« Previous Page Table of Contents Spis treści Next Page »

[56]

Pieczenie „strzeżonej macy”

Jechuda Pechter

Translated by Ireneusz Socha

Donated by Jacek Dymitrowski

Moje, sięgające czterdzieści lat wstecz, wspomnienia nt. pieczenia „strzeżonej macy” [1] w Dębicy z pewnością nie będą zawierały żadnych odkrywczych stwierdzeń. „Strzeżoną macę” pieczono bowiem w taki sam sposób we wszystkich miasteczkach Wschodniej Europy. Cóż zatem mógłbym dodać? Czyżby dębiccy chasydzi szli w tym względzie za przepisami jakiegoś odmiennego prawa lub przestrzegali jakiegoś zwyczaju, który był nieznany reszcie galicyjskich chasydów? A jednak wierzę, iż mój opis w minimalnym choćby stopniu pomoże uszczegółowić portret zgładzonych pokoleń, uzupełnić obraz tego wysublimowanego i świętego świata – ściśle powiązanego, podobnie jak w całej Galicji, ze świeckim życiem naszego miasteczka – o choćby mały punkcik.

Dziad mój – rabbi Chaim Szlezynger Bł. P., który był mohelem [2] w Dębicy – udawał się w pełni lata, w okresie żniw, do jednej z okolicznych wiosek, aby wraz z miejscowym rolnikiem żydowskim zebrać pszenicę na „strzeżoną macę” ze specjalnie wyznaczonej na ten cel części jego pola. Zbiorem tej pszenicy zajmował się wyłącznie mój dziad wraz z owym żydowskim gospodarzem.

Żęcie i młócka odbywały się z zachowaniem zasad rytualnej czystości, po czym ziarno zawijano w białe płótno. Było niekrochmalone, gdyż krochmal jest chamecem [3]. Dziadek przynosił tobołek z ziarnem do domu, a następnie umieszczał go w specjalnie wybranym miejscu na strychu chasydzkiej modlitewni – w pobliżu domu cadyka Altera Pechtera Bł.P. Tam własnoręcznie rozkładał ziarno na starannie wypranych białych prześcieradłach, aby właściwie wysuszyć pszenicę. W okresie pomiędzy świętami Purym i Pesach [4], kiedy ziarno zostało całkowicie wysuszone, dziad przystępował do wybierania szumin [5], które również bezwzględnie uznawano za chamec. Chcąc precyzyjnie wypełnić to przykazanie, należało ręcznie zbadać dokładnie całą pszenicę, bo tylko w ten sposób można było mieć pewność, że ani jedno zepsute ziarenko nie znalazło się w ziarnie przygotowywanym na macę.

Następnie pszenicę z wielką ostrożnością przenoszono do domu reb Józefa Lewiego, który uczył starszą młodzież. Reb Józef posiadał żarna, czyli ręczny młyn składający się z dwóch płaskich, kolistych kamieni umieszczonych jeden nad drugim – dolnego nieruchomego, a górnego obracanego ręcznie. I właśnie tam, u reb Józefa Lewiego na ulicy Kawęczyńskiej, odbywało się mielenie, przy którym zwykle pomagałem dziadkowi.

Z czasem doszedłem do wprawy w precyzyjnym wsypywaniu ziarna do otworu w górnym, poruszającym się podczas mielenia kamieniu. Bardzo uważałem, aby broń B-e, nie uronić ani ziarenka, gdyż ziarno to było dla nas skarbem cenniejszym od złota. Otrzymaną ze zmielonego ziarna mąkę zsypywaliśmy na wspomniane wcześniej, koszerne płótno, które związywaliśmy i zanosiliśmy z powrotem, zapewniając szczęście całemu domowi. Następnie uwiązywaliśmy tobołek na gwo¼dziu u powały, żeby dzieci, które mają pełno chamecu na rękach – broń B-e – nie dotknęły go.

