozróżnień. (przyp. tłum.) Return
  21. Szema (hebr. „słuchaj”) – żydowskie wyznanie wiary, jedna z dwóch, obok „Szmone Esre” („Osiemnastu Błogosławieństw”), najważniejszych modlitw judaizmu: „Słuchaj, Izraelu, Haszem jest naszym B-m, Haszem B-g jest Jeden”. Czytana jest dwa razy dziennie - podczas porannej modlitwy Szachrit oraz wieczornej Maariw. Na Szema składają się trzy teksty pochodzące z Tory: Pwt 6:4-9, Pwt 11:13-21 oraz Lb 15:37-41. (Pardes Lauder) Return
  22. Obóz w Płaszowie. (przyp. tłum.) Return
  23. Autorem tego rozdziału jest Menachem Ofen. (Jerrold Landau) Return
  24. U schyłku lat 1930. polscy Żydzi mieszkający w Niemczech zostali wypędzeni do Polski przez punkt graniczny w Zbąszyniu. (Jerrold Landau) Return
  25. Niemożliwe. Koło bursy był dom Ewy Ketz z d. Beer, który stoi do dzisiaj. (Jacek Dymitrowski) Return
  26. We wrześniu 1939 r. miasto bombardowano dwa razy tego samego dnia, głównie okolicę dworca PKP. (Jacek Dymitrowski) Return
  27. Komendantem miasta był Adam Lazarowicz. (Jacek Dymitrowski) Return
  28. Wg słów jego syna, Meira Goldmana, Abraham Goldman miał uciec z miasta dopiero po 2-3 miesiącach. (Jacek Dymitrowski) Return
  29. Lignoza była zakładem produkującym materiały wybuchowe. (Jacek Dymitrowski) Return
  30. Pochodził z rejonu Rudy Śląskiej. (Jacek Dymitrowski) Return


This material is made available by JewishGen, Inc. and the Yizkor Book Project for the purpose of fulfilling our mission of disseminating information about the Holocaust and destroyed Jewish communities. This material may not be copied, sold or bartered without JewishGen, Inc.'s permission. Rights may be reserved by the copyright holder.


JewishGen, Inc. makes no representations regarding the accuracy of the translation. The reader may wish to refer to the original material for verification. JewishGen is not responsible for inaccuracies or omissions in the original work and cannot rewrite or edit the text to correct inaccuracies and/or omissions. Our mission is to produce a translation of the original work and we cannot verify the accuracy of statements or alter facts cited.

  Dembitz, Poland     Yizkor Book Project     JewishGen Home Page


Yizkor Book Project Manager, Joyce Field
This web page created by Ireneusz Socha

Copyright © 1999-2008 by JewishGen, Inc.
Updated 27 Aug 2006 by LA