Spis treści

[Strona 346]

 

Dziecko na drodze

Autor: Yehudit Przenica, Kholon

Z jidysz na angielski przełożył Pamela Russ
Z angielski na polski przełożył Adam & Alicja Żmijewski

Miałam osiem lat, gdy w 1939 wybuchła wojna, ale bardzo szybko dorosłam. Zaledwie rok później utrzymywałam się już sama, będąc też żywicielką rodziny.

Nie pamiętam Nowego Dworu sprzed wojny – z żydowskim życiem, żydowska młodzieżą – znam to z opowieści. Nowy Dwór pamiętam tylko we łzach, z padającymi bombami i strachem przed śmiercią.

Pamiętam furmankę, która stała przed domem i chrześcijanina wynoszącego nasze rzeczy; moja matka i ojciec byli zaniepokojeni i pomagali ładować je na furmankę. Moja babcia Yocheved siedziała przed domem i miała na oku nasze rzeczy, upewniając się, że Bóg nie pozwoli nikomu nic ukraść. Zapytałam niewinnie: "Mamo, dokąd jedziemy?" "Do Warszawy, do nowego domu", odpowiedziała matka. Ucieszyłam się, że to słyszę. Jak wycieczka, pomyślałam. Jadę do wielkiego miasta Warszawy i będę częścią życia tego wielkiego miasta ...

Ale podekscytowanie nie trwało długo. Zaczynaliśmy się od siebie oddzielać i tak rozpoczynała się nasza tragedia. W krótkim czasie ja, moi rodzice, bracia i siostry i moja babcia Vita opuściliśmy Warszawę i przenieśliśmy się do Rembertowa. Mój dziadek Srulke i jego rodzina pozostali w Warszawie na ulicy Stawki.

Warunki pogorszyły się. Mój ojciec leżał chory na łóżku, a moja matka spuchła z głodu. Właśnie wtedy stałam się żywicielem całej rodziny.

Przemykałam przez wszelkiego rodzaju drogi do Nowego Dworu z workiem i listem od mojego ojca do Arnolda Boldina z prośbą, by pomógł nam odrobiną jedzenia. Arnold Boldin był Folksdeutschem i dobrym przyjacielem mojego ojca. Dałam mu ten list, a on troskliwie zajął się mną. Napełnił mój worek jedzeniem, po czym zabrałam się w drogę powrotną do rodziców, którzy z niecierpliwością czekali na mój powrót.

Ale niestety, nie dotarłam do nich szybko. Niemieccy strażnicy zatrzymali mnie, zabrali worek z jedzeniem, zbili mnie kilka razy, a potem odesłali z powrotem do Nowego Dworu. Znowu poszłam do Arnolda Boldina. Ponownie dał mi następny worek z jedzeniem i tym razem towarzyszył do Rembertowa do mojego ojca. Bardzo mu współczuł, ale po tej wizycie ich przyjaźń się zakończyła.

Ponieważ nie było innego wyjścia, stałam się żywicielem mojej rodziny. Z workiem przewieszonym przez ramię przemierzałam wioski, prosząc o kawałek chleba. Zbierałam kawałki starego chleba poza gettem, też trochę ziemniaków i zanosiłam to wszystko do domu, by podtrzymać przy życiu moich rodziców. Strażnicy zatrzymywali mnie wielokrotnie, zabierali kawałki chleba i wysypywali wszystko inne, co było w worku, a potem bili mnie mocno. Płakałam, po czym wracałam do moich rodziców, którzy czekali na ten kawałek chleba .... Przez wiele długich miesięcy chodziłam od jednej wsi do drugiej.

Pewnego dnia moja babcia Vita powiedziała do mnie: "Wracaj ze mną do Nowego Dworu, bo w chwili śmierci chcę tam być". Zostawiłam moich ukochanych rodziców i poszłam z babcią do Nowego Dworu. Drogi nie były łatwe do pokonania, ale przemierzyłyśmy je bezpiecznie. Jednak wkrótce zabrano nas do Pomiechówka - moją babcię i mnie.