Wieczorem, 14 dnia miesiąca nisan, pomiędzy minchą a maariw [6], przed rytuałem wyszukiwania i usuwania z domu resztek chamecu, dwudziestu chasydów z miejscowej modlitewni schodziło nad pobliski potok [7] zaczerpnąć majim szelanu [8] do pieczenia „strzeżonej macy”, trzymając nieużywane, drewniane kubełki w prawej dłoni, a porcelanowe pucharki w lewej. Zanosili wodę do modlitewni, przykrywali ją kawałkami śnieżnobiałego płótna i udawali się na nabożeństwo wieczorne.

Po wieczornym nabożeństwie „wodę, która stoi przez noc” przynoszono do domu reb Altera Pechtera, który sprawdzał, czy nie dostał się do niej ani okruszek chamecu. Ufano, że Reb Alter wraz z rodziną będzie strzegł „wody, która stoi przez noc” jak ¼renicy oka.

Następnego popołudnia, w wigilię Pesach, chasydzi zbierali się w specjalnie do tego celu przeznaczonej piekarni, którą kilka dni wcześniej oczyszczono i wykoszerowano. W piekarni była już „woda, która stoi przez noc” oraz mąka. Z desek złożono długi stół. Z samego rana przyniesiono zrobione z twardego drewna wałki do macowego ciasta. Na miejscu były również drewniane dziurkacze do robienia otworów w macy, jak również piekarskie łopaty służące do wyciągania jej z pieca. Wszystko było gotowe do rozpoczęcia „świętego dzieła” pieczenia macy w wigilię święta Pesach.

Odziani w jedwabne tuniki chasydzi stali z wałkami pod pachą – gotowi do spełnienia przykazania dotyczącego wypieku macy w wigilię Pesach. Niecierpliwie wyglądali dzieży z ciastem, które mieli zagniatać w pośpiechu, wspominając pośpiech, z jakim lud Izraela wychodził z Egiptu.

Reb Chaim Szlezynger zaczerpnął pierwszą porcję ciasta i rozdzielił ją wśród chasydów, którzy zostali poinstruowani, że – zgodnie z prawem religijnym – od zagniatania do wypieku nie powinno upłynąć więcej niż 18 minut. W czasie spełniania owej micwy [9] chasydzi śpiewali Hallel [10] z taką żarliwością, jakiej dziś nie umiemy już sobie nawet wyobrazić.

Kiedy podziurkowane ciasto macowe wchodziło do pieca, wszyscy mobilizowali piekarza wspólnym wołaniem: „Przez wzgląd na przykazanie o macy, wsad¼ macę do pieca!”.

Zakończenie wypieku „strzeżonej macy” świętowano, wznosząc toast „na zdrowie” specjalnie koszerowaną na Pesach śliwowicą i zagryzając jajkiem na miękko. Chasydzi błogosławili sobie wzajemnie słowami: „Gratulacje! B-g da, to samo zrobimy w przyszłym roku! Na przyszły rok w Jerozolimie!”. Każdy dostawał jeden lub dwa kawałki macy jako wynagrodzenie za pracę.

„Strzeżoną macę” zawijano w białe płótno, zanoszono do domów i umieszczano w specjalnym miejscu – tak, aby oddzielić ją od zwykłej macy, którą upieczono około dwa tygodnie wcześniej.

Tak oto, z należną pokorą i trwogą, chasydzi z modlitewni świętej gminy dębickiej wypiekali macę w wigilię święta Pesach.






  1. maca szmura (hebr. „ strzeżona maca”, jid. maco szmuro, szmuro, szmure-mace; jid. maco szel micwo „maca przykazania”) – placek wyrabiany ze szczególną dbałością o koszerność, bez użycia drożdży czy zakwasu pod szczególnym nadzorem w celu wypełnienia przykazania o jedzeniu macy w święto Pesach (Paschy). Używane do tego celu zboże (najczęściej pszenicę) chroni się przed kontaktem z wilgocią (wodą) od momentu zżęcia. Spożywana przez rodziny żydowskie, za wyjątkiem rabinów i ich najbliższych, tylko podczas dwóch sederów (uczt pesachowych). Największym poważaniem cieszy się maca szmura pieczona w wigilię święta Pesach. Return
  2. mohel – osoba dokonująca rytualnego obrzezania. Return
  3. chamec (hebr. „zakwas”, jid. chomec) – produkt fermentacji zboża, który ze względów rytualnych bywał zakazywany prawem biblijnym; pojęcie to odnosi się do wszelkiego rodzaju ciasta wytworzonego z pięciu rodzajów ziarna: pszenicy, jęczmienia, żyta, orkiszu i owsa, jak również produktów zawierających minimalną choćby jego domieszkę, a wreszcie – wódki ze sfermentowanych zbóż. Wszystkie produkty zbożowe, które weszły w kontakt z wilgocią (wodą) i nie zostały natychmiast upieczone w wysokiej temperaturze, stają się chamecemReturn
  4. Czyli w ciągu 30 dni. Return
  5. szumin (hebr. dosł. „główki czosnku”) – poślad, ziarna gorszej jakości, o nieregularnych kształtach lub mające inne wady fizyczne. Return
  6. 14 dzień miesiąca nisan wypada w przeddzień święta Pesach. Mincha – to codzienne nabożeństwo popołudniowe, a maariw – wieczorne. Ceremonia szukania chamecu odbywa się dnia 14 nisana po zapadnięciu zmroku. Return
  7. Dzisiejszy Potok Kawęczyński. Return
  8. majim szelanu (hebr. „woda, która stoi [przez noc]”) – odniesienie do przepisu zawartego w rytualnym prawie żydowskim na temat wody używanej do pieczenia maca szmura, który mówi, że wodę taką należy nabrać wieczorem przed dniem wypieku i odstawić na noc, aby nabrała właściwej temperatury i nie spowodowała procesu fermentacji ciasta macowego. Return
  9. micwa (hebr. „przykazanie”, „dobry uczynek”) – przykazanie (jedno z 613 przykazań obowiązujących Żyda – 248 nakazów i 365 zakazów) lub akt szczególnej pobożności lub dobroczynności. Return
  10. Hallel (hebr. „Chwała”, „Dziękczynienie”) – pieśń pochwalna, w liturgii nazwa Psalmów 113-118. Hallel należy do nabożeństw związanych ze świętami Pesach, Szawuot, Sukot i Chanuką, jak również ze świętem Nowiu (Rosz Chodesz). Zgodnie z przepisami rytualnymi, Hallel śpiewa się podczas składania ofiar w świątyni w wigilię święta Pesach. Wspomniany przy pieczeniu maca szmura śpiew nawiązuje właśnie do tego zwyczaju. Return


Przetłumaczył z języka angielskiego, opracował i opatrzył przypisami:

Ireneusz Socha © 2004


Powyższe tłumaczenie zostało dokonane z przekładu hebrajskiego oryginału na język angielski (The Baking of Matza Shmura, tłum. i oprac. Jerrold Landau, http://www.jewishgen.org/yizkor/debica/Dembitz.html). [Sefer Dembic, s. 56, red. Daniel Leibel, Tel Awiw, 1964] za pozwoleniem Pana Meira Goldmana i The JewishGen Inc. oraz dzięki życzliwej pomocy Pani Joyce Field i Pana Marca Seidenfelda.



[66]

Jehuda Bornstein

Translated by Ireneusz Socha

Donated by Jacek Dymitrowski

Jehuda Bornstein miał zaledwie piętnaście lat, kiedy po raz pierwszy pojawił się na żydowskiej scenie publicznej w naszym mieście i dwadzieścia cztery lata, kiedy wyjechał. Jednak nie jest przesadnym twierdzenie, iż dzięki jego działalności i licznym a ciężkim zmaganiom, dębicka gmina żydowska zaczęła się wydobywać z ówcześnie panującej ciemnoty i w coraz większym stopniu przyłączać do światowego ruchu odnowy, który u schyłku XIX wieku upowszechniał się wśród Żydów w Galicji.