W tym czasie jeszcze nie wiedziałam ani nie rozumiałam, że Pomiechówek był ostatnim przystankiem dla wszystkich, którzy się tam znaleźli. Może inni dorośli też tego nie rozumieli. Arnold Boldin przypadkowo mnie tam znalazł. Był jednym z ważnych ludzi wśród Niemców. Powiedział do mnie: "Zostaw swoją babcię tutaj, ona jest już stara, ale ty nadal jesteś młoda. Chcę więc cię stąd uratować”. Nie miałam wtedy najmniejszej ochoty, aby pójść z nim. Wolałam zostać z babcią. Udało mu się jednak mnie przekonać i zabrać z Pomiechówka. Wkrótce potem zobaczyłam na własne oczy, jak kopią rowy i grzebią ludzi żywcem i gdzie wpychają też moją babcię. Krzyknęłam, że chcę tam wrócić, ale Boldin siłą odciągnął mnie od tego. Nie pamiętam nawet, jak znów pojawiłam się w Nowym Dworze.

Poszłam do księdza, który znał mnie od małego dziecka, gdy przychodziłam do kościoła z naszymi chrześcijańskimi robotnikami. Płakałam i błagałam księdza, że powinien mnie uratować. Opowiedziałam mu całą historię o moich rodzicach. Uspokoił mnie i obiecał, że zrobi, co w jego mocy, by mi pomóc. Schował mnie w swojej piwnicy, a ja chodziłam z nim codziennie do kościoła i stałam się jedną z najlepszych chórzystek. Z czasem dostałam od niego papiery z nowym nazwiskiem: Krystyna Pawłowska. Zaczęłam się czuć jak chrześcijanka od pokoleń…

Ale to nie trwało długo. Ktoś rozpoznał mnie na ulicy i zapytał: „co ty tutaj robisz?”. Przestraszyłam się i uciekłam. Kiedy opowiedziałam o tym księdzu, kazał mi schować się do piwnicy i siedzieć tam cicho.

Tego samego dnia na plebanię przyszło dwóch Niemców z rozkazem wydania żydowskiej dziewczynki, którą ukrywa. Skłamał im mówiąc, że nie ma tu żadnej żydowskiej dziewczynki. Zagrozili, że go zastrzelą, ale i tak wciąż utrzymywał, że nie ma tu żadnej dziewczynki.

Niemcy zaczęli okrutnie go torturować, ale dalej trzymał się swojej wersji, aż osunął się na podłogę, obficie brocząc krwią. Miał całe ciało w ranach, a twarz nie do rozpoznania. W końcu oprawcy zostawili go w spokoju i odeszli. Zanim ksiądz umarł, powiedział swojej gosposi, by wypuściła mnie z piwnicy i przyprowadziła do niego, aby mógł się ze mną pożegnać.

Gdy gosposia przyprowadziła mnie do księdza, zobaczyłam morze krwi i jego zmasakrowane ciało. Na ten widok zemdlałam; kiedy odzyskałam przytomność, podniósł swoją porozrywaną i połamaną rękę, pogłaskał mnie i na koniec powiedział gosposi, że powinna oddać mnie odpowiedzialnym ludziom i zachowywać się dla mnie jak matka tak, by nikt nie podejrzewał, że jestem Żydówką. Oparta o księdza czułam jak jego ciało stygnie.

Wtedy ponownie poprosił, bym się ukryła - zaraz potem zmarł. Nie pamiętam imienia tego księdza. Był proboszczem w Nowym Dworze.

Gosposia zabrała mnie z plebani i zmyła ze mnie jego krew. Wiele jej wsiąkło do mojego ubrania, dlatego gosposia przebrała mnie, a o piątej rano odstawiła do Modlina. Zostawiwszy mnie tam, zaraz zniknęła.

Nagle zjawił się pociąg. Natychmiast weszłam do wagonu, gdzie siedziało kilku pijanych Niemców. Przeszłam przez cały wagon niezauważona i usiadłam obok dwóch cywilów. Drzemałam, gdy podszedł do mnie jakiś człowiek i zaczął wypytywać o moich rodziców. Odparłam, że mam ojca i małe rodzeństwo, że jesteśmy bardzo biedni i szukam pracy. Nie domyślił się, że jestem Żydówką; nosiłam łańcuszek z małym krzyżykiem. Ten człowiek, chrześcijanin, zabrał mnie do wsi o nazwie Parlin, która znajdowała się niedaleko miasteczka Czerwińsk, do chłopa o nazwisku Stanisław Konja. Pracowałam tam aż do wyzwolenia.