Nie będzie też przesadnym twierdzenie, że właśnie w owym czasie, to jest w ciągu dziesięciu lat liczonych w przybliżeniu od początku XX wieku do przedednia I wojny światowej, Jehuda Bornstein współtworzył w Dębicy wszystkie kluczowe organizacje oraz inicjatywy społeczne bąd¼ im przewodniczył.

Przed nim działali w Dębicy pojedynczy syjoniści, a nawet małe grupy syjonistyczne, lecz dopiero Jehuda Bornstein –

jako pierwszy – uznał aktywność syjonistyczną za najważniejszy obszar swojej działalności, na którym koncentrował całą swoją uwagę, i który traktował jako główny cel swojego życia. Nawet wielki głód wiedzy oraz umiłowanie literatury i nauki nie przeszkodziły mu w realizacji różnorodnych planów.

Ogólne położenie, w jakim znale¼li się dębiccy Żydzi na początku XX wieku, spowodowało, że niemal wszyscy aktywiści musieli opuścić miasto z uwagi na trudną sytuację materialną. Niektórzy wyjechali do większych miast w Galicji, a pozostali wyemigrowali do innych krajów, zwłaszcza do Niemiec. I tak z wolna Dębica traciła „dobre moce”, czyli miejscowych działaczy. W owym czasie, kiedy na polu syjonizmu zabrakło odpowiednich ludzi, a kiełkujące plony pierwszych działań syjonistycznych były skazane na zmarnowanie, pojawił się on – piętnastoletni młodzieniec, który z samopoświęceniem przeciwstawiał się ogólnemu spustoszeniu i przygnębieniu.

Jehuda Bornstein urodził się w 1888 r. w rodzinie Szlomo Bornsteina, właściciela hotelu w pobliżu stacji kolejowej, zięcia przedsiębiorcy budowlanego Geshwinda. Bornstein zapewnił synowi podwójne wykształcenie, które w owym czasie było normą wśród galicyjskich maskilów[1], tj. tradycyjne wykształcenie żydowskie oraz nowoczesne świeckie. Mały Jehuda uczył się zatem w chederze i betmidraszu[2] oraz równolegle przygotowywał się do nauki w gimnazjum. Jednak nie zdołał przejść dalej, gdyż obawiano się, że w wypadku zapisania Jehudy do gimnazjum rodzina będzie prześladowana przez fanatyków religijnych. W każdym razie można było ukończyć gimnazjum nie chodząc do szkoły, jak to się mówiło w miejscowym języku jako „prywatysta”.

Tak oto Jehuda znalazł się w pułapce pomiędzy dwoma światami: jedną nogą tkwił bowiem w nieinteresującym go już betmidraszu, a drugą w – by tak rzec – przedsionku gimnazjum. W końcu porzucił betmidrasz, lecz nie poszedł do gimnazjum. Poczucie obywatelskiego obowiązku wygrało z ambicją, aby zostać prawnikiem czy inżynierem i zdeterminowało wybrany kierunek nauki. Uczył się dużo i dużo czytał, lecz nie po to, aby otrzymać świadectwo, lecz po to, aby wchłonąć filozofię współczesnego świata, w którym nasz naród miał być tyleż żydowski, co syjonistyczny.

W okresie przedgimnazjalnym zaprzyja¼nił się z uczniami dębickiego gimnazjum narodowości żydowskiej. Niektórzy pochodzili spoza miasta. Jehuda czuł się jak jeden z nich. Czytał periodyk „Moria[3]” – ówczesny organ syjonistów-gimnazjalistów wydawany we Lwowie. W latach 1904-1905 opublikował tam serię esejów i odważnych artykułów na temat bieżących wydarzeń. Włączył się również w działalność syjonistyczną. Nie wiedzieć kiedy, miasto ogarnął nowy duch – lody puściły – a piętnastoletniego Jehudę coraz bardziej pochłaniała prowadzona działalność. Widział przed sobą świat wielkich możliwości.

W mieście była grupa młodzieży umiarkowanie sprzyjającej syjonizmowi, jednakże jej członkowie pozostawali w rozproszeniu i niewielu z nich miało odwagę otwarcie przyznać się do swoich przekonań. Wszystkie wcześniejsze próby zorganizowania struktury syjonistycznej spaliły na panewce z uwagi na opór ze strony miejscowych chasydów. Należało zatem sięgnąć po taką formę organizacji, która nie wzbudziłaby zaraz fali ostrych protestów. Jehuda w swoich artykułach zaproponował założenie „związku kupieckiego”, który oficjalnie nie podawałby się za organizację syjonistyczną, lecz mimo to stwarzałby swoim członkom możliwość prowadzenia działalności syjonistycznej. Organizacja taka powstała i istniała przez pewien czas. Młody Bornstein przemawiał na jej pierwszym posiedzeniu. Jednakże nie zdołała zapuścić korzeni, gdyż w mieście tak małym jak Dębica nie istniała realna potrzeba powołania „związku kupieckiego”. Związkiem kierowali: Naftali Eisen – właściciel dużego warsztatu ślusarskiego, Natan Grünspan – właściciel dużej fabryki taczek oraz Szmuel Mahler – syn Chaima Mahlera – jeden z pionierów dębickiego syjonizmu.

W owym czasie Jehuda Bornstein przyczynił się również do powstania w Dębicy partii Poale Syjon. Jako pierwszy napisał artykuł na ten temat w jej organie „Der Jidyszer Arbajter”. 

Jakby tego było za mało, w tym samym roku Jehuda Bornstein podsunął pomysł założenia w mieście kobiecej organizacji syjonistycznej „Debora”, która w różnych formach istniała aż do wybuchu II wojny światowej.

Rok 1905 był dla Jehudy Bornsteina najbardziej owocnym rokiem w dębickim okresie jego działalności. Właśnie owego roku – dzięki jego błogosławionym wysiłkom – powstała bowiem organizacja, która służyła jako ku¼nia kadr najmłodszej generacji dębickiej młodzieży syjonistycznej. Odtąd Bornstein był odpowiedzialny za nadzór nad wszystkimi nowo powstałymi organizacjami: kierował ich bieżącą działalnością, utrzymywał z nimi kontakty i łagodził wybuchające między nimi spory oraz prowadził batalię przeciwko głównemu oponentowi, tj. chasydzkiej ortodoksji, od samego początku przeciwstawiającej się syjonizmowi. Prowadził swoją działalność niestrudzenie – z wielkim zaangażowaniem i samopoświęceniem. Kiedy pojawiła się potrzeba utworzenia szkoły i biblioteki hebrajskiej lub kiedy istniała konieczność realizacji jakiejkolwiek zewnętrznej inicjatywy politycznej, Bornstein stał zawsze w pierwszym szeregu ochotników i pracowników. Był uznanym przywódcą ruchu syjonistycznego w Dębicy. Reprezentował go na zewnątrz, mimo iż ruch nie potrzebował takiej reprezentacji. Był nawet delegatem na 12. ¦wiatowy Kongres Syjonistyczny w Wiedniu. 

Ostatnim dębickim osiągnięciem Jehudy Bornsteina było założenie organizacji młodzieżowej „Haszachar”, czyli – jak mówili jej członkowie – „Związku Młodych Studentów”. Był to miejscowy oddział ogólnopolskiej organizacji „Haszachar”[4], której kongres odbył się w święto Pesach[5]w roku 5678 (1918) w Hotelu Bornsteinów w Dębicy. Jehuda był jednym z uczestników owego zjazdu. 