Pewnego razu żona chłopa wysłała mnie do swojej siostry do Czerwińska po trochę owczej wełny. Zostałam tam przez dłuższą chwilę, korzystając z możliwości odpoczynku od ciężkiej pracy u chłopa Konji. W drodze powrotnej do Parlina, gdy była już siódma wieczorem, natknęłam się na niemiecki patrol.

Oficer chciał mnie zaaresztować. Przestraszyłam się, gdy krzyknął „Halt!”. Zaczęłam uciekać, a Niemiec pobiegł za mną, strzelając z pistoletu. Wbiegłam na chrześcijański cmentarz i wskoczyłam do dużego grobu - był głęboki, obwałowany. Wszystko, co się tam ze mną działo, pamiętam jak przez sen, ponieważ przez cały ten czas byłam jak zemdlona.

Czułam martwe ciała pod stopami. Były to zwłoki wrzucone do grobu podczas wojny. Czułam też robaki i jakieś gryzonie… widziałam jak Niemcy szukają mnie, latarkami oświetlając cmentarz. Przywarłam do ściany grobu i czekałam. Niemcy odeszli, ale nadal bałam się wyjść, więc zostałam w tym dole przez cały kolejny dzień aż do pierwszej w nocy i wtedy dopiero wyszłam z grobu.

Jak się wydostałam, nie pamiętam. Pamiętam tylko, że grób był bardzo wysoki, a z racji niskiego wzrostu, było mi bardzo trudno wydostać się stamtąd. Pokonałam wysoki mur cmentarny, udając się w kierunku małej wsi w tej okolicy, i o dziewiątej wieczorem zapukałam w okno jakiegoś domu. Drzwi otworzyła chrześcijanka, którą poprosiłam o nocleg. Wkrótce przyniosła mi trochę wody, bym mogła zmyć z siebie trupi odór i robaki, insekty, które łaziły po mnie.

Położyłam się spać na słomie, przykrywając jakimiś gałganami. Spałam tak przez dwa dni. Chłopi myśleli, że umarłam i niemalże pochowali mnie żywcem. Gdy zobaczyli, że budzę się, byli bardzo zdumieni, po czym zabrali mnie do doktora, który potwierdził: tak – ona nadal żyje! Na jego polecenie zabrano mnie do szpitala, gdzie w pełni odzyskałam przytomność. Pierwsze, co zobaczyłam, to moją rękę zranioną przez kulę, a może wskutek uderzenia. Naprawdę nie wiem, co się ze mną działo od momentu wskoczenia do grobu na cmentarzu aż do tej chwili. Prawie nic nie zapamiętałam. Chrześcijanie opowiedzieli mi o tym wszystkim, gdy w pełni odzyskałam przytomność.

Gdy obudziłam się już na dobre w szpitalu, pytano mnie, kim jestem i skąd pochodzę. Podałam im nazwisko Stanisława Konji - człowieka dla którego pracowałam. W szpitalu usunięto mi drzazgi ze zranionej ręki. Konja przyszedł odwiedzić mnie, po czym zabrał do domu.

Zostałam u niego aż do wyzwolenia. Zaledwie dzień przed tym przyszedł ktoś z wiejskiego magistratu i powiedział do mnie: „Czy wiesz, że jesteś Żydówką?” . I tak odkryli, że jestem żydowskim dzieckiem. Natychmiast przeżegnałam się, odpowiadając, że chyba postradał rozum…

Następnego dnia po wyzwoleniu, gdy rano szłam wydoić krowy, pozbierałam swoje rzeczy i uciekłam.

 

Spis treści


This material is made available by JewishGen, Inc. and the Yizkor Book Project for the purpose of
fulfilling our mission of disseminating information about the Holocaust and destroyed Jewish communities.
This material may not be copied, sold or bartered without JewishGen, Inc.'s permission. Rights may be reserved by the copyright holder.


JewishGen, Inc. makes no representations regarding the accuracy of the translation. The reader may wish to refer to the original material for verification.
JewishGen is not responsible for inaccuracies or omissions in the original work and cannot rewrite or edit the text to correct inaccuracies and/or omissions.
Our mission is to produce a translation of the original work and we cannot verify the accuracy of statements or alter facts cited.

  Nowy Dwór Mazowiecki, Poland     Yizkor Book Project     JewishGen Home Page


Yizkor Book Project Manager, Binny Lewis
This web page created by Max G. Heffler

Copyright © 1999-2019 by JewishGen, Inc.
Updated 2 Jul 2017 by MGH