Jehuda poślubił Ruchamę, córkę Natana Grünspana, zimą 1913 r. Była aktywistką i działała w kręgach dębickiej młodzieży. W 1914 r. młoda para wyjechała do Frankfurtu w Niemczech ze zdecydowanym postanowieniem dokonania aliji[6]do Ziemi Izraela najszybciej jak to możliwe. 

Mimo iż Jehuda Bornstein przebywał we Frankfurcie bardzo krótko, bo nie dłużej niż dwa miesiące, to jednak zostawił tam wyra¼ny ślad, czyli „Żydowski Związek Kulturalny”, który prowadził swoją działalność z powodzeniem przez wiele lat. 

W kwietniu 1914 r. Jehuda wyjechał z Frankfurtu do Ziemi Izraela, gdzie przebywał przez trzy miesiące. Przygotowywał miejsce, gdzie mógłby się osiedlić wraz z Ruchamą, po czym wrócił po nią do Niemiec, lecz w międzyczasie nad Europą zaczęły się kłębić ciemne chmury. Na horyzoncie majaczyła już I wojna światowa. Nie mając wyboru, rodzina przeprowadziła się do Wiesbaden, gdzie mieszkała w okresie wojny oraz okupacji francuskiej. Ruchama, mająca niezwykły talent w sprawach organizacyjnych i handlowych, zaczęła prowadzić z powodzeniem działalność gospodarczą w Wiesbaden, a Jehuda poświęcił się pracy na rzecz syjonizmu, dzięki czemu zaczął cieszyć się sporym uznaniem wśród niemieckich syjonistów. Udzielał się, między innymi, w tworzeniu w Niemczech „organizacji Żydów ze Wschodu”, którą założyło dwóch rodowitych Galicjanerów, tj. Mosze Waldman z Tarnopola oraz Bencjon Fett z Rzeszowa. Nie było w Niemczech takiego zjazdu syjonistycznego, na którym nie pojawiłby się Jehuda jako reprezentant syjonistów z Wiesbaden. Na początku lat 1920. został wybrany na członka zarządu organizacji „Zjednoczonych Syjonistów Niemiec”, której oddziały mieściły się w Berlinie, Monachium i Strasau.

Jednak te namacalne sukcesy – które zaistniały w następstwie zmieniającej się sytuacji – jak również sama działalność syjonistyczna nie mogły odwieść Jehudy i Ruchamy od realizacji planów związanych z aliją. W 1924 r. nasza para zwinęła interesy w Wiesbaden i przeprowadziła się do miasta Hajfa w Izraelu, gdzie Jehuda wybudował dom w dzielnicy Hadar ha-Karmel. Z uwagi na niestabilną sytuację ekonomiczną, zdecydowali się wrócić do Niemiec, aby ratować majątek i widocznie pozostali tam przez kilka lat, nie tracąc nadziei na ponowny wyjazd do Ziemi Izraela i powrót do domu w Hajfie. Tymczasem Jehuda kontynuował nieskrępowaną działalność syjonistyczną. Każdy, kto zawitał w progach Ruchamy i Jehudy, spotykał się z ich niezwykłą gościnnością oraz gotowością niesienia pomocy wszystkim, którzy jej potrzebowali. Niestety, w owym czasie ich sytuacja ekonomiczna się pogorszyła i Jehuda – człowiek o czystych intencjach i bezkompromisowy – nie mógł dalej działać. W dniu 30 czerwca 1930 r. serce tego zaangażowanego od najwcześniejszej młodości syjonisty przestało bić. Nie było mu dane ujrzeć powtórnie Ziemi Izraela ani Hajfy – miasta, w którym czekał na niego dom, i w którym chciał wychować dwóch synów. Ruchama, jego życiowa partnerka, wyjechała do Ziemi Izraela i po dziś dzień pomaga zachować żywotność jego dziedzictwu. 

Przetłumaczył z języka angielskiego, opracował i opatrzył przypisami:

Ireneusz Socha © 2005


Powyższe tłumaczenie zostało dokonane z przekładu hebrajskiego oryginału na język angielski (Yehuda Bornstein, tłum. i oprac. Jerrold Landau, http://www.jewishgen.org/yizkor/debica/dem036.html - p66a). [Sefer Dembic, s. 66, red. Daniel Leibel, Tel Awiw, 1964]





  1. maskil (hebr. „myślący”) – uczestnik Haskali, ruchu oświeceniowego wśród Żydów; zwolennik asymilacji i europeizacji Żydów. (Słownik Wyrazów Obcych PWN) Return

  2. betmidrasz (hebr. „dom nauki”) – miejsce studiów nad Torą i Talmudem. (przyp. tłum.) Return

  3. Moria – wzgórze, na którym Abraham złożył w ofierze swego syna, Izaaka i na którym stała ¦wiątynia Jerozolimska. (przyp. tłum.) Return

  4. „Haszachar” (hebr. „przedświt”) – Związek Żydowskiej Młodzieży Akademickiej, założony w 1898 r. w Krakowie jako pierwsza syjonistyczna galicyjska organizacja studencka. Działała dzięki poparciu Fundacji barona Maurycego Hirscha oraz austriackiej filii Alliance Israelite Universelle. Organizacja działała nieprzerwanie do 1939 r. stawiając sobie za cel wychowanie członków w duchu kultury żydowskiej, rozpowszechnianie znajomości języka hebrajskiego, pielęgnowanie poczucia obowiązku wobec państwa, szukanie dróg porozumienia ze społeczeństwem polskim. (Archiwum UJ) Return

  5. Pesach (hebr. „przejście”) – święto żydowskie obchodzone na pamiątkę wyzwolenia Żydów z niewoli egipskiej. W Izraelu trwa 7 dni, a w diasporze – 8 dni poczynając od 15. dnia miesiąca Nisan (marzec/kwiecień). (przyp. tłum.) Return

  6. alija (hebr. „wstąpienie”) – (1) wezwanie do publicznego czytania Tory w synagodze; (2) nazwa pielgrzymki do Jerozolimy z okazji świąt; (3) wyjazdy Żydów do Izraela na pobyt stały; także przyjazdy do Izraela ludzi z określonego rejonu lub w tym samym czasie, np. alija polska, związana ściśle z powstaniem w XIX w. syjonizmu. Do 1939 zaobserwowano 5 aliji w zależności od motywów, terenu rekrutacji osadników, masowości (1882–1903, 1904–14, 1919–23, 1924–28, 1929–39). Alija z Polski na szerszą skalę rozpoczęła się w połowie lat 20. XX w. i miała głównie podłoże ekonomiczne. Istniała również po II wojnie światowej: w latach 1944–56 o podłożu społeczno-politycznym, po 1968 — z przyczyn politycznych. Obecnie odbywa się alija z terytorium byłego ZSRR. (Słownik Wyrazów Obcych PWN). Return

« Previous Page Table of Contents Spis treści Next Page »


This material is made available by JewishGen, Inc. and the Yizkor Book Project for the purpose of fulfilling our mission of disseminating information about the Holocaust and destroyed Jewish communities. This material may not be copied, sold or bartered without JewishGen, Inc.'s permission. Rights may be reserved by the copyright holder.


JewishGen, Inc. makes no representations regarding the accuracy of the translation. The reader may wish to refer to the original material for verification. JewishGen is not responsible for inaccuracies or omissions in the original work and cannot rewrite or edit the text to correct inaccuracies and/or omissions. Our mission is to produce a translation of the original work and we cannot verify the accuracy of statements or alter facts cited.

 Dembitz, Poland    Yizkor Book Project     JewishGen Home Page


Yizkor Book Project Manager, Joyce Field
This web page created by Osnat Ramaty

Copyright © 1999-2008 by JewishGen, Inc.
Updated 1 Apr 2008 by MGH